Witaj na mojej stronce!

Thoronnil



Początek Dni


Mądrzy prawią, że Pierwszy Pojedynek zaczął się, zanim Ardziemia została końcowo wykształcona, za czasów, gdy nicość rosła na niej i egzystowała, a Chwalnik przez długi czas wygrywał. Lecz swego czasu przybył na pomoc Mocarzom duch silny a srożny, który w odległych niebiosach usłyszał, że w Niewielkowłości toczy się Pojedynek. Cała Ardziemia pogromkiwała echem jego śmiechu, gdy Silnik Mocny, którego wściekłość niby potężny orkan rozpędza mgielne okowy i przepędza ciemnie. Mocnowstawacz uciekł przed tym gniewem i przed śmiechem Silnika, wyniósł z Ardziemi i pokój rozpoczął się na długi czas. Silnik został, dołączył do Mocarzy Włości Ardziemi. Lecz Nieprzyjaźnik zaczajony w ciemniach zewnętrznych palił się odtąd przez Epoki szczególną niesnaską do Silnika.

W owym to czasie Mocarze uczynili ład na wodach, lądach i w górach, a Owocodajka posiała wreszcie z dawien dawna przygotowane szczepki. Gdy ogniki ugaszono lub pogrzebano pod dziewiczymi wierzchołkami, potrzebna się stała jasność, więc Ziemniak na prośbę Owocodajki urobił dwie ogromne kaganki, aby oświetlały Środkoziem, zbudowany jego utrudzeniem w okręgu mórz. Gwiazdynia napełniła latarki, Starokról obwiódł je aureolą, a inni Mocniarze umieścili je na kolumnach wzrastających wyże aniżeli wszystkie szczyty czubów w późniejszej erze. Jedna kaganka, nazwana Błękitką, rosła opodal północnej krawędzi Srodkoziemu, druga - Złocina - nad jego południowym brzegiem, a światło opadając z Latarek Mocarzy objęło Ardziemię tak, że dzień władał w jej obrębie nieustannie. Szczepki Owocodajki zaczęły teraz szybko fototropizować, przebijać się i rosnąć, gleba pokryła była się mnogością flory, wielkiej i małej: mchów, traw, olbrzymich paproci i drzew, sięgających wierzchołkami prawież pod chmur zarysy, niczym ożywione czuby, lecz stopami zanurzonych w zielonym półcieniu. Pojawiła się tedy zwierzyna i zamieszkała na trawowatych równiach, w rzeczkach, zalewach i w cienistych borach. Atoli nie zakwitł wówczas jeszcze żaden kwiat i nie świergotały kląskawki, czekające na swą porę w macierzy Owocodajki, lecz bogactwo jej myśli było rozsiane wszędy, a najhojniej w środkowej części Ardziemi, gdzie światło obu kaganek spotykało się i mieszało. Okołoż tego miejsca, na wyspie Almarencji pośród Wielgaśnego Stawiku, obrali sobie pierwszą fortecę Mocarze, gdy wszystko na świecie było jeszcze niestare i nowe, a świeżość zieleności urzekała oczy twórców Ardziemi; długi czas tkwili w radowaniu się.

