Witaj na mojej stronce!

Darth Kenobi presents

Imperium Saurona kontratakuje

Rozdział 8

Bitwa narodów

Prąd rzeczki zaniósł Aragorna daleko od pola walki. Strażnik długo leżał na brzegu, aż znalazł go dziwny człowiek-koń i zaciągnął do swojej jaskini.

*

Otworzył oczy. Leżał w kącie brudnej pieczary. Niedaleko siedział człowiek-koń, grzejąc ręce przy ognisku. Siedział tyłem do Aragorna.

- Jak masz na imię? – spytał Strażnik.
- Brego. – odparł człowiek-koń, nie odwracając się.
Aragorn sięgnął ręką do cholewy buta i wymacał w niej sztylet. Głupi potwór zapomniał go przeszukać.
- Zdychaj Brego, ty pokrako. – rzekł, ciskając nóż w plecy człowieka-konia. Tamten padł martwy.

Aragorn krwawił. Z trudem wydostał się z jaskini i po przejściu kilkunastu kroków przewrócił się. Zaczął padać deszcz. Wtem usłyszał głos Arweny.

- Aragornie, Aragornie! – mówiła elfka.
- Arweno. – jęknął.
- Ú i vethed nâ i onnad. – powiedziała. - Boe bedich go Yoda. Han bâd lîn. Dagobah.

- Nie rozumiem. – odparł. Nagle ujrzał jeźdźca wyłaniającego się ze ściany deszczu. To był Legolas.

*

- Kim kurde jestem, Gamlingu?
- Królem, kurde królu. – odparł strażnik, w duchu myśląc “Łysym dziadem
z czerwoną brodą”.

- Ufacie kurde królowi? – pytał dalej Theoden.
- Rohirrimowie poszliby kurde za tobą aż na koniec świata. Ale za daleko kurde, jak na ich nogi. – odpowiedział znów Gamling, po cichu ciesząc się
z łatwowierności władcy. Theoden cicho zaczął nucić hymn Rohanu. Śpiewał coraz głośniej, a ostatnie zwrotki usłyszeli wszyscy ludzie w Rogogrodzie.


Gdzie jest kurde jeździec? Gdzie jego koń?
Gdzie róg, co nas kurde wiódł w pole?
Gdzie kurde miecze? Nasza kurde broń?
Zostały nam cepy w stodole.

Gdzież jest kurde jeździec? Gdzież jego koń?
Za misiem kurde poczłapali
Beztroskie te dni i zobaczysz,
Że jednak wspaniały był on...

Konik - kurde koń na biegunach.
Kurde, zabawka, kurde, huśtawka,
A rozkołysze, rozbawi.

Do sali wpadł rohański wojownik.
- Kurde królu! – zawołał. – Pan Aragorn i kurde pan Legolas wrócili kurde!
- Dobrze, kurde.
- A za nimi armia kurde Sarumana! Sto tysięcy kurde orków kurde!
- Niech kurde przyjdą.

*


- Wszystko w porządku? – spytał Legolas.
- Czujem siem jak noworodek. – odparł Gimli. - A ty?
- Dziś dałbym radę pokonać całą armię Saurona.
- Wiem o co ci biega. – rzekł krasnolud, po czym przeciągle beknął.
- Widzę machiny kroczące Sarumana. – powiedział elf, wpatrując się w dal.
Aragorn wolnym krokiem ruszył wzdłuż szeregów, rozdając wojownikom cukierki zawierające kofeinę.
- Zero litości! - wołał. - Kto wygra tę bitwę?!
- Rohan!
- Kto?
- Rohan!
- Kto?
- Rohan, kurde, Rohan!

Z kolei elfki zaintonowały starożytną pieśń antyorkową.

Bad orcs, bad orcs, What you gonna do?
What you gonna do when they come for you?

