DWIE
WIEŻE
Parodia
w Wersji Skondensowanej
autor: Molly J. Ringwraith (Molly Winter, LemonLye, itd.)
oryginał znajduje sie pod: http://home.earthlink.net/~ladyirony/10minTTT.html
tłumaczenie: Nenya
Od Autorki: Film mnie
ZACHWYCIŁ. Prawdziwie i dogłębnie. Proszę, pamiętaj o tym. Ale wszystko muszę
sparodiować, tak więc oto jest...
KARADHRAS
GANDALF: Czy to nie
dziwne, spadaliśmy w dół przez jakieś trzy mile, a jednak wylądowaliśmy na
SZCZYCIE góry?
BALROG: A tam.
Potwornie tu zimno. Odpuszczam sobie.
GANDALF: Super. Myślę,
że pójdę sobie kupić coś białego. Biel ma być nową czernią tego sezonu...
EMYN MUIL
SAM i FRODO siedzą
razem na skale. SAM wyciąga rękę i otacza nią ramiona FRODA.
SAM: Tak więc, sir.
Nareszcie pozostaliśmy tylko pan i ja.
FRODO: "Nareszcie"?
Co masz na myśli?
SAM: Och, uch...
nic...
FRODO: No, więc mylisz
się. Mamy towarzystwo.
GOLLUM wyskakuje
spomiędzy skał i rzuca się na FRODA.
SAM: Hej! Poczekaj na
swoją kolej!
SAM i FRODO wiążą
GOLLUMA.
GOLLUM: Nie! Smeagol
nie w linach, passkudne, zboczone hobbity.
FRODO: Chcemy tylko,
abyś zabrał nas do Mordoru, popaprańcu.
GOLLUM: Do Mordoru?
Hobbity przechodzą krótką fazę Goth, zastanawiamy się, może? Bardzo
niepokojące, chcieć iść do Mordoru, tak, tak. Czy Smeagol może zaproponować niepokojącym
hobbitom czarny eyeliner?
SAM: Przestań mówić w
ten sposób do pana --hmm. (do FRODO) Wie pan co, nie wyglądałby pan tak źle z
eyelinerem.
RIDDERMARCHIA
EOMER: Cześć! Dobra,
przerwijcie mi, jeśli już ten znacie. Elf, człowiek i krasnolud zawędrowali do
Riddermarchii...
LEGOLAS: Ooch! A elf
przeszywa strzałami tego palanta, który jechał na koniu. Tak, SŁYSZAŁEM ten! To
jeden z moich ulubionych.
ARAGORN: Leżeć,
Legolas. Hej, czy nie widzieliście czasem pary małych facetów, mniej więcej
tego wzrostu...?
EOMER: Nie. Och!
Chyba, że byli w tym stosie trupów, który spaliliśmy.
ARAGORN: Dziękuję; to
bardzo... pomocne...
EOMER: Tak...
skrewiłem. Hej, weźcie parę koni.
LAS FANGORN
MERRY: Jej! Uciekliśmy
Uruk-hai!
PIPPIN: Uch, Merry? To
drzewo ci się przygląda.
DRZEWIEC: Hum!
Owłosione ozdoby trawnikowe!
DRZEWIEC podnosi
MERRY'EGO i PIPPINA i wynosi ich w nieznanym kierunku.
LAS FANGORN
(następnego dnia)
GANDALF: Hej,
dzieciaki. Tęskniliście za mną?
ARAGORN: Gandalf! Ty
żyjesz!
LEGOLAS: Prawie miałem
wyraz twarzy z tej radości!
EDORAS
LEMONLYE (Autorka): Ma
tu miejsce bardzo dużo manewrów politycznych. Zobaczymy, czy uda mi się je
podsumować w maksimum dziesięciu linijkach.
THEODEN: Mam popiół na
całej twarzy i nie mogę sam się wypowiedzieć.
GRIMA: I to właśnie
lubię.
GANDALF: Niech oślepią
was moje nowe szaty! Odzyskaj swą gładką cerę i swe zmysły!
