Avari i Thoronnil
Rozdział 17
Wtórniacy przybywają na Zachód
Wczas, gdy od przybycia Mędrków do Balarowa upłynęło trzysta lat z okładem, za dni Długiej Spokojności Wiernik Dziuroręb wybrał się razu pewnego ze Skałotwierdza na wschodni brzeg Wielkostruga, ażeby wespół z Drągasem i Drugasem, synami Ognioducha, łowy uczynić. Znużywszy się zaś łowami, podążył samotnie w kierunku Śpiewnikowych Wierchów pobłyskujących w oddaleniu, i jadąc Gościńcem Krzatów przekroczył Wielodopływ brodem Skalnego Traktu, po czym podążywszy w górę biegu Gwałtownika przeprawił się przezeń kierując się na południe; w tenże sposób znalazł się w północnej części Siedmiorzecza.
W dolinach na pogórzu Śpiewnikowych Wierchów, poniżej żródeł Śnieżownika postrzegł w mroku wieczornym światła jakoweś i do uszu jego dobiegły nadobne śpiewki. Zadziwił się mocno, bo Zieleniaki w tej krainie nie zwykły ognisk rozpalać ani śpiewek po nocy czynić. Wprzódy, zafrasował się nieco, iż może to trupa Ochydników, przedarłwszy się przez linie wojsk sprzymieżonych, śpiewki w lesie urządza; lecz zbliżywszy się nieco ujrzał jak niesłusznym było owe podejrzenie, śpiewacy bowiem posługiwali się językiem mu nieznanym, jakkolwiek na pewno nie krzatowym ani ochydnikowym. Stanąwszy pod drzew osłoną, Wiernik zaglądnął z wierchu na ogniska i zoczył jakoweś istoty dziwne wielce.
Byli to Wtórniacy z rodu Bera Starzyka - jako go potem nazwano - i część szczepu mu podległego. Po długaśnym wędrowaniu ze Wschodu Ber przeprowadził ich wreszcie przez Modrakowe Wierchy. Wkroczyli do Balarowa jako pierwsi z Wtórniaków w tej krainie. Śpiewali dumki w radości, pewni, że oto są w krainie, gdzie niczego się lękać nie trzeba i że na zawsze umknęli oni przed niebezpieczeństwami wszelkimi.
FelekGund patrzał na nich czas długi i w sercu jego zapłonęła lubość do tych nowych przybyszów. Atoli nie wyniłd z ukrycia, póty Wtórniacy nie zapadli w snu objęcia. Następnie wszedł między śpiącycych i zasiadł przy przygasających ognikach, niestrzeżonych przez nikogo; wziął w swą rękę prostacką lutnię, odłożoną przez Bera i począł grać, wygrzebując z jej strun śpiewkę, jakiej uszy Następniaków nigdy do onej chwili nie słyszały lud ten bowiem nie posiadł dotychczas innych belfrów niźli Ciemniaki w krainach dzikich a odległych. Wtórniacy pobudzili się, a dostrzegłszy FelkaGunda i usłyszawszy jego śpiewkę i śpiew , każdy z nich dedukował, iż to piękne marzenie senne, które tylko jemu się wydaje, wżdy zaraz spostrzegli, iż wszyscy wokół także się rozbudzili....
W słowach króla gadatków była bowiem rozumność wielka, a serca słuchających bogaciły się nią; Wiernik śpiewał o początkach Siedliszcza Erudziatek, o szczęśliwości Rajnika leżącego za ciemnościami mórz, a wtórniacy widzieli akuratnie wszystko, o czym snuła się śpiewka, boć przecie każdy na swoją modłę pojmował mowę gadatka.
Wtenczas to wtórniacy nadali Wiernikowi, najpierwszemu z Wędrowniczków, jakiego uznali, nazwanie "Rozumnik" ; potem od tego imienia, nazwali jego lud Rozumnikami czyli mądrymi. Nasamprzód dumali oni, że Wiernik jest jednym z Wielkomocniarzy, o których to zasłyszeli, że pomieszkują na Zachodzie; dla tegóż to powodu - jak powiadają niektórzy - podjęli to wędrowanie. Lecz Wiernik pozostał z nimi, pouczał ich w szczerej nauce, a wtórniacy umiłowali go na zabój, uznali za władykę swego i po wsze czasy dochowali wierności rodowi Wiernika.