Tego czasu Wielkomocniarze urobili porządek na wodach, w krainach, jak i na wyżynach, a Owocodajka posiała wreszcie z dawien dawna przygotowywane szczepki. Gdy zgaszono ogniska lub pochowano pod górami dziewiczymi, niezbędne się stało świetlisko, wiec Ziemniak na prośbę Owocodajki urobił dwie ogromne latarki, Starokrol obwiodził je świętówką, a inni Mocarzowie powiedli je na postumenty strzelające wyżej niźli szczyty wszystkich pagórków w późniejszych erach. Jedna latarka, nazwana Błękitką, wznosiła się poblisko do połnocnego skrawka Srodkoziemu, drugaśna - Złocina - nad jego południowym skrajem, a światło iluminujące z Latarek Wielkomocniarzy zalewało Ziemnę takowo, że dzień panował na niej ciągły. Szczepki Owocodajki poczęły teraz szybko kiełczyć się, wschodzić i rosnąc, ziemia pokryła się mnogością odmian roślin, wielkich: mszan, traw, olbrzymiastych paprotnikow i drzew, sięgających wierzchołkami pod obłoki niby żywe góry, lecz palcami nurzniętymi w zieleniastym półmroku. Zjawiły się tedy zwierzaki i jęły mieszkać na trawiastych równiach, w rzeczkach, jezioranach i ciemnych przylaskach. Wżdy nie kwieciły się jeszcze kwiaty i nie śpiewały ptaki, czekające na swą porę w macierzy Owocodajki, dyć bogactwo jej wizji było porozsiewane wszędy, a najbogatniej w środkowej części Ardziemi, gdzie spotykało się i mieszaniło świetlisko obu Latarek. Tam też, na wyspie Almarencji pośród Wielgaśnego Stawiku, obrali sobie pierwotna siedzibę nie kto inny, a Wielkomocarzowie, gdy wszystko na światówce było tedy piękniaste i młode, a świeżość zielska urzekała oczy tworzycieli Ardziemi; długi czas egzystowali spokojnie.
A kiedy Mocarze tak leniuchowali po trudnościach, kontemplując wzrost i rozwój ich tworów i rzeczy, które zapoczątkowali, Starokról pewnego dnia wydal wielgaśną zabawę i zaprosił na nią Mocarzów wraz z ich Malomocarzami. Atoli Ziemniak i Silnik czuli się nużnięci, bo podczas kształcenia Ardziemi silność pierwszego i umiejętności drugiego bez przerwy raczyły się przydatnymi okazywać. Mocowstaj wiedział o wszystkim, co robili, mając tajemnicowych znajomych i szpiegów miedzy Małomocarzami, których udało mu się przecisnąć na swoja stronę; daleko w głębi ciemnicy pałał wciąż nienawiścią i zawiścią do Mocarzy i ich dzieł, pragniał wszystkie istnienia zrównać do swej woli. Gromadził tedy wokół siebie duchy z rożnych stron Eanii, znieprawiał je naginając do slużebnictwa swym niecnym celom i poczuł się potężniasty. Stwierdził, że czas dojrzał, aby przystępować do działania, zbliżył się do Ardziemi, objął ją wzrokiem i patrząc, jak jest piękna w krasie Wiosenki, zawrzał tym gorętszą nienawstnością...

