Witaj na mojej stronce!

 

Adiemus:

Z NOTATEK PEREGRINA TUKA

Pamięć hobbicka - a podobno także i ludzka - zawodna jest, zaczynam zatem kreślić te notatki, aby przekazać moje przemyślenia potomności, a przy okazji dla samego siebie zachować. Uzdrowiciele i zielarze na rozkaz króla Elessara pracują wprawdzie nad preparatem mającym polepszać i przedłużać pamięć, ale nie wiadomo jeszcze, kiedy coś z tego wyniknie. Mieszają wyciągi z simbelmyne, czyli niezapominki, z athelasem i innymi ziółkami. Lek ma się nazywać Rycynus... albo Recytynus czy Lecytynus... A niech to troll kopnie, nie pamiętam. Nieważne zresztą, bo na razie nic oprócz nazwy nie działa. Sama nalewka ma smak paskudny. Wiem, bo próbowałem ze trzech ekstraktów. Poprawy pamięci nie dało się zauważyć, biegałem za to do wygódki do siedmiu razy na dzień, co nie jest raczej normą dla przyzwoitego hobbita. Nie dam się już namówić do uczestnictwa w tych eksperymentach, poczekam aż w Domach Uzdrowień pokaże się wypróbowany Recytynus. Ale nie o tym miałem pisać.

Wszystko zaczęło się od tego, że w rocznicę odpłynięcia Froda i Bilba przyśnił mi się Admirał Thrawn. W tym śnie długo mi coś wyjaśniał, ale zapamiętałem tylko tyle, że należy badać sztukę przeciwników, po to, żeby lepiej ich poznać, a przez to lepiej z nimi walczyć.
Pytałem potem króla Elessara, kto to był ten admirał Thrawn i w jakim celu pomalował się na niebiesko. Niestety, wiele z wiedzy Numenoru zatonęło w Upadku i Obieżyświat nie potrafił nic o rzeczonym admirale opowiedzieć, nawet tego, czy był Numenorejczykiem. Królowa Undomiel, chociaż żyje już na tym świecie prawie 3 tysiące lat, również nie pamiętała nikogo o takim nazwisku wśród żeglarzy elfów. Wyraziła jedynie ubolewanie, że nie zadałem tego pytania, zanim Elrond i Erestor odpłynęli za Morze. Chyba podam jej ten Rycynus, jak już będzie gotowy.
Admirał Thrawn przyśnił mi się jeszcze później kilka razy, ale nic już nie tłumaczył, patrzył tylko na mnie dziwnymi, czerwonymi oczami. Z wyraźnym wyrzutem. Przestał mnie nawiedzać dopiero, gdy od króla Elessara uzyskałem zgodę na udział w akcji porządkowania Mordoru prowadzonej przez księcia Faramira. Zostałem w ten sposób pierwszym i jedynym jak dotąd hobbitem, który zwiedził miasto Barad-dur. A właściwie jego ruiny, bo Twierdza Saurona padając zniszczyła je prawie doszczętnie. Żadnej sztuki jednak tam nie znaleźliśmy. Tylko masę orkowych szabel, hełmów, tarcz i innego ekwipunku. Wziąłem sobie na pamiątkę fajny sztylet z głową trolla wyrzeźbioną na rękojeści.
Spenetrowaliśmy z Faramirem i gwardzistami kilka fortec i miasteczek, nie było w nich jednak nic godnego uwagi. Dopiero w drodze powrotnej przypomniałem sobie o forteczce orków, którą Frodo i Sam mijali idąc górami w stronę Żelaznych Wrót. Książę zgodził się nadłożyć drogi. Forteczka nad Morgai okazała się być w najlepszym stanie, to znaczy była zupełnie niezniszczona. I tam, w jednej z licznych, ciasnych komnatek, znalazłem pod łóżkiem zeszyt. Pomięty, śmierdzący i nadgryziony przez myszy, ale zapisany, mniej więcej do połowy. Wydało mi się, że na niektórych kartkach znajdują się wiersze, a więc sztuka.
Po powrocie do Minas Tirith znalazłem bibliotekarza znającego dość dobrze Czarną Mowę i kazałem je sobie przetłumaczyć. Kosztowało mnie to równowartość trzech kucyków, ale czego nie robi się dla sztuki?
Praca postępuje powoli, bo Dekomir nie jest zbyt biegły w tłumaczeniu poezji. Ale cztery fragmenty już mam:

   My Uruk-hai bojowe
   Bijemy wszystkich na głowę.
   Ostre szable w garści mamy
   I nikomu się nie damy.
   Mam solidną wielką tarczę
   I na Gondor sobie warczę.
   Nasz kapitan, chociaż niski,
   Mocno trzyma nas za pyski.
   Dyscyplina to podstawa-
   Słoma, siano, lewa, prawa!


No, to mi wygląda na typową pieśń bojową orków. Dekomir zadeklamował mi to w Czarnej Mowie, kiedy przetłumaczył. Coś podobnego Uruk-hai mruczeli w rytm kroków, kiedy nieśli nas z Meriadokiem przez stepy Rohanu.
Z następnych wierszy zostało jeszcze mniej - wszystko przez te myszy.

   Z tego, co we wodzie pływa
   I po ziemi się wałęsa
   Nie miałem ja w zębach chyba
   Jedynie elfiego mięsa...


A może i dobrze, że się nie zachowało? Niby poeta, ale jednak ork. Ciarki przeszły mnie na myśl, że w ciągu dalszym mogło coś być o mięsku hobbickim... Następny jest przyjemniejszy dla ucha. I bardziej poetycki, jak się zdaje:

   W kolczoliści chruśniaku, przed Lugburza wzrokiem
   Zapodziani po uszy, przez długie godziny
   Rozrywaliśmy ćwiartkę skradzionej koniny...
   Palce miałaś na oślep skrwawione jej sokiem.


Nieskomplikowane życie mają jednak te orki. Ukraść coś, zjeść, porąbać...
Ten fragment mnie zastanawia:

   Jestem Nazgul młody
   Nie boję się wody.
   Tam gdzie woda, to ja hyc!
   Nie boję się nic a nic.


Muszę zapytać Elessara, co sądzi o tych wierszach. W drodze do Rivendell i w domu Elronda udowodnił, że na poezji się zna (chociaż jest królem).
Dekomir za równowartość kolejnych czterech kucyków zgodził się przetłumaczyć całą treść zeszytu. Mam wrażenie, że chyba jest tym zainteresowany. Na pewno ciekawsze zajęcie, niż katalogowanie starych aktów własności, co jest w archiwach Minas Tirith jego podstawowym, jako młodszego bibliotekarza, obowiązkiem.
Przypomniałem sobie, że Admirał Thrawn śnił mi się, kiedy do kolacji piłem półwytrawne Lossarnach. Nie smakuje mi to wino (nie ma to jak piwo ze Wschodniej Ćwiartki), ale się poświęcę. Może admirał wyjaśni mi tym razem, jak interpretować orkową poezję.
A Dekomirowi też dam Lecytynusa. Może nie będzie się tak długo nad każdym słowem zastanawiał...

c.d.n.




Powrót

Strona Główna      
Z Ostatniej Chwili      
Kącik Poezji      
Teatrzyk      
Opowiadania      
Galera      
Sklepik      
Forum Romanum      
Goście Adiemusa      
Linki      
Rozbrykany Balrog      
Lista mailingowa      






Książka Skarg i Wniosków      



Ta witrynka nie wysyla
cookies. Jeżeli lubisz je
kolekcjonować, kliknij
prawym klawiszem na
poniższe ciasteczka
i zapisz je sobie
gdzieś na dysku.

bardzo lekkostrawne, tylko 8kB

Podoba Ci się
na mojej stronce?
Klikaj śmiało!
TOLKIEN toplista