Haletha
7. Klejnobłyski i niepokoje wśród Mądralów
W tej periodzie zmajstrowano produkty, które później otrzymały znaki najwyższej jakości na pierwszackich targach Mocniewa i wygrywały je rok po roku ze wszystkim, co by Pierwszaki później nie wykoncypowały. Ognioduch bowiem osiągnąwszy full power, zajął się jak za dawnych dobrych czasów płonącej kuźni papcia płomieniem do innowacyjnej koncepcji, która być może została wydana w bólach na świat po poczęciu z rozmytej intuicji nadciągających tragedii. Mędrkował, jak zachować najogromniejszy nimb Błogolestwa, iluminację jego Dwóch Światłopieńków, aby się stało nie do zdarcia. Cichaczem zabrał się do rozciągniętej na przewlekle lata harówy, koncentrując na niej całą swoją mądralowatość, całą szmoc, rezerwy energetyczne, naftowe, baterie Dura(k) Pierwszak i najdelikatniejsze kwalifikacje; i stało się, że w końcu zmajstrował Klejnobłyski.
Miały one powierzchowność trzech wypasionych świecidełek. Lecz dopiero u finału dób, gdy nawróci Ognioduch, który padł trupem, zanim Słonnica się wdrapała na nieboskłon, i kibluje od tej pory w Poczekalniach, nie wizytując ani razu swego szczepu, dopiero wówczas, gdy Słonnicy się żarówka okrętowa przepali, a Naturalny Satelit spierniczy się na łeb na szyję z nieboskłonu, wyjaśni się, z jakiego surowca były wyprodukowane były Klejnobłyski. Powierzchowność miały łudząco podobną do kryształów z odmiany alotropowej węgla, lecz były od tej odmiany twardsze i żadna znana w monarchii Siedliszcza Erudziatek wiewiórka swoimi siekaczami nie mogła ich zainfekować ani skruszyć. Każda, która próbowała kończyła u wiewiórczego ortodonty i w ZUSie z pierwszą grupą inwalidzką. Kryształ jednakowoż był dla Klejnobłyska tym, czym powłoka cielesna dla Erudziatek: skorupką osłaniającą odśrodkowy płomyk, zachachmęcony wewnątrz i obecny w każdej jej komórce, sam ogieniek bytu. Ten odśrodkowy ogieniek Klejnobłysków zmajstrował Ognioduch ze zmiksowanej iluminacji Dwóch Światłopieńków Mocniewa i w Klejnobłyskach iluminacja ta przezimowała, chociaż Światłopieńki dawno wyciągnęły kopyta. Dlatego Klejnobłyski promieniowały osobistą iluminacją w zaciemnieniu najprzepaścistszego schowanka sejfu niby reflektorki Gwiazdyni, lecz posiadając w sobie autentyczny wigor miłowały iluminację, żarły ją i zwracały światu z powrotem, jeszcze cudaczniej wymalowane. Każdy jeden obywatel Rajnika oczka na to wybałuszał i z rozkoszy wzdychał nad tym cacuszkiem Ognioducha, a Gwiazdynia konsekrowała Klejnobłyski, aby żaden byt, brudna łapa lub niecna moc nie mogła ich tknąć, nie ryzykując poparzeń wszystkich stopni i uwiądu. Duchacz zaś wywróżył, że w nich jest zaklęta dola Siedliszcza Erudziatek, gruntu, wody i atmosfery. Serce Ognioducha przypsnęło się jak mucha do lepu na amen do tych artefaktów, jego palcyma wykombinowanymi.
