|
Darth Kenobi presents:
Władca Pierścienic
Rozdział 9
Aragorn vs Predator
"Cepelia", "Oranżada" i "Konstantynopolitańczykowianeczka" zatrzymały się na zachodnim brzegu rzeki, obok wzgórza Amon Hen.
- Przepłyniemy na drugą stronę w nocy. - tłumaczył Aragorn. - Dalej pójdziemy pieszo.
- No chyba ciem pogieło! - wykrzyknął Gimli. - Chcesz iść przez A2?! To wielka autostrada... nie uda siem!
- Idź spać, krzacie.
Obrażony Gimli psiknął sobie w twarz gazem rozweselającym i do końca dnia śpiewał pieśń "We are the champions".
Legolas rzekł do Aragorna:
- Nie jesteśmy sami.
Człowiek był jednak zbyt zajęty czyszczeniem miecza, by zwrócić na to uwagę.
- A gdzie Frodo? - spytał nieoczekiwanie Pippin.
Powiernik Pierścienicy wchodził właśnie krętymi schodami na szczyt Amon Hen, podziwiając motyle i kwiaty. Jego spokój zakłócił Boromir.
- Frodo, wiesz ile to jest sto tysięcy mordorskich marek?
- Duzo.
- A chciałbyś tyle mieć?
- Tak.
- Mogę je mieć, ale musisz mi oddać pierścienicę.
- Nie.
- Nie?
- Nie.
Boromir rzucił się w kierunku hobbita. Przerażona pierścienica zawinęła się na palcu Froda, który zniknął.
Niewidzialny wbiegł na szczyt wzgórza. Jednak nie znalazł tam spokoju. W jego głowie rozbrzmiewały złowieszcze słowa:
Soyuz nerushimi respublik svobodnikh
Splotila naveki Velikaya Rhun.
Da zdravstuyet sozdanni volei narodov,
Yedini moguchi Mordorski Soyuz!
Frodo ściągnął pierścienicę z palca i odrzucił ją jak najdalej mógł. Zdumiony spostrzegł, że ktoś podnosi bezkręgowca. Był to Aragorn.
- Aragorn... Car... - przemówiła Jedyna Pierścienica.
Strażnik oddał ją Frodowi.
- Masz mój miecz. - rzekł Strażnik. - Uciekaj!!! - dodał po chwili.
Frodo uciekł.
Aragorn odwrócił się. W jego stronę biegł złożony ze stu orków oddział z Isengardu. Wszyscy byli identyczni. Wyciągnął miecz.
Gimli i Legolas, którzy usłyszeli odgłosy walki, stwierdzili że muszą pilnować niziołków. Rozłożyli na trawie szachownicę i rozpoczęli grę. Nawet nie zauważyli, gdy Sam, Merry i Pippin ich zostawili.
Po kwadransie Aragorn stał na polanie z nagim mieczem w dłoni, oglądając ciała zabitych wrogów. Wtedy zjawił się Boromir.
- Zabiłeś wszystkich? Beze mnie? - zapytał.
- Mhm.
- Chciałem chociaż raz zagwizdać.
- Gwiżdż.
Boromir uniósł gwizdek do ust i zagrał. Jakby w odpowiedzi z najbliższego drzewa zeskoczyła dziwna postać. Miała dwa i pół metra wzrostu, czarną zbroję i osobliwą włócznię w dłoni. Z jej plecaka wystawały głowy Pippina i Merry'ego.
- Boromirze, zaatakuj z lewej... - zaczął Aragorn.
- Zaatakuję go TERAZ!
Obcy wydał z siebie ryk, wykonał ręką jakiś gest i Boromir uderzył głową w drzewo. Aragorn został sam. Wiedział z kim walczy. To był Lurtz - najsłynniejszy z Predatorów Dawnych Dni. Być może ostatni z tego ginącego gatunku.
Lurtz znowu ryknął. Na ten sygnał z gęstwiny wyłoniło się dwóch How-hai. Predator rzucił im dwóch pojmanych hobbitów. Tamci złapali Merry'ego i Pippina i zaraz skryli się z nimi w lesie.
