W Wielkiej Sali Rivendell zebrała się
cała śmietanka Śródziemia. Byli tu mistrz wicekról Elrond, mistrz Dżedaj
Gandalf Kenobi, Glorfindel (który odczepił już skrzydła), Gloin - krasnoludzki
magnat finansowy wraz z synem Gimlim, Lump, Erestor - elficki szlachcic,
Galdor - morski elf
o niebieskiej skórze, Legolas - książę elfów z Puszczy Sępów, niziołki Bilbo
i Frodo oraz, oczywiście, Boromir.
Jako pierwszy zabrał głos Gloin.
- Jestem Gloin. Z Łysej Góry. Ano więc pewnego dnia...
...do Bram Łysej Góry zapukał dziwny wędrowiec. Ubrany
był w czarne szaty, czarny płaszcz i ciemne okulary (chociaż była noc). Nikt
nie odpowiedział. Przybysz uderzył w drzwi jeszcze kilka razy. Ze środka
dobiegł go okrzyk:
- Domofonu nie umiesz używać?!
- Domofonu? Ach, tak - rzekł i zaczął rozglądać się po ścianie.
- No dobra, o co chodzi?
- Jestem Ustami Wielkiego Oka. Mistrz Sauron pragnie sojuszu z wami. Na
dobry początek ofiarowuje wam te dwa nagie topory.
Usta Saurona rzucił na ziemię przed sobą dwa topory.
Do bramy podszedł władca krasnoludów, Alberich.
- Toporów ci u nas pod dostatkiem, toteż te dwa zabierz
i wsadź Oku do rzyci.
Krasnoludy zarechotaly. Usta Saurona musiał zmienić taktykę. Pogrzebał chwilę
w torbie, po czym wyciągnął kolorowe czasopismo. Otworzył je gdzieś na końcu
i przeczytał głośno:
- Złoty Pierścień. Doskonale nadaje się jako ekskluzywny prezent zaręczynowy
dla krasnoludzkiej kobiety. W zamian musisz tylko znaleźć Bilba Bagginsa.
Znasz go podobno.
Alberich zamyślił się. Prezent zaręczynowy! Od dawna myślał nad tym, czy
poślubić Helgę - piękną, długobrodą księżniczkę z Żelaznych Gór... Tym razem
jednak opanował się
i odpowiedział:
- Pierścień też wsadź Oku do rzyci.
Usta Saurona musiał sięgnąć po ostateczną broń. Wyciągnął
z torby książkę pt. "Bractwo Pierścienia". Przerzucił kilka kartek, przeczytał
pod nosem "dość wysocy, mocni w nogach, a w dżdżystą pogodę nosili krzatowe
kalosze". Aha!
- A co powiecie na ciężarówkę... nie, dwie! Dwie ciężarówki...
Krasnoludy nadstawiły uszu z zaciekawieniem.
- ... krzatowych kaloszy! Z haradzkiej gumy!
Alberich wyciągnął zza pasa topór.
- Ha?! Mało?! A więc cztery!
Pozostałe krasnoludy wyciągnęły topory.
- Cztery ciężarówki! Z haradzkiej gumy!
Brama otworzyła się. Dumny z siebie Usta Saurona przestał krzyczeć. Sięgnął
po pióro i zaczął wypisywać czek na sto tysięcy sztuk kaloszy. Alberich podszedł
do niego z toporem
i zapytał cicho:
- Co powiedziałeś?
- KRZATOWE KALOSZE - rzekł dobitnie Usta Saurona. Alberich zamachnął się
toporem. Usta Saurona przełknął ślinę.
Godzinę później ciało w czarnym ubraniu wrzucono do pobliskiej rzeczki.
- Temu z Mordoru chodziło o Bilba. No
więc usiedli my razem z Alberichem i rozkminili, że jak o Bilba chodzi, to
raczej nie
o Bilba, tylko o jego pierścienicę. No bo przeca Bilbo miał pierścienicę.
Na sali zapadła cisza.
- Dobrze, że tu przybyłeś - odezwał się wreszcie Elrond. - Teraz opowiem
wam o Pierścienicy. Dawno, dawno temu,
w kraju zwanym Eregionem elfi kowale wykuli Pierścienie Władzy. Siedem dali
krasnoludom, Dziewięć ludziom, a Trzy zabrali sobie. Chcieli wykuć jeszcze
jeden Pierścień, najpotężniejszy ze wszystkich. Wysłali więc wiadomość
do Annatara, najlepszego kowala w Śródziemiu.
