Witaj na mojej stronce!

Serie:

KLEJNOTOWIEŚĆ
czyli
Silmarillion po Łozińsku



UPADŁOŚĆ ZACHODNIOWYSPU - część druga

Tak więc z powodu Infekcji Wielkomocniarzy Superwtórniacy w swoich wycieczkach miast kierować się ku zachodzącemu słońcu zwracali swe statki na wschód, przemierzali wody Siedliszcza Erudziatek od nieświatłości północy po skwary południa i dalej do Przerozciągłej Nieświatłości; zapuszczali się też na morza środziemne, opływali wokół Centroglebę i z wysokich dziobni swych żaglówek dostrzegali Furtkę Poranka na wschodzie. Niekiedy przybijali do brzegów Wielgaśnych Kraików i smutowali się nad opuszczonym światem Środkoziemu; książęta Zachodniowyspu znów dotykali swymi podeszwami zachodnich wybrzeży w Obskurnych Wiekach Wtórniaków i nikt nie śmiał zagradzać im drogi. Większy bowiem odsetek ludzi żyjących w Nieświatłości utracił siły i odwagę. Zachodnioziemianie przybywając do nich uczyli ich wielu rzeczy, często pożytecznych. Przywieźli im zboża i szczepki winne, wytłumaczyli jak siać i mleć ziarno, jak ciąć drewno i ciosać kamienie i jak ogólnie wyprostować sobie życie, o ile było to możliwe w kraju o tak wysokim poziomie umieralności. Dzięki temu ludzie w Środkoziemiu rozochocili się, tu i ówdzie lasy musiały ustąpić przed ich siedzibami, ludzie zaczęli strząsać z siebie pęta nałożone przez fanów Czarnowroga, wyzbywali się lęku przed nieświatłością. Ze czcią wspominali smukłych żeglarzy, których gdy odpłynęli nazwali Bożkami, i z nadzieją czekali na ich powrót; Zachodnioziemianie nigdy bowiem w tamtych czasach nie zatrzymywali się długo w Centroglebie i nie fundnęli sobie tam żadnych własnych dzielnic. Musieli żeglować na wschód lecz serca ciągnęły ich w przeciwnym kierunku.
Z biegiem lat tęsknota ta rosła i z upragnieniem myśleli o wiecznożylnym mieście, spostrzeganym w dali, coraz silniej pożądali wiecznego życia, uwolnienia od śmierci, która nakazuje umilknąć wszelkiej radości i rozrywa najściślejsze więzy, która burzy warowne zamki i sypie mogiły i podaje im puchar którego odmówić nie wolno. Im większą zdobywali chwałę i siłę, tym bardziej nękał ich niepokój. Mocniarze wprawdzie dali Superedainom przywilej rozciągłego życia, lecz nie mogli ich uchronić od znużenia światem, które w końcu na każdego przychodziło. Superwtórniacy umierali, nawet ich dyktatorzy z rodu Morzumiła, byli umieralni, a w oczach Wędrowniczków czas dany im do życia wydawał się bardzo krótki. Tak więc cień padł na ich szczęście; może też miała pewien wpływ na nich wola Czarnowroga, wciąż jeszcze procentująca na świecie. Zachodnioziemianie zaczęli szemrzeć, zrazu tylko w skrytości serca, potem publicznie, przeciwko zastosowaniu rodzaju Wtórniaków, a zwłaszcza przeciw Infekcji Wielkomocniarzy zamykającej im drogę na zachód.

