Witaj na mojej stronce!

 

Skondensowana Parodia Scenariusza
"DRUŻYNY PIERŚCIENIA"

autor: Molly J. Ringwraith (Molly Winter, LemonLye, itd.)
oryginał znajduje sie pod: http://home.earthlink.net/~ladyirony/FOTRparody.html
tłumaczenie: Nenya




 

MORDOR (jak zawsze, opowieść rozpoczyna się w radosnym miejscu)

 

GALADRIELA (głos z off'u): Dawno, dawno temu był sobie zły facet.

SAURON wkracza dumnym krokiem i zaczyna walić ludzi na prawo i lewo.

GALADRIELA (głos z off'u): Czarno to wyglądało. Ale, moment!

ISILDUR odcina rękę SAURONA i wyciąga z popiołów PIERŚCIEŃ. W następstwie rozchodzi się fala uderzeniowa.

PIERŚCIEŃ: Nowy właściciel, hę? W porządeczku, czas na zmianę rozmiaru. (*pomniejsza się, aby się dopasować*)

GALADRIELA (głos z off'u): I wszystko skończyło się dobrze. No, może nie zupełnie...

 

RZEKA

 

ISILDUR zostaje przeszyty strzałami i wrzucony do rzeki. PIERŚCIEŃ dostaje się pod wodę.

PIERŚCIEŃ: Piii! Ratunku! Nie umiem pływać!

GALADRIELA (głos z off'u): I to by było na tyle, jeżeli chodzi o pierścień. No, może nie zupełnie...

Ręka sięga w dół i wyciąga go.

GOLLUM (głos z off'u): Sssskarrrb.

PIERŚCIEŃ: Cześć, nieznajomy. Dzięki za ocalenie mnie z tej wielkiej złej rzeki. Co byś powiedział na to, abyśmy poszli do ciebie i lepiej się poznali?

GALADRIELA (głos z off'u): Gollum dał się złapać na gadkę Pierścienia i zabrał go do domu. Aż w końcu ukradł go hobbit.

 

JASKINIA

 

BILBO: Fuj. Na tym są rybie wątpia!

PIERŚCIEŃ: Tak! Proszę! Wypoleruj mnie. Zrobię, co zechcesz. To znaczy, jeśli tylko będzie to złe...

GALADRIELA (głos z off'u): I wkrótce nadejdzie czas, gdy hobbici wstąpią do pokręconych umysłów wszystkich.

LUDZIE, KTÓRZY NIE CZYTALI KSIĄŻKI: Boże, zupełnie się pogubię podczas tego filmu. Nic z tego nie będzie miało później znaczenia, prawda?

 

SHIRE

 

FRODO wskakuje na wizję, z wielkim niewinnym uśmiechem na twarzy.

WIDOWNIA: Hahaha! Elijah Wood wygląda tak śmiesznie z trwałą! Nigdy nie będę w stanie traktować go poważnie.

GANDALF: Cześć, Frodo. Przyjechałem zapalić sobie z twoim wujem.

FRODO: Dobra. Czy mogę przymierzyć twój kapelusz?

GANDALF: Ale po co?

FRODO: Zastanawiałem się, do którego domu trafię. Mam nadzieję, że to nie będzie Slytherin, ale z nami Bagginsami nigdy nic nie wiadomo.

GANDALF: Później będziesz się o to martwił. Teraz uciekaj, i czytaj sobie te twoje sprośne Elfie książeczki.

 

W POBLIŻU DRZEWA URODZINOWEGO

 

Podczas gdy chichoczący FRODO wpycha SAMA w objęcia RÓŻYCZKI, MERRY i PIPPIN wczołgują się na wizję i kradną trochę fajerwerków.

LUDZIE, KTÓRZY NIE CZYTALI KSIĄŻKI: O, fajnie. Złodziejaszki!

LUDZIE, KTÓRZY PRZECZYTALI KSIĄŻKĘ: Naprawdę to dziedzice Brandybucków i Tuków, ale nieważne.

BILBO wstaje, aby wygłosić mowę.

BILBO: Jestem mądrzejszy od całej waszej bandy! Ale jednak będę za wami tęsknił. No, przynajmniej za jedną dziesiątą z jednej połowy was, z którą spędziłem dwa razy więcej czasu niż kiedykolwiek tego pragnąłem, przez jedną piętnastą mojego życia. A więc. Żegnajcie.

BILBO znika. Znika również śmiech FRODO, praktycznie na zawsze, przynajmniej w odniesieniu do tej trylogii.

 

BAG END

 

GANDALF: Bilbo. Trzymaj swoje ręce tak, abym mógł je widzieć i odsuń się od Pierścienia.

BILBO: Dobra. Nie, nie chcę! Och, no dobra, zrobię to. Nie, nie zrobię! Jednak, naprawdę, zrobię. Ale chyba nie!

