Neratin&Okon: the Lords of the Rings_Reloaded.
Dushgoi-Baraddur call trans opt: received.
22-09-3018 21:24:18 REC:Log>
-Już jestem w środku. Jakieś wieści?
-Wyszedł z norki o 12.23. Późno, jak na niego. Potem pił piwo w gospodzie... razem z kumplami podrywał kelnerkę, Rosie-Trzy-Razy.
-Eeech... pasjonujące.
-Myślisz, że to on?
-Sama nie wiem...
-Spędzasz tu ostatnio dużo czasu. Lubisz go podpatrywać?
-Pieprz się... zaraz, co to? Masz zapalenie spojówki lewego oka? Strasznie spuchnięte i czerwone, ta wywinięta powieka... Czy ten palantir jest bezpieczny?
-Tak, wyluzuj... to co, bierzemy go?
***
Niebo nad Breeton miało kolor niedogotowanego kartofla. Wsród młodziaków krążyl Bill Ferny, rozprowadzając fajkowe ziele, fałszowane pokrzywami. "To wcale nie jest tak, że zażywam grzybki", tłumaczył się Barney, "po prostu moje ciało cierpi chroniczny niedobór pieczarek". To był głos z Śródziemia i greps z Śródziemia. W ciemnych zaułkach ludzie, duzi i mali, jak zwykle prowadzili swoje ciemne interesy. Ale tej paskudnej nocy im przeszkodzono.
Nagle przed odrapanym budynkiem, zwanym przez miejscowych dealerów 'Pracing Pony' - od produkowanego tam, wyjątkowo kopiącego towaru, pojawiły się groźne postacie. Okute żelazem wojskowe buty, czarne kolczugi ochronne, krzywe szable i paskudne fizjonomie jednoznacznie wskazywały na pluton standardowo wyekwipowanych Orków. A jakby ktoś miał wątpliwości, z miejsca rozwiałyby je naramienne naszywki Oka Bez Powiek i częstotliwość pojawiania się wulgaryzmów w wypowiedzi przeciętnego członka oddziału. Orkowie w kilka sekund zabezpieczyli wejście, przepędzając meneli i prostytutki, po czym zniknęli w środku. Stojący na chodniku brodacz, od dłuższego czasu usiłujący trafić w usta szyjką butelki CPA, nie zdążył nawet beknąć.
Stojący w bramie przeciwległej kamienicy sgt. Muzgash przyglądał się temu ze znudzeniem. Kolejna rutynowa akcja - kolejny upupiony terrorysta. A w zasadzie terrorys...
Rozmyślania przerwał mu stuk kopyt. Odwrócił się - trzej faceci w czerni właśnie zsiadali z koni. Rozległ się przenikliwy syk.
- Sierżancie?
- Skai. - Muzgash zaklął wrednie. Najwyższy z przybyszów ruszył w jego kierunku.
- Przecież otrzymaliście wyraźne rozkazy, sierżancie...
Muzgash usiłował zogniskowac wzrok tam, gdzie powinna znajdować się twarz Czarnego - ale w ciemności kaptura nie mógł nic dostrzec. Okulary przeciwsłoneczne?
- Hej, ja tylko robię swoje... a te rozkazy możecie sobie wsadzić u búrzronk.
- To dla waszego bezpieczeństwa - głos Czarnego zdawał się dochodzić z nieskończonej odległości, mimo że przecież nachylał się nad niższym o głowę Muzgashem. Ork skulił się, gdy owionął go Dech Ciemności. Gdy rozwiał się smród, a sierżant odzyskał przytomność, uboższy o trzysta milionów końcówek neuronów organoleptycznych, Czarny był już w drodze do drzwi 'Pracing Pony'.
- To tylko jedna elfka. Wyslałem tam pluton moich najlepszych Uruk-hai...
- Nie, sierżancie. Twoi Uruk-hai... - Czarny zatrzymał się na sekundę i odwrócił. Zza okularów błysnęły czerwone, niczym pulsujące LEDy, oczy. Muzgash uświadomił sobie, że Czarny się uśmiecha. -... są już martwi.
***
Arwenity uspokoiła oddech. Wokół leżeli orkowie - w różnym stanie i w różnych kawałkach. Oblizała miecz i podeszła do leżącej na blacie stolika czarnej kuli.
