Serie:
KLEJNOTOWIEŚĆ czyli Silmarillion po Łozińsku
UPADŁOŚĆ ZACHODNIOWYSPU - część pierwsza
Gwiezdniakowie gadają, że Wtórniacy zjawili się w Siedliszczu Erudziatek, gdy dyktował nim cień Nieprzyjaźnika, i szybko ulegli jego władzy; wysyłał bowiem między nich swoich emisariuszy, a ludzie słuchali jego złych i przewrotnych słów wielbiąc Nieświatłość, chociaż jej się zarazem lękali. Wylęgli się wszakże i tacy, którzy odtrącali Zło i porzuciwszy kraje rodzinne wędrowali wciąż dalej na zachód, gdyż doszły ich niejasne plotki, że tam gdzieś Światło jest tak mocne, że Nieświatłość nigdy go nie zaćmi. Ci, ścigani nienawiścią służalców Czarnowroga, musieli przebyć długaśną i dającą w kość trasę, w końcu jednak doszli do krain otwartych ku Morzu i wkroczyli do Balarowa w dniach Tłuczki o Błyskacze. Tych nazwano w języku Szaraków Przemykaczami, a stali się oni kumplami i poplecznikami Wędrowniczków i odznaczyli się wielkim męstwem w wojnie przeciw Nieprzyjaźnikowi.
Ich pradzieckiem ze strony ojca był Morzumił. "Piosnka o Morzumile" baja, jak w czasie, gdy tryumf Nieprzyjaźnika zdawał się niepodzielny, Morzumił zbudował statek "Piatokwian", przez ludzi zwany "Roszencelem", i żeglował po znanych nikomu z innych żeglarzy morza, szukając wytrwale Mocniewa; zamyślił sobie bowiem przemówić do Bogaczy w obronie Parki Pokoleń, wzbudzić litość Wielkomocniarzy i wyjojczeć, by wysłali odsiecz Pierwszakom i Wtórniakom w ich stutonowej potrzebie. Dlategoż zarówno Pierwszacy, jako i Wtórniacy nazwali go Morzumiłem Nieprzeklętym, spełnił bowiem to swoje zamierzenie, nie bacząc na trudności i zagrożenia, a z Mocniewa przybyła do Centroglebu potężna armia Władych Zachodu. Lecz Morzumił nigdy już nie powrócił do tych krain, które tak umiłował.
W Gniewnej Batalii, w której Nieprzyjaźnik został ostatecznie pobity, a Dyktatogóra zdruzgotana, tylko Przemykacze z pośród całego rodzaju Wtórniaków walczyli po stronie Powersów; inni Dwojacy podpierali Nieprzyjaźnika. Po wiktorii Władych Zachodu źli Wtórniacy - jeżeli nie przyszło im umrzeć w bitce - umknęli na wschód, gdzie liczne komanda ich pobratymców pędziły jeszcze życie koczownicze na ziemi nieuprawianej, nie znając żadnych kodeksów prawnych i odtrącając w swej buszmeności zarówno zawołania Wielkomocniarzy, jak Nieprzyjaźnika. Źli Wtórniacy przyszli do tego dzikiego ludu i przynosząc ze sobą nieświatłość i grozę zostali jego dyktatorami. Mocniarze opuścili na chwilkę tych ludzi ze Środkoziemu, którzy nie słuchali ich głosików i obrali sobie za panów miłoszków Nieprzyjaźnika. Trwali więc ludzie ci w Nieświatłościach, nękani przez sterty złych potworów, które Czarnowróg wyhodował za czasów swych rządów, przez Dłemeny, jaszczurasy, przeczwary i przez zaplutych Ohydników, tym bardziej zaplutych, że byli prześmiejczym portretem Erudziatek. Godny płaczu więc los został przypisany Wtórniakom.
Lecz Starokról przymknął Czarnowroga i zamknął go w otchłani poza granicami Wszechmatei. Nie może odtąd Nieprzyjaźnik we własnej osobie i postaci widzialnej dla oczu wrócić do Siedliszcza Erudziatek, póki Włydychy Zachodu będą nim władały. Ale sadzonki jakie posadził, przyjmują się, rosną i dają owoce, jeśli ktoś je uprawia. Albowiem wola Nieprzyjaźnika nie zginęła i steruje jego służalcami, pobudzając ich do kontrowania woli Powersów i gnębienia tych, którzy są jej ulegli. Powersi byli o tym poinformowani. Toteż, po usunięciu z Wszechmatei Nieprzyjaźnika zwołali wielkie posiedzenie, by ułożyć scenariusz nadchodzących wieków. Wędrowniczków zawezwali by wrócili się na Zachód; co którzy się temu podporządkowali, usiedli na Samowyspie, a jest w niej dok Kołorajnik, miasto położone najbliżej Mocniewa; wieża w Kołorajniku jest pierwszym znakiem, który wróży żeglarzom, iż zbliżają się do Wiecznożylnej Ziemi, po przebyciu niepoliczalnych obszarów morza. Słusznego bonusa dostali też tatkowie trzech wiernych rodów Wtórniaków. Głośnik przybył do nich i udzielał im korepetycji; zostali obdarzeni mądrością i siłą, a także życiem dłuższym niż reszta Wtórniaków. Wykreowano dla nich kraj nie będący ani w Centroglebie ani w Walarowie, od obu odgrodzony rozległym morzem, lecz mniej odległy Mocniewu. Sztormnik wydźwignął ten kraj z głębin Niemałej Wody, Ziemniak go wymodelował, a Owocodajka wzbogaciła. Wędrowniczkowie przenieśli tam wiele chwastów i źródeł z Samowyspu. Wielkomocniarze nazwali ten kraj Krajzentem, co znaczy Krainą Prezentu. Gwiazda Morzumiła zabłysła jasno na zachodzie na znak, że wszystko jest już zapięte na ostatni guzik, i służyła za przewodnika żeglarzom, a Wtórniacy zadziwiali się widząc jej srebrny ognik na ścieżkach Wędrowniczki.