Wędrowniczkowie górują nad wszelakimi inszymi plemionami zdolnością do języków, a Wiernik wkrótce się przekonał, iż zdolny jest odgadywac mysli, które to wtórniacy starali się mu przekazać w swej mowie, toteż z łatwością wielką tłumaczył sobie ich słowa. Podobnież, wtórniacy ci po wschodniej stronie gór długaśny czas przestawali z Ciemniakami i wiele z ich języka wzięli ku swojemu; jako że wszelakie języki Gadatków z jednego pnia się wywodzą, przeto mnóstwo wyrazów i form w mowie Bera i jego ludu przypominało mowę pierwszaków. Wkrótce też Wiernik mógł swobodnie pogaduch z Berem czynić i częstokroć długie dysputy wiedli podczas pobytu jego w ich obozowisku. Aleć, gdy pytał o początek wtórnikowego rodzaju i o ich wędrowanie , Ber mówił mało wiele; samoj nie znał wiele, a to z takowej przyczyny, iż ojcowie jego nic o tamtych czasach mu nie prawili.
- Ciemność za nami zalega - prawił Ber - i plecami się to owych odwracamy. Nawet myśli naszej wracać nie trzeba do spraw owych. Serca nasze zawszeć zwrócone ku Zachodowi były i zawszeć wiara w nas była, że w tamtej stronie Światłość znajdziemy.
Późnie wszakże prawiło się pomiędzy Wędrowniczkami, że kiedyż to wtórniacy przecknęli się we Wtórnikowie o pierwszym wschodzie Słońca, szpiedzy Czarnowroga bystro ich zoczyli i swemu władcy powiedzieli o nich; Zdało się to tak ważne Czarnowrogowi, że zostawiwszy dowodzenie wojną Pokrętnikowi, opuścił Żekielnik i w tajności wielkiej, pod cienia osłoną, do Środkoziemu wyruszył.
Wędrowniczkowie nic nie wiedzieli podówczas i mało się dowiedzieli później o poczynaniach Czarnowroga pośród pierwszych wtórniaków, lecz nawet w sercach swoich przyjaciół najwcześniej poznanych, dostrzegali smugę ciemności ( wielce podobną do cienia Bratobójstwa i Pokarania Dmuchaczowego ciążących nad Mędrkami).
Albowiem zawszeć głównym działaniem Czarnowroga było wykrzywienie lub niszczenie wszelkiej rzeczy, jakowa pojawiła się na swiecie nadobna i nowa. W takiejżto intencyi wszedł też pomiędzy pierszych wtórniaków: postraszeniem i łgarstwami chciał ich narychtować wrogo do Wędrowniczków i popchnąc na zachód przeciw Balarowu. Plany owe potrzebowały jednakże długiego czasu, by owoce wydać, i nigdy nie zostały całkowicie urzeczywistnione, albowiem na początek wtórniaków niewielu było, a Wędrowniczkowie tak wyrośli w siłę i sojusze, że Czarnowróg powrócił do Żekielnika pozyskawszy dla siebie jeno garstkę sług, i to jedynie pośledniego pochodzenia i najmniej zmyślnych.
Wiernik dowiedział się wtenczas od Bera, że jest więcej gromad wtórniakowych ciągnących także na zachód.
- Część mojego własnego szczepu przeprawiła się przez góry i znajduje się niedaleko stąd prawił Ber. - Haludy zaś, szczep, od którego to dzieli nas odmienność języka, pozostali w dolinach na południowych stokach Gór; oczekują tam jakowyś wiadomości, zanim ośmielą się podążać dalej. Są też inni, mówiący językiem podobnym do naszego i z tymi spotykamy się od czasu do czasu. Wyruszyli wczas, ale to szczep liczny bardzo, trzymają się zawsze razem i posuwają powoli, a wszyscy podlegli są rozkazowi jednego wodza, którego nazywają Marudem.
