Relacja
z V Tolk-Folk
Czyli
Hej Elek powiedz coś!
Do Bielawy dotarliśmy czerwonym smokiem (Ford Focus Avari)
w czwartek mocno po południu. Nieco zdezorientowani ogromem miasta
:P zapytaliśmy napotkanych autochtonów
o MOKiS. Pierwszy z nich nie orientował się, co to takiego, a o Tolk-Folku
najwyraźniej nigdy nie słyszał. Drugi rzucił tylko „cały czas prosto i do
rynku”, jechaliśmy więc prosto i jechaliśmy, a droga się ciągnęła i
ciągnęła. „Gdzie ten rynek” – zaczęło nam się kołatać w głowach. Wreszcie
dotarliśmy, ale MOKiSu ani śladu, zapytaliśmy zatem miejscowego strażnika. Ten
udzielił nam odpowiedzi, „nieco dalej jeszcze za rynkiem”. W końcu udało nam
się zlokalizować kwaterę Elka. Jednoosobowa Sekcja Tolkienistyczna był całkowicie
pochłonięty sprawami organizacyjnymi związanymi z imprezą do tego stopnia, że
nie odrazu w 100% pojął, z kim ma do czynienia J. Z
Avari nie miał problemów (to było to 50%), najwyraźniej jednak nie dosłyszał
drugiego imienia. Na szczeście dość szybko dotarło do niego kim jest drugie
50%. Elek pilotował czerwonego smoka swoim Pomarańczowym Szerszeniem (jego Fiat
126p) i jeździliśmy to tu to tam, aż w końcu po wielu perypetiach :P, w tym
z przerwą na obiad w Gospodzie „Zacisze”, dotarłem do Fortu. Tam zastałem
iście artystyczną atmosferę oraz psa Husky - Tajgę (to nieformalna maskotka V
Tolk-Folk). Avari wróciła z Elkiem
do Bielawy, gdzie znajdowała się jej kwatera. Ja zostałem ulokowany w
wielkim namiocie na samym szczycie Fortu. Co było potem? Potem było ognisko,
pierwsza noc i świetliki.
Następnego dnia, kiedy do Fortu wreszcie dotarł Elek, nieco po
12:00, odbyły się próby do sztuki Adiemusa „Nieszczęścia Saurona”. Mnie
przypadła zaszczytna rola Nadnazgula (to ten wielki z cienkim głosem). Po
południu zaczęli się pojawiać goście. Kogo tam nie było. Przybyły Emma Scyther,
Haletha i Firiel, które znacie z „Pod Rozbrykanym Kucykiem”. Tak to te
same J.
Pojawiła się również liczna grupa Onetowców, która została ulokowana
w Kazamatach (to takie bardzo przytulne piwnice z kominkiem). Wieczorem
znowu było ognisko, no i noc w namiocie zapakowanym po brzegi J. Co to była za noc :P.
Następnego dnia od rana trwały przygotowania do Tolk-Folku.
My mieszkający na szczycie Fortu przenieśliśmy się do namiotów na dole
(które się zwolniły), gdzie czekały już nas łóżka polowe popularnie zwane
Kanadyjkami, zamiast twardych karimat. Uczestniczki Pleneru Malarskiego
doprowadzały swe dzieła do perfekcji, a mnie przypadł zaszczyt lepienia masy
solnej wraz z mONĄ. W pewnym momencie pojawił się Sir William
w szkockim kilcie i w dodatku na bosaka, choć nie był hobbitem. Zapytał czy to tu ta impreza.
Otrzymał odpowiedź twierdzącą. A potem, potem oficjalne rozpoczęcie przez Elka
tolkfolku.
Wszyscy zebrali się w kole i odbyło się spotkanie z Panem
Olszańskim i Panem Frącem. Po części oficjalnej (rozmowa nieoficjalna z
gośćmi trwała dalej), odbył się konkurs zagadek, w trakcie którego
równocześnie przeprowadzono eliminacje do turnieju łuczniczego, a potem
wymagający niezwykłej zaprawy fizycznej kurs tańców celtyckich. Wokoło unosiła
się kurzawa z pod roztańczonych stóp. Zdaje się, że zrezygnowałem gdzieś tak po
trzecim. Następnie odbył się konkurs strojów Śródziemna w którym zwyciężył
uzależniony od pierścienia Nazgul (Jok). Drugie miejsce zajął … zająłem (mówiąc
skromnie) ja jako Tom Bambidol… Bimbadol … Bombadil. Trzecie miejsce zajęły
egzekwo dwie elfki – Nifrodel elf zielony (co było widać po jej płaszczu) i
elfka której sobowtórem jest Arwen (tak ta Arwen, córka Elronda).
