POWRÓT KRÓLA
SKONDENSOWANY
autor: Molly J. Ringwraith (Molly Winter, LemonLye, itd.)
oryginał znajduje sie pod: http://home.earthlink.net/~ladyirony/ROTKparody.html
tłumaczenie: Nenya
Moim marzeniem jest,
aby któregoś dnia ten tekst znalazł się na pierwszej stronie 'The One Ring Net'
NAD RZEKĄ, WIEKI TEMU
SMEAGOL i DEAGOL
znajdują Pierścień i zaczynają się o niego bić.
DEAGOL: Mój!
SMEAGOL: Mój!
DEAGOL: Mój!
SMEAGOL: Mój!
DEAGOL: Twój. (umiera)
PRZY NIEOFICJALNYM
WEJŚCIU DO MORDORU
SAM: Nie możemy zaufać
Gollumowi! On chce nas zabić!
FRODO: Doprawdy,
Samie, ty i ta twoja wyobraźnia. A co, może TY masz lepszy plan dostania się do
Mordoru?
SAM: Właściwie to mam.
Użyjmy lotni.
FRODO: Czego?
SAM: Lotni. Jest teraz
na topie w Południowej Ćwiartce. Zrobimy dużą, przypominającą latawiec ramę z
lekkiego drzewa, na przykład balsy, rozumiesz, i rozciągniemy na niej trochę
muślinu, potem wdrapiemy się na szczyt jednej z tych gór, poczekamy na ciepły
prąd wznoszący -
FRODO: NIE będę tego
słuchać.
FRODO łapie GOLLUMA za
rękę i odchodzi.
EDORAS
LEGOLAS: Niebo okrywa
całun z gazy. Nikczemność napływa z nocnym powietrzem. Fałsz oplata się wokół
moich paznokci.
ARAGORN: Co to, do
diabła, ma być? Poezja? Płacę ci za robienie dwóch rzeczy: strzelanie z łuku i
ładny wygląd. Jeśli chcesz mi coś powiedzieć, zrób to normalnie.
LEGOLAS: Dobra.
S-A-U-R-O-N jest T-U-T-A-J. Wystarczająco normalnie dla ciebie, tępaku?
(TYMCZASEM, WEWNĄTRZ
EDORAS)
PIPPIN: Rzucę okiem na
tę rzecz wyglądającą jak kryształowa kula do kręgli.
MERRY: To zły pomysł,
Pip.
PIPPIN: Nie, sądzę, że
to dobry pomysł.
MERRY: Naprawdę bardzo
zły pomysł.
PIPPIN: Nie, będzie
dobrze. Widzisz? Tylko ją podniosę i AAAACHHHHH!!
Budzi się CAŁE MIASTO.
GANDALF: Głupi Tuk!
Teraz muszę cię zabrać na konną przejażdżkę.
PIPPIN: Dobra! Czy
Merry też może pojechać?
GANDALF: Nie.
MERRY: Widzisz, co
narobiłeś? Och. Czemu zawsze trzymam z głupcami?
OBÓZ ROHIRRIMÓW
EOWINA: Proszę, mój
mały mężczyzno. Włóż tę zbroję.
MERRY: Wielkie dzięki,
pani. Ooch, chyba nie zapięłaś dobrze mojego pasa. Czy mogłabyś znów położyć
tam swoje ręce? ...Achh, o to chodziło; właśnie tam...
EOMER: Oj,
siostrzyczko, to już desperacja!
EOWINA: Popatrz na
tego hobbita: czy możesz szczerze powiedzieć, że nie jest odważny i przystojny,
i że nie natchnął cię odwagą?
EOMER: (z chichotem)
Och, pewnie. Pewnie, jest wspaniały. Taak. (pokazuje MERRYEMU uniesione
kciuki) Nieźle, koleś.
MINAS TIRITH
GANDALF: Nic nie mów
nic, Pippinie. Cześć, Denethorze!
DENETHOR: Cześć. Mój
ulubiony syn nie żyje, a moje życie jest do bani.
PIPPIN: To wszystko
moja wina! Będę dla ciebie walczył!
GANDALF: Rrr. CO ja ci
mówiłem, Pippinie? Co ja ci mówiłem?
