Gandalf:
No tak. Bestia, ta z jeziora, chałupę zatrzasła
i jesteśmy tu wpadnięci jak muchy do masła.
Byście nóg nie połamali, to zaświecę różdżkę
i pójdziemy hej! przez Morię. Gandalf znajdzie dróżkę.
(zaświeca różdżkę i idzie, a reszta za nim)
Frodo:
Mam wrażenie, że będziemy długo wędrowali,
nie spodziewam się też znaleźć tu jadalnej sali.
Siądźmy chwilę, odpocznijmy i zjedzmy coś tutaj,
ja ponadto muszę sprawdzić - coś wpadło do buta.
(zdejmuje but i wytrząsa z niego kawałek macki)
Merry:
Wiesz co, Frodo, gdybym wiedział, że to nie jest stare...
spróbowałbym, jak smakuje to frutti di mare.
Jeszcze jedno musi wiedzieć Pierścienia Załoga:
-skąd się nagle buty wzięły na hobbickich nogach?
Frodo: (zdziwiony ogląda swoje nogi i buty)
Gandalf:
Mam wrażenie, że w historii ktoś potężny mąci,
sądzę, że ta cała sprawa Sarumanem trąci...
Ale kiedy oczy zamknę i się zastanowię
dziwne "P.J." inicjały chodzą mi po głowie.
(zdejmuje kapelusz i drapie się po głowie)
Gandalf, Frodo, Merry, Sam, Pippin, Aragorn, Boromir, Legolas i Gimli: (spożywają wieczerzę -być może ostatnią- i popijają miruvorem od Elronda)
Gandalf: (wyciąga miecz z pochwy)
Nie jest kiepsko - i mój Glamdring, i Żądło nie świeci,
orków nie ma więc w pobliżu, chodźcie za mną, dzieci.
Poprzez Morię was prowadzi dzisiaj Gandalf stary,
proszę grzecznie, bez hałasu -ustawcie się w pary.
(idzie przodem i świeci różdżką)
Aragorn:
Nie bójcie się, moi drodzy, przewodnika mamy.
Gandalf to nie pierwszy lepszy, zgubić się nie damy.
Jego głowa to jest IMHO*/ głowa do pozłoty
-lepiej w nocy znajdzie drogę niż Beruthiel koty.
Frodo: (pod nosem)
Niosę Pierścień, wzrok, węch i słuch mam więc wyostrzony,
mogę jak detektor działać w różne świata strony.
Moje zmysły przenikają wielką Morii ciszę
-zdaje się, prócz naszych kroków czyjeś inne słyszę...
(słyszy obce kroki daleko z tyłu)
Gandalf: (zatrzymuje się na skrzyżowaniu)
Czas odpocząć. Miejsca tego wcale nie pamiętam,
Moria się skomplikowała, jest długa i kręta.
Tu po lewej widać jakieś drzwi, pewnie do sali,
wejdźmy więc i się zamknijmy, tam będziemy spali.
Merry i Pippin: (usiłują pierwsi przejść przez drzwi)
Gandalf:
Stójcie! Jakże to się pchają ci malcy! A juści!
Kiedy ma się przewodnika, przodem trza go puścić.
Patrzcie, dziura jest w podłodze, co wam będę gadał,
gdyby któryś do niej wleciał, to długo by spadał.
Pippin:
No, niesamowicie jakoś ciągnie mnie ta dziura,
wrzucę do niej zaraz kamień, zobaczę, co wskóram.
O, ta bryłka się wydaje być dobra na oko,
po hałasie się okaże, jak tutaj głęboko.
(wrzuca kamień do studni i słucha jak spada)
Gandalf:
Cóż to znaczy?! Głupi Tuku, cóż ty uczyniłeś?
Zwariowałeś? Po co kamień do studni wrzuciłeś?
Nie hobbicka to majówka, lecz poważna sprawa.
Drugim razem sam wskocz lepiej, głupa nie udawaj.
Pippin:
Gandalf krzyczy, studnia nadal korci nieprzerwanie,
o ja biedny, jakieś muszę znaleźć rozwiązanie.
Jak kto mądry, to go słuchaj -mówiła mamusia,
więc posłuchać oraz wskoczyć w studnię będę musiał.
(wskakuje do studni, skąd po długiej chwili
słychać "tap - tom. tap - tap - tom.")
Aragorn:
To głos młota, stwierdzić muszę - mnie się nie podoba,
coś widocznie poruszyła hobbita osoba.
Biedny Pippin, jego dusza idzie już do Bozi,
za drzwi wyjrzę, żeby sprawdzić, czy nam nic nie grozi.
(wychodzi za drzwi i nagle zatrzymuje się
jak wryty, bo z ciemności wysuwa się
ostrze miecza i dotyka jego szyi)
Głos Z Ciemności:
Cóż to? Strażnik, co sam siebie obronić nie umie?
Zdało mi się, że Aragorn więcej ma w rozumie...
Znowuś się okazał gapą - wyszło szydło z worka,
ciesz się, że to moje ostrze, nie jakiegoś orka.
Aragorn:
Widzę, lubisz mnie zaskoczyć, o Gwiazdo Wieczorna.
Cała ty: piękna jak zawsze, szybka, niepokorna...
Jakoś tak przed naszym wyjściem z Rivendell zniknęłaś.
Powiedz prawdę, miła moja, skąd się tutaj wzięłaś?
Arwena: (będąca poprzednio Głosem Z Ciemności)
Bohaterów zastępować każe mi ma duma,
wygryzłam więc Glorfindela, a teraz Golluma.
Dzisiaj tu w podziemiach Morii zamierzam wam pomóc,
byśmy wszyscy się znaleźli w Lorien, czyli w domu.
Legolas: (przykłada dłoń do ucha)
Zdaje mi się, że coś słyszę, coś nadchodzi tutaj,
kroki ciężkie, jakby grzmoty potężnego buta...
Łuk upuszczam, przestraszony pozostaję w wstydzie,
lecz się boję, bo poznaję: Balrog! Balrog idzie!
Balrog: (wchodzi niosąc coś w płomiennych dłoniach)
Gimli: (upuszcza topór)
Idzie tu Durina Zguba! O ja nieszczęśliwy!
Przyjdzie lec w podziemiach Morii, nie wyjdę stąd żywy.
Gdyby któryś z was potrafił powrócić do świata,
to pozdrówcie moich bliskich: tatę, mamę, brata...
Boromir: (gra rycerskie wyzwanie na rogu)
Balrog:
Aragorn: (leczy Pippina athelasem)
Gandalf: (ociera spocone czoło)
A nie mówiłem, że ktoś mąci w całym tym interesie?
Dobra, startujemy.
No tak. Bestia, ta z jeziora, chałupę zatrzasła
i jesteśmy tu wpadnięci jak muchy do masła.
Byście nóg nie połamali, to zaświecę różdżkę
i pójdziemy hej! przez Morię. Gandalf znajdzie dróżkę.
Kurtyna: (ma już dosyć całego tego zamieszania,
więc opada)