Mocnowstawacz raptownie począł pożądać Klejnobłysków, sama reminescencja ich iluminacji podżerała jak pożoga jego serce. Odtąd roznamiętniony pożądliwością tym upierdliwiej poszukiwał metody, aby zrobić kuku Ognioduchowi, rujnując zażyłość między nim a Mocniarzami i współszczepowiczami, cwaniaczkowato jednakowoż kamuflował swoje przedsięwzięcia i nic w jego pozie nie wyjawiało ich wredoty. Długo musiał tyrać, posuwał się z początku w ślimaczym tempie i nie za szybko te machloje przyniosły mu kokosy. Lecz kto sieje bezdety, ten w końcu zawsze się doczeka ich ziemiopłodów, a wtedy już może się byczyć po harówie i gapić się, jak inni biegają za kombajnem i wyręczają go w rozsiewaniu dalej niskogatunkowego ziarna. Znalazły się uszy zwarte i gotowe nastawiać się na gadanie Mocnowstawacza; znalazły się ozory skłonne do cytowania jego wyrazów. Przyjaciel przyjacielowi mamrolił Mocnowstawaczowe dyrdymały, których opanowanie znamionuje najbardziej mądralińskich. Gorzko potem doigrali się Mądrale za głupowatość tych nadstawiających się na bzdety uszu.
Tusząc, że skaptował już sobie mnogość spośród Pierwszaków, Mocnowstawacz począł skakać wokół nich jak króliczek i zaplatać w swoje prześliczne gadki inne wyraziki tak cwaniacko, że audytorium jawiło się później, iż wysnuli je z własnych mózgownic. Potrafił w ich sercach wyprestidigitatorzyć przywidzenia przepysznych monarchii, którymi mogliby na Wschodzie dyktatorzyć podług własnego widzimisię, monumentalni i wolni jak ptaki; mamrotano więc sobie w coraz obszerniejszych gremiach, że Mocniarze zaciągnęli Pierwszaków do Rajnika z zazdrości, gdyż trzęśli się o to, że Gadatkowie wysmykną się spod ich dyktatury, gdy udoskonalą w pełni atuty sprezentowane im przez Wszechtatkę: gładkolicość i uzdolnienia kreatorskie, gdy się rozprzestrzenią i rozlokują na ogromniastych areałach świata. Co więcej Pierwszaki, w odróżnieniu od Mocniarzy, nic a nic jeszcze wówczas nie były poinformowane na temat planowanego przyjścia na ten łez padół szczepu Wtórniaków, gdyż Starokról na ten temat pary z gęby nie puscił. Teraz Mocnowstawacz wypaplał im w tajemnicy, że narodzą się na świecie zabijalne kratury, i rzucił posądzenia na Mocniarzy, którzy nie wyśpiewali Pierwszakom tego sekretu. Sam wiedział tylko piąte przez dziesiąte, bo podczas Rzępołów Świętoszków, zaaferowany osobistymi kombinacjami, nie wsłuchiwał się dokładnie w Trzeci Motyw, introdukowany przez Wszechtatkę, teraz jednak rozrzucał ploty pośród Pierwszaków, że Starokról niewoli Pierwotniaków w jasyrze, aby Wtórniacy, gdy się z kolei urodzą, mogli zająć ich miejscóweczki w krajach Centroglebu; Mocniarze bowiem wiedzą, że ten cherlacki i krótko egzystujący szczep łacniej da się wytresować, i dlatego powzięli postanowienie zagrabić Pierwszakom schedę, zapisaną im przez Wszechtatkę. Duby to były smalone, Mocniarze nigdy przenigdy nie planowali grabić Wtórniaków ze swobody, lecz wielu Mądralów dało się nabrać totalnie albo co najmniej częściowo w te makiaweliczne dyrdymały.