Tymczasem, Zieleniaki z Siedmiorzecza zaniepokoiły się przybyciem wtórniaków, a kiedy się zwiedziału, że jest z nimi jeden z książąt Wędrowniczków zza Morza, wyprawiwszy do Wiernika posła, powiedziały:
- Panie, jeśli posiadasz jakąkolwiek władzę nad owymi nowymi przybyszami, przemów do nich i nakłoń ich, aby wrócili skąd przyszli lub powędrowali dalej, albowiem mącą oni nasze życie. Ścinają drzewa i polują na zwierzynę, nie mogą więc być naszymi przyjaciółmi i nękać ich będziemy dopóty, dopóki przebywać będą w tej okolicy.
Podążając za radą Wiernika , Ber zebrał swój lud rozproszony i przenieśli się za Wielodopływ i osiedli w krajach podległych Dwojardowi i Dwojasowi na wschodnim brzegu Wyżynnika, na południe od Czarowniczkowego Gaju, w pobliżu granicy z Płotowiskiem. Kraj ten później nazwano Obozownikiem. Kaj rok upłynął, Wiernik zapragnął wrócić do swego królestwa, a Ber poprosił, by zabrał go ze sobą do swej krainy. Tak też się stało i pozostał on na służbie króla Skałotwierdza do końca swych dni.W ten oto sposób zyskał imie Ber, co w języku jego ludu znaczy "Wasal". Przedtem miał na imię Balek. Odchodząc z Wiernikiem przekazał władzę swemu synowi najstarszemu, Barikowi. Sam już nigdy nie powrócił do Obozownika.
Wkrótce po wyjeździe Wiernika ściągnęły do Balarowa insze grupy wtórników, o których to opowiadał Ber królowi. Najpierwsi pojawili się Haludy, lecz urażeni nieprzyjazną podejściem Zieleniaków zawrócili na północ i zatrzymali się w Wielodopływnym Ciemniakowie, krainie rządzonej przez Ciemniaka, syna Ognioducha. Przez czas jakowyś, wtórniaki żyli tam w spokoju, albowiem podwładni Ciemniaka prawie, że nie zauważali ich. W następnym roku Marud, przyprowadził zza gór swoją gromadę, szczep dorodny i wojowniczy, maszerujący w ordynku, kompanija za kompanija. Zieleniaki z Siedmiorzecza zestrachały się na takowy widok i nie próbowały przeszkadzać im w pochodzie. Marud jednakże, zwiedziawszy się, iż szczep Bera osiadł na zielonej i żyznej ziemi, powiódł dalej swoich Gościńcem Krzatów i ostał się w krainie położonej na południo-wschód od osiedli Barika, syna Bera, a oba owe szczepy żyły odtąd w ogromnej przyjaźni. Wiernik częstokroć nawiedzał wtórników. Wiele inszych Gadatków, czy to Mędrków, czy Szaraków, przybywało z dalej na zachód położonych krain do Obozowiska, pragnąc poznać Przemykaczy, których pojawienia się od dawna oczekiwano. W przepowiedniach władyków Mocniewa, zapowiadających przyjście Wtórnego Pokolenia Dziatków Jedynaka, nazywano wtórniaków Ostatki, lecz w języku Balarowa przezwano ich Przemykacze, obejmując wszakże tym mianem tylko trzy szczepy Przyjaciół Wędrowników.
Finfalin jako król wszystkich Mędrków posłał posły z powitalnym pozdrowieniem, potem zaś liczni młodzi, żądni przygód Przemykacze opuszczali swoich, aby iść w służbę do królów i wodzów Wędrowniczków. Między takowymi był także Marudaś, syn Maruda, który spędził w Mgli Kraju lat czterydzieści, naumiał się języka gadatków i przyjął imię Ważniak.