- Gandalfus, namierzyli mnie. A przecież mówiłam wam, byście lepiej pilnowali tych kamieni. Ta impreza na jachcie w Forochel nie była dobrym pomysłem... Co robić?
- Uspokój się i przestań marudzić. Słuchaj: tutaj nie możesz wyjsc z Middleearthixa. Zaułek przy Południowej Bramie. Uważaj, idą po ciebie Nazgule.
- O żesz cholera. Ilu?
- Trzech. Idź już, Arwenity.
Wyszła na korytarz. Schodami po przeciwnej stronie własnie wchodzili orkowie, a pomiędzy nimi coś jeszcze. Arwenity znów zaklęła i zaczęła biec. Skręciła w lewo, po czym zrzucila z półki palącą się lampę. Kilka sekund później w głębi korytarza rozległo się głośne >pierdut<, gdy Nazgul uderzył w niewidoczną w ciemności belkę stropową. Przeklęte przepisy o asymilacji mniejszości wertykalnie pokonanych.
- Mamy ją, stąd nie ucieknie, to trzecie piętro! - Arwenity na chwilę przestała szarpać się z okiennicą i odwróciła się. Orki były już blisko. Gdy zniecierpliwiona rozcięła kłódkę swoim Hadhafangiem i wyskoczyła, zewsząd rozległo się chóralne:
- To niemożliwe!
Elfka zwinnie wylądowala na grzbiecie zaparkowanego na tyłach 'Pracing Pony' konia, nieznacznie się tylko krzywiąc. I tak nie chciała mieć dzieci.
***
W 'Zielonym Smoku' jak zwykle była impreza. Hobbici dawali czadu - tak ostrej hopki-galopki Frodo jeszcze nie słyszał. Stał oparty o scianę, przyglądając się bawiącym. Ciągle zastanawiał się nad znaczeniem dziwnych słów, które znalazł rano wydrapane na zielonych drzwiach swojej norki. Podążaj za 'Białym Królikiem'. Może miał zrobić z niego potrawkę?
- Ai Frodo, im Arwenity... - usłyszał wyszeptane namiętnie do ucha słowa. Gdy odwrócił się, spojrzał prosto w oczy - te duże, niebieskie - ubranej w lateksowy kostiumik elfki.
- Arwenity? Jejku, ta Arwenity? Arwenity-z-Mieczem-który-robi-Tchak?
- Yalu. Sein san aeg.
- Err-u.
- Man?
- Myślałem... myślałem że jesteś człowiekiem.
- Edainlin nautha, Perian. Lasto beth daer... Teiliathag ah nin?
Hobbit przełknął ślinę. I nagle, ze zdumieniem usłyszał z własnych ust takie słlowa, jakby jego słabiutkim głosem ktoś inny wyrażał swoją wolę.
- No, w porzo siostro, już idę.
Tak przynajmniej tłumaczył się na rozprawie alimentacyjnej dziewięć miesięcy później.
***
- Jak więc pan widzi, mieliśmy Oko na pana już od dłuższego czasu... panie Baggins.
Adresat tej wypowiedzi właśnie usiłował przy pomocy swej niezwykłej siły woli zmusić do współpracy kilka oddzielonych od siebie części mózgu. Nie chciały. Usiłował przypomnieć sobie dzisiejszą datę... nic z tego. Pamiętał tylko czyjś głos mówiący z rozbawieniem "no mówię wam, że ten mały nie wypije pinty Morgulskiego Sztyletu". A potem obudził się w tym miejscu.
Komnata przesłuchań numer 1244 w Dol Guldur była mała i ciemna. Wódz siedział na składanym krzesełku, dwóch jego podkomendnych stało za nim, trzymając w widmowych dłoniach sterty papierów. Kilka z nich wcześniej wylądowało na stoliku przed Wodzem, tak że ten miał teraz zajęcie. Ostentacyjnie powoli przewracał pergaminowe karty, jakby widział je po raz pierwszy. Co było oczywistą nieprawdą. Frodo zrobił zeza i drżącym głosem powiedział:
- Nie umiem czytać... do góry nogami. O co jestem oskarżony?
- Wygląda na to, panie Baggins...- Wódz co i raz powtarzał nazwisko Froda. O co mu chodzi, zastanawiał się hobbit, czyżby wujaszek Bilbo nie powiedział mi wszystkiego o sobie? - Że prowadzi pan podwójne życie. W jednym z nich... nazywa się pan Frodo Brandybuck-Baggins, spokojny, szanowany obywatel Shire'u. Ma pan swoją norkę, co rok odprowadza podatki do Michel Delving... a nawet... - Wódz zrobił efektowną pauzę - pomaga pan swemu ogrodnikowi strzyc trawę.