I tak, zanim Mocniarze zorientowali się co się szykuje, zbełtana została sielanka w Mocniewie. Mądrale poczęli mamrolić przeciw Mocniarzom, niejeden i niedwóch oraz niesześciu ani niesiedmiu Pierwszaków, lewitujących na obłoczkach ze swojego nadęcia jak jakieś Muminki w czołówce dobranocki, zapominał komu jest winien wyrazy dozgonnej wdzięczności za wszyściuteńko co posiada i czego się naumiał. A w ciągle chajcującym się sercu Ognioducha raptowniej niż w innych nastąpiła erupcja tego nowego pożądania swobody i bezgranicznych królestw. Mocnowstawacz chichrał się cichaczem, bo tą metodą dopiął wreszcie celu swoich bzdet: zawsze miał na pieńku z Ognioduchem bardziej niż z pozostałymi Pierwotniakami i pragnął podpierniczyć mu Klejnobłyski. Aż nogami do nich przebierał, uszami strzygł i wąsami ruszał, jednakowoż nigdy przenigdy nie dano mu nawet do nich podejść. Wprawdzie Ognioduch na wielkie imprezki przyczepiał je sobie do łba, lecz zazwyczaj trzymał je pod zbrojonym szkłem i za szczelnym kordonem ochroniarzy, zakluczone w najprzepaścistszych schowankach swojego sejfu w Posiasnym Wieżostrażu. Ognioduch bowiem rozmiłowywał się w Klejnobłyskach łapczywym miłowaniem, żałował ich widoku każdemu jednemu z wyłączeniem swojego papy i swoich siedmiu krasno... yyy... progenitorów i z czasem niemal mu z mózgu uleciało, że iluminacja skondensowane w Klejnobłyskach nie jest jego patentem i dobrem osobistym.
Ognioduch i Finfalin, dwaj starszacy spośród synostwa Finosza, zawsze weselili się w Rajniku nagminnym nimbem, jako czcigodni władykowie Mądralów, teraz jednakowoż opętało ich ważniactwo i zrodziło się między nimi zazdrośnictwo o przysługujące każdemu jednemu z braciszków uprawnienia i latyfundia.
Mocnowstawacz rozwodnił po calusieńkim Pierwszorzędnym Domu innowacyjne bzdety, aż do uszu Ognioducha doleciały mamrotane kaczki dziennikarskie, że Finfalin wespół w zespół ze swymi progenitorami i dziedzicami rodowej fortuny montuje intrygę, aby zagarnąć stanowisko kierownicze i zwalić z niego Finosza i podeszlejszą linię jego synostwa, i że się to wyprawia przy cichym przyzwoleniu Mocniarzy, którym nie w smak, iż Klejnobłyski zlokalizowane są w Posiasnym Wieżostrażu, zamiast być w ich osobistych sejfach.. Do uszu zaś Finfalina i Finfinfina celowały inne mruczanda:
"Pilnujcie się! Pyszałkowaty synalek Mirry nigdy nie był miłośnikiem dzieci zrodzonych z łona Induni! Okropniaście się tero rozbisurmanił, a ojciec skacze koło niego jak króliczek. Tylko patrzeć, jak wylecicie na kopach z Zielopagóra!"
Patrzałkując tedy, jak się żarzy żarze...rzaze... zarzewie jego dyrdymałów, jak się rozognia chełpliwość i irytacja między Mądralami, Mocnowstawacz począł im truć o konieczności rozpoczęcia wyścigu zbrojeń; wtedy to Mądrale najpierwszy raz zabrali się do wyklepywania kling i dzid. Majstrowali też tarcze i ucudaczniali je emblematami konkurencyjnych familii i plemion. Jedynie te tarcze obnosili wśród członków swoich szczepów, oręża zaś nie odsłaniali im, bo każdy jeden mędrkował, że on jeden jedyny został uświadomiony. Ognioduch skołował sekretny warsztat, o którym nawet Mocnowstawacz nic a nic nie wiedział, i tam ostrzył okropne klingi dla siebie i swoich siedmiu krasnolu... synów: zmajstrował też strzeliste szyszaki z krasnymi pióropuszami. W brodę miał sobie pluć Metan, że wtajemniczył synowca w arkana obróbki metali skrawaniem, którego sam nauczył się od Ziemniaka.