Tego czasu Mocarze zebrani na wyspie Almarenjci nie zalękli się czego, bo w blasku Błękitki nie dojrzeli mroczności, którą Mocowstaj wykaraskał z najdalszej północy; Mocowstaj dyć jął teraz być czarnym jak Nocospust. Dumki prawią, że w tych dniach Wiosenki Ardziemi Silnik zaślubił Chyżę, siostrę Graroga, która ku radości Mocarzy tańcowała na zielonym pastwisku Almarencji.
Wyczerpany i uradowany Silnik zapadł we władanie senne, więc Mocowstaj osądził, że nadszedł jego czas. Wypełzł się przez Odrzwia Nocnicy wraz ze swym pułkiem i zszedł na ląd Środkoziemu u jego północnych skraj, a Mocarze nic a nic o tym się nie dowiedzieli.
Mocowstaj począł drążyć ziemię i wznosić w głębi pod jej powierzchnią olbrzymią fortyfikację u stopy sępnych gór, gdzie promyki światła latarki Błękitki docierały już wyczerpane i chłodne. Fortyfikacja zwała się Piekłolochem. Chociaż Mocarze tedy o jej bytności nic nie wiedzieli, wypływały z jej wnętrza falki buty Mocowstaja i zła jego nienawiść skaziła wiosenkową pięknicę Ardziemi. Zieleńce więdły i butwiały, wodoroślaki i muł dusiły zlewiska, urobiły się jadące strute trzęsawiska - szklarnia dokuczliwych pszczół, puszcze stały się ciemniejsze i niebezpieczniejsze, zajmowała je groza, a zwierzyna zdziczała i broniąca się ostrymi kłami i rogami - karmazynowała seradelę posoką.
Wreszcie Mocarze pojęli, że to Mocowstaj ponowił swe niedobrowieszcze czyny, i jęli tropić jego kryjówki. Lecz Złośnik, pyszny w sile swej fortyfikacji i swych służek wszczął nagle starcie i zadał pierwszy kopniak, zanim Mocarze poszli się zgotować do obrony zaszarżował na Błękitkę i Złocinę, powalił kolumny i rozbił latarki. Potężne słupki spadając pozmieniały kształt lądów, oburzone morza wylały się z krańców. Płomyki strzaskanych latarek zapaliły się po Ardziemi dopełniając Sodomy i Gomory. W tej oto katakliźmicy zmieniła się pierwotna figura Ardziemi, zakłócona została harmonijka lądów i wódek, i potem już nie udało się ponownie urobić sprytnie przemyślanego przez Mocarzy porządku.
Między mętą i ciemnością Mocowstawacz poszedł sobie, ale wylękniony trwogością, bo ponad hałasem falek usłyszał głos Starokróla, potężny jak huragan i wyczuł drgawki Ardziemi pod stopami Silnika. Zdążył jedynie skryć się w Utrumnie, zanim go Silnik dogonił, i tam se przysiadł. Mocarze nie mogli go tedy spłaszczyć, gdyż musieli wykorzystać niemal wszystkie siły swoje, aby uśmierzyć ból na Ardziemi i uratować z pogromu wszystko, co zdalne było jeszcze przetworzyć się z dzieł przedtem stworzonych; potem nie pozwolili sobie już powtórnie przekształcać Ardziemi, bo jeszcze nie pojmowali, gdzie przebywają Erudziatki; a nie znali dnia ani godziny w którym miały one przyjść na Ardziemię.

Takoż uwiędła Wiosenka Ardziemi. Siedziba Mocarzów, na wyspie Almarencji, była bardzoż zdruzgotana; nie posiedli dla siebie siedziska na powierzchni Ardziemi, opuścili więc Środkoziem i przeprowadzili się do Rajnika, krainy najdalej wysuniętej k' zachodowej krawędzi świata, bo jej koniec od niewschodu stanowi Zewnętrznomórz, zwane w mowie Pierwszaków Ekka, oblewające wkoło Włość Ardziemi. Nikt prócz Mocarzy nie wie, jak wielkie jest to Morze, lecz za nim pną się Odrzwia Nocnicy. Wschodnie kresy Rajnika wodują fale Belgradu, Wielkozachomorza; kiedy Mocowstawacz wrócił do Środkoziemu, Mocarze, nie dając rady go tedy jeszcze pokonać, ufortyfikowali swoją dziedzinę, budując na wybrzeżu Palisadnicę, Rajnikogóry, najwyższe na Ardziemi. Nad całym wżdy pasmem Palisadnicy górzył szczyt, na którym Starokról położył swój taboret.
W mowie pierwszaków ta święta górka miała nazwę Wybiałoszczyt albo Wiecznośnieżnik - Wieczna Bielica, albo Peleryna - Gwiazdkowiela. Miała wszelakie inne nazwy, lecz Szarasy w późniejszym swoim gadaniu zwali ją częstokroć Górką Uil. Z wysokości Wybiałoszczytu Starokról i Gwiazdynia mieli duży widok na caluśką Ardziemię, posięgając objęciem wzroku aż do jej najdalszej niezachodniej kresy.
Tam, za ścianą gór Palisadnic, w krainie zwanej Walarowem, urobili sobie Mocarze siedzisko, tam mieli swoje chałupy, ogrody i wieże. Pojęli w tej dobrze strzeżonej dziedzicy ogromne zasoby świetlików i wsze piękne rzeczy ocalone ze zgliszcz Almarencji i stworzyli wiele innych, jeszcze piękniejszych, tak że Mocniewo zaćmiewało pięknością nawet Środkoziem z lat, gdy Ardziemia kwitła wiosną; i była to kraina nieskażona, ponieważ żyli tam Nieśmiertelnicy; nic nie więdło ani się nie starzało, żadna plamka nie kaziła kwiatów ni liści, żyjące tam żyjątka nie pojmowały chorób ni zepsucia, bo nawet skały i ciecze były poświęcone.

