PRZEDSTAWIA

Gościnny występ Kabaretu

"Krzaty i Bagosze z Tajaru"


POD TYTUŁEM:

"NARODZINY GWIAZDY"



Występują (in order of appearance):

Gloin
Dyżurny Znachor
Żona Gloina
Gimli
Grolin
Bralin
Chór Krasnoludów
Thorin




Scena I

(przed salą porodową
Krasnoludzkiej Kliniki Znachorskiej
im. Dziadka Throra w Ered Luin.
W poczekalni na krześle siedzi wyraźnie zdenerwowany Gloin, obok stoi kołyska a w niej pięknie opakowane podłużne pudełko z prezentem dla dziecka)

Gloin:
Ależ dłuży się to czekanie... Zawsze wiedziałem - tata mi powtarzał - że żony do wszystkiego są leniwe, oprócz bicia mężów i wychodzenia na plotki - ale moja to już całkiem przesadziła... drugi tydzień tu siedzę i nic... Odciski na zadku mi się porobiły... Żeby chociaż był chłopak... Jak będzie córka, to się upiję z rozpaczy.
(nerwowo drapie się po brodzie, a potem po odciskach)
A jak będzie chłopak, to się upiję z radości.

(Drzwi otwierają się i Dyżurny Znachor daje znak Gloinowi, że może już wejść)

Gloin: (łapie kołyskę i prezent i wpada do środka tratując po drodze Dyżurnego Znachora)

Żona Gloina: (surowo)
Gloin, weźże się opanuj. Z Królewskiego Rodu jesteś, a nie pierwszym lepszym krasnoludem z Dali. Syna ci urodziłam.

Gloin:
Juhuuuu!!!
(wykonuje ze szczęścia wojenny taniec krasnoludów)
Chłopak!! Damy mu na imię Garwolin!

Żona Gloina:
A skąd ci takie głupie imię przyszło do głowy? Damy mu na imię Gimli, po moim dziadku, świeć Aule nad jego duszą.

Gloin:
Nie, Garwolin brzmi dostojniej.

Żona Gloina: (milcząc wyciąga spod poduszki duży wałek)

Gloin:
No dobrze, najdroższa żono. Niech będzie Gimli. Najważniejsze, że chłopak!
(układa syna w kołysce i daje mu wydobyte z pudełka prezenty: grzechotkę i malutki krasnoludzki toporek)

Gimli: (z zadowoleniem)
Gu! Gu!
(z wrodzonym znawstwem operuje toporkiem rozwalając grzechotkę, zagłówek kołyski, butelkę z mlekiem, nabija sobie siniaka na czole i w 60% amputuje własny duży palec u lewej nogi, przy czym w ogóle nie płacze)

Gloin: (zachwycony)
Ach, co za talent!

Żona Gloina:
Czyś ty się mężu opił? Za mały na takie zabawki!
(odbiera Gimlemu toporek i szkło z kołyski)

Gimli: (zaczyna płakać)

Dyżurny Znachor: (przyszywa palec na miejsce)


Scena II

(9 lat później. Zapuszczona jaskinia na północ od kopalni Thorina Dębowej Tarczy, ulubione miejsce zabaw Gimlego i jego kolegów)

Grolin:
To w co się dzisiaj bawimy? Może w wyrzynanie orków. Ja będę dowódcą, bo jestem najstarszy.
(wymachuje toporkiem)

Bralin:
Znowu? Ja też chcę być dowódcą.
(wymachuje toporkiem)

Grolin:
Cicho, mały. Ja mam dwanaście lat i ja będę wodzem.
(wymachuje toporkiem)

Gimli:
A kto będzie orkiem? Wszystkie stemple porąbaliśmy już na szczypki... Jak się wuj Thorin dowie, że ściągnęliśmy mu połowę zapasu z kopalni, skroi mi tyłek jak nic!
(drapie się trzonkiem toporka po głowie)

Grolin:
Ja nie mogę być orkiem, bo jestem wodzem.
(wymachuje toporkiem)

Bralin:
Ja nie chcę być orkiem! Jak mam być orkiem, to ja się nie bawię!
(wymachuje toporkiem)

Gimli:
Dobra, to bawmy się w robienie kopalni. Każdy zrobi swoją, a potem zobaczymy, kto wykopie więcej mithrilu i złota.
(wymachuje kilofem)

Grolin i Bralin:
Dobra, zaczynamy! Fajny pomysł!

(kopią)

(kopią)

(kopią)

Grolin: (zaaferowany)
Jejku, chłopaki, patrzcie! Kawałek złotego łańcucha wykopałem! Prawdziwy, niech mnie troll kopnie!

Gimli:
Ale fajnie! Słuchajcie, kopiemy dalej. Może więcej tu tego będzie!

(kopią jeszcze energiczniej)

Bralin:
A ja mam trzonek od miecza elfów!

Grolin:
A ja kawałek naszyjnika ze złota i srebra, a w nim dwie perły!

Gimli:
A ja mam coś dziwnego... wielkie, okrągłe i na pewno nie z kamienia, ani zwykłego, ani szlachetnego... Większe niż ja cały! Co to może być?

Grolin: (zagląda do dziury Gimlego)
Nie mam pojęcia... Może pokażemy to twojemu tacie?


Scena III

Gimli:
Tato, jak bawiliśmy się w jaskini, znaleźliśmy coś bardzo dziwnego. Trochę złota i jeszcze jakieś wielkie, okrągłe coś. Zobaczysz?

Gloin: (zaintrygowany)
Złoto, powiadasz? Może resztki jakiegoś skarbca... Idziemy, moja ty pociecho!
(idą)

(mija trochę czasu)

Gloin: (zasapany pędem wpada do osady, chwyta drążek i zaczyna walić z całej siły w alarmowy bęben, który służy do zwoływania krasnoludów na naradę lub do walki)

Chór Krasnoludów: (pędząc z toporami)
Gloin, co się stało?! Orki czy trolle?!

Gloin:
Słuchajcie, słuchajcie! Mój chłopak znalazł smocze jajo! Prawdziwe smocze jajo! Wygląda, że niezepsute!

Thorin: (zachwycony)
Niesamowity traf! Od ośmiuset lat żaden krasnolud nie trafił na całe smocze jajo! Będziemy mogli skosztować Królewskiej Jajecznicy Ze Smoczego Jaja!!! Trzy razy Hura na cześć syna Gloina!
(wymachuje toporem)

Chór Krasnoludów:
Hurra! Hurra! Hurra!!!
(wymachuje toporami)

Thorin:
Gimli, synu Gloina! Przepowiadam ci wielką i zaszczytną przyszłość. Jeżeli w wieku lat dziewięciu znajdujesz smocze jajo, to co się stanie, kiedy osiągniesz wiek dojrzały? Jeden Aule wie... Może to znak od Niego, że uda nam się pokonać Smauga spod Góry... A teraz - po jajo!
(wymachuje toporem)

Chór Krasnoludów:
Po jajo! Po jajo!!
(wymachuje toporami, po czym udaje się do jaskini po jajo. Następnie wszyscy smażą Królewską Jajecznicę Ze Smoczego Jaja, po spożyciu której długo chorują -bo takie są jej własności -ale są szczęśliwi, jak nigdy)

Kurtyna: (opada, bo widok kilkudziesięciu chorujących krasnoludów nie jest wliczony w cenę biletu)



Powrót do repertuaru