Machiny kroczące zatrzymały się około dwieście metrów od murów Rogogrodu. Z otwartych brzuchów stalowych potworów wysypały się tysiące orków.
- Du! Du hast! - wrzeszczeli How-hai. - Du hast mich!
Któryś z Rohirrimów wypuścił strzałę, zabijając jednego z wrogów.
- Nie strzelać! – krzyknął Aragorn. “Może się przestraszą i uciekną” – pomyślał. Nie przestraszyli się.
Elfki przeładowały łuki.
- Strzelać! – wrzasnął Aragorn.
Łuczniczki wypuściły serie strzał, zabijając po kilku How-haiów naraz.
- Wypuścić kurde strzały! - krzyknął Gamling i Rohirrimowie poszli w ślady swoich czarnoskórych sojuszniczek.

Strzały i przekleństwa jak grad sypały się z obu stron. Król Theoden spokojnie patrzył na przebieg bitwy, pewny zwycięstwa.

- I to kurde wszystko? – spytał. - Tak chcesz, kurde dziadu, bitwę wygrać?

Jakby w odpowiedzi z drugiej strony muru zrobiło się małe zamieszanie.

- Odsunąć się! - krzyczeli How-hai. - Bezmuzgash iść!
Przez tłum wojowników Isengardu przecisnął się półnagi ork w kominiarce, niosący w ręku pochodnię. Ruszył biegiem w kierunku murów. Zauważył to Aragorn.
- Legolasie! Zabij go!
Elf przeładował łuk i wystrzelił. Wszystkie dziesięć strzał chybiło.
- Zabij go!
Bezgmuzgash, śmiejąc się pod nosem, dobiegł do muru i podpalił leżące tam pakunki. Rogogrodem wstrząsnęła eksplozja.
- Zniszczyli kurde mury! - zawołał Theoden, łapiąc się za łysą głowę. Kilkuset How-haiów przecisnęło się przez powstałą wyrwę do wąwozu.
Aragorn, odrzucony siłą wybuchu poza mury, podniósł wzrok. W jego kierunku biegła duża grupa orków.
- Aragornie! - ryknął Gimli, wyskakując z okna Rogogrodu wprost na głowy wrogów.
- Strzelajcie! - krzyknął Aragorn do stojących za nim elfek. Kilkudziesięciu orków padło ze strzałami w głowach. Strażnik wstał.
- Szarża! – zawołał.
- Miss Sajgon! - rozległo się bojowe zawołanie wojowniczek z Lórien.
Aragorn na czele oddziału elfek z katanami pobiegł wprost na najeżone pikami szeregi Isengardczyków.

*

-Wracajmy! - krzyczał Aragorn. - Haldirella!
Głównodowodząca Lórien walczyła właśnie z czterema How-hai naraz. Widząc to Legolas zeskoczył z muru na dół i zabił orków serią strzał. Razem wyrąbali sobie drogę do twierdzy.
- Kocham cię. - powiedziała Haldirella.
- Wiem. - odparł Legolas.
Z góry zrzucono liny. Aragorn, Gimli, Legolas, Haldirella i jej oddział wdrapali się do Rogogrodu. Tam czekał już na nich król Theoden.
- Potrzebujemy kurde dwóch wojowników, którzy kurde wyjdą przed bramę i powalczą na grobli.
Aragorn i Gimli bez słowa poszli do bocznego wyjścia. Była to niewielka furtka, którą dzieliło od grobli około pięć metrów.
- Nie no, nie doskoczem. - stwierdził krasnolud. - Rzuć mnom.
Rzucił. Gimli nie doleciał i ze wrzaskiem spadł w dół. Aragorn wziął rozbieg, przebiegł po ścianie, odbił się i wylądował tuż przed dobijającymi się do bramy orkami.
- Aragorn Atryda. Łowca orków. - przedstawił się. Wykorzystując słynną technikę walki, zwaną “bullet time”, uszczuplił znacznie szeregi Isengardu.

*

- Świt już kurde blisko. - powiedział Gamling do Legolasa. - ale wątpię, czy nam kurde pomoże. Służalcy kurde Isengardu nie boją się słońca. Nie boją się go też kurde Wolanie.
- Ćriemś mocjóbz z yconłóp! - krzyczeli dzicy ludzie. - Ćriemś mogzómłóp!
- Mówią, że nas kurde zabiją. - przetłumaczył Gamling.
- Lórk! Ymeimźew od ilowein hci alórk!
- A teraz mówią, że kurde króla schwytają.