Mówili więc między sobą:
-Czemuż to Wielkomocniarze cieszą się nieprzerwanym spokojem, kiedy my jesteśmy zmuszeni umierać, porzucać dzieła naszych palców i nawet nie wiemy gdzie się wybieramy? Wszakże Wędrowniczkowie nie umierają, chociaż się postawili Mocniarzom. Władamy na morzach, nie ma wód tak nieokiełznanych by ich nasze żaglówki nie ujarzmiły, czemuż więc nie wolno nam popłynąć do Kołorajnika odwiedzić przyjaciół?
Niektórzy gadali wręcz:
-Czemuż nie mielibyśmy wybrać się do samego Rajnika, by chociaż przez jeden dzień popróbować szczęścia Bogaczy? Przecież, czyż nie jesteśmy najpotężniejsi pośród ludności Siedliszcza?
Wędrowniczkowie zakablowali te słowa Mocniarzom i Starokról bardzo się zachmurzył, widząc jak chmury zbierają w jaśniejących nad Zachodniowyspem gwiazdach w samym zenicie jego świetności. Wyprawił do Superwtórniaków posłów, którzy poważnie przegadali do króla i do wszystkich co słuchać raczyli i prawili o porządku i zastosowaniu świata.
-Zmieniać Zastosowanie Wszechmatei może tylko Tatko - mówili - może tylko Jedynak, który ją wymodelował. Gdybyście nawet przemknęli przez wszystkie złudy i wnyki zastawione na drodze do Błogolestwa Rajnika, niewielki bylby wasz przychód. Albowiem, powiedziane jest, że nie ziemia Starokróla czyni wiecznożylnym, lecz wiecznożylność jej mieszkańców uświęca ziemię. Wy byście tam tylko zwiędli i znużyli się życiem jak ćmy w zbyt mocnym świetle reflektorów.
Lecz król odparł:
-Wszako mój przodek Morzumił żyje tamże! Czyż nie mieszka on w Rajniku?
Na to wysłańcy Starokróla odpowiedzieli:
-Wiesz dobrze, że Morzumiłowi przypadło zastosowanie wyjątkowe, i że policzono go między Pierwotniaków, którzy nie umierają. Lecz tym samym, zabroniono mu powracać kiedykolwiek do umieralnych krain. Wy natomiast i wasz lud nie należycie do Pierwotniaków, jesteście umieralnymi Wtórniakami, bo takimi was wymyślił Tatko. Teraz, jak się zdaje, chcielibyście dostać przywileje obu pokoleń, prawo do odwiedzania do woli Mocniewa i do powrotu, kiedy dusza zapragnie, do rodzinnego kraju. Nie ma takiej możliwości. Nie mogą też Wielkomocniarze odebrać nikomu podarków Tatka. Gadacie, że Wędrowniczki nie ponoszą odpowiedzialności, nawet ci, którzy zastrajkowali, nie umierają. Ale wiecznożylność nie jest ani bonusem ani mandatem, lecz zastosowaniem, które się musi wykonać. Pierwotniaki nie mogą zwiać, są przyklejeni do tego świata, nie mogą go porzucić, dopóki istnieje, bo jest jego życie ich życiem. Gadacie, że wlepiono wam mandat za strajk ludzi, w którym mieliście nikły udział, i że dlatego musicie umierać. Ale śmierć w pierwszym zamierzeniu nie miała być karą. Pozwala wam zwiać, rzucić świat, nie jesteście do niego przyklejeni, czy to w nadziei czy to w znużeniu. Które więc pokolenie powinno zazdrościć drugiemu?
Lecz Zachodnioziemianie odparli:
-Jakże możemy nie zazdrościć Mocniarzom czy choćby najmniejszej komórce wiecznożylnej? Żąda się od nas ślepej wiary bez żadnego zabezpieczenia skoro nie wiemy, co nas w bliskiej przyszłości czeka. A jednak Siedliszcze Erudziatek także kochamy i nie chcemy go utracić.
Wtedy posłowie rzekli:
-To prawda, że Mocniarze nie wiedzą, jakie są wymysły Tatka w waszej sprawie i nie wyjawił on wszystkiego, co ma się jeszcze stać. Lecz my wierzymy, że waszą prawdziwą ojczyzną nie jest ani ten ląd, ani Rajnik, ani żaden kraj objęty Hula–hopem Świata. Wyrok, że Wtórniacy muszą ze świata odchodzić, był początkowo uznawany za prezencik Tatka. Stał się cieżki dopiero wtedy, gdy Wtórniakom, przyciśniętym przez Nieświatłość Czarnowroga, wydało się że są otoczeni przez wielkie nieświatłości, i zaczęli się ich lękać. Niektórzy z was samowolni i smakowicie nie chcą się poddać, dopóki nie przyjdzie komornik. My, którzy dźwigamy wciąż wypełnianą torbę lat, nie możemy tego zrozumieć, lecz jeśli jako gadacie wrócił żal i znów niepokoi was ten ciężar, obawiamy się że Nieświatłość na nowo się urodzi i dorośnie w waszych sercach. Toteż, chociaż jesteście Superedainami, najśliczniejszymi z wtórniaków, wykręciliście się przedtem od Nieświatlości i mężnie walczyliście by nie zostać wziętym na ochotnika, powiadamy wam: strzeżcie się! Nikt nie może kwestionować woli Tatka. Wielkomocniarze z wielką troską wzywają was byście dali więcej ufności losowi do którego zostaniecie zastosowani, gdyż inaczej zmieni się on w krępujące was kajdanki. Miejcie nadzieję, że w końcu nawet najbanalniejsze z waszych marzeń stanie się rzeczywistością. Miłość do Siedliszcza została wam wstrzyknięta przez Tatka, a on nigdy nie marnuje strzykawek bez celu. Jednak wiele pokoleń nie narodzonych jeszcze wtórniaków przeżyje zanim cel zostanie pokazane i to nie Wielkomocniarzom ale właśnie wam.
Działo się to za czasów Króla Budokręta i jego synalka Atamariasza, a byli to mężowie wyniośli i pazerni; nakładali podatki na ludzi z Centroglebu i wiecej brali niż dawali. Posłowie Partii Popierającej Starokróla przyszli do Atamariasza, który był trzynastym królem Zachodniowyspu, a kraj ten liczył sobie już blisko dwóch tysięcy latek i osiągnęło swój najlepszy wiek pomyślności acz jeszcze nie siły. Atamariaszowi nie podobały się lekcje posłów PPS-u i darował je sobie a reszta poszła w jego ślady, pragnęli bowiem pozbyć się śmierci bezzwłocznie a nie czekać na zapowiedzianą śmierciarkę. Atamariasz dożył sędziwego wieku czepiając się życia nawet wtedy gdy nie dawało żadnej radości; on pierwszy wśród Zachodnioziemian wykazał taki opór. Nie chciał też oddawać władzy synalkowi, gdy ten zdał już maturę. Na ogół królowie Zachodniowyspu żenili się późno w swym rozciągłym życiu, a przesuwali się dając królestwo synom gdy zastępcy osiągnęli dojrzałość fizyczną i psychiczną.