Pobyt w Obozowisku nie na długo zadowolił Przemykaczy, gdyż wielu z nich prgnęło iść dalej na zachód; nie znali jednakże drogi. Przed sobą mieli granice Płotowiska, od południa płynął Wielkostrugi rozpościerały się niedostępne moczary na brzegach tej rzeki. Królowie trzech zacnych rodów mędrkowych pokładając wielgaśne nadzieje w silności wtórniakowych synów głosili, iż każdy Przemykacz, jeśli tylko zechce, może się osiedlić w granicach ich królestw. Poczęło się więc wędrowanie Przemykaczy; zrazu pojedynczo, potem zaś rodzinami i całymi gromadami opuszczali Obozownik, tak że po jakowyś piędziesięciu latach tysiące zamieszkiwało kraje królewskie. Dopóki nie zaznajomili się dobrze z inszymi drogami, wiekszość wybierała długi szlak na północ. Lud Bera zawędrował do Sosnownika i osiedlił się w krainach rządzonych przez ród Finfinfina. Lud Ważniaka (ojciec jego, Marud, pozostał w Obozowisku aż do śmierci) wywędrował przeważnie na zachód; część poszła do Mgli Kraju, lecz Marudasiek, syn Ważniaka, z wieloma towarzyszami skierował się wzdłuż brzegów Wielkostruga do Balarowa i zatrzymał się czas jakiś w dolinach na południowych stokach Cieniowych Wierchów.
Podobnież nikt prócz Wiernika Dziuroroba nie porozumiewał się w tych sprawach z królem Tingoszem, niezadowolonym wielce z owego powodu, a także dlatego, iż nękały go sny nieprzyjazne o wtórnikach i to na długi czas przed przybyciem takowych, rychlej niż dotarły jakiekolwiek pierwsze o nich wiadomości. Zarządzenie więc wydał, iż wtórnikom wolno się osiedlać jedynie na północy i że książęta, u których są na służbie, odpowiadają za wszelakie ich uczynki.
- Nie wpuszczę do Płotowiska wtórników - oznajmił - dopóki będzie trwało moje panowanie, nawet tych z rodu Bera, którzy służą wielce mi umiłowanemu Wiernikowi.
Snutka zrazu nic na to nie rzekła, później wszakże powiedziała do Światłolicej:
- Świat toczy się teraz szybko ku posiasnym wydażeniom. Jeden z wtórników, i to z rodu Bera, przybieży tutaj, a Obramówka Snutki nie zatrzyma go, gdyż przyśle go los silniejszy niż me czary, a dumki, które będą opiewały jego przyjście przetrwają nawet wtenczas, gdy wszystko się zmieni w Środkoziemiu.
Wielu jednakże wtórniaków nie opuściło Obozowiska i przemieszane plemiona żyły tamoj, aż do zniszczenia Balarowa, i wtenczas tako zostały zmiażdżone, albo zbiegły napowrót na Wschód. Starzy, po prawdzie, uważali, że skończyły się dla nich dni wędrowania, lecz z młodszych niejeden pragnienie miał chadzać własnymi duktami i lękał się Wędrowniczków, zwłaszcza światła w ich oczach; zrodziły się więc pomiędzy Przemykaczami niesnaski, w czym to można było prosto spostrzec cień Nieprzyjaźnika, bo jest pewne, iż wiedział on o przybyciu wtórników do Balarowa i wzrastającej, między wtórniakami i gadatkami, przyjaźni.
Przywódcami niezadowolonych byli: Buntek z rodu Bera i Zawrotnik, jeden z wnuków Maruda; prawili oni otwarcie:
- Przebyliśmy długaśną drogę, ażeby zemknąć niebezpieczeństwom Środkoziemu i czychającym siłom ciemności. Słyszeliśmy, jakoby na Zachodzie było Światło. Wszak teraz, dowiadujemy się, iż owo Światło jest tamoj, hen za Morzem. Nie dane nam iść tam, gdzie w niezmąconym szczęściu pomieszkują bogowie. Za wyjątkiem jednego, albowiem Władyka Nieświatłości znalazłwszy się tutaj najpierwszy, jak i rozumni, lecz groźni Wędrowniczkowie, toczy z nimi niekończące się wojny. Powiadają, że Nieprzyjaźnik zamieszkuje na Północy, tamoj więc nic, tylko cierpienie i śmierć panuje, przed jakowymi żeśmy uciekali. Nie pójdziem tą drogą.