Wreszcie odbył się turniej o Czarną Strzałę Barda. Na początku
szło ciężko. Z odległości ok. 25-30 m nikomu nie udało się trafić w „czułe
miejsce” Smauga o średnicy około 10 cm. Dlatego też zmniejszono odległość. I
tym razem żadna strzała nie dosięgła czarnego okręgu, trafiając smoka jedynie
w „opancerzone” miejsca. Znowu zmniejszono nieco dystans. Gdy nastąpiła
kolej Sir Williama, jego strzała pomknęła prosto do celu. Po nim strzelał
Beleg, trafiając Smoka na granicy „czułego miejsca”. Jak przystało na honorowego
rycerza sir Willam zgodził się na dogrywkę. Wygrać miał ten, kto trafi bliżej
„czułego miejsca”. Sir William miał tym razem mniej szczęścia i trafił
nieco dalej od czarnego punktu niż Beleg. Tak, więc właśnie ten sławny elf został zwycięzcą turnieju.
Nieco po 22 wystawiona została sztuka Adiemusa „Nieszczęścia Saurona”. Rola
aktorów została zminimalizowana do „gry ciałem”, czyli przemieszczania się z
miejsca na miejsce i wykonywania odpowiednich gestów. Cały dźwięk, łącznie
z partiami mówionymi był odtwarzany z wcześniej nagranej przez mOnę, Elka
i Jacka Wanszewicza płyty. Ja byłem ukryty w 3 metrowym Szefie Nazguli i z tego
powodu moje pole widzenia było mocno ograniczone, przez co trudno mi jest ocenić
samą sztukę. Z relacji innych osób dowiedziałem się, że udała się wyśmienicie.
Co było dalej nie pamiętam dokładnie, zdaje się padłem na moją Kanadyjkę i nie
zważając na głośne śpiewy przy ognisku oraz usilne próby uniemożliwienia
mi snu przez współnamiotowców J,
zapadłem w błogi sen (nie ma co się dziwić jeśli średnio 3 ostatnie noce spało
się nie więcej niż 3 godziny). Następnego dnia obudziłem się rześki i
wypoczęty. Z braku ciepłej wody obmyłem się w miejscowym źródełku
(hydrant).
Około 9:00 wyruszyliśmy na szlak do Bielawy. Prowadził nas młody
przewodnik, również fascynat Tolkiena. Szliśmy na początku skrajem Fortu
po usypanym wale. Po prawej stronie ziała otchłań fosy a za nią mur z
cegły. Po lewej mieliśmy strome zbocze wzgórza. Od razu na myśl przyszedł
Helmowy Jar. Nie ma się co dziwić, że tych Fortów nikt nie zdobył. Gdy
minęliśmy Fort, droga prowadziła zboczem, skąd mogliśmy podziwiać piękny widok
na Srebrną Górę i okoliczne Wzgórza. W końcu zaszyliśmy się w gęsty las
Mallornowy (Buki). Lasem tym dotarliśmy do ścieżki prowadzącej do Morii (stare
kopalnie srebra). Część grupy postanowiła pozostać na drodze (w tym ja), a
reszta udała się z przewodnikiem do kopalni. Wrócili dziwnie szybko. Okazało
się, że drogę do Morii zawalił drzewami jakiś złośliwy troll. Niezależnie czy
był to troll, czy wichura nie dało się tej przeszkody przebyć. Następnie
szliśmy dalej. Po drodze spotkaliśmy jeszcze elfy i elfkę leśną Nifrodel.
Wszyscy razem udaliśmy się prosto do Bielawy gdzie był kres naszej wędrówki. Na
miejscu wraz z Avari (znacie ją z komiksów, sztuk, reklam i innych na
PRB), ML (to ten od Klejnotowieści), elfami (administrator i twórca www.forum.tolkien.com.pl)
oraz elfką Nifrodel (administrator forum) udaliśmy się do gospody „Zacisze”,
gdzie zjedliśmy smaczny hobbicki obiadek. Z tego też powodu niestety
spóźniliśmy się na Bieg Hobbicki, lecz dotarliśmy na Tolk-Folk akurat na
rozdanie nagród oraz na koncert Trzeźwych Hobbitów (mOna i Elek). No cóż
wszystko co ma początek musi mieć i koniec, tak samo niestety było i z
Tolk-Folkiem.
Adan