Wyruszyli więc Przemykacze na głebokie wody traktem, który im wskazywała Gwiazda; Wielkomocniarze ściszyli na wiele dni morze, zesłali przyjazny wiatr i promyczkową pogodę, tak że woda lśniła się niczym wibrujące lusterko, a pianka jak śnieg umykała sprzed dziobów łódek. Roszencel świecił tak jasno, że widać go było nawet rankiem, jak migotał na zachodzie nieba, a w bezchmurne nocki on sam tylko błyszczał bo żadna z gwiazdek nie mogła się z nim równać. Sterując według niego, Przemykacze po przebyciu nieprzeliczalnych mil obaczyli wreszcie w dali kraj dla nich przygotowany, Krajzent, Krainę Prezentu migoczącą we złotej mgle. Przybili do brzegu pięknej i odżywionej dziedziny z wielką radością. I nazwali ją Kugwiezdą, co znaczy W Stronę Gwiazd, a także Enedue czyli Zachokresse, a w Szlachetnym języku Wtórniaków - Zachodniowysp.
Taki był start społeczeństwa, które w mowie Szaraków zwało się Superwtórniakami, Zachodnioziemianami, Sułtanami wśród Wtórniaków. Superwtórniacy nie zostali wyciągnięci spod kodeksu który ustanowił Tatko dla całego rodzaju Dwojaków, byli tak jak wszyscy Wtórniacy umieralni, lecz żyli rozciągle i nie znali przeziębień, dopóki ich nie doścignęła Nieświatłość. Obładowani większą mądrością i tryumfalnością, pod wieloma względami podobniejsi byli do Pierwotniaków niż do Wtórniaków z innych komand. Wzrostem górowali nad wszystkimi synalkami Środkoziemu, oczy ich iluminowały jasnością gwiazd. Lecz numer ich bardzo powoli wzrastał w Krajzencie, bo chociać córusie i synalkowie rodzili się jeszcze przystojniejsi niż rodziciele, niewiele dziatek przyłaziło do Siedliszcza Erudziatek. Główne miasto i port w jednym Zachodnioziemu, znajdowało się z dawna pośrodku zachodniego wybrzeża wyspy i nazywało się Paparoport, ponieważ, zwrócone było ku zachodzącemu słońcu.
Pośrodku krainy wznosiła się wysoka i stroma góra Filaronie, co znaczy Kolumna Niebios, a na jej szczycie było miejsce otwarte, nieprzykryte przykryciem poświęcone Tatkowi. Żadnych innych kościołów ni przybytków Zachodnioziemianie nie posiadali w swoim kraju. U pięt góry budowano piramidy królów, a nie opodal na wzgórku znajdowało się Karmelkelysz, najpiękniejsze z miast, z wieżyczką i fortecą wzniesioną przez Pianogwiazda, synalka Morzumiła, którego Wielkomocniarze wywołali na pierwszego Dyktatora Zachodnioziemian.
Pianogwiazd i jego bratek Kopułogwiazd wywodzili się z Trzech Rodów Wtórniaków, lecz mieli także w żyłach krwinki Wędrowniczków i Małomocniarzy, odziedziczoną po Migotce z Tamienia i Luci, córusi Snutki. Wielkomocniarze nie mogli pozbawić Wtórniaków daru śmierci, ofiarowanego im przez Jedynaka, lecz co do Półpierwszaków Tatko dał im wolną rękę, oni zaś rzekli, że synowie Morzumiła mają prawo dokonać wyboru między zastosowaniem Pierwotniaków a zastosowaniem Wtórniaków. Kopułogwiazd wolał pozostać między Pierwotniakami, przypadło mu więc wieczne życie Pierwszaka. Pianogwiazdowi, który wybrał zastosowanie Wtórniaków i został Królem Przemykaczy, dano jednak bardzo rozciągłe życie, wielokroć dłuższe niż innym Wtórniakom z Centroglebu; wszyscy jego potomkowie, królowie i książęta królewskiej krwinki, żyli wyjątkowo rozciągle, nawet według miary Zachodnioziemian. Pianogwiazd zaś przeżył pięćset lat, a dyktował Zachodnioziemem lat czterysta dziesięć.