THEODEN: Hurra! Znów
jestem sobą! Ale, cholera, mój syn nie żyje.
GRIMA: Hmm. Lepiej
stąd zjeżdżać.
ARAGORN: Dobra robota,
Panie. Teraz zbierz swoich ludzi i wiej do Helmowego Jaru.
EOWINA: Hal-lo,
przystojniaku!
ARAGORN: Cześć. Nieźle
sobie radzisz z ostrymi rzeczami.
EOWINA: Tak. Jedyne,
czego się lękam, to, że umrę dziewicą. Mała aluzja.
ARAGORN: Okay! Ruszmy
się.
W DRODZE DO HELMOWEGO
JARU
LEGOLAS: Wargowie!
LEGOLAS i pozostali
wojownicy zaczynają strzelać z łuków i wskakiwać na konie.
GIMLI: A co to za
potworny hałas?
LEGOLAS: Niech
zgadnę... umierający wargowie.
ARAGORN: Tak naprawdę,
to był kontyngent fanek Legolasa, piszczący z zachwytu na widok jego sztuczek z
jazdą konną.
GIMLI: Fuj, to
obrzydliwe. Ooch, Aragornie, uważaj! Klif!
ARAGORN spada z klifu.
LEGOLAS: Nie! To nie
do zniesienia. Prawie miałem KOLEJNY wyraz twarzy!
ITHILIEN
SAM: Gollum jest taki
zbzikowany.
FRODO: No i co, a ty
jesteś ćwokiem.
SAM: Co? On JEST
zbzikowany.
FRODO: Nieważne,
Samie. Mleczka dla miauczącego koteczka*)?
SAM: Dlaczego pan się
mnie tak czepia?
FRODO: Mam już dość
słuchania ciebie. Zawsze tylko zrzędzisz i zrzędzisz. Nie PROSIŁEM cię, abyś
poszedł ze mną, wiesz?
SAM: Co do DIABŁA?
FRODO: Zamknij się.
Odwal się. Idź sobie.
SAM: Gdzie się
podziała cała magia, panie Frodo? Kiedyś nie kładliśmy się do świtu, śmiejąc
się, rozmawiając, dzieląc...
FRODO: Och, odpuść
sobie.
FRODO odchodzi.
RIVENDELL
ARAGORN stwierdza, że
znajduje się w RIVENDELL z leżącą na nim ARWENĄ.
ARAGORN: Hmm. To musi
być sen.
ARWENA: Dlaczego tak
mówisz?
ARAGORN: Ponieważ nie
powinno cię nawet być W TEJ księdze.
ARWENA: Nie bądź wredny.
Powiem tatusiowi.
ARAGORN: Nieważne.
Obudź mnie, dobrze? Ponieważ tak naprawdę to nie ty liżesz mnie po twarzy, mam
paskudne podejrzenie, że jest to koń. Albo może Gimli.
HELMOWY JAR
Przybywa ARAGORN i
zderza się z LEGOLASEM.
LEGOLAS: Och, wielkie
NIEBA. Wyglądasz STRASZNIE. NIE ubierzesz TEGO na bitwę dzisiejszej nocy,
prawda? A twoje WŁOSY! Co my z tobą ZROBIMY?
ARAGORN: Też miło mi
cię widzieć.
RIVENDELL
GALADRIELA: Halo? Czy
to Elrond?
ELROND: Tak, na
odbiorze.
GALADRIELA: Cześć Elrond;
tu Galadriela.
ELROND: Cześć laska.
Gdzie jesteś?
GALADRIELA: W
Lothlorien; gdzieżby indziej? Słuchaj, naprawdę muszę z tobą porozmawiać o
Frodo.
ELROND: Tak, myślałem
o nim ostatnio.
GALADRIELA: On i
Aragorn mają TAK wiele do zrobienia.
ELROND: Wiem! A
ponieważ Aragorn jest tak beznadziejny, nie jestem nawet pewien czy chcę, aby
ożenił się z moją córką...