I gdy rozdziawiali oczęta wpatrzeni we wzgórek, ujrzeli, jak rosną z ziemi dwa zgrabne badyle. Cisza gościła tedy nad wszechświatownikiem i było słychać tylko głos Owocodajki, a stopniowo, gdy bajała, dwa młode krzaki rosły, coraz smuklejsze i kraśniejsze, aż w końcu zostały zapylone. Takożzjawiły się na świecie Ażdwa Krzaki Walarowa, po wsze czasy najbardziej znane z dzieł Owocodajki; wkoło nich i ich dziejów snują się syćkie dumki o Zamierzchłych Dniach.
Dyć Jedyniaste miało liście niejasnozielone, od spodka świecące srebrnikowo, a z jego niepoliczalnych kwiatków srebrne światło płynęło na trawkę i Ardziemia u jego korzeni migotliła się cieniami niezdecydowanych liści. Drugaśne drzewo jęło posiadać liście jaśniejące jak otwierające się wczesne liście sosny , błyszczejące na brzeżkach złotkiem. Kwiatki kołysały się na gałązkach jakoż pęki żółtych ogników, a każdy tworzył jak gdyby lśniejący rożek, z którego złoty deszczyk kapał na Ardziemię, a kwiaty tego drzewa promieniowały energią Q i jasnym światłem. Jednemu dano w Mocarzowie imię Srebrnika albo Lśniacza, albo Srebrnokwietnika i tyle innych, że Bilbo Bagosz z Bagoszna w póżniejszej epoce świata wszystkich nie odtworzył w swej Tana Księdze. Drugie nazywano Złotopieśniem, Malinką lub Złotoczerwonogoręcem, ale w dumkach spotyka się również określenie "jak zwał, tak zwał".
W ciągu trzech godzin każde z drzew rozjątrzało się i osiągało pełnię błysku, a potem stopniowo gasnęło, lecz zawsze jedno z nich budziło się do życia na 10minut przed zgaśnięciem drugiego. Dzięki temu w Mocarzowie cztery razy dziennie przez 10minut było jakoś przyjemnie jasno, gdy oba krzaki jaśniały nikłym błyskiem, a złotanowe i srebrnikowe promyczki stapiały się ze sobą. Starsze z drzew, Srebrnik, pierwsze osiągnęło pełnię rozkwitu, a Mocarze nie wliczyli do rachuby kwadransu tej pierwszej, gdy zalśniło nieczarnym srebrzystym błyskiem, lecz nazwali go Kwadransem Początkowym i od niego dopiero jęli liczyć wieki swojego panowania w Mocarzowie. Tak więc od Najpierwszej Doby i przez wszystkie następne aż do Zachodu Rajnika Srebrnik gasł o godzinie siódmej, a Złotopieśń - o dziesiątej . Dzień w Rajniku trwał sześć godzin, a kończył się, gdy dwa błyski- zasypiającego Złotopieśnia i budzącego się Srebrnika - syntetyzowały się ze sobą po raz drugi. Lecz światło, które wypromieniowywowało z krzaków, trwało długo, zanim się rozproszyło w związku tlenu azotu i dwutlenku węgla lub wsiąkło w glebę, a Gwiazdynia zbierała rosę ściekającą z Srebrnika i deszcz spływający ze Złotopieśnia do dwóch wielkich koryt, jak lśniące ścieki; były to dla Mocarzy Łazienki i lustra zarazem. Tak się zaczęły Dni Szczęśliwości Mocarzowa i odtąd też zaczęła się Rachuba Lat.