*

- Wyjedź ze mną. Wyjedź im na spotkanie.
- Dla szpanu, kurde?
- Za wolność naszą i waszą.
- No i słońce wschodzi.

Oczekujcie mego powrotu za pięć dni. O świcie patrzcie na wschód.

- Tak, kurde. Tak, kurde! Róg Rogatego Rogacza zabrzmi w kurde głębinach! Wyciągniemy razem kurde miecze! ROZWALIMY ICH, KURDE! ROZGNIECIEMY ICH, KURDE! JUŻ NIE WIEM, CO MAM KRZYCZEĆ, KURDE! NAPRZÓD, KURDE, EORLINGOWIE!
Z wieży fortecy rozległ się wysoki, przeciągły dźwięk.
Grupa piętnastu jeźdźców wypadła z bramy Rogogrodu, przejechała pogrobli i starła się z orkami. W tym samym czasie leżący pod murami twierdzy krasnolud wstał na nogi, wziął w obie ręce bat’leth i ruszył do walki.

*

- Patrzcie kurde na wschód! - krzyknął jeden z Rohirrimów. - Morfeusz!
- Erkenbrand! - zawołał drugi, a nikt nie zrozumiał, o co mu chodziło.
Aragorn spojrzał na wschód. Na szczycie góry o pionowych stokach siedział na Cienistogrzywoczarnoogoniastym Morfeusz. Czarodziej podrapał się pogłowie, spojrzał w dół i rzekł:
- Król Theoden walczy samotnie.
- Nie, kurde.
Koń Morfeusza potknął się i, próbując utrzymać równowagę, zaczął zbiegać po ścianie w dół. Wiele tysięcy konnych klonów-wojowników rzuciło się za nim sądząc, że to rozkaz do szarży. How-hai wystawili w kierunku jeźdźców piki i czekali.
- Zawracać, kurde! - wrzeszczał Eomer, próbując zatrzymać ześlizgującego się w dół konia. - Zawracać!
- Nie ma jak! Kurde! Za stromo! - odkrzyknął któryś z wojowników.
Na twarzy Morfeusza odmalowało się przerażenie.

*

- Dwadzieścia pięć tysięcy klonów zginęło, bo jego koń się potknął! - krzyknął Aragorn, wskazując na Morfeusza Czarnego, któremu rohańscy lekarze przyczepiali właśnie mechaniczną rękę w miejsce prawdziwej, straconej w bitwie.
- Trudno... - odparł czarodziej. - Przynajmniej zginęli wszyscy How-hai.
- Pal kurde licho klony! Straciłem kurde obie nogi! - krzyknął Eomer.
- W Domu Uzdrowień w Minas Tirith dadzą ci nowe. - odparł Aragorn.
- A tak chciałem walczyć w kurde bitwie. - pożalił się Rohirrim.

*


- Wujku-dziadku. - powiedziała Eowina, wchodząc razem z Gimlim dokomnaty króla. - Muszę ci powiedzieć coś kurde bardzo ważnego.

Theoden podniósł głowę i spojrzał na prasiostrzenicę pytającym wzrokiem.

- Jestem kurde w ciąży. - rzekła Eowina. Krasnolud uśmiechnął się.

KONIEC






Strona Główna      
Z Ostatniej Chwili      
Kącik Poezji      
Teatrzyk      
Opowiadania      
Galera      
Sklepik      
Forum Romanum      
Goście Adiemusa      
Linki      
Rozbrykany Balrog      
Lista mailingowa      



:-)



Książka Skarg i Wniosków      



Ta witrynka nie wysyla
cookies. Jeżeli lubisz je
kolekcjonować, kliknij
prawym klawiszem na
poniższe ciasteczka
i zapisz je sobie
gdzieś na dysku.

bardzo lekkostrawne, tylko 8kB

Podoba Ci się
na mojej stronce?
Klikaj śmiało!
20rings - 20 najlepszych stron tolkienowskich