Annatar siedział na swoim tronie, pogrążony w rozmyślaniach,
gdy do sali wszedł ork-poseł z wiadomością. Uklonił się nisko i, wyraźnie
z trudem, przeczytał:
- Gi... lad, król Lindonu... prosi... o wykucie... poteżne... pierścieni...
- wydukał ork, po czym wrzucił list do ognia
i stanął na baczność.
- Że co?! - ryknął Annatar.
- Tak napisane. Było. Panie - poinformował ork.
- Czy to była cała wiadomość?
- No tak. Tylko mi ją te, no... muad'diby pogryzły.
Annatar wykonał gest w kierunku strażników. Ci natychmiast zabrali orka
i świat o nim zapomniał.
Annatar zamyślił się. W końcu zawołal Usta Annatara.
- Tak, panie?
- Pierścieni... o co mogło chodzić?
Usta podszedł do najbliższej półki. Zdjął książkę pt. "Encyklopedia". Przerzucił
kilka kartek i odcyfrował:
- Pierścienice. Annelida. Zwierzęta bezkręgowe tworzące odrębny typ systematyczny
dzielący się na cztery gromady: prapierścienice...
- Dobra, ale jak to badziewie wygląda?
- Kształt ciała z reguły wydłużony, obły, lekko spłaszczony grzbietobrzusznie.
- I o to chodzi. Takie coś wyhodujemy, tylko wlejemy w to mnóstwo Mocy w
płynie.
*
Gil-galad rozpakował paczkę od Annatara. W środku miał być Jedyny Pierścień.
Nareszcie! Wewnątrz leżał jednak zawinięty w papier bezkręgowiec o kształcie
ciała obłym, lekko spłaszczonym grzbietobrzusznie.
Elf podniósł stwora i obejrzał dokładnie.
- Co to jest, do kobiety lekkich obyczajów?!1
- Nie mam pojęcia - powiedział zszokowany Celebrimbor, gniewnie machając
ogonem.
- Annatar nas oszukał! - krzyknęła Galadriela, przemieniając się w złotą
małpę.
- Oho... Pani Lasu się wkurzyła... - szepnął Gil-galad. Tymczasem Galadriela
zaczęła skakać po pomieszczeniu
i demolować meble. Celebrimbor i Gil-galad usiedli do stołu
i, popijając herbatę, oglądali żyjątko. Po kilku minutach Galadriela znowu
stała się elfką.
- Co robimy? - zapytał Celebrimbor.
- Wojna! - rzucił Gil-galad.
- Wojna - potwierdziła Galadriela.
Elrond przymknął oczy.
- Władcy elfów natychmiast odesłali pierścienicę Annatarowi. To był ich
największy błąd. Rozwścieczony kowal przybrał nowe imię - Sauron. Dzięki
potędze Jedynej Pierścienicy uderzył na Eregion i zabił Celebrimbora. Kilka
lat później powstał pakt, zwany Układem Warszawskim. W małej wiosce w Dorwinionie
Gil-galad zawarł sojusz z ludzkim księciem Elendilem Atrydą. Ich wielka armia
ruszyła w kierunku Mordoru i na polach Kaliningradu walczyła o wolność naszą
i waszą.
Elrond powalił kolejnego orka i rozejrzał się. Na południu
zrobiło się jakieś zamieszanie. Półelf zobaczył olbrzyma
w czarnej zbroi, bijącego jego wojowników kijem. To musiał być Sauron!
- Byłeś tam?! - zapytał zaskoczony Frodo
wicekróla Elronda.
- Wiem, że wyglądam młodo i jestem bardzo przystojny, ale tak. To dzięki
setkom operacji plastycznych i zdrowemu odżywianiu.
Ściskając mocno rękojeść katany pobiegł w kierunku przeciwnika.
Nie zdążył. Sauron właśnie prowadził dialog
z Elendilem i Gil-galadem.
- Deszczyk pada, słońce świeci... - zaczął Elendil.
- Czarnoksiężnik masło kleci... - dodał król elfów.
- CO UKLECI, WNET ZAJADA! - rzucił gromowym głosem Sauron.
- Myśli, że to czekolada.
- Zaraz ciebie poczestuje, jeśli masz w dzienniku dwóje! - krzyknął Gil-galad,
rzucając się z włócznią na Władcę Ciemności.
- Masz? - zapytał Elendil włączając miecz świetlny Narsil.