Poślinił pazurzastego palca i przewrócił stronę. Tak jakby cokolwiek widział przez ciemne okulary.
- W drugim, nocnym życiu nosi pan ksywę Underhill... Przyjaciel Elfek, znaczy się Elfów, huh? Popełnił pan więcej przestępstw obyczajowych, niż zawiera scenariusz przeciętnego pornosa.
- To pornosy mają scenariusz? - zapytał zdezorientowany Frodo.
- Tak. Ale to tajemnica panstwowa. O niczym nie słyszałes. - groźnie mruknął Drugi Po Wodzu.
Wódz zniecierpliwony zamknął księgę.
- Jedna z tych dróg ma przyszłość. To znaczy, nie powiem, krótką, żałosną i bezsensowną, ale jednak przyszłość. Druga nie.
Wódz starał się wyraźnie być miłym i przyjaznym. W geście dobrej woli zrzucił kaptur i oto ukazały się czarne okulary, nie było jednak pod nimi widzialnej głowy. Niezła sztuczka. Zza szkieł błyskały wesoło czerwone punkciki, a z niewidzialnych ust dobył się dobrotliwy głos:
- Będę z panem całkowicie, bezgranicznie szczery. Jest pan tu, bo potrzebujemy pana pomocy.
- Czego ode mnie chcecie?
- Musi nam pan pomóc... Wiemy, że ktoś wyskrobał na drzwiach pana mieszkania pewien symbol... Gandalfus. Niebezpieczny terrorysta. Chcemy go schwytać.
- Ja dam wam palec - Frodo pokazał Nazgulowi MF - a wy mi pozwolicie skorzystać z pieprzonego gołębia pocztowego.
- Palec, panie Baggins? - to zadziwiające, jak Wódz potrafił modulować dźwięk nie posiadając zębów, języka i strun głosowych. Teraz w głosie słychać było rozczarowanie. - To da sie zrobić. Przyprowadźcie Golluma.
***
Frodo obudził się w swoim lóżeczku w Bag End. Przez dłuższą chwilę nerwowo ssał palca, po czym obejrzał go jeszcze raz. Dzięki niech będa Eru, wszystko na swoim miejscu. Pierścień też. Co za pojebany sen...
Nagle rozległo się pukanie. Puk-puk, trach-trach, bum-bum słychać było raz po raz, kiedy Frodo szukał spodni. Ustało, gdy biegł do sieni. I zanim jeszcze rozbrzmiało echo gromkiego "banzai", zielone drzwi Bag End wyleciały z zawiasów, o włos chybiły rozpłaszczonego na ścianie hobbita, i wyleciały po drugiej stronie Pagórka. Na progu stał wysoki starzec. Oburącz trzymał laskę.
- Sorry, nie lubię czekać. Jestem Gandalfus. Przyszedłem wskazać ci drogę.
Hobbit gapił się na niego z otwartymi ustami, niezdolny do wykrztuszenia słowa.
- No, dalej, kurduplu. Wychodź! - Gandalfus zręcznie uderzył go laską w kostkę. - Pamietasz co zwykł powtarzać twój wujaszek? "Trafisz na gościniec i jeżeli nie powstrzymasz swoich nóg, ani nie spostrzeżesz, kiedy cię poniosą"? Widzisz ten gościniec?
Frodo patrzył przez sekundę z przerażeniem na szaleńca, ale nawiązanie kontaktu wzrokowego uniemożliwiały krzaczaste brwi tamtego. Niepewnie wychrypiał:
- Dobra, dobra, widzę, o co ci...!
Poczuł między żebrami twarde drewno. Na drugim końcu drąga Gandalfus uśmiechnął się.
- No to zapieprzaj.
***
Wódz pstryknął palcami, oczywiście metaforycznie. W końcu nauczył się wykonywania tej sztuczki bez ohydnego trzasku spróchniałych, tysiącletnich paliczków.
- Garçon! Jeszcze wina.
Kelnerka była wyraźnie wkurzona. Dobrze znała tych magików: pod koniec libacji wszyscy zakładają czapki niewidki i nie ma komu płacić. I choc tym razem jeden z gości był przynajmniej materialny, to nie wyglądał na zbyt majętnego.
