Występują:
- Legolas
- Nieznajoma
autor: Elenai
Legolas: (wchodzi i patrzy taksująco na babkę)
Nieznajoma: (pod nosem)
Ale pajac...
Legolas:
Kobieto na ławce, możesz sobie posiedzieć koło mnie, ale żadnego padania do nóg, żadnego sapania, żadnych pisków. Tak?
Nieznajoma:
Tak.
Legolas:
Och, czego te kobiety nie zrobią, żeby chwilę przy mnie posiedzieć.
Nieznajoma:
O rany! Ale okaz!
Legolas:
Słyszałem!
Nieznajoma:
Przepraszam.
Legolas:
Ha ha ha, wybaczę ci ten mimowolny zachwyt. Ale już dość. Męczą mnie te umizgi.
Nieznajoma:
A kto się tak umizguje?
Legolas:
Galadriela, Eowina, Arwena, Różyczka no i pani.
Nieznajoma:
Ja?
Legolas:
Taak. Jak pani na imię?
Nieznajoma:
Silmarillion
Legolas:
Oryginalne imię dla kobiety.
Nieznajoma:
A panu jak?
Legolas:
Nie wie pani?!!! Nie???? Jestem... tylko proszę nie piszczeć... jestem Legolas!...
Nieznajoma:
Achaaa.
Legolas:
Nie piszczy pani?
Nieznajoma:
Jak panu zależy... piii...
Legolas: (zgroza)
A co to za piszczenie!? A spontan?!
Nieznajoma:
Jakoś mnie nie porwało.
Legolas: (???)
Zaraz cię rzucę na kolana: "Na czarnym niebie pośród gwiazd i mlecznego pyłu, jedna gwiazda świeci tylko nam"... No?
Nieznajoma:
Jakoś tak astronomią zaleciało...
Legolas:
Boże! Pingwin! Foka! Eskimos!
Nieznajoma:
Co, szok termiczny?
Legolas:
O nie! Pani nie jest kobietą, proszę pani!!!
Nieznajoma:
Jestem kobietą od zawsze. Jestem kobietą, wodą, ogniem, burzą, perłą na dnie.
Legolas:
To czemu nie drżysz, nie sapiesz...?
Nieznajoma:
Bo pan mi się nie podoba.
Legolas:
Ja?... Legolas się nie podoba...?! Kobieto, nie kompromituj swojej płci!
Nieznajoma:
Mam inny gust.
Legolas:
Wiem!
(zrywa sie z ławki)
Pani imponują chamy i brutale! Gęba kanciasta, szczęka do przodu na pół metra!!!... Iii z butami do łóżka!!! Żeby bił i poniewierał!!! Tak?!!! A jak mężczyzna subtelny, to nie? No to nie! Bo ja jestem subtelny!!!
(zabiera jej ksiażkę i wali nią w ławke zupełnie bez szacunku do książki)
DELIKATNY!!! Romantyczny psia mać!
(książka nie wytrzymuje napięcia i rozwala się)
CZUŁYYY!!!!
(odchodzi dotknięty)
Nieznajoma: (bierze resztki książki)
Boże, skad w nim tyle subtelności?...
Kurtyna: (opada w zadumaniu...)