GANDALF: Nie zmuszaj mnie, abym urósł na dziesięć stóp.

BILBO: Piii! Okay, poddaję się.

BILBO ściska GANDALFA i odchodzi. GANDALF niesamowicie wolno i do góry nogami zbliża się do PIERŚCIENIA.

PIERŚCIEŃ: BUUU!!! (*grzmot* *Oko Saurona*)

WIDOWNIA podskakuje i obsypuje wszystko popcornem.

GANDALF: Dobra, myślę, że pozostawię to na podłodze i pozwolę Frodo zrobić z tym porządek.

 

BAG END, NIEOKREŚLONY CZAS PÓŹNIEJ

 

FRODO zawędrował do środka i zobaczył, że jego salon został przewrócony do góry nogami. W chwili, gdy zadumał się nad faktem, że ktoś postawił szklankę na biurku bez podkładki, z ciemności wyłania się GANDALF, patrzy na ten totalny bałagan i chwyta go.

FRODO: Holender! Wystraszyłeś mnie. Ehę, czy nie potrzebujesz grzebienia albo czegoś w tym stylu?

GANDALF: Nie, dzięki. Pogłaszcz to i powiedz mi, co się stało.

GANDALF szczypcami upuszcza PIERŚCIEŃ w dłonie FRODO.

FRODO: Nic. Nie, czekaj: tu jest graffiti. "Frodo żyje"? O co tu chodzi?

GANDALF: (wzdycha) On należy do Tego, Którego Imienia Nie Należy Wymawiać, i niedługo zniszczy świat. Nie wspominając o twoim życiu towarzyskim.

FRODO: Niech mnie, to zostało wykonane przez Saurona?

PIERŚCIEŃ: Och! Sauron! Tak! Tak! Oddajcie mnie mojemu wielkiemu złemu najsłodszemu tatusiowi, prooooszę.

FRODO i GANDALF patrzą na PIERŚCIEŃ z niepokojem.

GANDALF: Frodo. Nie podniecaj Pierścienia. Z tej przyczyny nie wymawiamy imienia tego faceta, kapujesz?

FRODO: Pojąłem. I co teraz?

GANDALF: Ty się spakuj i uciekaj, natychmiast. Ja wybiorę się z wizytą do jednego czarodzieja. On wszystko naprawi.

LUDZIE, KTÓRZY PRZECZYTALI KSIĄŻKĘ: Ha!

Coś hałasuje na zewnątrz. GANDALF sięga za okno i wyciąga SAMA za ucho.

GANDALF: Znowu podglądamy Frodo, co?

SAM: Tak mi przykro, proszę pana, już więcej tego nie zrobię. Niech mnie Pan nie zmienia w nic nienaturalnego.

GANDALF: Och, dobrze wiem, co z tobą zrobić.

 

SHIRE

 

FRODO i GANDALF maszerują, prowadząc konia.

TĘPI CZŁONKOWIE WIDOWNI: Ha! Gandalf zmienił go w konia!

SAM pojawia się truchcikiem za nimi.

TĘPI CZŁONKOWIE WIDOWNI: Och. Nieważne.

GANDALF: Słuchajcie, chłopcy: to wszystko robi się tak niebezpieczne, że zamierzam was zupełnie porzucić. Brzmi nieźle?

FRODO: Hm...

GANDALF: Dobra. To na razie.

GANDALF odjeżdża. FRODO i SAM maszerują przez kraj przez jakiś czas do chwili, gdy MERRY i PIPPIN wraz z pewną ilością WARZYW wylatują z kukurydzy i przewracają ich.

FRODO: Co wy u diabła wyprawiacie?

MERRY: Uciekamy przed prawem! Znikajmy stąd!

Cała czwórka zaczyna biec, podczas gdy PIPPIN sporządza ustny katalog wszystkiego, co ukradli w ciągu ostatnich 72 godzin.

LUDZIE, KTÓRZY NIE CZYTALI KSIĄŻKI: Czy jesteście pewni, że to nie są złodziejaszki?

LUDZIE, KTÓRZY CZYTALI KSIĄŻKĘ: Ja...hm...dobra, w książce też kradli rzeczy. Ale są przestępcami z klasą, o złotych sercach, okay?

 

LAS

 

FRODO: Chłopaki? Liście unoszą się w szczególnie złowrogi sposób. Sugerowałbym ukrycie się.

Ukrywają się pod pniakiem. UPIÓR PIERŚCIENIA ukazuje się nad nimi. Tym czasem FRODO pieści PIERŚCIEŃ.

PIERŚCIEŃ: A więc -"Frodo," prawda? Czy kiedykolwiek ktoś ci powiedział, że masz najpiękniejsze oczy? Co, chcesz mnie przymierzyć? No spróbuj - cóż może się zdarzyć?