Jęły Płynąć stulecia Mocarzów i wielkimi krokami nadchodziła napiętnowana przez Jedyniastego minuta przyjścia na świat Pierwotniaków. Środkoziem pogrążony był w półmroku tuż pod nowymi gwiazdami, włączonymi przez Gwiazdynię w zamierzchłej, niepamiętnej epoce jej fizycznej pracy robotnicy nad kształtowaniem Eanii. Mocowstawacz zaś mieszkał w czeluściach, lecz jeszcze wyłaził często ze swej nory, zmieniając się w potężne i przerażające postaci; władał zimnem i gorącem; od wzniesień gór aż do zapalonych pod nimi w korzeniach pieców piekielnych; podlegały mu wszystkie okrutne, gwałtne i siły ze skłonnościami morderczymi, jakie w owych dniach egzystowały. Mocarzowie rzadko opuszczali piękny i uradowany Walarów, wżdy przewspindrawszy się przez góry Palisadnicowe udawać się do Środkoziemu, chociaż nie przestali darzyć uczuciem tych krainek ani trudzić się myśleniem o ich losach. W sercu Poświęconej Włości Ziemniak miał swoje siedzisko i przez długie lata pracował tam wytrwale jako kowal i hutnik. W większym stopniu niż inni przyczynił się do ukształtowania tego państwa i wytwarzał niekiedy nieskrycie, a niekiedy skrycie, mnóstwo rzeczy łbem nie od parady przemyślanych i o kształcie graniastosłupów foremnych. Od niego toż pochodzi mędrkośc i nauka o Ardziemi i o wszystkim, co to ona ma, zarówno wiedza tych, którzy niczego nie urabiają (geologów), lecz starają się zbadać i pojąć to, co jest, jak i tych, którzy się trudnią jubilerstwem, a więc tkaczy lub mistrzów obróbki drwa czy pierwiastków, a także tych, co są rolnikami i gospodarują w Elfoobronie; ci ostatni wszakże, jak każdy ogrodnik mający utargi z roślinami dającymi owoce, muszą szukać też rady u żonki Ziemniaka, Owocodajki. To Ziemniaka właśnie nazwano Koleżką Mędrków, gdyż od niego wiele pojęli potem i dzięki temu zasłynęli jako najbieglejsi wśród Gadatków w rozmaitych sprawnościach; na swój sposób, na miarę otrzymanych od Jedynaka prezentów, niejedno dodali do tego, czego ich Ziemniak naumiał. Kochali się bowiem w doskonaleniu bredzenia i pisania jak kura pazurem, w nieozdobnych haftach, rysunkach i rzeźbie. Mędrkowie też pierwsi starali się pojąć tajniki szlifowania szlachetnych kamieni i wytwarzali przepiękne klejnoty; najpiękniejszymi z ich dzieł były Klejnoty, które przepadły jak kamień w wodę.

