"Przywiązali mnie i musiałem strzelać z łuku, kiedy zjeżdżałem. Miałem również tarczę przymocowaną do nóg." - Orlando Bloom
Pierwszy spod śniegu uwolnił się Legolas. Wokół panowały nieprzeniknione ciemności. Korzystając ze swojego zmysłu ustalania godziny elf ustalił, że jest noc. Wygrzebał z zaspy swój tobołek, wyjął z niego kartkę i pióro i, gestykulując ogonem, zaczął notować.
Kochany znalazco,
jestem jedynym ocalałym członkiem Drużyny Pierścienia. Pozostali zginęli, zabici przez śnieg. Można ich dopisać do listy ofiar Saurona. Niniejszy list umieszczę w butelce, aby ktoś, kto znajdzie go za wiele lat, mógł poznać naszą historię.
Pozdrawiam
Legolas Piękny
Elf włożył list do butelki i położył ją na śniegu i poszedł rozejrzeć się po okolicy. Po kilkunastu minutach zobaczył na horyzoncie sześć postaci. To byli orkowie. Legolas przeładował łuk. Stwierdził, że nie podda się bez walki.
- Dwie nogi, dwie ręce, glowa, ogon. To elf. - stwierdził siedzący na kamieniu pośród śniegów rosły ork.
Związany, leżący na ziemi Legolas spojrzał na niego. "Krasnoludzki członek!" - zaklął w duchu. "Muszę dopisać w liście, że ja też zginę!". Tymczasem ork znalazł w tobołku elfa lusterko i zaczął się nim bawić.
- Eeej... zostaw... - jęczał Legolas.
Ork roztrzaskał lusterko o skały. Legolas w nagłym przypływie wściekłości rozerwał więzy i gołymi rękami udusił pilnującego go strażnika.
Licznik trupów: 1
W jednej sekundzie doskoczyli do niego trzej orkowie z łukami.
- Trzeba go zabić. Ale jakoś ładnie. - stwierdził dowódca.
Kwadrans później Legolas wisiał już przywiązany do końca liny bungee. Dowódca orków stał obok niego.
- Lina ma pięćset metrów. Zbocze - czterysta dziewięćdziesiąt dziewięć. Kiedy puścimy linę, spadniesz i rozbijesz sobie łeb.
Legolas przełknął ślinę. Przypomniał sobie, w co uzbrojono go w domu.
Elf K oprowadzał Legolasa po swojej pracowni, pokazując mu najciekawsze wynalazki.
- Granaty. Można je ukryć w cholewie buta. A ten minitaturowy łuk ukryjesz pod koszulą.
- Szefie, a może przyczepimy mu do nóg tarczę i zrobimy tego... no... snowborda? - zaproponował jeden z orków.
Przywódca zgodził się. Po chwili Legolas stał na szczycie z przywiązaną do nóg tarczą. Któryś z orków go popchnął.
Elf błyskawicznie wyszarpnął z butów granaty i rzucił je za siebie. Nie czekając na wybuch sięgnął pod koszulę i wyciągnął miniaturowy łuk. Odwrócił się, szybką serią strzał zabił orków...
Licznik trupów: 12
...i spadł. Jechał po górskim zboczu na tarczy.
"Przywiązali mnie i musiałem strzelać z łuku, kiedy zjeżdżałem. Miałem również tarczę przymocowaną do nóg" - opowiadał później Aragornowi.
Legolas zauważył, że pędzi za nim wielka lawina, wywołana wybuchem granatów. Dojrzał także dziesiątki orków zjeżdżających po stoku na swoich płaskich, szerokich twarzach. Byli to oczywiście słynni jeźdźcy na wargach. Zabicie wszystkich zajęło mu ledwie kilka sekund.
Licznik trupów: 98
Zapas strzał w łuku wyczerpał się. Widząc, że zbliża się do przepaści, Legolas odbił się od ściany i, wykonując kilkudziesięciometrowy skok, wylądował na czterech kończynach. Złapał się za ogon - był na miejscu. Nic sobie nie złamał. Stracił przytomność.
Elfa obudził głos Boromira.
- Laluś jeden. Zamiast nas ratować, jeździł sobie na desce po stoku!
Legolas mętnym wzrokiem rozejrzał się po twarzach towarzyszy.
- No co wy... Prawie stu zabiłem...
I ponownie stracił świadomość. Najwidoczniej śpiącego elfa ktoś niósł, obudził się bowiem przed wrotami Morii. Gandalf czytał właśnie napis nad wejściem:
- Skleciłem te drzwi ja, znaczy się Narvi, znaczki odmalował Celebrimbor z Hollinu. POWIEDZ PRZYJACIELU I WEJDŹ.
Chwilę pomyślał, po czym zawołał:
- Mellon! Otwórzcie się, makiaweliczne wierzeje, które nie preferujecie się rozewrzeć!
Wrota nie otworzyły się.
- Zwracam się z prośbą... otwórzcie się. Mellon.
Wrota nie otworzyły się.
- Bo was okaleczę! Mellon!
Wrota nie otworzyły się. Zrezygnowany czarodziej siadł na kamieniu i pogrążył się w rozmyślaniach.
Tymczasem Legolas beztrosko grał z hobbitami w zagadki.
- Zgadnijcie to. roślina roczna z rodziny dyniowatych, pochodząca z Bliskiego Haradu lub tropikalnego Hildorien? Uprawiana w obszarach ciepłych. - zapytał elf.
- Melon! - krzyknął Sam, jako ogrodnik znający wszystkie rośliny.
Wrota się otworzyły. Siedzący w pobliskim jeziorku Czatownik zorientował się, że zaspał. Rzucił się w kierunku kopalni, ale nie zdążył. Z wnętrza Morii dobiegły go słowa Legolasa.
- To ja je otworzyłem. Jestem najlepszy. Mówcie mi Action Elf.
W następnym odcinku Drużyna wejdzie do krasnoludzkiej kopalni Moria, gdzie stoczy okrutną walkę z orkami Dress-hai i Darthem Balrogiem. Trzymające w napięciu sceny z "bębnami w głębinach" i szokujące fragmenty Księgi Mazarbul...
DODATEK - JEŹDŹCY NA WARGACH
Nie wiadomo, kiedy dokładnie narodził się wśród orków zwyczaj zjeżdżania na facjatach po górskich stokach. Początkowo jeźdźcy na wargach grasowali jedynie w Górach Mglistych. Później, gdy plemię to usłyszało o krainie Mordor, udało się tam i przystało na służbę Saurona. Było to błąd. Orkowie pomylili etymologię nazwy "Mordor". Pochodziła ona bowiem nie od "twarzy", lecz od "mordowania".