Właśnie zżerał kurczaka. Srebrne sztućce gdzieś zniknęły - gość najwyraźniej wolał swoje własne, ulubione utensylium, które wyjął spod płaszcza. Cholerny złamas. Może też się goli przy jego pomocy? Chociaż sądząc po stanie jego zarostu...
- Eeeech... - jeknął z rozkoszą Stripher. - Wiem, że gdy zjem tego ptaka, zaszkodzi mi, bom nieprzyzwyczajony do takiego żarcia. Wiesz o czym przekonałem się walcząc przez te całe lata przeciwko Sauronowi? Dla wojownika sraczka potrafi być prawdziwym przekleństwem i...
Wódz usiłował przybrać wyraz twarzy osoby, która słucha i rozumie swojego rozmówcę. Potem spróbował przybrać jakikolwiek wyraz twarzy. Bezskutecznie. Wreszcie zrezygnowany skapitulował i zdjął okulary. Stripher natychmiast pochylił się nad nimi i uśmiechając się do swojego odbicia kontynuował monolog.
Po dwóch minutach Nazgul uznał, że może się wtrącić.
- Więc, panie Areagan, umowa stoi?
Stripher przerwał konwersację z okularami, w której osiągnął już pewne postępy.
- Tak. Ale nie chcę niczego pamiętać. Niczego, rozumiesz? I chcę być kimś... ważnym. Może królem?
- Co pan tylko chce. W zamian... poddasz nam... wymiary Arwenity.
Stripher zbladł. A może to zaczęły się dolegliwości żołądkowe?
- Nie, mówię jeszcze raz: nie znam ich. Ale dam wam kogoś, kto je ma... - i Stripher wyłożył swój plan. Potem pobiegł do sławojki. W szkłach Wodza odbijały się wieczorne neony Wieży Czat.
***
- Jezu, to już nie mogła zamieszkać w jakimś mniej wygodnym miejscu? - Frodo gapił się ponuro na wieżę z czarnego obsydianu. - Szliśmy tutaj trzy dni i słowo daję, że jak będę musiał wlec się jeszcze na ostatnie piętro...
Gandalfus popatrzył na niego z dziwnym uśmieszkiem. Boro parsknął, ale zaraz dostał kuksańca w bok od Arwenity.
- On, nie ona. Wyrocznia jest facetem.
Stripher zarechotał.
- Ale nosi ostatnio dziwne łachy, prawda?
- Dziwactwa prezesa Rady Nadzorczej sa powszechnie znane - wzruszyła ramionami Arwenity. - Zwłaszcza od kiedy zamieszkał samotnie w tym starym biurowcu. Mówi, że ma z okien ładne widoki.
- Dość gadania, idziemy - zakomenderował Gandalfus. - Licho nie śpi, musimy się streszczać.
- Chmura unosi się nad Górą Zguby/Gandalfus przybywa do Orthancu/z kumplami. - na schodkach, trzymając się oburącz za brodę, chwiał się wysoki, łysy staruch - niezłe, co?
- S R Mann... wolałem cię w bieli.
- To się spierze - Mann pokazał wielobarwne plamy na swoim płaszczu - i nie chcesz wiedzieć, z czego to.
- Domyślam się - Gandalfus bezceremonialnie minął lokatora wieży i wszedł do środka. Za nim niepewnie ruszyła reszta - starość nie radość.
Boro zajął pozycję na górnej kondygnacji, Arwenity ze Stripherem pilnowali drzwi. Gandalfus, Frodo i Mann zniknęli w końcu korytarza. Znajdował się tam gabinet prezesa. Centralne miejsce zajmował ogromny, mahoniowy fotel, który zresztą Mann natychmiast zajął.
- Cóż cię sprowadza w moje skromne progi?
Gandalfus milczał przez chwilę.
- Znaleźliśmy Go.
- Kogo?
- Niziołka z przepowiedni. To Frodo z Shire...
Frodo wzdrygnął się, gdy Mann bez słowa lustrował go spojrzeniem orlich oczu.
- Shire, powiadasz - szyderczo uśmiechnął się S R - a więc to zielsko, które palisz, naprawdę wysmażyło ci mózg, stary palancie...
- A propos. Co piłeś zanim tu wpadłem, i czy masz tego więcej?