Tak to dyrdymałami, makiawelicznymi podszeptami i nieautentycznymi radami Mocnowstawacz poobsiewał antagonizm między Mądralami; ich niesnaski stały się zaniedługo czynnikiem sprawczym finału wesołkowatych dni Mocniewa i pomroczność niejasna zaciemniła wiecznotrwały nimb. Ofnioduch bowiem począł bez ogródek szerzyć rebelię przeciw Mocniarzom, darł się jak stare gacie, że pójdzie w diabły z Mocniewa, wróci się do Zewnątrzkrajów, a Mądralów, jeśli pofatygują się za nim, wyswobodzi z niewoli.
Powstało niecienka nerwowość w Posiasnym Wieżostrażu, a zafrasowany Finosz skrzyknął wszystkich kierowników na dywanik. Finfalin jednakowoż bez ociągania sprężył się do rezydencji staruszka i wyhamowawszy w biegu tuż przed nim wypalił:
- My liege! Papo! Czy nie dobierzesz się do skóry i nie poskromisz chwalipięctwa mego brata Zręcznołapa, wołanego aż nazbyt bez pudła Upiorem Łatwopalnym? Jak on ma czelność otwierać gębę w imieniu całych naszych mas, jak gdyby był Pierwszym Sekretarzem Partyjnym? Wszak tyś, papo, skłoniłeś Gadatków do przyjęcia zaproszenia do Rajnika. Tyś takoż wiodłeś Mądralów przewlekłym szlakiem wśród zagrożeń Centroglebu ku iluminacjom Pierwszorzędnego Domu. Jeśli dzisiaj nie plujesz sobie przez to w brodę, żeś wówczas to uczynił był, niech ci będzie wiadomo, że przynajmniej dwaj progenitorzy honorują twoje wyrazy.
Nie skończył jeszcze swojego potoku wymowy, gdy już do apartamentu napatoczył się Ognioduch straszny jak armia zbrojna, w strzelistym szyszaku i z monumentalną klingą u biodra.
- A więc potwierdzają się moje posądzenia! - palnął. - Połowiczny braciszek chce mnie wysiudać z względów u papcia, w tym interesie i we wszystkich innych! - po czym kierując się do Finfalina chwycił za klingę i huknął: - Paszoł won! Za wysokie progi na twoje nogi!
Finfalin dygnął przed patronem i z buzią w ciup, nie zerknąwszy choćby na Ognioducha, oddalił się. Jednakowoż Ognioduch potruchtał za nim i zabiegł mu drogę przed odrzwiami do monarszej willi. Przyłożywszy połyskliwą klingę do klaty Finfalina zagadał:
- Toto ostrzejsze niż twoja paplaczka. Spróbuj jeszcze raz zagarnąć sobie moje przywileje i ukochanie staruszka, a na mur beton oswobodzę Mądralów od tego, któremu roiłoby się zostanie właścicielem niewolników.
Wielu świadków słyszało te słowa, gdyż willa Finosza mieściła się w centrum zakorkowanego placu pod Wieżowyżem Szlajaka; Finfalin i tym razem nabrał wody w usta, lecz przepychając się przez gawiedź z buzią w ciup, poleciał do swego brata Finfinfina.