W końcu doczekał się władzy Król Anka syn Atamariasza, który odziedziczył charakterek po ojcu. Za jego panowania społeczeństwo podzieliło się na dwa stronnictwa. Jedno, liczniejsze nazwało się Gorylami Prezesa; ci wbili się w pyszę i odsunęli od Pierwotniaków i Wielkomocniarzy. Drugie nazwano Elfiacielami, czyli przyjaciółmi Pierwotniaków, bo chociaż pozostali lojalni wobec prezesa nadal podtrzymywali stosunki z Wędrowniczkami i słuchali się Powersów. Jednakże nawet oni choć mienili się Przywiązanymi nie ustrzegli się utrapień swego szczepu i myśli o śmierci. Tak więc szczęścia w Zachokresse ubywało lecz fundusze i chwała rosły. Królowie i ich poddani nie stracili do końca rozumku i choć nie kochali Powersów nadal się ich bali. Nie ośmielili się jawnie przełamywać Infekcji Wielkomocniarzy i przekraczać granicy. W dalszym pociągu ich statki kierowały się ku wschodzącemu słońcu. Lecz myśli o śmierci coraz ciemniejszą zawieją wwiewały do głów Superwtórniaków i robili oni wszystko by ją opóźnić; budowali dla swych trupów wielkie siedzibiska , naukowcy zaś niestrudzenie drążyli zagadnienie przywracania życia lub chociaż wydłużenia go. Ale dowiedzieli się tylko jak chronić martwe ciała od rozkładu i rozmnażały się w kraju grobowce i satanistyczne myśli. Żyjący wciąż starali się łapać życie i oddawali się rozpuście i rozrywkom gromadząc coraz więcej mamony. Za następcy Anki zniesiono składanie prezentów Tatkowi coraz rzadziej też odwiedzano miejsce na szczycie góry Filaronie wznoszącej się w pępku królestwa. W tym czasie Zachodnioziemianie założyli pierwsze kolonie na zachodnich wybrzeżach Środkoziemu; nie zadowalali się już Zachodniowyspem; wydawał im się za ciasny, a skoro nie można im było sięgnąć na zachód, zapragnęli bogactw Centroglebu i władzy nad nim. Zbudowali wielkie przystanie i wieżowce i wielu z nich przeprowadziło się tam; teraz jednak zamiast wspomagać tubylców, występowali jako ich rząd i odbiorcy podatków. Zachodnioziemiańskie galeony z wiatrm w żaglach płynęły na wschód i wracały zawsze z pełnymi ładowniami, wzrastał kapitał i wpływy ich prezesów , Superedainowie aż się łyszczeli od srebra i złota. Elfiaciele niewielki meli w tym udział. Oni jedyni odwiedzali teraz północ i kraj Światłogwiazda, zachowując przyjaźń z Pierwotniakami i wspierając ich w walce z Brzydalem. Ich portem był Krókręt nad ujściem Długaśnicy. Lecz Goryle Prezesa pływali na południe a wiele mitów wspomina ich władzę i fortece.