GALADRIELA: Widziałeś
jego włosy w zeszłym tygodniu? Pan abnegat.
ELROND: No i czy on ma
tylko tę jedną koszulę? Ludzie są tacy ordynarni. Poczekaj, odbieram kolejną
rozmowę telepatyczną.
GANDALF: Halo? Halo?
Elrond?
GALADRIELA: Gandalf?
Czy to ty?
ELROND: Gandalf! Cześć
stary!
GANDALF: Czy odbierasz
mnie na telepatii konferencyjnej? Nienawidzę tego.
ELROND: Och, sorki.
Rozmawiałem z Galadrielą. Czekaj, czy ty nie umarłeś albo coś w tym stylu?
GANDALF: Nie,
bałwanie. Teraz przestańcie plotkować i słuchajcie. W Helmowym Jarze zaraz
zacznie się wojna.
GALADRIELA: No i?
GANDALF: I potrzebuję
waszej pomocy, kretynko.
GALADRIELA: (podkreślone
westchnienie) No dobra, niech będzie. Przyślę Haldira, albo cośtam. I tak jest
zbyteczny.
HELMOWY JAR
LEGOLAS: To będzie
bardzo nieprzyjemne. Umrą setki ludzi.
ARAGORN: Dziękuję ci,
Kapitanie Oczywistość.
LEGOLAS: Jesteś po
prostu zazdrosny, bo jestem ładny.
ARAGORN: Jesteś po
prostu zazdrosny, bo ja będę królem.
LEGOLAS: Możesz mnie
pocałować w tyłek.
ARAGORN: Hej, spróbuj
mi dowalić!
(Dziesięć minut
później)
LEGOLAS: Nie chciałem
tego.
ARAGORN: W porządku.
Ja też nie.
LEGOLAS: Buzi i zgoda?
ARAGORN: A gdybym tak
ścisnął twoje ramię w bardzo specjalny sposób?
LAS FANGORN
PIPPIN: Tak więc WCIĄŻ
jedziemy na ramionach tego drzewiastego faceta...
MERRY: Uch-huh.
Drzazgi weszły mi w takie miejsca, że nawet nie chciałbyś o tym myśleć
ITHILIEN
SAM przyprawia
potrawkę z królika obserwowany przez GOLLUMA.
GOLLUM: Głupi tłusssty
hobbit! Używa szałwi w takiej potrawce!
SAM: O co ci chodzi?
Szałwia podkreśla smak.
GOLLUM: Smeagol użyłby
mieszanki rozmarynu i lawendy, tak, ssskarbie.
FRODO: Hej, chłopaki?
Coś jest tam w lesie.
SAM: Rozmarynu? Hm,
może. Ale wiesz co, tutaj BYŁBY dobry prosty sos beszamelowy z odrobiną
koperku.
GOLLUM: Prossstacki
hobbit; każdy potrafi zrobić besszamel. Vichyssoise**) sssmaczniejszy i
tudniejszy, tak...
FRODO: Hej? Chłopaki?
Naprawdę, ktoś nadchodzi.
SAM: Słuchaj, gdybyś
znalazł dla nas kilka jajek, mógłbym zrobić naleśniki, owinąć w nie mięso,
skropić je sosem z odrobiną chutney z czarnej porzeczki...
FRODO: Hej, chłopaki,
patrzcie! To Robert Makłowicz***)!
GOLLUM: Gdzie?
SAM: Gdzie?
FRODO: No, teraz, gdy
już przyciągnąłem waszą uwagę, czy mogę wskazać tego Olifanta, który zaraz na
nas nadepnie?
FARAMIR: Patrzcie!
Obce małe ludziki! Zabierzmy je do domu!
FARAMIR zawiązuje
przepaski na oczach SAMA i FRODO, i odciąga ich w nieznanym kierunku.
HELMOWY JAR
STRAŻNIK ROHIRRIM:
Panie, pod bramą jest banda jakichś naprawdę zniewieściałych facetów. Mają
łuki.