Zwołano wielką naradę i zgromadziła się wielgachna rzesza wtórników. Przyjaźniki Wędrowniczków tak odpowiedzieli Buntkowi:
- Prawda to, że wszelakie zło, przed którym uciekaliśmy, przyszłe jest od Władyki Nieświatłości, lecz on pożąda władzy nad całym Środkoziemem. Dokąd żesz nam się udać, aby nas nie ścigał? Mus nam go tutaj pokonać albo w oblężeniu trzymać, chociażby. Jedynie męstwo Wędrowniczków powściąga nieprzyjaciela i może właśnie w tymże celu los nas tutaj sprowadził, abyśmy ich wsparli w owej ciężkiej potrzebności.
Na takowe gadanie Buntek począł prawić:
- Niechaj o to troszczą się Wędrowniczkowie! Nasz żywot niedługi jest.
Wtenczas odezwał się ktoś, kto w oczach zebranych jawił się jakoby był to Zawrotnik, syn Imeka, a jego pełne posępności słowa potrząsnęły bracią:
- Wszyćko, to zawżdy są bajania gadatków, zmyślone gadki, ażeby zmącić w głowach nowych przybyszy. Morze nie ma drugiego brzegu. Na Zachodzie nie ma żadnych Świateł. Podążaliście za błędnym ognikiem gadatków na kraj świata! Kto widział Władykę Nieświatłości na Północy? Nie kto inny, lecz sami Wędrowniczkowie pożądają władzy nad Środkoziemiem. Chciwi są, bogactwa jeno pragną i drążą ziemię, ku poznaniu jej tajemnic, budząc gniew stworzeń żyjących w jej trzewiach. Wędrowniczkowie zawszeć tak robili i robić będą. Czyż nie lepiej orkom pozostawić ich dziedziny, abyśmy spokojnie mogli żyć w naszej? Na świecie jest dość miejsca dla każdego, byleby Wędrowniczkowie dali nam żyć w spokoju.
Słuchający trwali długo w milczeniu i osłupiałości, a cień straszności padł na ich serca; powzięli decyzję o opuszczeniu krainy Wędrowniczków. Po jakimś jednakże czasie przybył Zawrotnik i okazało się, iż nie brał on wcale udziału w poprzednim zgromadzeniu, a kiedyż powtórzono mu słowa jakimi podobnież do nich przemawiał rzekł, że nigdy nic podobnego nie prawił. Wtórniki byłi zbici z tropu i nie wiedzieli co o tym sądzić mają. Podówczas Przyjaźniki Wędrowniczków orzekli:
- Natenczas musicie dać pełną wiarę temu, iż Władyka Nieświatłości istnieje i że jego szpiegi i posły wszędy kluczą między nami. Albowiem on lęka się nas i siły naszej, której możemy użyczyć walczącym z nim Wędrowniczkom.
Ale nie wszyscy skłonni byli przekonać się do ich słów.
- Nie boi się - prawili - lecz nienawiścią wielką do nas pała i będzie ją wzmacniał jeśli dłużej tu zabawimy, mieszając się do jego sporu z Wędrowniczkami bez żadnej dla naszego plemienia korzyści.
Wielu tedy pomieszkujących wciąż jeszcze w Obozowisku poczęło się przygotowywać do odejścia. Buntek wyprowadził tysiąc wtórników z rodu Bera na południe i o tych milczą dumki tych dni. Zawrotnik jednakże przejął się skruchą i rzekł:
- Mam teraz własne porachunki z Mistrzem Łgarstwa i nie przebaczę mu aż do śmierci.
Ruszył tedy na północ i przystał na służbę do Drągasa. Ci z jego ludu, którzy pomyślunek mieli podobny do Buntka, obrali sobie nowego wodza, wrócili za góry do Wielokraju i zostali zapomniani.