SAM uderza PIERŚCIEŃ za jego zuchwałość. Uwagę UPIORA PIERŚCIENIA odwraca samochód lodziarza, więc odkłusowuje.

MERRY: Frodo, ty psie. Czemu nam nie powiedziałeś, że też uciekasz przed prawem?

FRODO: Słuchajcie, hm - jeśli wy dwaj nie macie nic lepszego do roboty przez kilka następnych miesięcy, a przypadkiem spakowaliście trochę rzeczy i żywności, czy nie chcielibyście wyruszyć z nami na niebezpieczną, i prawdopodobnie wiodącą do zguby misję?

MERRY i PIPPIN: Tak! Brzmi super!

 

ISENGARD

 

SARUMAN: Wejdę do mej ciemnej, budzącej złe myśli czarnej wieży. Czy mogę wziąć twój płaszcz?

GANDALF: Pewnie! Dzięki.

SARUMAN: Powiedz mi, co wiesz.

GANDALF: To na pewno jest Jedyny Pierścień. Ma go Frodo Baggins - o, tutaj jest jego dossier, które dla ciebie przywiozłem. Powinien dotrzeć do Gospody pod Rozbrykanym Kucykiem około 6:05 dziś w nocy. On i jego przyjaciele najpewniej położą się spać około 11:00, i nie będą się przejmować zamykaniem drzwi.

SARUMAN: Bardzo użyteczne. Czy mogę wziąć twoją laskę?

GANDALF: Hm, wolałbym nie.

SARUMAN: Za późno, już ją mam. Czy mogę tobą rzucić o ścianę?

GANDALF: Uff! Ej!

SARUMAN: Czy mogę rozkwasić ci nos? Czy mogę wypolerować podłogę twoją głową? Czy mogę zamknąć cię na szczycie wieży? Cudownie! Na razie, frajerze.

GANDALF: (zamknięty na szczycie wieży) Okay, to nie wyszło za dobrze.

 

BREE

 

MERRY: Tak więc jesteśmy z dala od domu, ścigani przez Czarnych Jeźdzców i wygląda na to, że brakuje nam czarodzieja. Co mamy robić?

PIPPIN: Upić się?

MERRY: To samo myślałem.

Tymczasem PIERŚCIEŃ nadal podrywa FRODO.

PIERŚCIEŃ: Wiesz, widziałem w swoim czasie sporo hobbitów, ale jesteś wyższy od niektórych i na pewno przystojniejszy od większości. Tak, naprawdę jesteś. Czy mógłbym, hm, dostać się na twój palec? Będzie fajnie. No spróbuj.

FRODO mdleje i przewraca się. PIERŚCIEŃ wskakuje na jego palec. WSZYSCY W BREE gapią się na trik Zaskakujące Zniknięcie Hobbita.

FRODO: Ups.

ARAGORN interweniuje, gromadząc wszystkich czterech hobbitów w prywatnej komnacie dokładnie w trzydzieści sekund.

ARAGORN: Chłopaki, macie sporo do nauczenia się. Dziś w nocy zostajecie w moim pokoju.

FRODO: Hm...to bardzo miłe z twojej strony, ale wolelibyśmy nie.

ARAGORN: To nie problem, w łóżkach jest sporo miejsca.

MERRY: Proszę pana, naprawdę nie jesteśmy zainteresowani - ale mimo wszystko dziękujemy.

ARAGORN: Nie, nie: wy czterej pójdziecie do łóżek, a ja będę trzymał straż.

SAM: Czy mogę walnąć go świecznikiem w kolana, panie Frodo? Proszę?

ARAGORN: Słuchajcie - nie jestem zboczeńcem, próbuję tylko zapewnić wam bezpieczeństwo. Och, odpuśćmy sobie.

 

BREE, TEJ SAMEJ NOCY, PÓŹNIEJ

 

UPIORY PIERŚCIENIA tną nożami łóżka hobbitów. Gęsie pierze wylatuje w powietrze.

UPIÓR PIERŚCIENIA: AAiiiiiiiii!* (*Wyrażenie, oznaczające tutaj: "A niech mnie! Są zrobieni z piór! Jakim cudem mogli w tej postaci kręcić się po świecie?")

 

BREE, POKÓJ ARAGORNA

 

ARAGORN: A nie mówiłem?.

FRODO: Dooobra.

 

WICHROWY CZUB

 

ARAGORN: Nie martwcie się. Ochronię was. A więc, do zobaczenia po obiedzie.

ARAGORN odchodzi. Pokazują się UPIORY PIERŚCIENIA. HOBBICI w żałosny sposób wymachują mieczami.

SAM: Idźcie sobie! A sio!

UPIÓR PIERŚCIENIA odrzuca go na bok.

MERRY: Uprzejmie prosimy, abyście sobie poszli!