OBÓZ ROHIRRIMÓW
ELROND: Tak więc,
przywieźliśmy ci ten miecz.
LUDZIE, KTÓRZY
PRZECZYTALI KSIĄŻKĘ: No w końcu.
ARAGORN: Błyszczący!
Dzięki.
ELROND: Och, przy
okazji, Arwena jest chora. Im dłużej Pierścień pozostaje niezniszczony tym
słabsza się staje.
ARAGORN: Odpuść sobie.
Przecież to bzdura. Nie ma żadnego związku pomiędzy nią a Pierścieniem.
ELROND: Tak, dobra,
wygląda, że nie nauczyli cię wszystkiego w szkole Strażników. To jest po prostu
PRAWDA, dobra? Teraz idź zebrać armię duchów i ocal swój ponury niedogolony
lud.
OBÓZ ROHIRRIMÓW,
PÓŹNIEJ
EOWINA: Kocham cię.
ARAGORN: Mnie? Co?
Och. Hm...słuchaj, Ellen...
EOWINA: Eowino.
ARAGORN: Prawda,
Eowino. Jesteś piękną kobietą i jestem pewien, że ktoś pewnego dnia powie ci,
"Erin -"
EOWINA: *Eowino*.
ARAGORN:
"Eowino... tylko ty jesteś kobietą dla mnie. Zostań mą żoną."
EOWYN: Ale to nie
będziesz ty.
ARAGORN: Właśnie! To
nie będę ja. Cieszę się, że się rozumiemy. Dobra mała, muszę spadać. Ścieżka
Umarłych wzywa.
EOWINA: Nie rób tego!
Na pewno zginiesz!
ARAGORN: Nonsens.
Mówisz tak, bo nikomu wcześniej się nie udało.
MINAS TIRITH
PIPPIN: Gandalfie, mam
jakąś szansę wykręcić się od walki?
GANDALF: Najpewniej
nie.
PIPPIN: Czy uda się
Frodo i Samowi?
GANDALF: Nie sądzę.
PIPPIN: Czy nie mógłbyś
powiedzieć czegoś, co mnie rozweseli?
GANDALF: Może tylko
utną ci głowę. Powinno to być szybkie i bezbolesne.
PIPPIN: Och. Och,
dzięki.
ŚCIEŻKA UMARŁYCH
DUCH: Cześć! Witaj na
Ścieżce Umarłych. Proszę o trzymanie rąk i broni przy sobie przez cały czas,
gdyż sufit miejscami znajduje się bardzo nisko, a próba walki tylko przedłuży
twoją straszliwą agonię. Chyba, że jesteś dziedzicem Isildura, w takim wypadku
ty i twoja kompania macie wolny wstęp.
ARAGORN: Hej, to
super. JESTEM dziedzicem Isildura!
DUCH: Masz jakąś
legitymację?
ARAGORN: Pewnie,
poczekaj momencik.
ARAGORN zaczyna
przekopywać plecak szukając swojej licencji Strażnika.
WIDOWNIA: Wcale się o
nich nie martwię.
DUCH: (sprawdza
licencję) Dobra, masz właściwe upoważnienie. Ooch, czekaj: Przykro mi, ale
trzeba sięgać do tego znaku, aby wejść. Tego dzieciaka z brodą nie mogę
wpuścić.
GIMLI: Jestem
krasnoludem a nie dzieckiem, ty przezroczysty durniu.
ARAGORN: On naprawdę
musi pójść z nami. Wyłapuje wszystko, co zagraża nam na poziomie kolan.
LEGOLAS: Doprawdy,
jeśli go zostawimy, nie będę miał się z kogo naśmiewać przez resztę wyprawy.
DUCH: Dobrze, dobrze.
Chodźmy.
MINAS TIRITH
FARAMIR: Czy mogę coś
dla Ciebie zrobić, Tatusiu?
DENETHOR: Taa. Idź i
umrzyj.
FARAMIR: Jesteś miły.
Bardzo miły.
FARAMIR wybiega.
DENETHOR: Zaśpiewaj mi
piosenkę, niski człowieczku.
