Darth Kenobi:
Władca Pierścienic
rozdział 4
Isengard
Słońce wschodziło nad Isengardem. Saruman
siedział właśnie w swojej komnacie, w dłoni trzymając telefon komórkowy. Toczył
rozmowę zamiejscową z Władcą Ciemności Sauronem.
- Słabo cię słychać, mistrzu. Czy możesz mówić głośniej?
- ZBUDUJ MI WIELKĄ ARMIĘ KLONÓW.
- Tak, oczywiście. Jeszcze dziś udam się do orków-klonerów
i zamówię dziesięć tysięcy żołnierzy.
*
O godzinie 7.55 starzec w białym płaszczu, na czarnym koniu,
opuscił Krąg Isengardu. Skierował się w stronę jaskiń Kamino w Górach Białych.
Minutę później w Orthanku rozpoczęła się impreza.
Całkowicie pijany ork Bezmuzhash opowiadał Grimie Salamandrowemu Językowi
historię, która wydarzyła się
w Isengardzie dwa tygodnie wcześniej.
- No i przyjechał Szary Czarodziej...
- Smok lewitował nad Górą Przeznaczenia, godzina robiła
się późna, gdy Gandalf Szary, lekceważąc wszelkie zasady dobrego wychowania,
zaczął dobijać się do drzwi Orthanku - skomentował Saruman. - Otworzyć mu!
Do wieży wszedł Gandalf. Miał na sobie szary płaszcz
z naklejką "WOŚP"1. Saruman przyjrzał się karteczce.
- Phi! Nadal zajmujesz się pomocą humanitarną dla niziołków?
- Tak, mistrzu.
- Przyjechałes, żeby wyciągnąć ze mnie kolejne pieniądze?
- Nie, mistrzu. Znalazłem Jedyną Pierścienicę.
- Potem se gadali za zamykniętymi dzwiami.
Nie wiadomo
o czym. Myśmy czekali, czekali. Aż tu, bum, przez drzwi wyleciał Szary.
Szef wziął go za łeb na górę, a my poszli
za nimi.
- Poddaj się mocy Jedynej Pierścienicy! Przejdź na Ciemną
Stronę Mocy!
- Nigdy!
- Czuję twój gniew. Uderz mnie z całą nienawiscia, a twoja wędrówka będzie
kompletna.
- Nieprawda. Jest tylko jeden Władca Pierścieni i Pierścienicy. A ty nim
nie jesteś.
To mówiąc Gandalf skoczył za balustradę i pewnie by zginął, gdyby nie Orzeł
Millenium, który już czekał na dole. Odlatując z Isengardu, Gandalf zaintonował
pieśń.
Istari niepokorny!
Nikt nie wie co we mnie tkwi.
Ten sam, choc niepodobny.
Kochanie proszę wybacz mi...
Ale Saruman nie miał zamiaru wybaczać.
Więc błagam Cię
Nie zostawiaj mnie tak.
Jakbym nigdy nie istniał,
Jakby walił się świat.
Jestem taki jak Ty.
Czuję i wiem
Że wciąż kocham Cię...
- Więc Saruman kocha Gandalfa? - zapytał
Grima, wykazując wielką błyskotliwość.
- A bo ja wiem? Może i żem tekst przekręcił - odparł Bezmuzgash.
*
Saruman zsiadł z konia i podążył do jaskini. Wewnątrz
padał deszcz. Czarodziej nałożył na głowę kaptur. Po chwili spostrzegł, że
na spotkanie wyszedł mu jeden
z orków-klonerów. Saruman poszedł za nim do wielkiej, podziemnej sali.
W środku, na wielkim kamieniu, siedział okropnie duży ork-kloner. Saruman
ukłonił się.
- Czego?! - zapytał ork.
- Chciałem zamówić dziesięć tysięcy żołnierzy.
- DNA.
Saruman podał orkowi flaszeczkę z krwią Ugluka - najlepszego wojownika
Isengardu. Kloner przyjrzał się dokładnie czarnej cieczy i stwierdził:
- Sto sztuk za tydzień, dziesięć tysięcy za miesiąc. Płacisz przy odbiorze.
- Zgoda. Przysyłajcie klony do Isengardu.