- WYPADASZ! - wrzasnął Sauron, szybkim uderzeniem maczugi zabijając człowieka.
Gil-galad rozejrzał się. Narastała w nim wściekłość.
- Teraz to przesadziłeś, ty potomku kobiety spod umbarskiej pochodni - zaklął
plugawie elf. Odrzucił włócznię. Włosy zrobiły mu się złote, iskry posypały
się z oczu. Ogon wydłużył się i najeżył kolcami. Żołnierze cofnęli się przerażeni
nagłą przemianą swojego króla.
- Kamehameha! - ryknął Gil-galad, uderzając Saurona kulą Mocy.
Władca Ciemności z łatwoscią ją odbił, zabijając czterdziestu dwóch Gondorczyków.
Isildur, syn Elendila, zaczął biec
w kierunku walczących.
Gil-galad rozpoczął pieśń Mocy, przy każdym słowie uderzając przeciwnika.
- Everybody was kung-fu fighting!
- Hu! ha! - krzyczał chór elfów i ludzi.
Isildur biegł.
- THOSE CATS WERE FAST AS LIGHTING! - odpowiedział Sauron.
- Hu! Ha! - zawtórowała armia orków.
Isildur biegł.
- Łoho hohooooo - zawył nagle batalion uzbrojonych po zęby Uruków.
Isildur biegł.
- Tego nie było w planie! - krzyknął ze łzami w oczach Gil-galad.
- LET ME TAKE YOU HIGHER... - szepnął Sauron, kopniakiem powalając elfa.
Zaraz jego ciało obskoczyli orkowie
z okrzykiem "Fresz mit!".
Sauron triumfował. Zabił dwóch największych wojowników wrogiej armii. Teraz
pozostało tylko czekać, aż reszta ucieknie.
Isildur dobiegł. Błyskawicznie wyciągnął z kieszeni scyzoryk
i wbił go Sauronowi w brzuch.
- TEGO NIE BYŁO W PLANIE... - zapłakał Władca Ciemności tuż przed kolejną
śmiercią.
*
- Sauron! Nareszcie się spotykamy!
- Mistrzu Mandosie, ileż razy mam przypominać, że nazywam się Tevildo?
- W "Quencie" jest napisane inaczej.
- Spójrz na to. "Księga Zaginionych Opowieści". Strona 46. Tevildo, Książę
Kotów. To ja.
- Hmm... fakt. Ile koty maja życ?
- Dziewięć, mistrzu.
- Ile zużyłeś?
- Osiem.
- Wracasz. Ale to już ostatni raz.
*
- Biorę tę pierścienicę - oznajmił Isildur, podnosząc ze szczątek Saurona
małe zwierzątko. Kształt ciała miało obły, lekko spłaszczony grzbietobrzusznie.
- Zabrał ją?! - krzyknął Gloin. - Zabrał?!
- Tak - odpowiedział Elrond.
- Zaraz... byłeś tam? Obok? - spytał Gandalf.
- Tak.
- Co za kretyn! - zakrzyknęli jednym głosem wszyscy zgromadzeni.
- Elrond musi odejść! - pisnął jakiś skrzat z ostatniego rzędu.
- Dajcie mu jeszcze jedną szansę! - zaprotestował Legolas.
Rada przytaknęła.
Isildur zginął dwa lata później w katastrofie arnorskiego
statku "Titanic". Jedynymi rzeczami, jakie odnaleziono we wraku, był zepsuty
miecz swietlny Narsil, archiwalny numer "Życia Minas Tirith" i skórzane rękawiczki.
Elrond napił się wody, po czym założył
na dłonie skórzane rękawiczki.
- Kto teraz opowiada?
- Ja chcę - zgłosił się Boromir. - Razem z bratem kupiliśmy droida, w którym
znajdowała się wiadomość. Zobaczyliśmy tylko fragment. - Gondorczyk połozyl
na stole kostkę, wyjęta z robota. Na blacie pojawił się niewielki, świecący
na niebiesko człowiek.
- Znajdź miecz, który był złamany... Imladris kryją go jary... - powiedział
hologram.
Erestor uderzył kostkę pięścią.
- No dobra! Już mówię! - pisnął człowieczek i wyrecytował:
Znajdz miecz, co był złamany,
Imladris kryją go jary,
Tam lepsza znajdzie się rada
Niźli Morgulu czary.
Tam też się znak ukaże,
Że bliska już jest godzina...
Lśni zguba Isildura -
Matołek się nie ugina.