W tej epoce jak to już gdzie indziej było opowiedziane, w Centroglebiu rozwielmorzył się Brzydal, zawróciwszy na drogi zła po których oprowadzał go Czarnowróg by uczynić z niego swego siłacza na zawołanie. Jeszcze za kadencji Króla Minotaura, jedenastego króla Zachodniowyspu, Brzydal zmilitaryzował Mrocznoziem, postawił biurowiec Czarnowież i odtąd usilnie dążył do okupacji całego Środkoziemu, chciało mu się być władcą nad władcami, idolem dla ludności. Niecierpił Zachodnioziemian za ich tatków uczynki, za dawne trójprzymierze z elfami i podległość Wielkomocniarzom, nie uszło też†jego pamięci również i to, że Minotaur udzielił niegdyś funduszy Światłogwiazdowi, w czasach gdy z taśmy zeszła Samotna Obrączka i toczyła się wojna w Wielokraju między Brzydalem a Pierwszakami. Teraz doszło do jego uszu, że królowie Zachodniwyspy osiągnęli chwałę i sławę więc tym bardziej ich znienawidził; a jednocześnie obawiał się by nie odebrali mu wpływów na wschodzie. Ale przez długi czas nie śmiał rzucić rękawicy Władzichom Mórz i dał dyla z wybrzeża.
Oszustnik jednakże słynął z chytrości i gadano, iż wśród tych których ucapił za pomocą Dziewięciu Obrączek było trzech Zachodnioziemiańskich byznesmanów. A gdy już miał na swej pensji Pierścipiory, gdy ucementował swe zwierzchnictwo nad ludźmi i zniewolił ich postrachem zaczął atakować placówki Zachodnioziemian na wybrzeżu. W tym czasie nieświatłość zgęstniała nad Zachodniowyspem, a królowie z linii Pianogwizda stacili długożylność z powodu swego strajku lecz serca ich tym bardziej się zapięły na Mocniarzy.
Dziewiętnasty z królów objąwszy jabłko przodków, wstąpił na tron pod ksywą Włazadcy, Władcy Zachodu, i nie tylko sam zaprzestał gadania w mowie Pierwotniaków ale oznajmił, że nie chce słyszeć tej mowy w promieniu kilku mil od siebie. Mimo to do Spisu Inwentarza wpisano imię Hieronim, w języku Pierwotniaków, bo tak nakazywała tradycja której królowie woleli nie łamać bo przesądni byli i wierzyli, że to nieszczęście tylko ściągnie. Przybrane przez króla imię wydało się Elfiacielom przesadną pychą, gdyż ów tytuł przysługiwał tylko Wielkomocniarzom. Serducha ich rozdarte były pomiędzy lojalnością wobec linii Pianogwiazda a czcią i szacunkiem dla Bogaczy powołanych przez Tatka. Lecz jeszcze gorsze zjawiska czekały na nich w przyszłości. Dwudziesty drugi bowiem król Aj–Glizdor postanowił doprowadzić do ostatecznego rozwiązania kwestii Elfiacieli. Białasowe Drzewo, zaniedbane zaczęło marnieć, a król zakazał gadania mową Pierwotniaków w całym kraju i kazał surowo tych co przyjaźnie witali turystów z Samowyspu, przybywających potajemnie na zachodnie plaże.
Elfiaciele mieszkali głównie w zachodnich osiedlach Zachodniowypu, lecz Aj-Glizdor wszystkich, których podejrzewał o przynależność do Partii Elfiacieli, rozkazał by przeprowadzili się na wschód do domu Wielkiego Brata.