Haludy tymczasem pomieszkiwali w Wielodopływnym Ciemniakowie i dobrze im tam się działo. Ale Nieprzyjaźnik, zagniewał się wielce, iż łgarstwami i matactwami nie zdołał całkiem poróżnić wtórniaków i gadatków, powziął zamysł uczynienia morza krzywd wtórniakom. Wysłał więc oddział ochydników, którzy obeszli od wschodniej strony linie oblężenia i przemknęli się na powrót Gościńcem Krzatów poprzez Śpiewnikowe Wierchy, napadając z nagła Haludów w południowych lasach dziedziny Ciemniaka. Haludy nie podegali władzy książęcej i, nieskorzy do jednoczenia się, nie żyli w dużych kupach, lecz w rozproszonych osadach, z których każda była samowładna. Lecz wydał się pomiędzy nimi człowiek władczy i nieustraszony, imieniem Hatat, który zgromadził ilu zdołał mężnych męższczyzn, wycofał się w widły Gwałtownika i Wielodopływu i uczynił tam ostrokół biegnący od rzeki do rzeki; pod jego osłoną umieścił on kobiałki i dzieciska, które im się jeszcze ostały. Tam Haludy wytrzymywali oblężenie póki jeść co mieli.
Hatat miał parę bliźniąt, córkę Halkę i syna Haleka, oboje równie dzielnych w obronie, jako że Halka była bitnym dziewuszyskiem i niczego się nie bojała. W końcu jednak Hatat poległ w czasie wycieczki na ochydników, a Halek, śpiesząc, by ciało ojca ocalić od rozsieczenia, padł obok nich od mieczów ochydnikowych. Od tej pory, Halka starała się podtrzymać na duchu oblężonych, chociaż nie stało dla nich nadziei; poniektórzy z zrozpaczenia wielkiego rzucali się w wody Gwałtownika i tonęli. Jednakże w tydzień później, gdy ochydniki szykowały się do ostatniego natarcia i wdarli się już za ostrokół, rozległo się niespodziewane granie trąb; to Ciemniak na czele swych wojsk przybył z północy i zepchnął ochydników do rzeki.
Ciemniak z wielką życzliwością odnosił się do tych wtórniaków, a Halkę potraktował z wielkim szacunkiem i ofiarował jej zadoścuczynienie za śmierć ojca i brata. Poniewczasie docenił męstwo Przemykaczy; prawił on do Halki:
-Jeśli osiedlicie się dalej na północy, zapewnię wam przyjaźń i opiekę Wędrowniczków i ziemię na własność.
Lecz Halka dumna była i nie chciała podlegać niczyjej władzy czy opiece, a większość Haludów myślała tako jak i ona.
Wdzięczność okazała Ciemniakowi wielką, jednakże prawiła:
- Postanowiłam opuścić cień gór i przenieść się na zachód, gdzie wielu naszych współplemieńców wcześniej już wywędrowało.
Zgromadzili więc Haludy wszystkich swoich niedobitków, bowiem wielu z nich ubieżało przed ochydnikami, pozbierali resztki mienia z zagród, obrali Halkę swoim wodzem i udali się do Obozowiska, i tam się na jakiś czas osiedlili.
Zachowali jednakże zawsze swoją odrębność, a gadatkowie i wtórniaki nazywali ich od tej pory Dziatkami Halki. Halka do końca swych dni pozostała ich wodzem, a że za mąż nie poszła i dziecisków nie posiadała, po niej władzę odziedziczył Hadek, syn jej brata Haleka. Halka niedługo zapragnęła znów iść na wędrówkę na zachód, a chociaz większość Haludów była temu przeciwna, powlokła ich raz jeszcze na wędrówkę: nie chcieli rad ani pomocy Wędrowniczkówi po przekroczeniu Wyżynnika i Południostruga szli poprzez niebezpieczną krainę pomiędzy Strachowymi Wierchami a Obramówką Snutki. Kraina ta jeszcze nie była tak złowroga jaką miała się stać później, lecz dwojacy nie powinni się w nią zapuszczać bez opieki i przewodnictwa i Dziatki Halki posuwali się z trudem, ponosząc wielkie straty, przymuszani do marszy nieugiętą wolą przewodniczki swej. Wreszcie przeprawili się przez Płycizną Brytową, lecz niejeden Halud żałował, iż poszedł na wędrówkę, wszakże teraz nie miał już odwrotu. W nowym kraju żyli tak jak dotychczas, o ile to zdało się możliwe: osiedlali się w rozproszonych osadach w lasach Strzeniny za Maziownikiem, a poniektórzy zapuszczali się w głąb królestwa Skałotwierdza.Wielu z nich jednakże miłowało Panią Halkę i wędrowało za nią gdziechcieć z wolnej woli. Powiodła ich wreszcie do Dychaczowego Lasu, leżącego pomiędzy Maziownikiem a Wielkostrugiem. Tam też w dniach nieszczęść które nadeszły, skupił się wielu Haludów.