Aragorn skoczył na Lurtza, przewracając go na ziemię. Predator jednak szybko podniósł się na nogi i zamierzył na Strażnika włócznią. Aragorn zdołał sparować to uderzenie. Wymienili kilka szybkich ciosów. Po każdym z nich Lurtz chwiał się na nogach, ale nie upadł. W końcu Strażnik rozciął jego włócznię na dwie części, a po chwili uciął Predatorowi głowę. Oczy Lurtza odpadły i, skacząc po nierównościach terenu, oddaliły się.
Aragorn podbiegł do leżącego pod drzewem Boromira, który odzyskiwał właśnie przytomność.
- Zabrali Merry'ego i Pippina! Gdzie Frodo? Gdzie Frodo? Chciałem mu zabrać Pierścienicę. Przykro mi. - załkał Gondorczyk.
I opuścił ten świat.
Aragorn pocałował denata w czoło i szepnął mu do ucha:
- A, a, a. Kotki dwa.
Gimli i Legolas, którzy skończyli już grać w szachy, od dłuższej chwili stali na skraju polany i przyglądali się dwóm ludziom.
- No i umarł? - zapytał Gimli.
- Tak. - potwierdził Aragorn.
- A, a, a. Kotki dwa. - szepnęli jednocześnie elf i krasnolud.
Tymczasem Frodo stał na brzegu rzeki, obok przywiązanej do pnia "Konstantynopolitańczykowianeczki". Na otwartej dłoni trzymał Jedyną Pierścienicę. Płakał. Ona też.
- Fciałbym, zeby ta Pierfcienica nigdy do mnie nie frafiła. Fciałbym zagrać w "Gwiezdnych Fojnach".
- Jak wszyscy obywatele, którzy zostali zmuszeni egzystować jako artyści w tej marnej ekranizacji. Lecz nie im wypada wyrokowanie o kreacji, która została im powierzona.
Frodo schował Pierścienicę do kieszeni i spuścił łódź na wodę. Wskoczył do niej i zaczął wiosłować.
- Panie Frodo! - krzyknął Sam, wyskakując nagle z lasu i wymachując ciupagą. - Frodo!
- Nie, Williamie.
- I will always love you! - krzyknął służący w języku quenya.
Frodo zatrzymał łódź. Odwrócił się.
- Co powiedziafeś?
- I'll be watching you!
- Fodź ze mną.
Sam wskoczył do łodzi i razem odpłynęli w stronę przeciwną, niż zachodzące słońce.
*
"Oranżada", na której złożono ciało Boromira spadła z Wodospadu Nia'garr i rozbiła się o skały.
*
- Szybciej! Frodo i Sam są już na drugim brzegu! - krzyknął Legolas, spuszczając na wodę "Cepelię". Aragorn, zajęty zakładaniem na szyję gwizdka Boromira, nie słuchał go.
- Nie płyniemy? - spytał elf.
- Mission failed. - odparł Aragorn.
- No i skucha... - szepnął Gimli.
- Nie jeśli będziemy trzymać się razem. Musimy uwolnić Merry'ego i Pippina.
- Widziałem stu super-orków biegnących na północ. - rzekł Legolas.
- Stu? Pestka. Zapolujmy na nich! - wrzasnął Aragorn.
- Tak! - rzucili elf i krasnolud.
Trójka łowców biegiem ruszyła na północ.
*
Frodo i Sam wdrapali się na jedno ze wzgórz, po których biegła autostrada A2. Była to niegdyś ważna droga, łącząca wschodnie prowincje Gondoru ze stolicą. Obecnie pozostały z niej tylko ruiny.
- Fordor. - powiedział Frodo. - Mam fadzieję, ze inni znajdą ciekafsą frogę.
- Lump o nich zadba. - odparł Sam, ciupagą rozgarniając gruz ze zniszczonej podpory autostrady.
|
|
 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Książka Skarg i Wniosków   |
|
|
|
Ta witrynka nie wysyla cookies. Jeżeli lubisz je kolekcjonować, kliknij prawym klawiszem na poniższe ciasteczka i zapisz je sobie gdzieś na dysku.
|
|
Podoba Ci się na mojej stronce? Klikaj śmiało!
|
|