Specjalne podziękowania dla twórców programu Microsoft Word - dzięki funkcji Tezaurus (która znajduje synonimy do każdego wyrazu) powstały kwestie Gandalfa. Chylę czoła.
- Idziemy, idziemy, a Mordoru nie widać - narzekał Sam Gamgee, gdy Drużyna wędrowała skrajem Gór Mglistych.
- Nudno tu. Może będziemy w drodze opowiadać jakieś ciekawe historie? - zaproponował Aragorn.
- Good idea - poparł go Legolas. - Ty zaczynasz.
Aragorn poprawił miecz i zaczął opowiadać historię swojego życia.
- Urodziłem się w Mieście Chmur...
Był rok 2931. Któregoś poranka wszystkich elfów w Mieście Chmur obudził przeraźliwy płacz noworodka. Jak się okazało, na świat przyszedł wtedy Aragorn Atryda, syn Arathorna Atrydy, wodza Strażników Mocy Północy i Gilraeny.
Matka nadała mu imię "Hope" (w języku elfów "Nadzieja"). Pod tym właśnie pseudonimem znany był wśród elfów.
Gdy Hope miał dziesięć lat, jego ojciec zginął. Jak później dowiedział się chłopiec, jego ojca zabił w walce na miecze nieśmiertelny Easterling. Sciął Arathornowi głowę, po czym krzyknął "Zabiłem cię, McLeod! Może być tylko jeden!". Hope obiecał, że pomści ojca.
W wieku piętnastu lat Hope poznał prawdę o swoim pochodzeniu. Elrond dał chłopcu ksiażkę Briana Herberta i Kevina J. Andersona pt. "Ród Atrydów". Aragorn przeczytał ją w dwa dni, dzięki czemu dowiedział się, kim naprawdę jest.
Dwudziestoletniego Aragorna spotkała kolejna tragedia - zaginęła jego matka. Wyruszył w świat, szukając jej. Jak dowiedział się w Cardolanie, Gilraenę porwali Ludzie Pustyni. Po znalezieniu ich obozu zakradł się do niego nocą i odnalazł matkę, która niestety wkrótce zmarła. Wściekły Aragorn sam jeden zabił wszystkich Ludzi Pustyni.
Dwa lata później do Rivendell powróciła córka Elronda, Arwena (jak określił ją Aragorn - "najfajniejsza laska, jaką w życiu widział"). Pomimo, że dzieliło ich wszystko - od płci, poprzez wiek aż do pochodzenia - Aragorn i Arwena zakochali się w sobie.
Kolejne lata Aragorn spędził w Gondorze i Rohanie, jako sprzedawca cytrynady w foliowych torebkach. Na Południu słynne było jego zawołanie "Słomka gratis!". Wrócił do Rivendell jako bogacz i stamtąd koordynował pracę wszystkich Strażników Mocy Północy.
Ostatnią noc przed wyruszeniem na wyprawę spędził w towarzystwie Arweny.
- I to tyle - Zakończył Aragorn. - Kto teraz?
- Ja - zaoferował Gandalf. - Przyszedłem na świat trzy miliardy lat temu. Wołali mnie natenczas Olorinem. Rozlokowałem się w oceanie, badając drobnoustroje, przekrwienia2 i bentos3. Istnienie ludzkie formowało się jak krew z nosa.
Czterysta czterdzieści milionów lat temu zapoczątkowała się chęć poznania: można już było ujmować rybki i trylobity. Mając nóż na gardle ujawnię, że to ja zorganizowałem konstytutywną smażalnię ryb. Estetyczny Dinichthys obciążał konto na jedynie dwa zielone. Jednakowoż autentyczne hasanie rozpoczęło się naokół dwustu milionów lat temu. To były czasy! Orome polował na praszczurów4, a ja chóralnie z nim. Nietuzinkowe powietrze, czarowne lasy i gorzałka... Aż optowało się za życiem! Pochwalę się powtórnie: nie jesteście obeznani, kto wynalazł przydrożne bistra. A jakże, ja! Pieczony tyranozaur z sałatką z paproci za dwieście dolarów. Coś wyborowego. Majarowie pomykali wierzejami i iluminatorami do moich lokalików.