Król Szaropłaszcz uważał Dyczaczowy Las za część swego królestwa, jakkolwiek nie objętego Obramówką Snutki odmawiał Dziatkom Halki praw do tego lasu; lecz Wiernik, który miał łaskę w oczach króla i jego upodobanie, wyjednał dla nich przywilej swobodnego osiedlania się w Dychaczowym Lesie, pod warunkiem, że będą jak oka źrenicy strzegli przeprawy przez Maziownik przed wrogami Wędrowniczków i nie wpuszczą Ochydników do tegoż lasu. Halka słysząc te warunki powiedziała:
- Czyż nie pamiętacie, co stało się z moim ojcem Hatatem i bratem Halekiem? Jeżeli król Płotowiska strachuje się, że będę spolegliwą morderczykom moich bliskich, to widać wtórniaki nie są w możności pojąć myśli Wędrowniczków.
Halka pozostała w Dychaczowym Lesie aż do śmierci, a gdy zmarło jej się, dziatki usypały jej na pagórku pośród leśnej głuszy zieloną mogiłę Kopiec Pańci, zwany w języku sindarińskim Haudh-en-Arwen.
Tak się więc stało, że Przemykacze pomieszkiwali w krainach Wędrowniczków, trochę w jednym królestwie, trochę w drugim, nigdzie miejsca nie zagrzewając, osiedlali się w mniejszych, rodzinnych skupiskach, lub większych, szczepiennych; większość szybko się nauczyła języka Szaraków, żeby móc z nimi się porozumiewać w sprawach codziennych, a także dlatego, że wielu wtórniaków interesowało się wiedzą gadatków. Po jakimś czasie królowie gadatków doszli do myśli, że gadatki i wtórniaki nie powinni żyć przemieszani ze sobą i wtórniaki potrzebują własnego władcy z ich plemienia. Wyznaczyli więc osobne regiony, gdzie wtórniaki mogli żyć na swój sposób i wybrali spośród nich przywódców, którzy mieli samodzielnie władać tymi krajami. Na wojnie wtórniaki byli sprzymierzeńcami Wędrowniczków, lecz walczyli pod własnym dowódcą. Wielu jednakże Przemykaczy znajdowało wiele radości z obcowania z gadatkami, że starało się mieszkać z nimi tak długo, jak im pozwolono, a młodzieńcy często na czas jakiś podejmowali służbę w armii królewskiej.
Na ten przykład Złotołeb, syn Kaplusza, a wnuk Marudaśka, który był synem Maruda Ważniaka, za młodu należał do domowników Finfalina i pozyskał jego serce. Król Finfalin dał mu w lenno Echokraj, a Złotołeb zgromadził tam wiele ludu ze swego szczepu i stał się najpotężniejszym wodzem Przemykaczy.
W domostwie jego prawiono wyłącznie w języku elfów, lecz nie zapominano także ojczystej mowy, z której narodził się potoczny język Zachodnioziemian. W Sosnowniku natomiast ludem Bera i krainą Pianodołu władał Bormiłek, syn Bora, który był wnukiem Bera Starzika.
U Złotołeba było dwóch synów co zwali się Smukłek i Pukawek: Smukłek miał Nieugiętnika i Zapartnika., Nieugiętnik miał zaś Turosza Lasupana, zwanego później Zabijaczem Paszczozieja; synem Zapartnika był Turek Farciarz ojciec Morzumiła Promyczka. Bormiłek miał syna Koniorza, ten zaś - Koniodrzewa i Bawiwzgórza. Natomiast synami Koniodrzewa byli Bawiziem i Pięknoziem. Córa Bawiziema, Elfoblaska, urodziła Turosza, a córa Pięknoziema, Rozpacznica, Tureka. Syn Bawiwzgórza, Berek Jednoręczny, zdobył miłość córy Szaropłaszcza, Luci, i przeszedłwszy poprzez śmierć powrócił do świata żywych; córą tych dwojga była Gwiazdopyłka, żona Morzumiła Promyczka, i od nich wywodzą się wszyscy późniejsi królowie Zachodnioziemu.