PIPPIN: Tak na prawdę
to nie mam ochoty.
DENETHOR: Oj, no co
ty! Zaśpiewaj! Tu jest śpiewnik karaoke - wybierz coś.
PIPPIN: Dobrze, jeśli
nalegasz... (odchrząkuje) "Nigdy już nie zamkniesz swoich oczu, gdy
pocałuję twe wargi, a czubki twoich palców nie mają już w sobie dawnej
czułości..."
NA ZEWNĄTRZ MINAS
TIRITH
FARAMIR prowadzi atak
przeciwko najnowszym siłom Mordoru.
FARAMIR: No i kto jest
gościem?? EHE?? Kto jest - auć.
FARAMIR, naszpikowany
strzałami, spada z konia.
PIPPIN (głos z offu):
"Tak bardzo starasz się tego nie okazać..."
GANDALF i DENETHOR
(głos z offu): "Pa-Pam..."
PIPPIN (głos z offu):
"Ale pa, pa, maleńka, już to wiem!..."
MINAS TIRITH
PIPPIN wybucha
płaczem.
PIPPIN: Przepraszam.
Ta piosenka zawsze mnie rusza. Tęsknię za Merrym...
DENETHOR: Co to za
hałas na zewnątrz? Czy to odgłosy spowodowane przez mojego beznadziejnego syna
wciąganego do miasta przez konie?
GANDALF: Tak, na to
wygląda. Jak już wspomniałem, Mordor jest poważnym zagrożeniem, a teraz
większość twoich żołnierzy nie żyje.
DENETHOR: Cholera!
Uciekać, wszyscy uciekać!
GANDALF: Och, zamknij
się.
GANDALF nokautuje
DENETHORA i przejmuje dowodzenie.
W POBLIŻU KIRITH UNGOL
GOLLUM: Śmierć
hobbitom...(mru mru)...to już niedługo...(mru mru)...tym razem ssspróbujemy
nossić Pierścień na palcu u nogi; tak, ssskarbie; bardzo pięknie...
SAM: Hej! Słyszałem
to!
FRODO: Co słyszałeś?
GOLLUM: Nic, Panie!
Tłusssty hobbit chce Pierścień, tak, Panie.
SAM: Wcale nie!
FRODO: Myślę, że chyba
jednak chcesz. W końcu Gollum by mi nie skłamał.
SAM: Próbuje nas
zabić! Idziemy prosto w pułapkę. Nie idę ani kroku dalej.
FRODO: To w takim
razie zostań. I tak mam już dosyć twoich paranoicznych zwidów.
SAM: Ale ja...
FRODO: No już, idź
sobie stąd. Mała strata.
SAM: Ale ty...
FRODO: Miłej śmierci.
FRODO odmaszerowuje.
SAM pozostaje, płacząc żałośnie.
LUDZIE, KTÓRZY
PRZECZYTALI KSIĄŻKĘ: ...o co tu, k***a, chodzi??
ZŁOWROGA JASKINIA
FRODO zaplątuje się w
ogromną sieć pajęczą.
FRODO: A niech mnie!
Czy to oznacza, że tu mieszka ogromny pająk?
GOLLUM: Ha ha! Smeagol
ossszukał cię, głupi hobbicie! Czy Pan wiedział, że "łatwowierny" nie
było właściwą opcją?
FRODO: O rany. Może odsyłanie
Sama nie było aż takim dobrym pomysłem.
WIDOWNIA: Eh!
Pojawia się SHELOBA i
zaczyna ciężko biec w dół tunelu. FRODO zapala gwiaździste szkiełko i pozwala
nam wszystkim aż za wyraźnie ją zobaczyć.
LUDZIE NA WIDOWNI Z
ARACHNOFOBIĄ: Och...mój...Boże.
FRODO rozcina więzy i
biegnie jak szalony - ale,
ponieważ jest FRODO, upada. GOLLUM wskakuje na niego.
GOLLUM: Żartowaliśśśmy
z tym komentarzem o głupocie! Dobry pan! Leż ssspokojnie, aby pająk mógł cię
zjeść, tak, tak.
FRODO: Właściwie to
mam inne plany.
FRODO wrzuca GOLLUMA
do otchłani.