Mocniarze nie mogli dalej udawać, że nie widzą Zgorszenia wśród Mądralów, chociaż nasienie niesnasek posiane zostało w mroku; teraz, gdy Ognioduch najpierwsiejszy bez krygowania się stanął im okoniem, Mocniarze jego okrzyknęli najwredniejszym dysydentem i reakcjonistą; wprawdzie wszyscy Mądrale puszyli się i aż pękali z dumy, lecz prawowity dziedzic Finosza odcinał się spośród nich wyjątkowym niezdyscyplinowaniem i butą. Starokról frasował się tym nie na żarty, ale siedział cicho i tylko czekał co się stanie dalej. Wędrowniczkowie przyszlajali się do Rajnika z własnej nieprzymuszonej woli, mogli zapuścić tu korzenie lub iść w diabły, jeśli taka była ich wola, a chociaż Mocniarze uważali plan emigracji za poroniony pomysł, nie blokowaliby Pierwszakom dojścia na granicę. Lecz postępku Ognioducha postanowili mu nie darować, bo ich rozczarował i znieważył. Wysłali mu więc wezwanie przed swój trybunał w Okręgu Wyższego Celu przed odrzwiami Świetlikowa i wyłożył motywy swoich słów i poczynań. Skrzyknięto też wszystkich innych Mądralów, którzy maczali palce w tej aferze lub przynajmniej obiło im się o niej o uszy; stercząc w Okręgu Wyższego celu przed obliczem Duchacza, Ognioduch był przesłuchiwany. W ten sposób wreszcie obnażono do cna korzenie i wyciągnięto na światło dzienne całą podpuchę Mocnowstawacza, a Silnik nie czekając na koniec procesu popędził, aby odszukać niecnika, dorwać i znowu zawlec przed skład sędziowski. Jednakowoż sam Ognioduch też święty nie był, bo zmącił sielankę Mocniewa i skierował klingę przeciwko pociotkowi; toteż Duchacz oświadczył, co następuje:
- Plotłeś o niewolnictwie, lecz jeśli tak zwiesz łączącą nas zażyłość, to nie uda ci się z niej wywinąć wiejąc stąd, bo Starokról jest monarchą całego Siedliszcza Erudziatek, nie tylko Rajnika. Swoimi wyczynami zgorszyłeś prawidła obowiązujące tak w Rajniku, jak i dookoła niego. Nadstawiaj więc uszy na orzeczenie: na tuzin wiosen paszoł won z Posiasnego Wieżostrażu, gdzie miałeś czelność popełniać groźby karalne. Przez te lata zmityguj się i pomędrkuj nad swoimi wyczynami i odśwież sobie pamięć o tym, coś ty jest i z czym to się je. Następnie wrócisz i wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie, a twoje przewinienia ulegną przedawnieniu i zostaną wymazane z KURNa (Krajowego, Urzędowego Rejestru Notowanych); jeśli inni puszczą twoje postępki w niepamięć.
Finfalin odezwał się:
- Ja już puściłem... [głosy] "Nieeee no!, z takimi rzeczami się do toalety chodzi! Matka cię nie nauczyła?!" - [Finfalin] "Zamknijcie się! Nie TO puściłem!"...
Ognioduch jednakowoż nawet nie pisnął i sterczał jak z kijem od szczotki w tyłku i niemy jak ten koł przed Mocniarzami. Potem okręcił się o 180 stopni wokół własnej osi, poszedł przed siebie i wyniósł się ze Świetlikowa. Wraz z nim poszło w diabły siedmiu krasno... siedmiu jego męskich potomków i w północnej stronie Mocniewa sklecili sobie w górach warowny fort i skrytkę na precjoza; tam, w Obronnym Północniku, składowano kupę świecidełek i uzbrojenie, a Klejnobłyski zakluczone były w komorze z żelaza. Tam też się przeprowadził do ulubionego synaczka król Finosz, zostawiając Finfalinowi dominium nad Mądralami w Posiasnym Wieżostrażu. Na pierwszy rzut oka więc sprawdziły się dyrdymały Mocnowstawacza, lecz wprowadził je w życie Ognioduch własnymi postępkami; zasiane przez Mocnowstawacza gorzkie nasionka przewegetowały długo i trwających w stanie przetrwalnikowym nasionek szlag nie trafił przez stulecia, zaczadzając sympatię między progenitorami Finfalina i Ognioducha.
To tyle, możesz już zamknąć to okno...
|
|
 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Książka Skarg i Wniosków   |
|
|
|
Ta witrynka nie wysyla cookies. Jeżeli lubisz je kolekcjonować, kliknij prawym klawiszem na poniższe ciasteczka i zapisz je sobie gdzieś na dysku.
|
|
Podoba Ci się na mojej stronce? Klikaj śmiało!
|
|