PIPPIN: W imię przyzwoitości!

UPIORY PIERŚCIENIA odrzucają ich na bok.

FRODO: Nie miałem jeszcze czasu, aby poćwiczyć używanie tego miecza, tak więc myślę, że najbezpieczniej jest upuścić go i poturlać się po ziemi.

SAM: Nie, Panie Frodo! Tak się robi tylko, jeśli się Pan zapali!

FRODO: Och, cholera, zawsze to mieszam.

Tym czasem PIERŚCIEŃ toruje sobie znowu drogę do ręki FRODO.

PIERŚCIEŃ: Nazgule! Moi najdrożsi zbawcy! Tutaj, tutaj!

FRODO: Zamknij się! Tak w ogóle, po czyjej ty jesteś stronie?

PIERŚCIEŃ: Zaryzykuj i zgadnij, pedale.

UPIÓR PIERŚCIENIA podchodzi i przeszywa FRODO sztyletem. ARAGORN pojawia się z pochodnią i odgania UPIORY PIERŚCIENIA.

ARAGORN: Hmm. Frodo zdaje się umierać. Musimy się stąd ruszyć.

SAM: Hej, przy okazji, świetnie się spisałeś chroniąc nas.

 

W LESIE

 

Nadjeżdża ARWENA.

LUDZIE, KTÓRZY CZYTALI KSIĄŻKĘ: Hej, Arweno, co zrobiłaś, znokautowałaś Glorfindela i ukradłaś jego konia?

ARAGORN: Sam, pomóż mi zdjąć koszulę Frodo. O, cześć Arweno! Hmm, to nie to, na co wygląda.

ARWENA: Cześć, kochany. Porywam twojego przyjaciela.

FRODO: (rzężąc) Wszystko w porządku...Mogę jechać samodzielnie...

ARWENA: Nonsens. Jesteś całkiem bezradny, czy nie dostałeś powiadomienia?

ARWENA podnosi go i szybko odjeżdża.

 

RIVENDELL

 

FRODO budzi się i rozgląda wokół.

FRODO: Gdzie ja jestem? W świeczkarni?

GANDALF: Rivendell. Prawie trafiłeś. Przepraszam za spóźnienie, mój chłopcze. Zostałem zatrzymany i musiałem ścigać się z czerwonym okiem na Deus Ex Sokolina.

FRODO: Co?

GANDALF: Nieważne. Głupi żart.

ELROND wchodzi do pokoju.

ELROND: Witamy w Rivendell, Panie Anderson.

FRODO: Och, a więc wziąłem niebieską pigułkę? Nic dziwnego, że wszystko jest takie miękkie i wygodne.

ELROND: Nie, to dlatego, że jest elfickie. Długie lata mój ród studiował feng shui.

SAM wbiega do pokoju i wskakuje na łóżko, przewracając FRODO na wznak i obsypując go pocałunkami.

FRODO: O rany! Cześć, Sam.

SAM: Witaj, panie! Cieszę się, że się obudziłeś. Przepraszam za tę demonstrację uczuć, ale Ian McKellen powiedział, że tak to zrobili w książce.

GANDALF przygląda się z lekko perwersyjnym uśmiechem.

GANDALF: Tak, bardzo dobrze, bardzo dobrze, kontynuujcie.

 

RIVENDELL, INNY POKÓJ

 

GANDALF: A więc, Elrondzie, weźmiesz Pierścień i schowasz go za jednym z tych świeczników i nikt nie będzie o tym wiedział. Może być?

ELROND: Nie ma mowy. Byłem tam, Gandalfie. Byłem tam, kiedy Ludziom zabrakło siły. Oraz odżywki.

 

RETROSPEKCJA: GÓRA PRZEZNACZENIA

 

ELROND patrzy, jak kędzierzawowłosy ISILDUR stoi z PIERŚCIENIEM w specjalnym Pokoju Miejsca na Wrzucanie Rzeczy do Lawy.

PIERŚCIEŃ: (pociągając nosem) Nie zniszczyłbyś mnie, biednego, słodkiego, malutkiego staruszka, prawda, Isildurze? Przystojny... silny... potężny człowieku?

ISILDUR: Mmm...przepraszam, Elrondzie, ale Pierścień i ja potrzebujemy trochę prywatności.

ISILDUR odchodzi tuląc PIERŚCIEŃ.

ELROND: Nieeeee!

 

RIVENDELL

 

GANDALF: Poczekaj: pozwoliłeś mu po prostu przejść obok siebie? Tak po prostu wyjść z Góry Przeznaczenia z Pierścieniem w dłoni?

ELROND: Hmm...no więc...

GANDALF: Dlaczego go nie powstrzymałeś? Nie miałeś przy sobie miecza?

ELROND: Słuchaj, nie jesteśmy tutaj, aby rozmawiać o MNIE, dobra?