Później Elfiaciele skupiali się wokół Hejoportu i stamtąd wielu z nich szło na emigrację do północnych krain Centroglebu by się spotkać z Gwiezdniakami w państwie Światłogwiazda. Królowi o tych wycieczkach wiedzieli, i nie uznawali za stosowne przeszkadzać o ile Elfiaciele zobowiążą się nigdy nie powrócić do ojczyzny. Królowie bowiem postanowili zerwać wszelkie kontakty swego ludu z Gwiezdniakami z Samowyspu, których nazywali szpiclami Powersów; mieli nadzieje że tym sposobem zakamuflują swe uczynki przed Mocniarzami , lecz Starokról o wszystkim tym się i tak wywiedział i zagniewani Wielkomocniarze przestali służyć Zachodnioziemianom radą i pomocą nie roztaczali też już nad nimi swej opieki. Odtąd już nigdy statki z Samowyspu nie wynurzaly się z zachodzącego słońca a Paparoport opustoszał.
W hierarchii drugie miejsce po rodzince królewskiej zamowała burżuazja Paparoportu wywodząca się także z rodu Pianogwiazda, wywodząc się od Klejnotki córki Króla Elfkuma, czwartego króla Zachodnioziemu. Burżuazja była lojalna wobec królów i okazywali im należną cześć , ale jednocześnie kochali Gwiezdniaków i Wielkomocniarzy. Gdy nieświatłość się rozrastała pomagali jak mogli Elfiacielom, lecz długi czas działali w konspiracji, starając się jednocześnie ugłaskać krolów dobrymi radami.
Był też słynny sex appeal księżniczki Izabelli, której matką była Linda, siostra Erendosza, księcia Paparoportu za panowania Scyzoryka, tatusia Aj–Glizdora. Glizdor pojął Izabellę za żonę chociaż ona wcale tego nie chciała, gdyż pod wpływem mamy popierała Elfiacieli, lecz nikt nie sprzeciwial się zachciankom dumnych kroli czy ich synalków. Nie było miłości pomiędzy Glizdorem a Izabellą inie było też miłości między ich dwoma synusiami. Izabelian był podobny do matki z wyglądu i charakteru, młodszy Glizdożer cały wdał się w tatusia, a pod względem pychy i despotyzmu nawet go przewyższył. Glizdor chętnie jego uczynił by następcą, poijając starszego ale kodeksy Zachodniowyspu były nieugięte...
Izabalian przejąwszy jabłko przybrał imię wedle tradycji w języku Wędrowniczków – Król – Patrzałka, gdyż miał zarówno oczy jak umysł dalekowzroczne i ci co go nie znosili bali się jego słów jak wróżby czarnowidza. Za jego rządów Elfiaciele mieli chwilę wytchnienia. Patrzałka wrócił zaniechaną tradycję i w określonych porach roku odwiedzał miejsce ku pamięci Tatka na górze Filaronie. Podlewał z szacunkiem Białasowe Drzewo i wygadal, xe jeśli ono zwiędnie, uschnie także dynastia królów Zachodniowyspu. Lecz skrucha przyszła za późno i Wielkomocniarze obrazili się już na dobre, zwłaszcza, że większość zachodnioziemian miała poglądy zgoła odmienne od królewskich. Glizdożer, silny i bezwzględny stanął na czele Goryli Prezesa i sprzeciwiał się woli braciszka, o ile mógł się odważyć otwarcie, lecz najczęściej czynił to w zamknięciu. Tak wiec dni Patrzałki upływały wśród trosk i problemów i spędzał on przeważnie czas na wspinaniu się na prastarą wieżę Króla Minotaura w pobliżu Paparoportu i stamtąd tęsknie wyglądał ku zachodowi, marząc aby nagle na horyzoncie pojawiły się Gwiezdniakowe żagle. Ale żaden statek z zachodu nie przypłynął już do Zachodniowyspu a chmura spadła na Kołorajnik.

