|
Księga Gości
A ten skąd tu się wziął?
Wywiad z Dziwnym i Niespodziewanym Gościem
- Adiemus: Witaj, szlachetny rycerzu. Kim jesteś i skąd się tu wziąłeś?
- Geralt: Nie jestem rycerzem, jestem Wiedźminem. Zwę się Geralt. Geralt z
Rivii.
- Adiemus: Wiedźminem? Z wyglądu należysz do ludzi... Do Dużych Ludzi.
- Geralt: Po części to prawda. Jestem człowiekiem, drogi Półelfie, ale
niezwyczajnym. Jakby ci to wytłumaczyć... Wiedźmin to profesja i przeznaczenie
zarazem. Ot, jest młody chłopiec, dziecko jeszcze, ojciec ma nadzieję, że
wychowa go na kupca, kowala czy młynarza, a tu nagle bach! Przypominają mu, że
kiedyś tam obiecał oddać to, czego się nie spodziewał i zabierają potomka,
robią z nim różne fiki-miki, karmią ziołami i szpinakiem, aż mu posiwieją
włosy albo całkiem wyłysieje. Ale i uczy się wiele. Jeśli przeżyje to
wszystko, staje się potężnym wojownikiem, którego zadaniem jest tępić
zagrażające ludziom potwory, jak wywerny na przykład. Oczywiście za godziwą
opłatą.
- Adiemus: Wywerny? Pierwszy raz słyszę...
- Geralt: Widocznie w waszym świecie jeszcze ich nie ma. Albo były, ale już
ktoś sobie z nimi poradził.
- Adiemus: A co cię sprowadza do naszego świata?
- Geralt: Drogi Adiemusie... Pisarzem i poetą jesteś, jak mój kompan
Jaskier, więc zrozumiesz...
Zazdrość, zazdrość mnie zżera jak psy kości. I
w moim świecie są Elfy i czarodzieje, smoki i krasnoludy... Ale powiem
ci otwarcie: fanów, fanów nam brakuje. Ot, taki elf Legolas. Ileż to pięknych
jego zdjęć można ściągnąć z internetu! Są nawet specjalne strony tylko jemu
poświęcone, na których dziesiątki fanek wymieniają między sobą banery i gify:
Legolas z łukiem, Legolas bez łuku, Legolas i Gandalf, Legolas i Frodo...
Licytują się, ile razy która widziała LOTR w kinie, a ile razy na pirackim
divixie...
- Adiemus: A co to jest divix?
- Geralt: Nie przeszkadzaj! Kup sobie książkę "Windows nie tylko dla orłów"
i uzupełnij edukację!
- Adiemus: To Gwaihir także zajmuje się tym... inter... interwentem?
- Geralt: Internetem! No pewnie! Wszyscy już dawno w kąt rzucili pióra i
kałamarz, każdy stuka w klawiaturę i zaraz na serwer... Ale wróćmy lepiej do
tematu. Jestem tu dzięki pijanemu operatorowi z jakiegoś prowincjonalnego
kina, bodajże w Wąchocku, który brał na chybił-trafił szpule i puszczał po dwa
filmy na raz. I przeskoczyłem. Yennefer miała pecha, skoczyła za wcześnie i
trafiła na Bridget Jones... Trudno. Trochę od niej odpocznę, a przy okazji
może sławy zdobędę.
- Adiemus: Masz na myśli fanki?
- Geralt: To też... Na magii się znam, walczyć umiem... Oba miecze dobrze
wyostrzone - jeden na zbójów, drugi na potwory... Co się teraz w waszym
świecie dzieje?
- Adiemus: No cóż, myślę, że powinieneś ruszyć wzdłuż gór na południe. Jak
się pośpieszysz, zdążysz jeszcze na rozprawę z Sarumanem w Isengardzie.
- Geralt: Saruman? Któż to taki?
- Adiemus: Potężny czarodziej. Kiedyś był po naszej stronie, teraz zdradził
i poszedł na garnuszek Saurona. Myśli, że tamten podzieli się z nim władzą nad
światem.
- Geralt: Walczyłem już z czarodziejami... ciężko było, ale przecież jeszcze
żyję. No, bywaj!
- Adiemus: Powodzenia życzę. I dzięki za wywiad.
Jeżeli chcesz wiedzieć, co się działo dalej, przeczytaj niniejsze opowiadanie
Następni Goście
- Adiemus: -A was, ludziska, co sprowadza w moje strony? I to dziewięciu
naraz?
- Nazgul 1: -Już nie jesteśmy ludźmi, Adiemusie. Już od dawna nie...
- Nazgul 2: -Jesteśmy tu przejazdem. Ale nie pytaj o przyczynę. Tajemnica
służbowa...
- Adiemus: -Taak, rozumiem... Ale skąd znacie moje imię?
- Nazgul 3: -Naszym zadaniem jest wiedzieć wszystko... Zbierać informacje
dla naszego Pana...
- Nazgul 4: -Cicho, Khamul, wygadasz się!
- Nazgul 3: -Tak jest, Panie...
- Nazgul 4: -Widzisz, Adiemus, ciebie to ja trochę znam z czasów, kiedy
byłem jeszcze człowiekiem... Potężnym władcą Królestwa Angmar na północ stąd.
