Powrót króla – edycja specjalna,
skrócona i bezlitośnie sparodiowana.
(fragmenty)
Armie Zachodu nadciągnęły pod Czarną Bramę i zatrzymały się,
samorzutnie tworząc idealny krąg. Aragorn, Gandalf i Legolas z Gimlim
podjechali konno do przodu, pod same wrota. Gandalf podniósł rękę i
ostro zastukał. Metal zadźwięczał głucho.
– Chyba nikogo nie ma – odezwał się Aragorn zanim jeszcze pukanie
ucichło. – Wracamy.
Nagle z bramy wysunęło się coś okrągłego na wysięgniku, obróciło w
prawo, w lewo i zaskrzeczało:
– Nee chubba no booda!
– Że co? – spytał szeptem Gimli Legolasa.
– To chyba znaczy, że chcą pertraktować – ucieszył się Gandalf. W tej
samej chwili rozległ się szczęk źle naoliwionych zawiasów i wrota
powoli, złowieszczo otworzyły się, ukazując ciągnącą się po horyzont
armię orków.
– Ups – podsumował Gandalf, pospiesznie zawracając wierzchowca. Dowódcy
pomknęli z powrotem do swojego wojska, jednak ze zdziwieniem ujrzeli,
że legiony Mordoru chwilowo nie atakują. Widniejące daleko, a
jednocześnie dziwnie blisko Oko na przypominającej szypułkę wieży
obracało się miarowo, omiatając równinę snopem światła, nie wiadomo
skąd generowanym.
Dwóch rosłych orków wybiegło truchtem przed bramę, dźwigając ogromnych
rozmiarów kolumny głośnikowe. Ustawili starannie jedną z lewej, drugą z
prawej strony wejścia i truchcikiem odbiegli.
– A-ra-gorn... – rozległ się
spotęgowany przez wzmacniacze szept Oka. – E-les-sar...
Aragorn poczerwieniał pod zarostem. Nie cierpiał, kiedy nazywano go tą
starą ksywką z podstawówki.
– Za Froda! – krzyknął dla niepoznaki i ruszył do ataku, bojąc się, że
Oko zdradzi jeszcze inne jego dawne przezwiska.
Gdyby ktoś (przykładowo, Gwaihir) obserwował w tym momencie pole walki
z góry, zobaczyłby, że koło tworzone przez Armie Zachodu zmieniło
kształt, układając się w słowo ALE, następnie MAMY i w końcu PRZESR,
które jednak przed ostatecznym uformowaniem rozmyło się w wirze bitwy.
***
Mniej więcej w tym samym czasie niewidzialny Frodo walczył z Gollumem
na absurdalnie wysuniętym klifie nad strugami roztopionej lawy. Sam
ujrzał, że wirujący w powietrzu ze skrzyżowanymi nogami Gollum podnosi
ręce do twarzy i coś odgryza.
– NIEEEeeee!!! – zawył Frodo, materializując się na ziemi w pozycji
klęczącej. Prawą ręką ściskał lewą, ociekającą (nader umiarkowanie)
krwią. – Tylko nie środkowy!!! Co ja teraz będę pokazywał kierowcom?!?
***
Bitwa wydawała się przegrana. Ryki orków i trolli mieszały się z jękami
rannych. Wtem Gandalf bardziej poczuł niż zobaczył, że coś mu trzepocze
koło nosa. Machnął ręką.
– Ups – stwierdził, kiedy srebrzystobiała ćma rozmazała mu się po
płaszczu. A potem spojrzał w górę. Gwaihir z kumplami właśnie sprawiali
Nazgulom tęgie lanie na ich własnym podwórku.
– Widziałem oooorła cień!... –
radośnie zaintonował Merry, wyrzucając ręce do góry. W tej samej chwili
cios laską w żołądek odebrał mu dech.
***
Frodo leżał na brzuchu na krawędzi skały i smętnie wpatrywał się w
sunącą w dole rzekę lawy, w której przepadł Gollum wraz z Pierścieniem.
– Panie Frodo, lepiej już sobie chodźmy – Sam ostrożnie pociągnął go za
rękaw.
– Mhm – Frodo nawet nie odwrócił głowy. Wierny sługa usłyszał, jak
mruczy pod nosem: „...a taki był piękny... gładziutki...” i z wysiłkiem
odgonił od siebie pytanie, którego właściwie z zatoniętych jego pan ma
na myśli.