 

RIVENDELL, NOC

 

ARAGORN i ARWENA wymykają się na zewnątrz, aby spotkać się na moście.

ARAGORN: Cześć, mała. Hej, powiedziałaś, że zwiążesz się ze mną, więc przyniosłem tę linę...

ARWENA: Dopiero po klubie, kochany.

ARAGORN: (z kwaśną miną) Dobra. Ale wciąż możemy się "poprzytulać"?

ARWENA: Oczywiście.

ARAGORN i ARWENA "przytulają się" przez jakiś czas.

LUDZIE, KTÓRZY CZYTALI KSIĄŻKĘ: Tak dla waszej informacji, te dwie minuty, właśnie teraz, zawierają więcej pocałunków niż Tolkien kiedykolwiek opisał przez całe swoje życie.

 

NARADA U ELRONDA

 

ELROND: Ten PIERŚCIEŃ trzeba zniszczyć. Któryś z was musi go zanieść z powrotem do kraju, w którym powstał.

BOROMIR: Do Tajwanu?

ARAGORN: Do Mordoru, idioto.

BOROMIR: Nie nazywaj mnie idiotą, palancie.

LEGOLAS: To nie jest zwykły palant. To jest twój Król. I mój chłopak.

Zapada cisza a cała RADA gapi się na ARAGORNA i LEGOLASA.

ARAGORN: (po Elficku) świetnie, Legolasie. Po prostu, świetnie.

LEGOLAS: Ja...miałem na myśli...w stylu "byliśmy chłopcami i byliśmy przyjaciółmi".

ELROND: Yhm. Pomimo to, nadal ktoś musi pozbyć się Pierścienia.

FRODO: Och, do diabła, ja to zrobię.

BOROMIR: Ale jestem taki drobny i delikatny.

FRODO: Tak, no więc wy wszyscy zdajecie się być pozbawionymi kręgosłupa durniami, więc wygląda na to, że padło na mnie.

GANDALF: W takim razie ja też pójdę.

ARAGORN: I ja!

LEGOLAS: I ja!

GIMLI: I ja!

BOROMIR: I ja!

SAM: I ja!

MERRY: I ja!

PIPPIN: I ja!

ELROND: Wystarczy. Stop. Dziewięciu to dobra liczba: po jednym do zabicia dla każdego Upiora Pierścienia.

FRODO: Co?

ELROND: Nic. Dobra, dajcie mi mój aparat. Stańcie blisko siebie. Wszyscy w Drużynie Pierścienia, szeroki uśmiech!

DRUŻYNA: Uśmiecha się szeroko

*odbitka*

 

ŚNIEGI NA KARADHRASIE

 

FRODO przewraca się. BOROMIR podnosi PIERŚCIEŃ.

BOROMIR: On jest tak niezwykle piękny, wiesz?

PIERŚCIEŃ: Witaj, mój duży chłopcze. Namiestnik Gondoru, co nie? Niech mnie. To jest takie sexy.

BOROMIR: Naprawdę, tak sądzisz? Hej, chcesz pójść ze mną do domu, poznać mojego tatę?

ARAGORN: Boromir. Nie, nie. Oddaj tę obrzydliwą rzecz Frodo.

 

WYŻEJ W GÓRACH

 

Schodzi lawina. DRUŻYNA wykopuje się ze śniegu.

GIMLI: Czy jeszcze ktoś zauważył, że to nic nie dało?

GANDALF: Myślę, że moglibyśmy pójść przez kopalnie. Frodo? Ty decydujesz.

FRODO: Co, tak jakbym tam kiedykolwiek był?

GANDALF: Mimo to decyduj.

FRODO: Dobra. Ponieważ głupio mieć bose stopy na lodowcu, głosuję za kopalniami.

GANDALF: Wszyscy z powrotem na dół!

LEGOLAS: Mogę chodzić na wierzchu po śniegu. Wziąć kogoś na barana?

DRUŻYNA powoduje kolejną lawinę, w pośpiechu próbując dopaść LEGOLASA i skorzystać z jego oferty.

 

DRZWI DO MORII

 

DRUŻYNA wpatruje się tępo w zagadkę.

GANDALF: "Powiedz przyjacielu i wejdź"? Hmm. Nie mam pojęcia. Czy ktoś ma kartę kredytową? Mógłbym otworzyć zamek.

FRODO: Nie, poczekaj - Gandalfie, jak brzmi po Elficku "przyjaciel"?

LEGOLAS: Och, nie pytaj ELFA, bo po co.

CZATOWNIK W WODZIE puka FRODO macką po ramieniu.

CZATWONIK: Przepraszam, która teraz jest godzina?

DRUŻYNA panikuje i strzela do niego z łuków.

CZATOWNIK: Dobra, jeżeli tak się zachowujecie, sam znajdę zegarek...