LUDZIE, KTÓRZY
PRZECZYTALI KSIĄŻKĘ: Wiesz co, to ciekawe: chociaż przeczytałem książkę, nie
mam pojęcia, co się dzieje.
MINAS TIRITH
DENETHOR: A więc, oto
mój plan: zrobimy grilla. Z wędzonymi i grillowanymi namiestnikami Gondoru.
Usłuchacie albo umrzecie!
PIPPIN: Ohhh-kay,
alarm: szalony człowiek!
PIPPIN odbiega, aby
sprowadzić pomoc. DENETHOR krząta się, oblewając siebie i FARAMIRA łatwopalnym
płynem.
ŚLINIĄCE SIĘ FANKI:
Oooch! Nieprzytomny Faramir pokryty olejkiem! Jakich rzeczy mogłabym dokonać
mając TAKI scenariusz!
W POBLIŻU KIRITH UNGOL
SHELOBA zawisa nad
FRODO, który jest tego nieświadomy.
WIDOWNIA:
(najwyraźniej myśląc, że jest na horrorze) Popatrz w górę! POPATRZ W GÓRĘ!! NA
BOGA, POPATRZ W GÓRĘ!!
FRODO zostaje
schwytany i ugryziony, i dostaje piany na ustach w bardzo atrakcyjny sposób.
SHELOBA owija go pajęczą nicią. LUDZIE Z ARACHNOFOBIĄ popiskują gdzieś pod
swoimi krzesłami. Pojawia się SAM i ratuje sytuację, przebijając SHELOBĘ pożyczonym
mieczem.
SAM: Pfuj. Dobra,
Panie Frodo, wiem, że wcześniej nabijałem się z pana, jak pan uciekał przed
pająkami, ale tym razem nie dziwię się panu. Hej, Panie Frodo? (szturchnięcie)
Frodo?...
FRODO nie wygląda za
dobrze. SAM zaczyna płakać i tulić go w objęciach.
SENTYMENTALNI LUDZIE,
KTÓRZY PRZECZYTALI KSIĄŻKĘ: Powiedz „Nie odchodź tam, dokąd nie mogę iść z
tobą”. Powiedz „Nie odchodź tam, dokąd nie mogę iść z tobą”. Powiedz „Nie
odchodź tam, dokąd nie mogę iść z tobą”.
SAM: Nie odchodź tam,
dokąd nie mogę iść z tobą!
SENTYMENTALNI LUDZIE,
KTÓRZY PRZECZYTALI KSIĄŻKĘ: Juhu! Dobra, teraz mogę umrzeć szczęśliwy.
SAM: Ojoj, Orki. Muszę
to skrócić. Żegnaj, panie. (przemyka w bok i chowa się)
ORKI zaczynają
szturchać FRODO.
ORK nr 73: Jak długo
jest trupem?
ORK nr 89: Trupem?
Każdy KOMPLETNY IDIOTA widzi, że nie jest trupem!
SAM: Co??
ORK nr 42: Wiec
zabierzmy go na górę i rozbierzmy. Może przynajmniej uda nam się zatrzymać
drobne z jego kieszeni.
SAM: Mówicie,
że...miałem szansę...zastosować wobec Pana Frodo oddychanie usta-usta...i NIE
SKORZYSTAŁEM Z NIEJ??
SAM wpada w morderczy
szał, zabijając około osiemdziesięciu Orków w ciągu pół minuty.
NA ZEWNĄTRZ MINAS
TIRITH
Nadpływają Czarne
Okręty, z ARAGORNRM, LEGOLASEM, GIMLIM, i UMARŁYMI na pokładzie, i ratują
sytuację.
WIDOWNIA: Och, bez
jaj. Orlando Bloom jako śliczne chłopię na statku pełnym duchów, taa, to już
widzieliśmy w lecie. Następne!
WIEŻA KIRITH UNGOL
SAM, zagubiony,
zatrzymuje się na klatce schodowej i śpiewa:
SAM: "Gwiazdy
nocą...są jasne i czyste..."
GŁOS FRODO:
(słabiutko) "...głęboko w sercu Teksasu..."
SAM: Juhu!