Następnie przypętał się Morgoth i figa była taka, jak swego czasu. Rozstrzelał praszczurów, sporządził kieratów5 i gnomy6, pobudował kombinaty. Zdemolował mnie!
Potem przyszła na szczęście Era Zasadnicza i różowe lata reemigrowały do Śródziemia. Ludzki ród przybywał do Beleriandu na recitale Elvisa. Ha! Nie zgadniecie, kto był Elvisem. Wystarczyło mi zaledwie zmienić stan skupienia i wykształcił się na płaszczyźnie wokalistyki... Edainowie dokonywali przelewów o natężeniu czterystu dolarów za bilet na koncert. Ale na północy wciąż nie mrużył oka Morgoth, trzeba było z nim coś poczynić. Valarowie wywołali zbrojną konfrontację. Strzepnęli bombę atomową na Angband, ale to nie był kraniec. Wojna toczyła się wiele lat... Ktoś musiał sprzedawać broń Wodnikom7. Broń biała za dwadzieścia dolarów, parabole po trzydzieści! Ale utargiem mojego istnienia był Silmaril. Maglor zaplacił za niego ni mniej, ni więcej, tylko dwa i połówkę miliona. Po takim szczepieniu kapitałowym mogłem opuścić Śródziemie i długo nie wracać.
Ale koło 1000 roku tej ery, uwzględniając wszystkie za i przeciw, postanowiłem wrócić. Rewindykowałem się na drobnicowiec hurtowo z Sarumanem i przyżeglowałem tu. Zarabiałem w głównej mierze na licytacji oręża. Po spartańsku wygłoszę zdanie, że to dzięki moim tomahawkom krasnoludy pokonały kieratów w Azanulbizar.
- To byłeś ty?! - zakrzyknął Gimli. - Ten stary krasnolud, co to miał topory za jedyne czternaście dziewięćdziesiąt dziewięć?!
- Tak, to bytowałem ja - odparł dumny z siebie Gandalf. Gimli popatrzył na swój topór i nic więcej nie powiedział. - Następnie był jeszcze problem z pręgowaną gadziną w Ereborze. Upłynniłem jej potylicę za tysiąc rubli.
- Bilbowi powiedziałeś, że oddałeś głodującym dzieciom w Dolinie Anduiny... - rzekł zaskoczony Frodo.
- Dałem ciepłą ręką, ale wyłącznie powłokę. Po co gryzącym kamienie taki szmat golonki?
Drużyna zamilkła.
Ciszę przerwał Gimli.
- Te, Frodo. A jak to właściwie było z tym badziewiem? Skąd wiecie, że to pupilek Saurona?
- Bilbo znalazł ją w Górach Mglistych wiele lat temu. Z początku myśleliśmy, że to jakiś wybryk natury. Pierścienica śpiewała, tańczyła, zabawiała gości. Ale kiedy Bilbo odszedł do Rivendell i zjawił się Gandalf...
Czarodziej wpadł do Bag End, wyważając drzwi tak, że zrobiły dziurę w ścianie i wyleciały z drugiej strony Pagórka. Nie witając się zawołał do hobbita.
- Frodo! Masz nóż na gardle! Zademonstruj mi pierścienicę!
Hobbit, choć kompletnie zaskoczony, posłusznie podał Czarodziejowi słoik z bezkręgowcem. Gandalf wyjął go delikatnie, włożył do rondla, dolał wody, postawił garnek na kuchence i zaczął mieszać. Zszokowany Frodo patrzył, jak jego pierścienica się gotuje. Po minucie Czarodziej zdjął rondel i wyłowił zwierzę łyżką. Podał ją Frodowi.
- Ujrzałeś coś? - zapytał.
- Coś jakby tatuaż...
- Co kreuje?
- Napis.
- Jedna, by kompletem komenderować, Jedna, by komplet odzyskać, Jedna, by komplet naspraszać i w bezkształtności odrutować.
Boromir słuchał uważnie historii Jedynej Pierścienicy. "Sto tysięcy marek?" - myślał. "Więcej zarobię, jak zdobędę tego stwora i go sprzedam".
Merry, Pippin i Sam ze złością słuchali opowieści towarzyszy. "My też mamy ciekawe historie! Na przykład o thanie, którego muad'diby zjadły. Ale nas to nikt się nie pyta."