Starokról Dyszak, pierwszak weśród Mocarzy ideałem i światowym obyciem, zbudował dom na pograniczu Rajnika i nie przestał się frasować Zewnątrzziemiami. Dostojny a wysoki tronek jego stał na szczycie Wybiałoszczytu, najwyższej świata góry nad wybrzeżem. Chochliki w postaci wróbli i orełów ciąż latały, czyli tam i z powrotem do jego siedziby, a wzrokiem sięgali do Rowu Marjańskiego i przebijali nory urobione pod korzonkami świata. Chochliki te przynosiły Starokrólowi wieści o wszystkim niemalżeż, co się jęło dziać na terenie Ardziemi. Niektóreż sekrety były azaliż schowane z oczu Starokróla i jego dworu, bo tam, gdzie Mocowstawacz czatował się ze swymi kosmatymi myślami, było ciemno jakby zgasła żarówka. Starokról nie pożąda własnej chwały i nie zazdrości sobie swojej władzy, lecz rozsądnie się chłopak sprawuje, tak, aby zapewnić pokój światu. Z wszystkich pierwszaków miłuje on Ci Świetlików, którym udzielił daru krzyczenia do rytmu i rzępolenia. Z rymów częstochowskich się radują, a barwa słów jego - muzykowaniem Starokróla. Nosi się on na granatowo, a we włosach jego płonie błękitny płomień, beret zaś zrobili mu Mędrki z papieru. Wszechtatko mianował go swoim dworskim karłem, rządcą półświatka Mocarzy, pierwszaków i wtórniaków, takoż i ich największym bodyguardem przed bezczelnością Mocowstaja. U lewego boku Starokróla żyje sobie królewna Gwiazdynia, zwana w slangu Szarasów Elberetą, księżniczką Mocarzy, która urobiła gwiazdki. Parkę tę okalają liczne hufce straszydeł.
Wodnik to stary kawaler, jednak nie posiadający kawalerki w Mocniewie - łazikuje po tej krainie tylko , gdy trza np. odbywa się tam jakaś konferencja plenarna Mocarzy. Odkąd istnieje Ardziemia, Wodnik mieszka sobie na luksusowej wyspie na Zewnętrznooceanie i tam po dziś dzień mieszka. Stąd nadzoruje wszystkimi falami, przypływami i odpływami, i dopływami i wpływami, biegiem rzek; dba, aby źródła produkowały komercyjną wodę, aby rosa i deszcze skrapiały wszystkie państwa pod niebieskim niebem. W zanurzeniu wypaca mózg nad wspaniałą i straszną muzyką, a takowej pogłos przeciska się wszystkimi żyłkami świata, czy to aortą, czy też nie, bo szeroka jest tętnica, gdy tryska z niej krew w blasku słońca, lecz naczynie włosowate początek swój bierze w bezdennym sercu mieszkańców Ardziemi. Zwlekacze czczą Wodnika jako swojego nauczyciela, takoż ich muzykowanie wyraża jednocześnie smutek i stres. Razem z Wodnikiem zeszedł na Ardziemię Ulumurorób i sporządził dla swego pana rożek, którego kociej muzyki niczyje bębenki nie mogą wytrzymać, jeśli ją raz usłyszał - pękają. Oprócz wielu innych dusz służbuje Wodnikowi dwoje Małomocarzy, Sztormniak i Falka, którzy to rządzą falami, ich dyfrakcją i interferencją i ruchami Wewnętrznomórz. Dziękując Wodnikowi, dzięki jego wstawiennictwu nawet w cieniu Mocowstaja życie krążyło mistycznymi żyłkami, tak że Ardziemia nie umarła. Wodnik nasłuchiwał głosu każdego żyjątka, które zabłąkało się w ciemnotę czy też oddaliło od świateł swych pasterzy; nigdy też nie opuścił Środkoziemu, nie przestał się frasować się wszystkim, co się tam później zadziało, o katastrofy czy o zmiany, i będzie się martwił o to zawsze, aż do Bitwej Bitwy. Owocodajka także w tych czasach ciemnoty nie chciała się całkiem wyrzec pamięci o Zewnątrzkrajach, bo wszystko, co rośnie fototropicznie, jest za drogie jej sercu, i kłuło ją, że Mocowstaj skazi trucizną życie, przez nią posiane w Środkoziemie. Takoż więc porzucała dom Ziemniaka i kwitnące lasy Mocniewa i spieszyła do Środkoziemu, aby dodawać Ziemniakowi rogi zadane przez Nieprzyjaźnika. Po powrocie zaś między Mocarzów nalegała, żeby Tolkien wrócił do początkowego zamysłu dzieci Mocarzy oraz aby podjęli walkę ze złymi siłami, które koniecznie trzeba pokonać, zanim przyjdą na Światynię Pierwotniaki.