SAM szarżuje w tym
kierunku i przebija Orka przez sam środek. FRODO leży omdlały na stosie
łachmanów, półnagi.
ŚLINIĄCE SIĘ FANKI:
Och, TAK, tak! No, słonko, zabieraj te ręce.
POZOSTALI CZŁONKOWIE
WIDOWNI: Hej! Zakłócasz moje niepokalane doświadczanie Tolkiena!
SAM: Mój drogi! Ty
żyjesz!
FRODO: Samie, drogi...
jeśli kiedykolwiek wrócimy do Shire, przypomnij mi, abym zapisał cię na kurs
udzielania pierwszej pomocy. Naprawdę musimy sobie przypomnieć, jak szukać
pulsu.
POLA PELENNOR
MOLLY: Ma tu miejsce
całkiem sporo interesujących walk. Ponownie, spróbuję podsumować główne
atrakcje.
KRÓL UPIORÓW:
(złowrogi wrzask)
THEODEN: Aaaargh!
EOWINA: Ryyyyyk!
MERRY: Hm...ryk! Tak!
Dokładnie tak, jak powiedziała!
KRÓL UPIORÓW uderza
potężnie.
MERRY i EOWINA: Au!
MERRY i EOWINA oddają
cios.
KRÓL UPIORÓW: Au.
KRÓL UPIORÓW umiera.
EOWINA mdleje. MERRY gdzieś się zawierusza. PIPPIN znajduje go pod Orkiem.
PIPPIN: Merry! Kopę
czasu!
MERRY: Cześć, Pippin.
(kaszle) Uwierzyłbyś, że poszczęściło mi się z gorącą Rohirrimską laską?
PIPPIN: Er...nie. Nie,
Merry, nie uwierzyłbym. Przepraszam, chciałbym ci dogodzić, kiedy jesteś taki
chory, ale nie, to leży poza wszelkim prawdopodobieństwem.
MERRY: Więc jak
wyjaśnisz tą...(kaszle)...szminkę na mojej zbroi?
PIPPIN: (okrzyk
niedowierzania) Niesprawiedliwe! A wszystko, co ja dostałem, to pokryty
olejkiem nieprzytomny namiestnik!
MORDOR
FRODO i SAM gramolą
się na wizję, ubrani w zbroje Orków. WIDOWNIA zaczyna chichotać.
WIDOWNIA: Nie wydaje
mi się, aby to miało być śmieszne, ale jest.
FRODO: Jestem
zapomniany. Opuszczony. Nieszczęśliwy.
SAM: Co za elokwencja,
proszę pana. A ja chciałem właśnie powiedzieć „To miejsce jest beznadziejne”.
FRODO: Nie cierpię
nosić butów. Zwłaszcza żelaznych butów. A ta maska dziwnie pachnie.
SAM: No, tego należało
się spodziewać.
FRODO omdlewa,
udrapowując się na skale.
FRODO: Pozwól mi
umrzeć. Już dłużej nie mogę.
SAM: Na pewno możesz.
Pomyśl o Shire.
FRODO: Nigdy nie
istniało. Kłamiesz.
SAM: Zaraz, jakie
reguły sobie ustaliliśmy?
FRODO: (pokornie) Nie
będę nazywał cię więcej kłamcą?
SAM: No właśnie. A
teraz podnosimy się na nóżki, no już.
(Pięć minut później)
FRODO upada na kolana
i zaczyna walić głową o skałę.
FRODO: To jest
beznadziejne! Nasz los jest przesądzony. Trzeba było oddać tę cholerną rzecz
naszym Gondorskim braciom.
SAM wciska się
pomiędzy FRODO i skałę.
SAM: Proszę pana.
Proszę pamiętać o naszej umowie.
FRODO: (pokornie) Nie
tracę panowania nad sobą?
SAM: No właśnie.
Teraz, czy przestanie pan szaleć, jeśli odsunę się od skały?
FRODO: Tak.
(Pięć minut później)
FRODO rzuca się na
ziemię i wije się w agonii.
FRODO: Nie zniosę
tego. Życie jest okropne. Moje serce jest wyschnięte a moja dusza martwa.