Po kilku godzinach dotarli do dziwnej chatki na kurzej łapie. Odezwał się Gandalf:
- To kawalerka Baby Jagi. Miejcie się na baczności, może sformułować na was seksapil.
- O co mu chodzi? - zapytał Boromir Aragorna.
- Że rzuci na nas czar.
Czarodziej śmiało ruszył w kierunku domku. Zapukał do drzwi. Legolas przeładował łuk, Boromir i Aragorn wyciągnęli miecze. Po dłuższej chwili otworzyła im mała dziewczynka ze złotymi włosami, zapewne Rohirrimka.
- Witajcie. Jestem uczennicą Jagi. A wy?
- Gandalf Szary. Szarlatan. A to moi kochankowie.
- PRZYJACIELE - poprawił Aragorn.
- Macie pieniądze?
Gandalf sięgnął do kieszeni i podał dziewczynce plik bankotów.
- Wejdzcie.
Weszli. W środku, przy wielkim kotle, siedziała stara kobieta z długimi, siwymi włosami i pomarszczoną facjatą.
- Meliana?! - krzyknął zaskoczony Gandalf.
- Olorin?! - odpowiedziała staruszka. - Co ty tu robisz?
- Czynię fortunę! A ty?
- Ja też.
- Bezwzględnie zarobiłaś na mnie sto dolarów.
- Zawsze byłeś naiwny, Olorinie... Pamiętasz, jak Fingon...
- Ciiii... Nie wszystkie warstwy społeczne są zobowiązane znać prawdę. Może przepowiesz nam przyszłe losy?
- Ależ oczywiście. Usiądźcie wygodnie.
- Gandalfie... widzę... Dwa czerwone ostrza... Otchłań... Ktoś rzuca śnieżkami... Widzę biel. Czy to reklama proszku do prania?! Frodo, strzeż się! Czeka cię długa droga, a u jej kresu widzę królika. Aragornie, licz pilnie zabitych wrogów, bo to może ci się przydać! Legolasie... oj, Legolasie... haha... Gimli, krasnoludzie. Widzę... gołą głowę... I topór. Samie Gamgee, czeka cię to samo, co Froda! Boromirze, o tobie nawet się nie wypowiem. Nic więcej nie widzę.
- Znowu o nas zapomnieli!!! - krzyknęli chórem Merry i Pippin.
- A, wy? Będziecie rycerzami.
- Słyszałes, Pip? Jeszcze sobie robi z nas żarty - rzekł oburzony Merry.
- Cóż za bezczelność! Wychodzimy!
I wyszli. Po kilku minutach dołączyli do nich pozostali.
- Głupot nam naplotła, stara baba - skomentował krótko Gimli.
- That's right! - poparł go Legolas.
Drużyna ruszyła dalej. W samo południe wędrowców zaskoczyła burza. Gandalf wyjasnił to swoim towarzyszom:
- To Sauron zsyła na nas grzmotnięcia i kapuśniaczek. Od okresu, gdy easterliński egzorcysta Zubilewich jest na służbie Czarnej Wieży, Władca Pierścieni jest u steru mikroklimatu.
- Gandalfie, czy dobrze zrozumiałem? Powiedziałeś "Władca Pierścieni"? Robisz postępy. Kiedyś mówiłeś "Oligarcha Obrączek" - zaśmiał się Aragorn.
Czarodziej otworzył usta, żeby coś powiedzieć...
I wtedy zostali trafieni wielką, śnieżną kulą i uwięzieni pod zwałami białego puchu. Spod zaspy wydobył się stłumiony głos:
- Śnieżnobiała dżuma...!
W następnym odcinku, zatytułowanym "Action Elf" Drużyna Pierścienicy spróbuje przebyć Przejście Karminowego Narożnika a Legolas będzie miał szansę pokazać wreszcie swoje nieprzeciętne umiejętności.
1 Proszę wybaczyć tytuł w sindarinie...
2 Valarińska nazwa sinic.
3 Valarińska nazwa glonów.
4 Valarińska nazwa dinozaurów.
5 Valarińska nazwa orków.
6 Valarińska nazwa trolli.
7 Plemię elfów Feanora.