Glizdożer umarł na dwa latka przed dwusetką (wcześniutko jak na potomka Pianogwiazda, nawet w czasach zmierzchu tej dynastii), lecz wraz z jego śmiercią nie umarły kłopoty króla. Syn Glizdożera, Farmazon, był równie jak jego tatko hardy, pragnący kasy i władzy. Wiele czasu spędzał za granicą, jako jeden z generałów w wojnach prowadzonych przez Zachodnioziemian na wybrzeżu Centroglebu, żeby rozszerzyć swą władzę nad tamtejszymi ludźmi; wyrobił sobie opinię wielkiego przewodniczącego na wodzie i ziemi. Kiedy więc wrócił wywiedziawszy się o śmierci swego tatka, podbił od razu zachodnioziemiańskie serca, zwłaszcza, że przywiózł mamonę i dawał z początku mnóstwo datków. Tymczasem Król Patrzałka ugiął się pod brzemieniem swych trosk i odszedł z tego świata. Nie miał syna, tylko córkę, którą nazwał Marysia w języku elfów, i ona to była jedyną zastępczynią taty na tronie Zachodniowyspu z godnie z tamtejszymi ustawami. Ale Farmazon poślubił ją na siłę, popełniając podwójny występek, gdyż Zachodnioziemiańskie prawa nie pozwalały na małżeństwa między tak blisko spokrewnionymi, nawet w rodzie królewskim. Potem zaś zagarnął berło w swoje łapy przybierając imię Król Fanfaron i nadając Marysi nowe imię Królówka-Fanfarożonka.
Król Fanfaron był najpyszniejszym i najsilniejszym z wszystkich królów, którzy władali Zachodnioziemiem od dnia jego ufundowaniam a było ich dwudziestu i trzech, tak królów jak i królowych, spoczywających w złotych kołyskach pod górą Filaronie. Król Fanfaron zasiadłszy w chwale i wysokości na struganym krześle w mieście Karmelkelysz snuł ponure myśli o wojnie. Bowiem walcząc w Centroglebiu poznał nie tylko siłę Brzydala ale i jego niechęć do Zachokresse. Teraz zaś stawiali się u niego kapitanowie stateczków i dowódcy formacji wracający ze Wschodu z informacjami, że odkąd Król Fanfaron opuścił Centrogleb Brzydal zaczął znów zbierać swe wojska i napierać na wybrzeżne miasta. Przybrał tytuł Króla Ludu i ogłosił, że zepchnie Zachodnioziemian w morskie fale, a jeśli zajdzie taka konieczność, zniszczy nawet Zachodniowysp.
Nasłuchawszy się tych nowinek Król Fanfaron zawrzał parzącym gniewem, ponieważ od dawna już taił w głębi swego serca żądzę nieograniczonej i niczym nie skrępowanej władzy. O nic nie pytając Mocniarzy, nikogo o pomoc nie prosząc i na własnym tylko rozumku polegając, postanowił kandydować do tytułu Króla Ludu, zmusić Brzydala by stał się jego służącym, wydawało mu się bowiem w swej pysze, że żaden król nigdy nie będzie dość silny by współzawodniczyć z potomkiem Morzumiła. Rozpoczął więc wielkie przygotowania, w kuźniach powstawały wielkie ilości broni; budował też mnóstwo okrętów wojennych i ładował na nie broń , a gdy wszystko było popakowane i gotowe do wyjazdu, sam na czele swych żołnierzyków popłynął na Wschód. Na widok jego żagli wynurzających się z zachodzącego słońca jakby pomalowanych czerwoną farbą, lśniących purpurą i złote, strach ogarnął spokojnych mieszkańców wybrzeży, którzy przenieśli się w głąb lądu. Lecz flota królewska pożeglowała aż w miejsce zwane Restauracją, gdzie Zachodnioziemianie mieli śliczny port aczkolwiek nie był on dziełem ludzkich rąk. Stąd Fanfaron wyruszył ze swoją armią przez opustoszałe pustkowia Centroglebu. Przez tydzień szli pod rozwiniętymi sztandarami, przy graniu trąbki, aż stanęli pod wysokim nasypem. Król wszedł na niego i rozkazał rozłożyć tu swój imponujący namiot wraz z tronem w środku i zasiadł w tej rozległej krainie, a niebieściutkie, złote i śnieżne namioty jego żołnierzy niczym wysokie chwasty otoczyły grządkami pagórek. Stad Król Fanfaron wyprawił swych posłów do Brzydala wzywając go do poddania.