Ciemność rozpaczy przesłania moje oczy. Krztuszę się cierpieniem i udręką.
SAM: Mam dość! Nie
będzie pan więcej słuchał The Cure.
SAM podnosi FRODO,
przerzuca go sobie przez ramię i wnosi go pod górę.
MINAS TIRITH
GANDALF: Wygląda na
to, że czas zapukać do drzwi śmierci i wciągnąć ich do bitwy. Skierować Oko
Saurona na nas, zamiast na Frodo.
ARAGORN: Cała nadzieja
w daniu szansy Samowi i Frodo.
LEGOLAS: Dywersja.
ARAGORN: Taa, dzięki,
Chłopcze Parafrazo.
GÓRA PRZEZNACZENIA
GOLLUM: Czekaj!
Ossstatnia szansa! Dobrze wiecie, że chcecie zobaczyć, jak śśślicznie Pierścień
wygląda na moim palcu u nogi, dobrze wiecie! Oddaj go nam!
SAM: A gdybym tak
zamiast tego walnął cię w głowę kamieniem?
FRODO: Wiesz co?
Zmiana planów. Nie wrzucę go do wulkanu.
SAM: Ależ wrzucisz.
FRODO: Nie, mam inny
pomysł: obejmę władzę nad światem. Wszyscy będą mnie kochać z rozpaczą.
SAM: Ale ja już cię
kocham z rozpaczą!
GOLLUM: Smeagol
obejmie z panem władzę nad światem, tak, tak! Oddaj go nam!
FRODO: Nie!
GOLLUM: Tak!
FRODO: NIE!
GOLLUM: TAK! (chrup)
FRODO: AU!!
GOLLUM triumfalnie
wpada do ognistej szczeliny, z której powstał Pierścień, zabierając ze sobą
palec FRODO i Pierścień. SAM wyciąga FRODO ze specjalnego pomieszczenia z
Miejscem na Wrzucanie Rzeczy do Lawy. Znajdują tymczasowe schronienie przed
płynącymi roztopionymi skałami na głazie.
FRODO: Hej, znowu
pamiętam Shire! Mała pociecha, biorąc pod uwagę, że zostało nam około pięciu
minut życia.
SAM: Jaka szkoda.
Teraz już nigdy nie poślubię Różyczki Cotton.
FRODO: (poruszony) TY
chcesz ożenić się z dziewczyną? Naprawdę?
SAM: Tak. Czy tak
trudno w to uwierzyć?
FRODO: No więc- ehem -
no wiesz, wydaje mi się, że musiałem błędnie zrozumieć parę rzeczy, które
powiedziałeś w ciągu ostatnich dwóch dekad, Samie. Wybacz mi.
SAM: Nie ma sprawy.
Czy mógłby pan wziąć mnie w objęcia zanim umrzemy?
FRODO: O, widzisz, jak
na przykład to stwierdzenie, właśnie teraz. Och, kogo to obchodzi...
FRODO trzyma SAMA w
objęciach. Tracą przytomność, ale ratują ich OGROMNE ORŁY.
MĄDRALE NA WIDOWNI: A
więc czemu orły po prostu od razu nie zabrały ich z Rivendell i nie zaniosły
prosto do Góry Przeznaczenia? Dlaczego musieli do niej IŚĆ?
RESZTA WIDOWNI: Ciii.
MINAS TIRITH
GANDALF: Cześć, Frodo.
Dzięki za wykonanie całej brudnej roboty. Ocaliłeś nam tyłki, trzeba to
przyznać.
FRODO: Gandalf! Ty
żyjesz! Legolas! Ty żyjesz! Gimli! Ty też! Aragorn! Merry! Pippin!... Okay,
Zaczynam czuć się zmęczony. Czy dużo was tam jeszcze?
MINAS TIRITH, PONOWNIE
Odbywa się koronacja
ARAGORNA. I nie jest to błaha sprawa. Aragorn odchrząkuje i zaczyna śpiewać po
Elficku.
LUDZIE, KTÓRZY NIE
PRZECZYTALI KSIĄŻKI: Boże, strasznie dużo śpiewów w tym filmie.