CZATOWNIK podnosi FRODO i próbuje wytrząsnąć rzeczy z jego kieszeni. DRUŻYNA, z wielką histerią, ratuje FRODO i ucieka do kopalni.

CZATOWNIK: Co? Hej, poczekajcie, nie zamknęliście drzwi! Zrobię to za was. Ups... wygląda na to, że nie doceniałem własnej siły. Hej, ty! Kucyku! Masz może zegarek?

 

MORIA

 

Ciemność. Laska GANDALFA zapala się, oświetlając jaskinie.

GANDALF: Na szczęście, właśnie wymieniłem w niej baterie. Chodźmy.

FRODO: Gandalfie, Gollum idzie za nami.

GANDALF: Wiem.

FRODO: I nie podoba mi się to.

GANDALF: Trudno.

FRODO: A przede wszystkim, żałuję, że kiedykolwiek zobaczyłem ten głupi Pierścień.

GANDALF: Och, kurczę, popatrz na jasną stronę: przynajmniej twoje biedne stópki nie są już zakopane w tym paskudnym śniegu. Tego chciałeś, prawda?

FRODO: Hej, nie potrzebny mi ten sarkazm.

Znajdują grobowiec i pełno szkieletów krasnoludów.

GIMLI: Och. To dlatego Balin nigdy nie odpowiedział na żaden z moich telefonów.

PIPPIN wrzuca szkielet do studni. Echo rozbrzmiewa w jaskiniach.

ORKOWIE: Na-przód Mor-dor! (*bum bum bum-bum-bum*) Na-przód Mor-dor! (*bum bum bum-bum-bum *)

GANDALF: Super, a wiecie, co mówiłem niedawno? "Może by zabrać Pippina? Potrzebujemy kogoś, aby wywołał nieziemski hałas i obudził wszystkie gobliny w Morii."

Walczą z TROLLEM i licznymi ORKAMI i GOBLINAMI. Zanim pokonał go komputerowy LEGOLAS, TROLLOWI udaje się przebić FRODO dzidą. DRUŻYNA gromadzi się wokół niego.

FRODO: Nic mi nie jest. Widzicie? (odsłania błyszczącą haleczkę)

ARAGORN: Hmm, wydaje mi się, że masz wstrząs mózgu, Frodo. Nie czas teraz na pokazywanie nam twojej bielizny.

GANDALF: To zbroja. I nie zniechęcaj go do takich pomysłów.

Biegną przez chwiejący się most. Za nim powstaje BALROG.

GANDALF: Wszystko w porządku; znam tego gościa. Balrogu, Płomieniu Udun, dobry wieczór. Jako właściwie upoważniony reprezentant kraju Śródziemia, rozkazuję ci zaprzestać jakichkolwiek i wszelkich złych nadnaturalnych działań i natychmiast powrócić do swojego miejsca pochodzenia lub do najbliższego odpowiedniego równoległego wymiaru!

ARAGORN: Taa, to powinno załatwić sprawę. Dzięki, Gandalfie.

BALROG zaczepia GANDALFA swoim biczem i wciąga go do otchłani.

FRODO: O mój Boże, on zabił Gandalfa!

BOROMIR: Co za drań!

 

NA ZEWNĄTRZ MORII

 

SAM: (szloch)

PIPPIN: (szloch)

MERRY: (szloch)

GIMLI: Rrr!

BOROMIR: Tak. Tak, to jest do kitu.

LEGOLAS: Trochę się pogubiłem. Co to się właśnie stało?

ARAGORN: Dobra, beksy, zbierać się. Musimy dotrzeć do pewnych miejsc.

FRODO odwraca się powoli. Łzy płyną po jego twarzy.

ARAGORN: No ekstra... No już, chłopaki, teraz naprawdę musimy biec. Do wieczora te wzgórza zaleje fala fanek, próbujących objąć Frodo i pocieszyć go.

 

LAS W POBLIŻU LOTHLORIEN

 

GIMLI: Bądźcie wszyscy cicho! Słyszałem, że są tu duzi brzydcy Elfowie i ‹ups.

ELFOWIE otaczają ich z napiętymi łukami. HALDIR wyłania się spomiędzy nich.

HALDIR: Jak się macie? Widzę, że poznaliście już moich wiernych ludzi do wszystkiego.

ARAGORN: Haldirze z Lorien, o wielce zniewieściały, pragniemy, abyś zabrał nas do swojego szefa. Nalegam. Nalegam po Elficku.

HALDIR: Jakże przekonujący jesteś, Aragornie. Tak perfekcyjny okaz męskości. Musisz być z niego strasznie dumny, Legolasie.

LEGOLAS: No, tak, jestem.

FRODO: Ach! Jeśli rzucę ryżem i papierem toaletowym*), czy odczepicie się i zabierzecie nas do Lothlorien?