W drodze powrotnej Saruman spotkał na drodze rycerza
w zielonej zbroi, na zielonym koniu, z zielonym mieczem
i zieloną twarzą.
- Muszę ci... uciąć... bo się zatrułem... - przy tych słowach wojak zzieleniał
jeszcze bardziej. - Czarownica powie... żebym komuś... łeb.
Czarodziej nie dał się sprowokować.
- Podaj mi adres tej czarownicy. Inkwizycja się nią zajmie.
Rycerz z trudem zsiadł z konia, oparł się o stojący przy drodze kamienny
krzyż pokutny i wyciągnął wizytówkę.
- Wróżka Kiryła. Jeśków koło Dale, Królestwo Dale.
- Jutro napiszę list do Wielkiego Inkwizytora. Pamiętaj, że nie należy
wierzyć każdej babie z Dale. Zwłaszcza, jeśli nazywa się Kiryła.
- Dziękuję, mistrzu...
- Radagaście. Nazywam się Radagast.
- A to strasznie podobnie do takiego bożka z Dale...
- Bywaj - rzucił Czarodziej i oddalił się.
*
Bezmuzgash był ostatnim orkiem, który był w stanie powitać Sarumana. Reszta
spała, porozkładana wszędzie wokół, wewnątrz i na Orthanku. Czarodziej szedł
drogą do wieży
z Bezmuzgashem u boku, z rozpaczą patrząc na setki pijanych stworów.
- Zdrowie Białej Ręki! - wzniósł toast Grima, za co trafił później do ambasady
w Rohanie.
Saruman pomyślał "Muszę się pozbyć tych obiboków. Tylko jak... Wiem! Wiem!"
*
Na siódmy dzień wszyscy orkowie w Isengardzie zostali przemienieni w świnie.
Wieczorem przybyło sto klonów Ugluka, prowadzonych przez orka-klonera. Saruman,
zgodnie z zasadami handlu wymiennego, zapłacił dwieście pięćdziesiąt sztuk
trzody chlewnej.
*
Po trzech dniach ćwiczeń sto klonów było gotowych do walki. Saruman uznał,
że to czas na pierwszą mowę propagandową.
- Chcę powiedzieć to, co myślę, a myślę w westronie - tu zrobił przerwę
i zamyslił się.
Orkowie czekali.
- Chociaż... czy po tylu latach wśród ludzi nadal myślę
w valarinie? Muszę o czymś pomyśleć.
Orkowie czekali.
- O czym by tu... Gandalf.
Orkowie czekali.
- Pomyślałem "Gandalf" a powinienem "Olorin".
Orkowie czekali.
- Czyli jednak myślę w westronie.
Orkowie czekali.
- A więc... stojąc w obliczu postępowych zmian...
Orkowie czekali.
- Eeee...
Grima podszedł do Sarumana, szepnął mu coś do ucha
i Czarodziej zaczął wreszcie przemówienie.
- JESTEŚCIE DIE SCHUTZSTAFFELN DER NATIONALSOZIALSTISCHEN ISENGARDEN ARBEITERPARTEI,
NIE ZNACIE BÓLU, NIE ZNACIE STRACHU!
Armia orków zaczęła skandować: "Saruman! Saruman!"
- KOMU SŁUŻYCIE?! - grzmiał Biały Czarodziej.
- Temu, kto ma mięso!
- A KTO MA MIĘSO?!
- Ten, kto ma fabrykę "Merliny"!
- A KTO MA 80% UDZIAŁÓW W FABRYCE "MERLINY?!"
- Saruman!
Istari zwrócił się teraz do stojącego obok Lurtza, którego wybrał na przywódcę
Uruk-hai.
- Przyprowadź mi niziołków. Żywych.
*
Po południu, przy akompaniamencie szatańskiego śmiechu
Sarumana, oddział trzystu Uruk-hai wybiegł z Isengardu
i skierował się na wschód.
1 Wielka Orkiestra Śródziemiowej Pomocy
|
|
 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Książka Skarg i Wniosków   |
|
|
|
Ta witrynka nie wysyla cookies. Jeżeli lubisz je kolekcjonować, kliknij prawym klawiszem na poniższe ciasteczka i zapisz je sobie gdzieś na dysku.
|
|
Podoba Ci się na mojej stronce? Klikaj śmiało!
|
|