Tak płynął czas i gdy Środkoziem cofał się w rozwoju, a światło i mądrość w nim przygasały, Superedainowie pod skrzydłem Mocniarzy i w przyjaźni z Wędrowniczkami rozkwitali cieleśnie, a zarazem bogacili się duszowo. Wprawdzie lud cały posługiwał się w dalszym przeciągu własnym językiem, lecz królowie i książęta władali mową Pierwszaków, której się nauczyli w latach Unii, toteż wiele gadali z Wędrowniczkami, czy to mieszkającymi na Samowyspie, czy też wywodzących się z zachodnich krain Środkoziemu. Czempioni wiedzy wśród Superedainów znali też szlachetny jezyk Wędrowniczków, języczek Błogolestwa, w którym przechowano w książeczkach wiele mitów i pieśni od zarania Siedliszcza Erudziatek, stworzyli też abecadło i na pergaminach lub w księgach zapisali w okresie najwyższego rozkwitu swego królestwa wiele pouczających i pełnych mądrości historii, dzisiaj już pozapominanych. Tym się tłumaczy, że książęta Zachodniowyspu oprócz ksywek rodzimych mieli zwykle inne w języku Wędrowniczków, tak się też miało z nazwami miast i osiedli ufundowanych przez nich w Zachodniowyspie i na wybrzeżach Niedalszych Lądów.
Superedainowie nabrali tak wielkiej biegłości w różnych profesjach, że gdyby zechcieli mogli by przewyższyć złych dyktatorów Środkoziemu w sztuce wojennej i kuciu oręża; lecz byli wówczas rozmiłowani w pokoju. A nade wszytko polubili budowanie statków i pływanie, a nikt im w sztuce żeglarskiej nie podskoczył w późniejszych czasach, kiedy Siedliszcze Erudziatek się skurczyło. Wyprawy po niezmierzonych morzach dostarczały tym odważnym chłopom w dniach ich bujnej młodości pola do chlubnych dokonań i posmaku przygody.
Lecz Wladcy Mocniewa zabronili im żeglować w kierunku zachodnim, dalej niż na tę odległość, z której mogli dostrzec brzegi Zachodniowyspu. Superedainowie przez czas rozciągły stosowali się bez strajków do tego zakazu, chociaż nie pojmowali jego sensu. Starokrólowi zaś chodziło o to, Superedainowie nie byli narażeni na pokusę szukania Błogolestwa, by nie zapragnęli przekroczyć granic wyznaczonych ich szczęściu, a stałoby się tak, gdyby ich urzekła wiecznożylność Wielkomocniarzy i Wędrowniczków oraz piękno krainy, gdzie nic nie przemija.
W onych dniach bowiem Mocniewo stało jeszcze w świecie widzialnym, a Tatko pozwolił, aby Wielkomocniarze tam urządzili sobie dom na ziemi, reklamujący, jakie było by Siedliszcze Erudziatek, gdyby Czarnowróg nie rzucił swej nieświatłości na nie. Superwtórniacy wszystko to dobrze wiedzieli i niekiedy, gdy powietrze było czyste, a słońce świeciło na wschodzie, wytężając swe superwtórniackie oczy, dostrzegali na niebliskim brzegu, wielką przystań i wieże.
Superedainowie mieli wówczas niezwykle daleko widzące oczy, mimo to ów brzeg dostrzegali najbysztrzej obdarzeni wzrokiem, i tylko wtedy gdy patrzyli ze szczytu Filarnii lub z barierki wyniosłej żaglówki zatrzymanej na zachodniej granicy dozwolonych im wód. Nie śmieli bowiem łamać Infekcji Wielkomocniarzy. Geografowie ich wszakże wiedzieli, że białe miasto, które widzą na horyzoncie, nie leży w Błogolestwie Mocniewa, lecz, że jest to Kołorajnik, port Wędrowniczków na Samowyspie, najdalej wysuniętej ku wschodowi wyspie Wiecznożylnych Ziem. Stamtąd przybywali niekiedu do Zachodnioziemu, Pierwotniaki na okrętach bez wioseł niby latające od zachodu słońca białe ptaki. Przynosili Zachodniowyspowi liczne podarki: wonne ptaki, śpiewające latorośle, bezcenne trawy. Przywieźli też szczepkę Srebnodrzewa, Białego Drzewa, które rosło pośrodku Samowyspu, wyhodowane zaś było z plemienia Galuteliosza i sprezentowanego przez Owocodajkę Wędrowniczkom w Błogolestwie. Drzewo to rosło i kwitło na dziedzińcu króla w Karmelkelysz. I nazwano je Biakwiecie; kwiaty jego otwierały się wieczorkiem, przepełniając noc upojną wonią.
|
|
 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Książka Skarg i Wniosków   |
|
|
|
Ta witrynka nie wysyla cookies. Jeżeli lubisz je kolekcjonować, kliknij prawym klawiszem na poniższe ciasteczka i zapisz je sobie gdzieś na dysku.
|
|
Podoba Ci się na mojej stronce? Klikaj śmiało!
|
|