RESZTA OBSADY: (obrażona) Dobra. Ale LEPIEJ, żeby kiedyś zorganizowano oglądanie Władcy Pierścieni w stylu Rocky-Horror.

FRODO: (*westchnienie*) Nie martwcie się. Wątpię, aby można było tego jakoś uniknąć.

 

LOTHLORIEN

 

GALADRIELA i KELEBORN schodzą po kilku białych stopniach i witają DRUŻYNĘ.

KELEBORN: Witajcie. Włączyłem wszystkie białe światełka choinkowe. Mam nadzieję, że wam się podobają.

GALADRIELA: Dobry wieczór. Widzę, że zgubiliście Gandalfa. Następnym razem sprawcie się lepiej. Teraz zacznę odczytywać wasze myśli i..., och, na miłość boską, Aragornie, przestań myśleć o związaniu mojej wnuczki w ten sposób.

FRODO: (jako głos w swoim umyśle) hm, to ja.

GALADRIELA: (jako głos w umyśle FRODO) Nie, ty myślałeś o złożeniu swej głowy na jej biuście podczas pewnej konnej przejażdżki, i  - hej! MNIE w to nie mieszaj!

 

LOTHLORIEN, PTASIE KĄPIELISKO

 

FRODO: Cieszę się, że mogłaś się wymknąć na spotkanie ze mną.

GALADRIELA: Nie pochlebiaj sobie, Frodo Bagginsie. Popatrz w zwierciadło.

FRODO: Mam coś na twarzy?

GALADRIELA: Po prostu popatrz.

FRODO: Hej! Niszczą Shire! To jest okropne!

LUDZIE, KTÓRZY CZYTALI KSIĄŻKĘ: Założę się, że zobaczymy to w trzecim filmie. To będzie całkiem odlotowe.

PETER JACKSON: (*odkaszlnięcie*) Tak, no więc...

FRODO: Nie mogę znieść tego stresu. Proszę. Weź Pierścień.

PIERŚCIEŃ: Hej, piękna damo. Ty i ja razem będziemy wyglądać CUDOWNIE. Dotknij mnie, tak... podejdź bliżej...

GALADRIELA: Ooch...gdybym miała Pierścień, mogłabym...mogłabym stać się ZIELONA! I CZARNA! I sprawić, by mój głos był całkiem DZIWNY i ZMIENIONY, a w lesie rozbrzmiewały GRZMOTY!

FRODO: Na świętą krowę!

GALADRIELA dochodzi do siebie.

GALADRIELA: Ojej. Zachowałam się zupełnie jak nie dama. Bardzo przepraszam.

FRODO: Szczerze, myślę, że nie POTRZEBUJESZ Pierścienia, aby piekielnie wszystkich przestraszyć. Radzisz sobie całkiem nieźle bez niego.

 

BRZEG RZEKI

 

DRUŻYNA wysiada z łodzi.

LEGOLAS: Zachodni brzeg wzbudza mój niepokój. Cień i poczucie zagrożenia narastają w mych myślach.

ARAGORN: Ładnie to brzmi. Sam to napisałeś?

MERRY: Koleś. Idź poszukać Frodo. Jesteśmy tu jakieś trzydzieści sekund i już zdążyłeś go zgubić.

ARAGORN: O rany, masz rację.

 

W LESIE

 

BOROMIR: Cześć, mały. Mogę zobaczyć twój Pierścień?

FRODO: Nie.

BOROMIR: Chciałbym go tylko pożyczyć.

FRODO: Nie.

BOROMIR: No nie bądź TAKI.

FRODO: Nie.

BOROMIR: Nie zmuszaj mnie, abym cię uderzył.

FRODO: Nie zmuszaj mnie, abym stał się niewidzialny i uderzył CIEBIE.

BOROMIR: Ufff. Hm, nieźle. Cholera, muszę mieć taki pierścień.

 

W LESIE, WYŻEJ

 

ARAGORN: A, tu jesteś.

FRODO: Obieżyświacie, opuszczam Drużynę i zaczynam karierę na własny rachunek.

ARAGORN: No, albumy solowe rzadko odnoszą sukces, ale jeśli uważasz, że musisz...

ARAGORN klęka i patrzy na PIERŚCIEŃ na dłoni FRODO.

PIERŚCIEŃ: Ochhh, Aragornie, jesteś taki duży i mocny...weź mnie...proszę...

ARAGORN zamyka palce FRODO wokół PIERŚCIENIA i wycofuje się.

RING: Tfu! Ci @#$*&% zarozumialcy nigdy nie robią tego, co chcę. Mam dość, nie będę już więcej mówił do nikogo.

ARAGORN: Och-joj. Niebieski alarm na kierunku dziewięć, Frodo.

FRODO: Ech?