– Panie Frodo, uciekajmy – spróbował znów. – Lawa przybiera.
– Mhm.
– Wulkan zaraz wybuchnie.
– Mhm.
– Pomost się zaczyna walić.
– Zawsze tak jest – Frodo nie wykazał większego zainteresowania.
– Wynośmy się stąd!!! – wrzasnął Sam, złapał swego pana za kostkę i
wywlókł na zewnątrz. Tuż za nimi chlusnęła pierwsza struga lawy.
***
Oko Saurona łypało w panice na wszystkie strony, kiedy fundamenty jego
wieży zaczęły się kruszyć, a sama wieża przechylać. Kiedy osiągnęła
około 70 stopni odchylenia od pionu, sypiąc iskrami trzasnęły kable
zasilające i hologram Oka zgasł. Później wielu świadków zaklinało się,
że na sekundę przed jego zniknięciem dał się słyszeć upiorny głos:
„Który z was, orcze syny, okantował mnie na cemencie?!?...”
***
Frodo i Sam tkwili na zboczu Orodruiny na niedużej skale, otoczonej
spływającą leniwie lawą. Frodo leżał na plecach i gapił się w
rozwiewane przez wiatr chmury. Sam kamieniami puszczał kaczki na lawie.
Frodo westchnął i przekręcił się na brzuch. Zaczynał mieć tego dosyć.
– Kiedy wreszcie po nas przylecą?...
***
Na pobojowisku Gandalf wykłócał się zajadle z Gwaihirem.
– Nie więcej niż jedna misja ratunkowa dziennie! – zaskwirzył orzeł. –
Inaczej są straszne problemy ze związkami zawodowymi.
– Oj, daj spokój, może da się do jakoś załatwić – Gandalf z tajemniczą
miną pogrzebał w kieszeni szaty.
– Próba przekupstwa? – syknął Gwaihir, przestępując z jednej
pazurzastej łapy na drugą. – Nic z tego, staruszku!
– A więc nie zgadzasz się na przekupstwo? – rozległ się nagle dźwięczny
głos elfa.
–Nie!
Legolas naciągnął cięciwę.
– A co powiesz na małe zastraszenie?
***
Froda obudziło słońce świecące mu w oczy. Leżał w wygodnym łóżku, w
czystej pościeli i patrzył prosto w twarz czarodzieja siedzącego u
wezgłowia. Gandalf obrzucił go uważnym spojrzeniem, po czym nagle
zaczął śmiać się coraz głośniej, bez żadnej widocznej przyczyny. Frodo
przez chwilę patrzył na niego niepewnie, po czym sam parsknął śmiechem.
Kiedy zabrakło mu tchu, urwał i zapytał:
– Śmiejesz się ze szczęścia, że wszystko dobrze się skończyło, prawda,
Gandalfie?
– Nie – czarodziej aż się zatoczył, ocierając łzy rozbawienia. – Śmieję
się dlatego, że... ha ha ha!... blizna na twojej szczęce jest z lewej
strony, a kiedy cię... uaaachachacha!!! ...ratowaliśmy, była, hi hi,
ojej, już nie mogę... z prawej!
Osłupiały Frodo odruchowo dotknął swojego policzka, ale zanim zdążył
coś powiedzieć, drzwi do komnaty otwarły się i do środka wpadli Merry z
Pippinem, wydając radosne okrzyki. Frodo rozjaśnił się na ich widok,
choć z przerażaniem stwierdził, że nagle przestał słyszeć, co mówią –
widział tylko, jak poruszają ustami. Merry i Pippin skakali po łóżku
jakby nagle przemienili się w małe hobbicięta. Uśmiechnięty Gandalf
założył ręce i z upodobaniem patrzył na tę uroczą scenę.
Po chwili do pokoju wszedł bardzo zadowolony z siebie Aragorn, a za nim
Gimli i Legolas.
„Chyba nie zamierzają się wszyscy wpakować na moje łóżko?!?”, błysnęła
Frodowi lekko spanikowana myśl. W progu pojawił się błogo uśmiechnięty
Sam. Za jego plecami tłoczyli się Bilbo, Boromir, Elrond, Galadriela,
Faramir, Theoden, Różyczka Cotton...
Śmiertelnie zdumiony Frodo dopiero po chwili zauważył, że Gandalf
oburącz trzyma ozdobną tabliczkę z napisem:
CAST (IN ORDER OF APPEARANCE).
Koniec.