- Kłamiesz - stwierdził Gandalf.
- Heh... co za ludzie...
Niziołek się nie ugina.
- Mój ojciec, Denethor, powiedział,
żebym przyjechał
do Rivendell.
- I dobrze facet gadał - oznajmił Lump. - Oto jest miecz, który był złamany
- oznajmił rzucając na stół rękojeść miecza świetlnego.
- Skąd zwykly lump może miec Narsila? - zapytał Boromir.
- Ze śmieci, hehehehe - skomentował Gimli.
- Miałeś nikomu nie mówić - wycedził przez zęby Lump.
Legolas zerwał się na równe nogi.
- To nie jest zwykły lump. To Aragorn Atryda, potomek Isildura.
Boromir był w szoku.
- Co ja ojcu powiem? Co ja mu powiem?! - załkał.
- Przepraszam, że przerywam, ale mieliśmy zadecydować,
co zrobimy z pierścienicą - przerwał Gandalf.
Frodo obudził się. Glorfindel szepnął mu coś do ucha. Zaspany hobbit położył
na stole bezkręgowca, po czym zasnął znowu.
- Zarąbać badziewie - stwierdził krótko Gimli. Zamachnął się toporem i uderzył
w stworzenie. Pierścienica zapiszczała cienko, po czym zaśpiewała:
Soyuz nerushimi respublik svobodnikh
Splotila naveki Velikaya Rhun.
Da zdravstuyet sozdanni volei narodov,
Yedini moguchi Mordorski Soyuz!
- Jedynej Pierścienicy nie można zabić
żadną bronią konwencjonalną, Gimli. Trzeba użyć broni masowego rażenia. Erestorze!
Wywołany elf wstał, podszedł do półki z książkami i wyciągnął opasłe tomisko
z napisem "Broń". Poślinił palce, przerzucił kilka kartek i zaczął czytać:
- Broń masowego rażenia (ABC) - broń
o niekonwencjonalnym ładunku rażącym (A - atomowym, B - biologicznym, C -
chemicznym), do której zalicza się broń jądrową, biologiczną i chemiczną,
o wielkiej sile rażenia,
co do której użycia obowiązuje bezwzględny zakaz (jej użycie jest sprzeczne
z prawem elfickości i normami prawa międzynarodowego). Broń jądrowa oparta
jest
na wykorzystaniu energii jądrowej, jej czynnikami rażenia są: fala uderzeniowa,
promieniowanie (świetlne
i przenikliwe), skażenie radioaktywne środowiska. Po raz pierwszy zostala
użyta przez Valarów podczas ataku
na Utumno (6 sierpnia -1678) i Angband (9 sierpnia 599). Obecnie obowiązuje
w stosunku do niej zakaz z 2465 roku co do jej rozprzestrzeniania, sama zaś
broń znajduje się w rękach członków tzw. Klubu Atomowego, do którego należą:
Królestwo Mordoru, Republika Mordoru i Mordorskie Stany Zjednoczone...
- Starczy - przerwał Elrond. - Jak widzicie, cała broń atomowa znajduje
się w rękach Saurona. Pierścienicę trzeba zanieśćsc do mordorskiej elektrowni
w Orodruinie. Tylko tam może zostać zniszczona. Jeden z was musi to zrobić.
Zapadła cisza.
Glorfindel obudził Froda, szepcząc mu coś do ucha.
- Ja pójdę - odezwał się hobbit, ziewając.
- Masz mój miecz - zaoferował się Aragorn Atryda.
- Ten złamany?
- Nie, kupiłem nowy.
- I mój łuk - dodał Legolas.
- I mój topór - dodał Gimli.
- I mój miecz - dodał Boromir.
- I mój scyzoryk - dodał Samwise Gamgee, który
nie wiadomo skąd wziął się
na sali.
- I mój scyzoryk - dodał Meriadok Brandybuck, który
nie wiadomo skąd wziął
się na sali.
- I mój scyzoryk - dodał Peregrin Tuk, który
nie wiadomo skąd wziął się
na sali.
- Chciałem dać wam do pomocy stu elfich łuczników, trzystu wojowników, dwa
czołgi i śmigłowiec, ale jak wolicie iść
w dziewięciu, to proszę bardzo. Jesteście Drużyną Pierścienicy.
- Jak ja to wszystko uniosę? - zapytał Frodo.
1 Elfy używają tylko przekleństw, które
znajdują się w "Wielkim Słowniku Przekleństw i Obelg" pod redakcją Ectheliona