ARAGORN: Żądło. Świeci. Orki. Uciekaj!

FRODO: Och! Załapałem!

FRODO ucieka.

 

W LESIE, PONOWNIE

 

ARAGORN znajduje BOROMIRA na ziemi, naszpikowanego strzałami.

BOROMIR: Orki porwały Merry'ego i Pippina.

ARAGORN: Eee, drobiazg. A co z tobą?

BOROMIR: Bywało lepiej. Wiesz, przepraszam, że nazwałem cię palantem. Kapitanie, mój kapitanie.

ARAGORN: Nie jestem pewien, czy to właściwy moment na cytowanie gejowskiego poety. Ale wybaczam ci.

BOROMIR: I powiedz Frodo, że przepraszam, że go molestowałem.

ARAGORN: Dobra.

BOROMIR: I powiedz mojemu bratu, że zawsze zazdrościłem mu jego zgrabnej talii, i że przepraszam, że wyzywałem go od dziewczyn.

ARAGORN: Och...dobra...

BOROMIR: Pożyczałem konia mojego taty bez pytania. Bardzo źle robiłem i przepraszam.

ARAGORN: Czy mam wziąć pióro i wszystko spisać?

BOROMIR: Nie, już skończyłem. (*umiera*)

 

BRZEG RZEKI

 

FRODO, samotny, trzymając żałośnie PIERŚCIEŃ, słyszy w myślach głos GANDALFA.

WIDOWNIA: No pewnie, przywołajcie głos martwego gościa. Jakbym już nie był bliski łez. I teraz biedny Frodo płacze...(*pociąganie nosem*)

SCEPTYCY NA WIDOWNI: Myślałem, że mówiłeś na początku filmu, że nigdy nie będziesz mógł go traktować poważnie.

WIDOWNIA: Tak? Nie mogę przypomnieć sobie już swego poprzedniego życia.

FRODO wskakuje do łodzi i wypływa na rzekę. SAM biegnie za nim z chlupotem.

SAM: Poczekaj na mnie! Zabiję się, jeśli mnie zostawisz!

FRODO: (ratując go) Kim ty jesteś, jedną z moich fanek?

SAM: Tak, proszę pana. Pana największym fanem.

FRODO: Oj, no co ty, Samie, nie jesteś aż tak gruby. Nie bądź dla siebie zbyt surowy.

 

BRZEG RZEKI, KILKA MINUT PÓŹNIEJ

 

LEGOLAS: Złowroga biżuteria jest poza naszym zasięgiem. To co robimy?

ARAGORN: Chyba powinniśmy uratować Merry'ego i Pippina. Frodo może się wściec, jeśli ich stracimy.

GIMLI: No i? Niezbyt prawdopodobne, że jeszcze go zobaczymy.

ARAGORN: Będziesz mógł rozwalać głowy Orków toporem.

GIMLI: Och! To jest dobry powód. Idę na to.

 

NA KLIFIE, ZWRÓCENI W STRONĘ MALOWNICZEGO MORDORU

 

SAM: Miło było poznać tych facetów.

FRODO: Taa. Dobra, chodźmy.

SAM i FRODO ruszają. Zaczynają się napisy końcowe.

LUDZIE, KTÓRZY NIE CZYTALI KSIĄŻKI: Co?? To wszystko?? To ma być zakończenie?!

LUDZIE, KTÓRZY CZYTALI KSIĄŻKĘ: Nie wiedzieliście, że to trylogia?

LUDZIE, KTÓRZY NIE CZYTALI KSIĄŻKI: Nieważne! Chcę zakończenia!

LUDZIE, KTÓRZY CZYTALI KSIĄŻKĘ wpychają wydanie "Dwóch Wież" w ręce LUDZI, KTÓRZY NIE CZYTALI KSIĄŻKI, i odchodzą, mrucząc coś o analfabetach.

 

 

*)"Jeśli rzucę ryżem i papierem toaletowym" - Zwyczaj fanów "The Rocky Horror Picture Show" - rzucanie różnymi rzeczami w ekran kinowy podczas pokazu filmu (tłum.)

 

 





Strona Główna      
Z Ostatniej Chwili      
Kącik Poezji      
Teatrzyk      
Opowiadania      
Galera      
Sklepik      
Forum Romanum      
Goście Adiemusa      
Linki      
Rozbrykany Balrog      
Forum Elendili      
Lista mailingowa      



:-)



Książka Skarg i Wniosków      



Ta witrynka nie wysyla
cookies. Jeżeli lubisz je
kolekcjonować, kliknij
prawym klawiszem na
poniższe ciasteczka
i zapisz je sobie
gdzieś na dysku.

bardzo lekkostrawne, tylko 8kB

Podoba Ci się
na mojej stronce?
Klikaj śmiało!
20rings - 20 najlepszych stron tolkienowskich