ARAGORN: To Elfowie.
Wpuście ich.
STRAŻNIK ROHIRRIM:
Och! Elfowie! Super, tego się nie spodziewałem!
LUDZIE, KTÓRZY
PRZECZYTALI KSIĄŻKĘ: Ja też nie...
GIMLI: RRrrr! Jestem
śmieszny, bo jestem niski!
LEGOLAS: Jestem
śmieszny, bo nabijam się z tego, jaki jesteś niski!
HENNETH ANNUN
FARAMIR: A więc, kim
tak naprawdę jesteście?
FRODO: Jestem Frodo.
To jest Sam.
FARAMIR: Twój...
stylista?
SAM: Jego ogrodnik.
FARAMIR: Ochch, tak
jak w "Kochanku Lady Chatterley?
SAM: Dokładnie.
FRODO: Prawda...-
Co?!?
HELMOWY JAR
ARAGORN: To oblężenie
ciągnie się w nieskończoność. Ci biedni ludzie...
LEGOLAS: Będziemy
walczyć aż do śmierci. Nie zawiedziemy cię!
ARAGORN: Och, nie wy,
chłopaki-myślałem o publiczności.
GIMLI: Aragorn! Rzuć
mnie!
ARAGORN: Um, czy to
właściwa pora?
GIMLI: Tak! Rzuć mnie!
ARAGORN: Zrozum, nigdy
nie myślałem o tobie w ten sposób...
GIMLI: Nie, zboczeńcu,
rzuć mnie pomiędzy Orków!
LAS FANGORN
DRZEWIEC:
Przegłosowaliśmy, hum, nie robić ni cholery.
PIPPIN: Tego się nie
spodziewałem.
LUDZIE, KTÓRZY
PRZECZYTALI KSIĄŻKĘ: Ja też nie...
MERRY: Czy was to nawet
nie OBCHODZI? To także wasza planeta!
PIPPIN: Jesteś taki
przystojny, kiedy wrzeszczysz na drzewa, Merry.
MERRY: Tak? Dzięki.
DRZEWIEC: Hum, nie
dbam o to. Zabieram was do domu.
PIPPIN: (do MERRY'EGO)
Czekaj! Wiem. Zamrugam na niego moimi rzęsami!
MERRY: Dobry plan.
Wiem, że *Ja* na pewno nie potrafię ci się oprzeć, kiedy to robisz (mruga do
PIPPINA)
PIPPIN: (do DRZEWCA)
Panie Drzewo, sir, czy mógłby pan zabrać nas na południe, prooooszę?
DRZEWIEC:
Um....Cholera, hum...jak mogę powiedzieć nie takim oczom?
OSGILIATH
FRODO nakłada trochę
czarnego eyelinera, wspina się na szczyt zrujnowanego budynku i wznosi w górę
Pierścień. SAM zbija go z nóg i zrzuca go ze schodów.
FRODO: Auu! Hej! Mam
dość-tym razem poderżnę ci gardło.
SAM: Ale panie Frodo...Ocaliłem
świat...chciał pan oddać Pierścień temu Nazgulowi...
FRODO: Nie, nie
chciałem. Przeprowadzałem eksperyment z błyskawicą.
SAM: Dobra, to też
było całkiem głupie, prawda?
FRODO: Hmm. Chyba masz
rację. Sorki, koleś.
FRODO opuszcza miecz.
SAM wstaje i rozpoczyna przemowę.
SAM: Są dobre rzeczy
na tym świecie. I właśnie je chronimy. I tam u góry, to nastał ich czas, ale
tu, na dole, nastał NASZ czas...
ISENGARD
DRZEWIEC znajduje
wykarczowane pole w pobliżu siedziby SARUMANA
DRZEWIEC: co do
jasnej... ENTOWIE! DO ATAKU!
MERRY: Jeszcze raz
podstępne rzęsy Pippina ocaliły świat.
PIPPIN: Ochch. Jak ty
to mówisz...