- Classic Płońsk Apperitif. - Mann pogrzebał w tajnej skrytce pod biurkiem - pędzą go na dalekim wschodzie. Podobno Easterlingowie zatruwają nim groty strzał... mały pije?
- Lepiej nie. Jest jeszcze przed szkoleniem... - Gandalfus mrugnął do Manna, i schował trzeci kieliszek - zresztą, Eru trojcu nie lubit'.
Ze środka wieży nie widać było zachodu słońca, a czas płynął szybko i mile.
- Za stare, dobre czasy - prezes walczył z napięciem powierzchniowym, usiłując wytrząsnąć z butelki ostatnie krople wina - za naszą grzeszną młodość...
- S R, rób co do ciebie należy... zbadaj Frodo. - Gandalfus wyraźnie nie był w nastroju wspominkowym. A może nie chciał, by hobbit dowiedział się czym zajmował się czarodziej zanim wykopano go do Middleearthixa?
- Dobra - wybełkotał Mann - teraz mogę wieszczyć, i to bez palantira. Podejdź do mnie, kurduplu. Nie bój się, otwórz usta...
Frodo niechętnie usłuchał wezwania.
- To on! - S R cofnął się gwałtownie - wyczuwam wielką moc!
- S R, stary przyjacielu... powiedz... pojebalo cie? - zadrwił Gandalfus, nagle jednak śmiech zamarł mu w gardle, siegnął po laskę - zaraz... to delirium!
- Delirium? - Frodo zgłupiał już doszczętnie
- To pomylka Saurona... pojawia się, kiedy coś zmienia w Ainulindalë... - Gandalfus uchylił drzwi gabinetu - chyba mamy kłopoty...
Tymczasem na dachu wieży właśnie lądował szturmowy pterodaktyl. Desantował się z niego oddział orków, niczym mrówki rozbiegające się po ciele trupa. Wódz wysyczał ostatnie komendy i naciągnął kaptur. Lata pracy wreszcie znalazły swoją kulminację: dzisiaj dorwie Gandalfusa.
Boro był pierwszy - drzwi komnaty, której pilnował, nagle pękły pod ciosami wielkich młotów. Błyskawicznie sięgnął po miecz, jednocześnie nadymając policzki, echo grania rogu jeszcze przez dobrych kilka chwil wprawiało kamienie wieży w wibracje. Ale orkowie byli kompletnie pozbawieni słuchu - co wykazali odpowiadając krótkim i dźwięcznym 'bdziąg!', które wydało dwanaście zwolnionych jednocześnie cięciw. Dwie lub trzy strzały przebiły kolczugę Boro. Ten może próbowałby walki, lecz jego ciało miało inne plany na ten wieczór... konkretnie, spływ kajakowy.
Na schodach orkom zastąpił drogę Gandalfus.
- Po... moim... trupie... - czarodziej przyjął pozycję obronną, którą tylko wprawne oko mogło odróżnić od postawy chorego na artretyzm staruszka. Wódz skinął na orków, ci szerokim łukiem ominęli przeciwnika, ruszając w pościg za uciekającymi Frodo i Arwenity.
- A więc znowu się spotykamy, panie Juggenwertz-Kolansky - Wódz powoli zdjął okularki i schował w połach płaszcza.
- Tak nazywano mnie w czasach mojej młodości na południowym-zachodzie - syknął czarodziej. - A ty kim jesteś?
- Mówią na mnie Zardoz - Wódz był wyraźnie zadowolony z dowcipu.
- Dla mnie wszyscy wyglądacie tak samo - ironizował Gandalfus - może namalowalibyście sobie na płaszczach cyferki? Number one, number two...
Nie doliczył do dziewięciu, Wódz stracił cierpliwość. Zainkantowal szesnaście wersów Zaklęcia Oślepiania i wyrzucił do przodu dłoń, rozcapierzywszy palce. Gandalfus, precyzyjnie trafiony w oczodoły, jęknął i osunął się na ziemię. Szpony Wodza nie były jednak tak do końca niematerialne - bolało jak cholera.
***
Stripher ostatni raz sprawdził ekwipunek. Czekała go długa droga: całe sześć dni jazdy przez Riddermarchię. Celem było Minas Tirith - Wódz zapewniał, że zostanie tam 'od ręki' uznany za króla. Nie bardzo rozumiał tej gadki o athelas, ale nie szkodzi... Nazgule pewnie zadbały o wszystko.
Nagle poczuł dotyk czegoś bardzo zimnego.
