Beren:
Już pół oczu wypłakałem po tej całej stracie,
ostał mi się jeno pierścień, co go mam po tacie.
Orki na mnie tu polują, ciągle trwa nagonka,
pójdę sobie z Dorthonionu gdzie indziej się błąkać.
(błąka się to tu, to tam, aż trafia do Doriathu)
Co za dziwy, jakaś Obręcz wisi ponad lasem
muszę sprawdzić, czy się nie da przeleźć pod nią czasem.
Już przełażę -kurde, ciasno- gniecie mnie po krzyżach,
gdy się dowiem, kto to zrobił, to mu naubliżam.
(przepycha się pod Obręczą Meliany i widzi Luthien)
Luthien: (tańczy)
Beren:
Och, z wrażenia oniemiałem, kocham jak szalony,
cóż za piękna to dziewica, jestem urzeczony,
skąd się tutaj w lesie wzięła tak piękna osoba?
Chyba nazwę ją Słowikiem, bo mi się podoba.
Luthien:
Ktoś tu nazwał mnie słowikiem -och, przystojny facet,
niepodobny jest do elfa, chyba głowę tracę...
Dziwne rzeczy dziś się dzieją od samego rana:
wielkie szczęście mnie spotkało - jestem zakochana.
(zakochuje się w Berenie, a Beren w Luthien)
Thingol:
Luthien, jestem twoim ojcem - nie będzie nic z tego,
ja ci tutaj zakazuję kochania takiego!
A ty człeku, ty przybłędo wiedz: to nie jest bajka,
i nie kochaj mojej córki, bo ci utnę głowę!
Meliana:
Mężu, weźże się zachowuj, to nie prostak jaki,
pierścień ma zupełnie inny, niż zwykłe chłopaki.
Luthien już go pokochała, ja tego nie zmienię,
z nim związana twoja karma, czyli przeznaczenie.
Thingol:
Niech wam będzie, dobrzy ludzie, nie straszcie mnie karmą,
ale byznes to jest byznes, nie dam córki darmo.
Wszystkich rzeczy mam po uszy, złota, srebra, futra...
-przynieś mi trzy Silmarile, co je Morgoth ukradł.
Beren: (targuje się z Thingolem
i udaje mu się zbić ostateczną cenę
do jednego Silmarila za jedną córkę)
Żegnaj królu i królowo, ja tu wkrótce wrócę
i Silmaril upragniony wam pod nogi rzucę.
Morgoth groźny to przeciwnik i ciągle coś knuje,
ruszam więc do Felagunda, coś wykombinuje.
(udaje się do Felagunda
żeby wykombinować, jak zdobyć Silmaril)
Felagund:
No to wpadłem ja po uszy, wiąże mnie przysięga,
ale Klątwa Feanora mnie dzisiaj dosięga.
Muszę pomóc Berenowi, pewnie stracę życie,
bo synkowie Feanora tu mieszają skrycie.
Kelegorm i Kurufin: (chórem)
Silmarila się zachciało? Z tego nic nie będzie!
Kto Silmaril ma najdroższy, dopadniem go wszędzie.
To robota Feanora i nam się należy -
elfa, człeka czy potwora bij, kto w Eru wierzy!
Beren i Felagund: (mimo gróźb Kelegorma i Kurufina
wyruszają na wyprawę i wpadają w ręce Saurona,
który zamyka ich w piwnicy)
Luthien:
O ja biedna, bez Berena jestem nieszczęśliwa,
tatuś zamknął mnie tu w wieży, siedzę jak nieżywa.
Ach, mam pomysł jak stąd uciec, włosy swe zapuszczę,
zrobię sobie płaszcz i linę, na ziemię się spuszczę.
(spuszcza się)
Kelegorm: (do Kurufina)
Popatrz bracie, co się dzieje, jakaś elfka bieży...
ach, to Luthien, która zwiała Thingolowi z wieży.
Jaka piękna, stary, słuchaj, dla niej głowę tracę...
Huan, weź mi ją przyprowadź, to ją przekabacę.
Huan: (przyprowadza Luthien do Kelegorma)
Kelegorm i Kurufin: (oszukują Luthien, odbierają jej
płaszcz i linę i zamykają w Nargothrondzie,
po czym mieszają dalej między elfami)
Huan: (do Luthien)
Ja nie jestem zwykły piesek, lecz Pies z Valinoru
i w ucieczce ci pomogę, bo nie mam wyboru.
Twój płaszcz z włosów ci przyniosłem, na grzbiet cię zabiorę,
uciekajmy, by Berena móc uwolnić w porę.
(uciekają z Nargothrondu i udają się do
Tor-in-Gaurhoth, twierdzy Saurona)
Luthien: (śpiewa)
Sauron: (wychodzi z wieży, żeby złapać Luthien
ale Huan cap! go za gardło)
Luthien:
Sauronie, dobra twoja skończyła się passa,
jak tej twierdzy mi nie poddasz, pójdziesz na golasa.
Lepiej zrób to, pókiś cały, póki możesz zwiewać,
a ja twierdzę odczaruję, bo będę znów śpiewać.