Moi szpiegowie krążyli tu wszędzie. Od dawna wiem, że jesteś najmłodszym z
trójki synów Earendila, który mieszka tu samotnie z rozkazu Eru...
- Nazgul 3: -Za karę, żeś się nie mógł zdecydować, czy zostać elfem, czy
człowiekiem...
- Nazgul 4: -Zamknij się, Khamul, i nie przeszkadzaj, kiedy mądrzejsi od
ciebie rozmawiają! I co Adiemusie Półelfie, nie zdecydowałeś się nadal?
- Adiemus: -Jak widzisz, jeszcze nie. To daje mi pewne przywileje...
- Nazgul 4: -Tak, wiem... Jesteś Nietykalny. Ale za to imię twoje ma być
zapomniane.
- Adiemus: -Wy jakoś pamiętacie. Ciekawe skąd?
- Nazgul 2: -Odkąd staliśmy się upiorami, ta część twojego wyroku przestała
nas obowiązywać. Dlatego też mogliśmy trafić do twojej zaklętej enklawy u stóp
Mglistych Gór...
- Nazgul 5 (ze strachem): -Panie, panie... Tam... Balrog idzie...
- Adiemus: Nie bójcie się, to mój przyjaciel... Przygarnąłem go po prostu.
Zapomnieliście już, że w mojej enklawie nic nikogo nie może spotkać?
- Nazgul 4 (podejrzliwie patrząc na zbliżającego się Balroga): -No, na nas
już czas, Adiemus. Gdybyś się jednak zdecydował, daj nam znać, odwiedzimy cię
może ponownie...
- Adiemus: -Namyślę się. Szerokiej drogi!
- Nazgul 6: -A tak przy okazji... Nie widziałeś przypadkiem Bagginsa?
Jeszcze jeden gość...
- Adiemus: -Cóż to za dziwne, czerwone światełko pojawiło się nad Górami na wschodzie? Słońce właśnie zaszło, psy się uśpiły i coś tam klaszcze za borem... Jakby się powiększa. Poczekam, zobaczymy, co z tego wyniknie.
- Adiemus: -Balrog! Nie przestrasz się! Może lepiej schowaj się w swojej piwnicy... Coś leci w naszym kierunku, dość powoli... Jakby do oka podobne... cóż to może być? Gdyby było zielone, albo niebieskie, tobym wiedział, a tak... Chyba będzie lądowało... I to tutaj, u mnie? W jakim celu?
- Sauron: -Były tu Nazgule?
- Adiemus: -Dobry wieczór wypadałoby powiedzieć.
- Sauron: -...bry... Coś ty, Adiemus, taki zasadniczy? Nazguli szukam, śpieszy mi się.
- Adiemus: -A do czego ci te Nazgule potrzebne?
- Sauron: -Do szczęścia. Stęskniłem się za nimi...
- Adiemus: -No były tu jakiś czas temu... Ale zanim powiem Ci więcej, wypadałoby się przedstawić. Czy ja cię znam? A ty, skąd znasz moje zapomniane przez wszystkich imię?
Sauron: -Kiedy się widzieliśmy ostatnim razem (a dość dawno to było, przyznaję), wyglądałem zupełnie inaczej. O popatrz, przybiorę na chwilę dawną postać, tylko się nie przestrasz...
- Adiemus: -A, teraz poznaję. Sauron we własnej osobie. Ale nie mogę powiedzieć, żebym się przestraszył...
- Sauron: -Ech, ta twoja cała klątwa... Nie namyśliłeś się jeszcze?
- Adiemus: -Nie.
- Sauron: -To masz szczęście. A wracając do moich Nazguli...?
- Adiemus: -No, były. Cała dziewiątka. Ale przestraszyli się i odjechali tak szybko, że nawet nie zauważyłem, w którą stronę. A nie możesz ich wezwać? Podobno twoja czarna ręka sięga daleko...
- Sauron: -Adiemus, ty nie podskakuj... niech ja tylko znajdę Pierścień, to inaczej pogadamy...
- Adiemus: -E, stary, nie strasz. Jestem pod szczególną ochroną i to lepszych od ciebie. O, jednego możesz zobaczyć, jak obrócisz oko i popatrzysz za siebie.
- Sauron: -Balrog?!! A skąd on się tu...
- Adiemus: -A, to już moja i jego tajemnica.
- Sauron: -Służy Ci?
- Adiemus: -Nie, przyjaźnimy się po prostu. A przyjaciele, jak być może wiesz, pomagają sobie w potrzebie...
- Sauron: -Hmm... tak... na mnie już czas... to ja sobie pójdę...
- Adiemus: -No to szerokiej drogi.
- Adiemus: -No i widzisz, stary, jakich to my gości musimy czasami znosić... A temu to nawet miałem ochotę przyłożyć. No, ale wiesz: nic z tego. Klątwa Valarów mi zabrania... Ale ręce świerzbią...
|
|
 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Książka Skarg i Wniosków   |
|
|
|
Ta witrynka nie wysyla cookies. Jeżeli lubisz je kolekcjonować, kliknij prawym klawiszem na poniższe ciasteczka i zapisz je sobie gdzieś na dysku.
|
|
Podoba Ci się na mojej stronce? Klikaj śmiało!
|
|