Śródziemiak, nieustraszony niszczyciel potworniaków, takżeż pędził czasem w ciemne lasy, gdzie nie wynaleziono żarówek; wielkim był Ci on łucznikiem, zaprzęgniętym w łuk i włócznię, badał więc i mordował straszydła i niegrzeczne stworki pod władaniem mości Mocowstaja. Jeździł on sobie Rżaczem, Arabem, który świecił jakoż żelazo pośród ciemni. Nierozbudzona Ardziemia pękała pod złociennymi stopami Rżacza, a głos potężniastego rożka Śródziemiaka, Mocarogu, roznosił się w półświetle świata nad polami Ardziemi, wzgórza brzmiewały tedy pogłosem tej muzy, złe ciemnoty zmykały przede nią, a Mocowstaj dygał się tedy we włościach swych, Utrumnie ze strachu przed furią wielgaśnego Mocarza. Wżdy jednak odchody Rżacza po przejażdżce Śródziemniaka zdążyły ostygnąć, wszędobylscy słudzy Mocowstaja znowóż się skupiali, a ciemnoty i dwulicowość omamiały z powrotem caluśną Krainę.

Toż to już wszystko, co trza waćpaństwu wiedzieć o sprawkach Ardziemi i jej włodarzy u wschodu czasu, nim ten świat ubrał się w taki kostium, jaki ujrzały Erudziatki. Wcześniaki takoż i Wtórniaki są Erudziatkami, Świętoszki zaś, nie pojmując pełnież tematu śpiewki, którym ubarwił Tatko Wielką Śpiewkę o tych stworzonkach, nie śmieli wżdy nic im własnowolnie dać. Toteż Wielkomocarze są do nich raczej pradziadkami i wujkami niż włodarzami. Jeśliż Pierwszaki czy Dwojaki nie myśleli się poddać zachciankom Świętoszków, a takowi, powodowani cokolwiek nienajgorszymi popędami, chcieli wywołać presję, rzadkoż wynikowało się z takowych uczynków coś nie niedobrego. Świętoszki zaprawdę powiadając mieli na pieńku z Pierwotniakami, za wstawiennictwem Wszechtatki bardziejeż z pomyślenia do nich upodobniającymi się, choć nie bardziej silnymi i majestatycznymi. Wtórnym zaś zadał Tatko wiele suwenirów.
Dochodzą nas słuchy, iż po ucieczce Mocarzów zapadło kłopotliwe milczenie, a Wszechtatek przeze długaśny milennium był opuszczony i utopiony w zamysłach. Tedy wreszcie wyrzekł: "Takoż wielbię Ardziemię, któraż ma być M100 Gadatków i Wtórnych, modelkami ze wszystkich ziemian będą Gadatki; wżdy oni to wynajdą i bytem uczynią więcej piykna aniżeli inne moje Erudzieci; tak i oni też zaznają najwielgachniejszego radowania się. Kiedy Dwojasom przypadnie całkiem new suwenir ode mnie". Chuchnął tedy w mózgi człeków nostalgię poza grań świata i nie dającą się uradować tym, co na nim możemy wyznaleźć; dał on Ci też ludzikom moc urabiania - wśród potęgi i przypadłości światowej - własnego życia nieubezwłasnowolniony jak i nie pokierowany przeze Święcone Karaoke, które zaznacza troszki losy wszystkich jakchśtam istotek i bytów; poczynania ludzików, ich uczynki i savoir-vivre urobi w ostateczności świat, aż się wypełni wszystkość do końca i w każdym najdrobniejszym nawet ogóle i w szczególe.