- A co to? Strażnik, który nie potrafi się sam strzec? - głos też był bardzo chłodny, choć znajomy.
Ciach.
***
- Chciałbym się podzielić z tobą pewną obserwacją, Gandalfusie. - Wódz rozłozył swój leżaczek naprzeciwko więźnia. Gandalfus wisiał głową w dół, tuż za krawędzią najwyższej kondygnacji Dol Guldur.
- Dokonałem tego odkrycia gdy usiłowałem zaklasyfikowac wasz gatunek. No wiesz, wierszyk 'Najpierw musisz wymienić cztery wolne szczepy...' przestał mi wystarczać. Jest jeszcze wiele pytań o kwestie społeczne czy psychologiczne tyczące się osobników pojedynczych i zbiorowych. Jak zauważyłem, ludzie są z jednej strony podatni na zawirowania osobowości, niemniej wydają się one trapić ich mocno wybiórczo, głównie pod postacią wysokiej powinnościowości i neurotycznej dumy. - Wódz wyraźnie rozpędzał się, przez okulary coraz wyraźniej przeświecały czerwone światełka - Pojawia się pytanie, czyżby pewne typy neuroz na Ardzie nie występują? Albo - dlaczego ich nie opisano? Ludzie są aż nazbyt wyraźnie postaciami jak z teatru cieni, a nie pełniej zarysowanymi osobowościami...
Gandalfus rozpaczliwie szarpał się, usiłując rozerwać pęta.
- No, staruszku, nie męcz się... twoje resentymenty sa typowe dla obrony kompulsywnej. Po prostu nie potrafisz sobie poradzić ze swoim problemem podstawowym. - Wódz wstał z leżaczka i zaczął krążyć po liniach Trzeciego Kręgu Astralnego. - Trochę jakby Berkely się kłaniał i współczesne spojrzenie kontynuatorów jego myśli...
Więzień zaśmiał się ochryple i spróbował opluć Nazgula. Oczywiście nie udało mu się, głównie z powodu haczykowatego nosa.
- To problem oralny, dotyczy w pierwszym rzędzie twojej laski. Masz z nią specyficzny, bardziej osobisty (emocjonalny, rzekłbym nawet) kontakt... nastawiony na zaspokojenie własnych potrzeb psychicznych i własnego poczucia bezpieczeństwa. Mówiąc inaczej - gdybyś był jednostką samodzielną i asertywną, nie doszłoby do tego.
- Przestań, ploseee... - cichutko wyjęczał Gandalfus.
- Chcesz o tym porozmawiać? Twoja "zewnątrzsterowność" wiąże się z ranami emocjonalnymi, a nie społecznymi, w szerokim rozumieniu oczywiście, i sfera społeczna nie przynosi ci pożądanej, skutecznej kompensacji. Zgadłem? - Wódz kucnął, pochylając się tuż nad twarzą czarodzieja. Zdjął okulary - A wiesz co jest najgorsze?
Popchnął więźnia. Głowa Gandalfusa wyznaczała pewną krzywą...
- Cholerna rzeczywistość! - Wódz był już wyraźnie rozjuszony - Okres równa się dwa pi pierwiastek z ilorazu momentu bezwładności względem osi wahań do iloczynu twojej masy, wysokości i gie... Które wynosi, jakżeby inaczej, 32 stopy na sekundę kwadrat! Mam dość tego świata, niespójnego i rozpaczliwie niekompletnego. Muszę się uwolnić... a ty mi pomożesz...
Gdy po pięciu minutach Khamul pojawił się na górze zawiadamiając o 'drobnych' kłopotach, Gandalfus usiłował popełnić samobójstwo przez połknięcie własnej brody.
- Co z nim robiłeś? - Khamul spojrzał na czarodzieja z obrzydzeniem - znowu przekonujesz kogoś do swojej teorii?
- Jeszcze tylko kilka lat badań - Wódz poruszył płaszczem symulując wzruszenie ramion - muszę tylko wyżebrać u Szefa fundusze. Wiesz, czysta nauka się nie opłaca, oficjalnie w kosztorysie zapisałem hodowlę supertrolli i innych paskud.
- Obyś tylko Ignobla nie dostał - Khamul mruknął pod nieistniejącym nosem.
- Wszystko słyszałem.
***
Stali na najniższym poziomie Dol Guldur. Po obu stronach bramy stały dwa posągi, wykute dawno temu przez przeklętego H. R. Gigera.