LUDZIE, KTÓRZY PRZECZYTALI
KSIĄŻKĘ: Ha. To jeszcze nic. Powinniście przeczytać książkę.
LEGOLAS wychodzi na
przód, w bieli panny młodej i ze słodkim uśmiechem. On i ARAGORN patrzą sobie w
oczy.
LEGOLAS: Jesteś
gotowy, aby pocałować pannę młodą, mój panie?
ARAGORN: A niech mnie,
pewnie. No chodź tutaj.
LEGOLAS usuwa się na
bok i wpuszcza ARWENĘ.
ARAGORN: Och! Arwena!
Dobra. Jejku, Cześć. Hm. Och, no chodź tutaj.
ARAGORN całuje ARWENĘ.
PATRZĄCE ELFY uśmiechają się, jak gdyby widok szczeciniastobrodego człowieka
dotykającego nieskazitelnego Elfa nie wywoływał u nich mdłości.
FARAMIR: Ten dzień
mógłby być lepszy tylko wtedy, gdybym spotkał atrakcyjną samotną szlachciankę.
Och, no dobra.
EOWINA: Ten dzień
mógłby być lepszy tylko wtedy, gdybym spotkała atrakcyjnego samotnego
szlachcica. Och, no dobra
SHIRE
SAM i RÓŻYCZKA biorą
ślub. FRODO stoi obok, uśmiechając się łaskawie.
FANATYCZNI WIELBICIELE
ZWIĄZKU FRODO I SAMA: (ze szlochem) To najsmutniejsza scena w całej trylogii.
GODNI SZACUNKU
CZŁONKOWIE WIDOWNI: Och, odpuść sobie wreszcie.
SZARA PRZYSTAŃ
GANDALF: Nie powiem
„Nie płaczcie”, bo nie wszystkie łzy są złe.
WIDOWNIA: Super,
ponieważ właśnie to robiliśmy przez ostatnie trzy godziny.
FRODO: Żegnaj,
Pippinie. Cieszę się, że odnalazłeś swoją odwagę. Żegnaj, Merry. Cieszę się, że
mogłeś nosić zbroję z końskimi motywami. Sam...
FRODO ściska SAMA.
FRODO: Myślę, że za
tobą będę tęsknił najbardziej, mój ty Strachu na wróble.
FRODO całuje SAMA w
czoło. FANATYCZNI WIELBICIELE ZWIĄZKU FRODO I SAMA przestają na moment szlochać
i ożywiają się.
FANATYCZNI WIELBICIELE
ZWIĄZKU FRODO I SAMA: O, super! Na sto procent muszę sobie z tego ujęcia zrobić
stopklatkę i wykorzystać je jako ikonkę do bloga.
SAM, jednakże, nadal
płacze.
SAM: Czy nie mogę do
pana dołączyć, pewnego dnia?
FRODO: Nie rozmawiajmy
o tym. Widownia nie potrzebuje pocieszenia takimi żałosnymi resztkami nadziei.
Żegnajcie, moi przyjaciele.
FRODO uśmiecha się
odpływając w dal, będąc w pełni świadomym, że nigdy więcej nie będzie musiał
wstawać o piątej rano, aby charakteryzatorzy mogli założyć mu hobbickie stopy.
WIDOWNIA: (szlochając)
Nie mogę uwierzyć, że to już koniec. I po co teraz mam żyć?
PETER JACKSON: No
więc, będzie wersja rozszerzona, wydana w listopadzie. Razem z zabawnymi
scenami odrzuconymi - obiecuję! A pewnego dnia będzie pełny-super-specjalny
zestaw 241 DVD. A jeszcze ten musical, który właśnie przygotowuję
WIDOWNIA: Listopad??
(rzuca się na podłogę, płacząc) Wydzierasz mi serce, rwiesz je na kawałki i
wdeptujesz je w lepki popcorn na kinowej podłodze, a później próbujesz mnie
pocieszyć cholernymi odrzuconymi scenami w cholernym listopadzie?? Nienawidzę
cię, nienawidzę cię... nienawidzę cię...(*pociąganie nosem*)...Czy mogę tu
jutro wrócić i znów to obejrzeć?
PETER JACKSON:
Oczywiście, że tak, skarbie.