Wszechtatko pojmował, aże Następniacy, żyjąc wśróde różniastych i niezgodnych ze sobą potęg świata, częstokroć błądzić będą i nie zawszeć wyużyją suwenirów swych zgodnie z prawami harmonijki, lecz rzekł: " Dyć Ci takożże w czasie im wywróżonym przekonają się, żeć cokolwiek uczynią, potoczy się to koniec końcó ino na chwalenie mego arcyczynu". Pierwszaki wszakżeż sądzą, że Drugasy przyczyniają wielekroć zmarszczek na czole Starokrólowi, któryć to najlepiej pojął zamysły Tatki; Pierwotniakom aliści wydaje się, iż plemię człowiecze bliższe jest do Chwalnika aniżeli do Świętoszków, wżdy Mocowstaj zawszeć trząsł nogami do Drugasów i nie cierpił ich, nawet takowych, co jęli mu służyć.
Z suwenirem hippisu łączy się drugi, w którym rozchodzi się o to, że dziatki człeka przez krótki jeno czas radują swoją osobę życiem na świecie i są z nim na krótkić czas związane; uciekają z niego, lecz Pierwszaki nie pojęli dotąd dokąd. Co ciekawe, inaczej niż ludziki, Pierwszaki mają rozkaz pozostać aż do końca łez na swych stanowiskach ziemskich, a ich miłowanie Ardziemi i całkowego świata jest jakżeż bardziej wyłączona i mocniejsza, a takoże, miarowo jak wieki przepływają, barwi się coraz głębszym błękitnym smutkiem. Pierwszaczki bowiem nie zemrą, dopóty świat ten nie zemrze, chybaż że któryś zostanie zabitym lub zwiędnie ze smutku jak Aż Dwa Drzewa Mocniewa (obuś tym rodzajnikom pozorniastej śmierci plemiono to podlega; millenium nie odbiera im sił, ale mogą toć oni odczuwać nudę po dziesięciu tysiącach stutysiącleci ich marnej egzystencji; umarłe Pierwszaki porywa Duchacz do swoich Dworków w Mocniewie, skąd mogą, jeślić tylko takąż ochotę jęli będą wyrazić, kiedyś powrócić. Ależ syny człowiecze wymierają prawdziwie i uciekają ze świata; dlategóż wszędy, gdziekolwiek na nim mieszkają, nazywani są Gośćmi w Dom albo Przypadkowymi Przechodniami z Ulicy. Śmierć jest ich nieuchronniastym losem, suwenirem, któregoż nawet Silni znudzeni ciążą tysiącleci mogliby imże pozazdrościć. Aleć Mocowstaj zmieszał z ciemnotą i zatruł swoją cykutą tenże dar Wszechtatki, dobroć przeczarował w złość, ać nadzieję wenże lękliwość. Kędy wszakże w Mocarzowie Mocarze szepnęli newsem Pierwotniakom, że ludziki włączą falę na Drugą Śpiewkę Świętoszków; Wszechtatko wszakże jednak nigdy nie potwierdził, czy to z ich szeptów(ań) i ich zamierzeń będzie się działo po końcu Świata z Pierwszakami, i tej tajemnicy Mocowstajowi nie udało się przeniknąć przez Dźwierze Nocnika.




To tyle, możesz już zamknąć to okno...


Strona Główna      
Z Ostatniej Chwili      
Kącik Poezji      
Teatrzyk      
Opowiadania      
Galera      
Sklepik      
Forum Romanum      
Goście Adiemusa      
Linki      
Rozbrykany Balrog      
Lista mailingowa      






Książka Skarg i Wniosków      



Ta witrynka nie wysyla
cookies. Jeżeli lubisz je
kolekcjonować, kliknij
prawym klawiszem na
poniższe ciasteczka
i zapisz je sobie
gdzieś na dysku.

bardzo lekkostrawne, tylko 8kB

Podoba Ci się
na mojej stronce?
Klikaj śmiało!
TOLKIEN toplista