(śpiewa)
Sauron: (poddaje się i zwiewa)
Luthien: (uwalnia Berena i razem wykonują
grób dla Felagunda, który nie doczekał)
Kelegorm i Kurufin: (urządzają zasadzkę na Luthien i Berena)
Beren i Luthien: (wpadają w zasadzkę)
Kurufin: (łapiąc Luthien)
Juhu! Luthien już złapałem, kochany braciachu,
ty Berena przejedź koniem, poślem go do piachu.
Jak to zrobisz, to do domku szybciutko wrócimy,
elfkę weźmiesz se za żonę i ślub urządzimy.
Beren:
Tak nie elfy postępują, lecz orkowe gady,
mimo że dwóch na jednego, nie dacie mi rady!
Zaraz będzie uwolniona moja narzeczona
i pokażę wam, co umiem, bo ja Skok wykonam!
(wykonuje Skok Berena i ratuje Luthien,
po czym zabiera Kurufinowi majcher zwany Angristem)
Kurufin: (uciekając strzela z łuku do Berena)
Strzała: (trafia w Berena)
Luthien: (lecząc Berena)
Mój kochany, dam ci ziółka, już ci będzie lepiej,
lecz ci mówię, że od ciebie już się nie odczepię.
We włamaniu do Morgotha pomóc ci zamierzam,
przebierzemy się: ty w wilka, a ja w nietoperza.
(włamują się do Morgotha)
Morgoth: (rozbierając Luthien wzrokiem)
Cóż za słowik niespodziany wleciał do mej paszczy?
Ach, to Luthien (od Meliany) taki kopnął zaszczyt.
Muszę przyznać- fajna sztuka: zgrabna, miła, czysta...
teraz powiedz mi, skarbeńku, jak cię wykorzystać?
Luthien:
Witaj Wielki Czarny Władco -będę twym minstrelem,
będę różne ci śpiewała trele i morele,
będę różne wykonywać usługi poddańcze,
a jak ładnie mnie poprosisz - nawet ci zatańczę.
(śpiewa i tańczy i machając magicznym płaszczem
usypia wszystkich dookoła)
Morgoth: (zasypia i spada z tronu)
Luthien: (budzi Berena i wydłubują Silmaril,
po czym razem uciekają)
Karcharoth: (napada na Luthien i Berena w bramie wyjściowej)
Beren:
Moja ukochana Luthien odczuwa zmęczenie,
ale bestię ja przegonię tym świętym kamieniem.
Popatrz, wilku, mam Silmaril, ty się go przestraszysz
i uciekniesz precz za góry. A kysz, wilku, a kysz!
Karcharoth:
Oj, Berenie, przysłow nie znasz na swoją udrękę
mówią: palec daj psu, to ci zeżre całą rękę.
Lecz cię zmartwię, bowiem nie znasz przysłowia takiego:
daj psu rękę (lub wilkowi) - pożre cię całego.
Połyka Berena w całości razem z Silmarilem)
(następuje, żeby widownia mogła
ukoić skołatane sztuką nerwy, wysiusiać się -kto musi-
i zakupić kolejną porcję popcornu)
Karcharoth: (biega tam i nazad po całym Beleriandzie)
Ach, ja biedny, nieszczęśliwy, jak pali mnie brzuszek!
Ach, ratunku, ja lekarstwo jakieś znaleźć muszę!
Może za tym wielkim lasem zajdą jakieś zmiany?
Zaraz, któż to do mnie idzie czerwono odziany?
Czerwony Kapturek: (wymachując koszyczkiem)
Racz przepuścić, panie wilku, muszę przed wieczorem
koszyk zanieść mojej Babci na żołądek chorej.
Leków mnóstwo Babcia trzyma w skrzyni jak dwa piece
i jeść musi dietetycznie, puść mnie wilku, lecę!
(leci)
Karcharoth:
No i pięknie. Teraz szybko znaleźć Babci domek
niechaj daje mi lekarstwo na brzucho zmęczone.
A gdy już po wyleczeniu skończy się udręka,
to zjem Babcię i Kapturka, by głód mnie nie nękał.
(biegnie do domku Babci i od samego progu
domaga się wydania lekarstwa)
Babcia: (leży w łożku i nic nie mówi)
Karcharoth: (zezłoszczony na Babcię połyka ją, żeby
nie brać leków na pusty żołądek, bo to niezdrowo)
Babcia: (staje Karcharothowi kością w gardle,
okazując się być sprytnie przygotowaną Pułapką)
Leśniczy Mablung: (rozcina Karcharothowi brzuch
i uwalnia Berena razem z Silmarilem)
Luthien: (zdejmując kostium Czerwonego Kapturka)
Mój Berenie, tu się kończą nasze złe przygody,
zaraz Mablung ci przyniesie z rzeki czystej wody,
a gdy wreszcie z siebie zmyjesz soki żołądkowe
daj Silmaril Thingolowi, miej spokojną głowę.
Kurtyna: (zadowolona z happy-endu opada)