SAM (głos z off'u):
...I śniłem o tym, że osiemnaścioro moich dzieci będzie pewnego dnia mieszkać w
takim Shire, gdzie nie będą oceniani ze względu na kolor swoich zębów, ale swój
charakter...
HELMOWY JAR
GANDALF i EOMER oraz
kilka tysięcy ROHIRRIMÓW szarżuje w dół i zmiata pozostałości armii ORKÓW.
EOWINA i ARAGORN i LEGOLAS i GIMLI oraz THEODEN wznoszą radosne okrzyki.
ARAGORN: Gandalf,
nareszcie!
GANDALF: Tak, mój
chłopcze, wróciłem.
ARAGORN: Ale zbytnio
się nie spieszyłeś.
SAM (głos z off'u):
Świat praktycznie nie zauważy ani nie będzie długo pamiętał tego, co tu
powiemy, ale nigdy nie może zapomnieć tego, co oni tu zrobili. To do nas
żyjących należy poświęcenie się raczej niedokończonej pracy, którą ci, co tutaj
walczyli, do tej pory tak szlachetnie posunęli do przodu...
FRODO (głos z off'u):
Um...Sam...
ARAGORN: Wiesz co
byłoby naprawdę super...
EOWINA: No?
ARAGORN: Armia
mięsożernych drzew, która zniszczyłaby uciekające Orki.
WIDOWNIA: Taa, to
byłoby naprawdę super.
ISENGARD
DRZEWIEC: Hej. My tu
jesteśmy zajęci zalewaniem Isengardu! Nie możemy być w dwóch miejscach naraz!
OSGILIATH
SAM: ...pozwólcie zatem,
że podkreślę swoją głęboką wiarę w to, że jedyną rzeczą, jakiej musimy się
obawiać jest sama obawa - bezimienne, nierozsądne, nieuzasadnione przerażenie,
które paraliżuje niezbędne wysiłki w celu -
FRODO: SAM!!
SAM: Tak?
FRODO: Puszczają nas
wolno. Chodź już!
SAM: Och. No dobrze.
W DRODZE DO MORDORU
SAM: Będą o tobie snuć
opowieści, o Frodo Niesamowicie śliczny.
FRODO: Normalnie
kazałbym ci przestać się do mnie podwalać, ale ocaliłeś mi życie już tyle razy,
że chyba będę musiał zdecydować się na czucie się niezręcznie komplementowanym.
SAM: Super! A tak przy
okazji...
FRODO: Tak?
SAM: Ten umęczony
wygląd naprawdę do ciebie pasuje. Bardzo sexy.
FRODO: Occch, dzięki.
Zasługujesz za to na specjalne ściśnięcie ramienia.
SAM: Czy nauczyłeś się
tego ruchu od Aragorna?
FRODO: Tak. Podoba ci
się?...
GOLLUM: (bełkot,
bełkot)...Zabić...(bełkot)...śmierć hobbitom...(bełkot, bełkot)...nakarmić nimi
JĄ...(bełkot)...ból, cierpienie...(bełkot)...niech płaczą...(bełkot)...zabić
hobbity...(bełkot) ... ona zniszczy hobbity...
LUDZIE, KTÓRZY NIE
PRZECZYTALI KSIĄŻKI: (głośna) "ONA"? Czy on powiedział
"ona" i "ją"? Kim jest "ONA"?
LUDZIE, KTÓRZY
PRZECZYTALI KSIĄŻKĘ: ZAMKNĄĆ SIĘ!
Od tłumacza:
*) W oryginale
"Want some cheese with your whine" - dosł. "Czy chcesz trochę
sera do twego jęczenia?"; gra słów: "wine" = wino,
"whine" - jęczeć, skowyczeć, wyć.
**) Vichyssoise [wym.
wiszisuaz] francusko-amer. zupa z porów i ziemniaków na rosole, z dodatkiem
cebuli, szczypiorku i śmietany, podawana najczęściej na zimno. (słownik
Kopalińskiego)
***) W oryginale
Martha Stewart