- Mam złe przeczucia - pokręcił głową Frodo, gdy przeszedł między nimi. Faktycznie, równocześnie rozległ się wibrujący pisk. Ork siedzący w kordegardzie opuscił czytane 'Buckland News'.
- Co do...
Głowa potoczyła się po posadzce. Zanim dołączył do niego drugi ork, rozbrzmiało bicie dzwonu alarmowego. Frodo i Arwenity ruszyli w głąb sali, której centrum biegły dwa rzędy kolumn. Zza nich wyskoczyło kilkunastu Uruk-hai.
- Nie przejdziecie!
Hobbit i elfka spojrzeli po sobie.
- Mamy przepustkę - słodko zaczęła Arwenity.
Orczy kapitan popatrzył niepewnie na kałuże krwi za plecami przybyszów.
- Trzeba było tak od razu... który poziom?
- 16C - Arwenity wyjęła zza dekoltu złożony poczwórnie świstek i podała kapitanowi. Ten wpatrywał się w niego przez całe trzy minuty. Potem skończyło mu się powietrze i upadł bez ducha na ziemię. Frodo i Arwenity ruszyli w kierunku schodów. Nikt im nie przeszkadzał, bo kolejno, według rangi, orkowie usiłowali poznać treść karteczki. A jak wiadomo, układ nerwowy orków może kontrolować tylko jedną czynność na raz.
***
Frodo właśnie wyszarpywał sztylet z bebechów ostatniego orka, gdy nagle wszystkie włosy na stopach stanęły dęba. Odwrócił się - to byl Khamul, straszny, olbrzymi, górujący nad niskim przeciwnikiem. Z głosem nabrzmiałym taką nienawiścią, że sam jego dźwięk uruchamiał autoalarmy i prowokował szczekanie psów w całym kwartale, Upiór demonstracyjnie powoli wyciągnął miecz, zanucił trzy pierwsze takty 'Eine kleine Nachtmusik', po czym skoczył na Frodo. W zwarciu wymienili kilkanascie ciosów. Khamul był jednak skuteczniejszy, trzykrotnie jego ostrze wyznaczyło czerwone linie na ubraniu hobbita. Frodo osunął się na kolana. Kiedy otworzył oczy, przysłonił go cień Nazgula.
- Jesteś tylko człowiekiem - Khamul niedbale zamłynkował ostrzem nad głową.
- Nie jestem człowiekiem, jestem hobb... - wystękał Frodo. I zanim byś zdołał wymówić 'uchylsięprzedtym', na głowę Nazgula spadł szesnastotonowy ciężar.
- Dzięki. Co to było? - wymamrotał Frodo patrząc na drgające jeszcze nogi.
Arwenity pomogła hobbitowi wstać.
- Nie wiem. A co nas to obchodzi...
***
Magia topologiczna była zadziwiającym osiągnięciem końca Trzeciej Ery. Kilka skomplikowanych zaklęć potrafiło kilkakrotnie zwiększyć wewnętrzną objetość dowolnego pomieszczenia, nie przekraczając zarazem zewnętrznych, żądanych wymiarów. Frodo i Arwenity właśnie patrzyli na imponujący dowód możliwości technoczarodziejów Mordoru. Przed nimi rozciągała się ogromna hala, podpierana rzędem smukłych, stustopowych kolumn. Pośrodku ziała czarna otchłań, która tak naprawdę służyła jako otwarty dok kosmiczny. Frodo daremnie rozglądał się za jakimś mostem - niestety, wbrew wszelkiej logice wydawało się, że przejścia nie ma.
Po drugiej stronie przepaści pojawił się Gandalfus, śmiesznie podskakując. Ciągle miał związane ręce i nogi, choć broda powiewała wojowniczo. Zatrzymał się na brzegu otchłani, zaczął tkać jakieś potężne zaklęcie. Gdzieś w oddali pojawiły się czarne sylwetki.
- Skacz, Gandalfus! - krzyczała Arwenity.
- Właśnie, uwolnij umysł - wtórował jej Frodo - nie ma żadnej przepaści!
Gandalfus nie do końca był o tym przekonany, ale skoczył. Wylądował obiema stopami na krawędzi przepaści, balansując całym ciałem. Gdy zaczął przechylać się do tyłu, Arwenity złapała go za brodę.