I Brzydal to zrobił. Wyszedł ze swej potężnej twierdzy Ciewieży i nawet nie próbował walczyć. Doszło bowiem do niego iż nie ma to najmniejszego sensu i wolał to załatwić bardziej dyplomatycznie. Potrzebował nieco czasu by ulepić sobie Zachodnioziemian wedle swej woli. Miał jednak spryt i chytrość oraz niezwykły talent w zdobywaniu podstępnie tego czego nie mógł odebrać siłą. Padł więc przed Królem Fanfaronem i posłodził swój język. Zdumieli się takoż ludzie, gdyż wszystko co mówił Brzydal brzmiało mądrze i słusznie. Lecz Król Fanfaron nie dał się jeszcze wtedy nabrać na te sztuczki, umyślił więc sobie, że zapewni sobie uległość przeciwnika i jego sług oraz wierność lenniczej przysiędze, biorąc ze sobą Brzydala, jako zakładnika, do Zachodniowyspu. Brzydal i na to się zgodził, niby niechętnie, lecz w rzeczywistości bardzo chętnie , ponieważ niczego innego nie pragnął. Tak więc Brzydal przebył morze i ujrzał Zachodniowysp, i jego stolicę Karmelkelysz, a jakże, w pełnej swej świetności; i był zdumiony, lecz w jego sercu tym wyżej buchnęła zazdrość i nienawiść.
Miał jednak na tyle przebiegłości w mowie i piśmie ( i myślach), tak silną tajemną wolę, że nim trzy lata uciekły, stał się ulubionym doradcą króla. Z jego ust zawsze ściekały słodkie niczym miód pochlebstwa i widział wiele rzeczy nie objawionych jeszcze ludziom. Inni gentlemani z rady królewskiej widząc w jakich był łaskach u króla, zaczęli się do niego umizgać, wszyscy z wyjątkiem Miłorajnika, księcia Paparoportu. Powolutku dokonywała się w Zachodniowyspie zmiana, a Elfiaciele zbici z tropu i wystraszeni, wyrzekli się dotychczasowych orientacji, a chociaż ci którzy ich nie zmienili, dalej nazywali siebie Elfiacielami, nieprzyjaciele nazywali ich rebeliantami. Brzydal miał bowiem teraz posłuch i korzystał z tego. Wynajdywał mnóstwo argumentów by przekonać ludzi, że to czego uczyli ich Wielkomocniarze było nieprawdą. Mówił ludziom, że na wschodzie i zachodzie jest jeszcze wiele mórz do odkrycia i bogactw do złupienia. A nawet gdyby doszli do krańca świata, to przecież poza nim leżą Prastare Ciemności.
— Z nich właśnie został utworzony świat — mówił. — Tylko Ciemności godne są najwyższego uwielbienia, a ich władca może wyciągnąć z nich nowe światy i ofiarować je swym fanom aby zasięg ich potęgi wzrastał bez granic.
Wtedy Król Fanfaron zapytał:
— Kto jest Szefem Ciemności?
Brzydal rozmawiał z królem w cztery oczy w pokoju zwierzeń i odpowiadając na to pytanie nieco minął się z prawdą:
— On, którego imienia nikt teraz nie śmie wymówić, ponieważ Powersi oszukali was nie mówiąc wam o Nim prawdy, lecz sławiąc imię Tatka, ducha przez nich zmyślonego by spętać umysły ludzi. Ogłosili się wyrocznią tego Tatka, głosząc co sami chcieli. Ale On, który jest nad nimi zwycięży i uwolni nas od ducha, i imię jego Mocowstaj, Szef Wszystkości, Dawca Wolności, i On uczyni was większymi od Wielkomocniarzy.

dokończenie nastąpi...




To tyle, możesz już zamknąć to okno...


Strona Główna      
Z Ostatniej Chwili      
Kącik Poezji      
Teatrzyk      
Opowiadania      
Galera      
Sklepik      
Forum Romanum      
Goście Adiemusa      
Linki      
Rozbrykany Balrog      
Lista mailingowa      






Książka Skarg i Wniosków      



Ta witrynka nie wysyla
cookies. Jeżeli lubisz je
kolekcjonować, kliknij
prawym klawiszem na
poniższe ciasteczka
i zapisz je sobie
gdzieś na dysku.

bardzo lekkostrawne, tylko 8kB

Podoba Ci się
na mojej stronce?
Klikaj śmiało!
TOLKIEN toplista