Wszyscy oni byli uwikłani w sieć Przeznaczenia Mądrali i dokonywali wielkich czynów, które Wędrowniczkowie po dziś dzień wspominają w historii dawnych królów. W owych dniach siła wtórników wspierała potęgę Mądrali, którzy to z wielką nadzieją popatrywali w przyszłość.
Nieprzyjaźnik był ściśle strzeżony, gdyż ludkowie Złotołeba, odporni na chłód i wytrwali w długaśnych marszowań, nie wachali się zapuścić się niekiedy hen na północ, aby śledzić każdziuchny ruch Nieprzyjaźnika. Trzy Rody Wtórnikowe kwitły i namnażały się, lecz górował nad nimi ród Złotołeba, równego książętom z plemienia gadatków. Ludkowie jego odznaczali się wysolachnym wzrostem, siłą i wspaniałą postawą, żywością umysłu, odwagą i wytrwałością; skorzy zarówno do gniewu jak i do śmiechu, potężni byli wśród Dziatek Jedynaka za czasów młodości rodzaju Drugasów. Mieli przeważnie jasne włosy i niebieskie oczy, lecz Turosz po matce Elfoblasce z rodu Bera odziedziczył odmienną urodę. Potomkowie Bera mieli bowiem prawie wszyscy włosy ciemne lub kasztanowate, ślepia zaś szare i ze wszystkich wtórniaków najbardziej przypominali Mędrków, i byli najbardziej przezeń umiłowani, wyróżniała ich bowiem bystrość umysłu i zręczność rąk; w lot wszyćko pojmowali, długo pamiętali, bardziej skłaniali się do litości niż do śmiechu. Podobne do nich były leśne Dziadki Halki, chociaż bardziej cherlawe, oporne do nauki, milczkowate i stroniące od większejszych zgromadzeń; Wiele osobników z tego szczepu lubowało się w samotności i swobodnych wędrówkach po lasach zielonych póki im nie spowszedniały cuda krainy Wędrowniczków. Krótko jednakże przebywali w królestwach Zachodu i nie zaznali tamoj wiele szczęśliwości.
Życie Przemykaczy, odkąd przybyli do Balarowa, przedłużyło się znacznie według wtórnikowej rachuby czasu, jednakże w końcu Ber Starzik pomarł przeżywszy dziewięćdziesiąt trzy lata, w tym czterydzieści cztery w służbie króla Wiernika Dziuroroba. Pomarło mu się nie od ranienia i nie od smutku, lecz po prostu ze starości, a Wędrowniczkowie po raz pierwszy przekonali się jak szybko przemija życie wtórniaka, i zobaczyli śmierć z powodu znużenia owym, której Pierwszaki nie znały. Opłakiwali gorzko stratę przyjaciół. Ber wszakże rozstał się z życiem bez protestu i odszedł spokojnie, Wędrowniczkowie zaś zdumiewali się dziwnym losem wtórniaczym, gdyż w swojej wiedzy nie znajdowali dla niego wytłumaczenia i był on dla nich tajemnicą.
Jednakże Przemykacze w tamtych czasach uczuli się szybko od Wędrowniczków sztuk i wiedzy, jakie zdolni byli przejąć, a synowie ich wyrastali w mądrości i umiejętnościach, przewyższając znacznie tych wtórniaków, którzy pozostali za górami i nigdy nie widzieli Wędrowniczków i Światła Rajnika jaśniejącego na ich twarzach.
To tyle, możesz już zamknąć to okno...
|
|
 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Książka Skarg i Wniosków   |
|
|
|
Ta witrynka nie wysyla cookies. Jeżeli lubisz je kolekcjonować, kliknij prawym klawiszem na poniższe ciasteczka i zapisz je sobie gdzieś na dysku.
|
|
Podoba Ci się na mojej stronce? Klikaj śmiało!
|
|