- Ofiaro, znowu gdzieś wpadniesz i będzie kłopot - zaczęła zrzędzić - co za łoś dał się tak wrobić...
- Koniec gadania, załóżcie pierścienie - przerwał jej Frodo - wychodzimy stąd!
Wokół zaczęły rykoszetować strzały, więc nie zastanawiali się długo. Pierwszy zniknął Gandalfus, potem Arwenity, hobbit jednak nie zdążył. Z sufitu spadł Gollum, porwał pierścień i rzucił się w otchłań.
- Ożesz ty... - Frodo nie mógł uwierzyć w to, co się stało - cholerny kamikaze...
Musiał poszukać innej drogi.
***
Architekt projektujący rozkład pomieszczeń Dol Guldur musiał być niezłym luzakiem - tak bezsensownie skomplikowanej plątaniny korytarzy, schodów biegnących w górę tylko po to, by zaraz zejść w dół, komnat wielkich i małych Frodo nie widział nawet w Brandy Hall. Zamiast strzałek i tabliczek 'wyjście', ciągle znajdował tylko ideogramy reklamujące usługi Wspaniałej Wieży. Gdzieś w oddali słychać było bicie dzwonu alarmowego - postanowił orientować się podług niego.
Korytarze zbiegały się w niewielkim przedsionku, w ścianie znajdowało się troje drzwi, opatrzonych napisami w Czarnej Mowie i ohydnymi rysunkami. Frodo przesylabizował - 'Uruk', 'Urukis', 'Nazgul' - wybrał ostatnie i kopnął je.
Wódz był wyraźnie zaskoczony, ale szybko podciągnął opończę i sięgnął po opartą w kącie krótką, pieciostopową dzidę. Potrząsnął nią przyjaźnie, zadowolony z efektu, jaki wywołało to na hobbicie.
- Och, przepraszam... ale chyba sąsiedni jest wolny - wystękal Frodo i zaczął się wycofywać.
Wódz prawie z miejsca, skręcając tylko ramiona, wyrzucił do przodu dzidę - ale i tak siła uderzenia pchnęła Frodo kilkanaście stóp do tyłu. Przeleciał przez drzwi, zatrzymując się na murze korytarza.
- Dobranoc, panie Baggins.
I poszedł sobie.
***
Gdzieś w oddali nachyleni nad palantirem Gandalfus i Arwenity obwiniali się wzajemnie. W głębi czarnej kuli widać bylo leżąca małą sylwetkę.
- Noooo... może to jednak nie był wybraniec? - zastanawiał się głośno czarodziej.
- Która to twoja pomyłka - szydziła Arwenity - szósta? Nie liczę tego biedaka, którego rozdeptał wiąz. Juz teraz na twój widok w Shire wieśniacy chowają się po norkach... widać już wykombinowali, co cię łączy ze zniknięciami ich ziomków...
- Och zamknij się... zaraz... popatrz! - Gandalfus niemal zrzucił palantir z podestu, usiłując podkręcić ostrość. Obraz zmienił się: teraz było widać wyraźnie, jak hobbit wstaje, obmacując sobie żebra.
- To jednak ON!
Frodo jeszcze raz splunął, by pozbyć się żelazistego posmaku krwi. Potem pobiegł za Wodzem.
Upiór był zdziwiony, ale i wkurzony. Ten kurdupel zaczyna go męczyć... nie zdołał mu jednak przyłożyć. Rozpędzony Frodo zniknął pomiędzy fałdami czarnego płaszcza.
- He? - Wódz stęknął boleśnie - Coś tak śmierdzi gumą...
Zza widmowych nóg Upiora wyczołgał się hobbit, potrzasając trzymanym poparzonymi palcami krzesiwem. A potem patrzył, jak Upiór płonąc zmienia się w bulgoczącą, gorącą kałużę.
Gdy trochę ostygła, Frodo nachylił się nad nią, grzebiąc ułamkiem sztyletu. W końcu znalazł: srebrny pierścień.
Włożył go na palec i zniknął.
Tydzień później Śródziemie miało nowego Władcę Pierścienia.
|
|
 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Książka Skarg i Wniosków   |
|
|
|
Ta witrynka nie wysyla cookies. Jeżeli lubisz je kolekcjonować, kliknij prawym klawiszem na poniższe ciasteczka i zapisz je sobie gdzieś na dysku.
|
|
Podoba Ci się na mojej stronce? Klikaj śmiało!
|
|