Witaj na mojej stronce!

Darth Kenobi presents

Imperium Saurona kontratakuje

Rozdział 3

Nowe szaty dwóch starszych panów

Aragorn na Filemonie oraz Legolas i Gimli na Bonifacym podjechali do stosu. Obok, na wbitej w ziemię włóczni widniał malowniczo zatknięty łeb orka. Legolas odczytał na nim napis "048 Ugluk". Gimli znalazł w stosie kwiatek.
- To Pippina. - rzekł.
- A, a, a. Kotki dwa. - szepnął Legolas. Aragorn zawył i uklęknął.
- Trawa jest tu błękitna. - rzekł. - Kogoś wskrzeszono. Ślady stóp prowadzą do lasu...
- Fangorn. - dokończył Gimli. - To Pogibany Las.

*

Merry i Pippin wbiegli do lasu Fangorn, ścigani przez Grisznaka.
- Ale szczęście, że ktoś nas wskrzesił.
- Szkoda, że orka też.
Nagle jedno z drzew podniosło korzeń i nadepnęło na Grisznaka. Rozległ się piskliwy głos:
- Bądźcie pozdrowieni!
- Drzewo mówi, Pippinie. Drzewo mówi. - rzekł Merry.
- Drzewo? Kiedym ostatnio sprawdzał, drzewem żem nie był. - odparł głos. Z dziupli w pniu wygramolił się mały, zielony stwór z wielkimi uszami. - Jam jest Fangorn, w waszej mowie: Pogibaniec.
- A drzewo? - spytał Pippin.
- To jest mech mój waleczny, który walk mnóstwo ciężkich wielce przebył. Zwie się on Ent-1. Miano to skrótem jest od słów “Energetyczny, niezawodny, toporny”. Wy zaś, jak z facjat wnioskuję, zaliczacie się w poczet orkowego plemienia.
- Nieprawda.
- Prawda, jako żywo!
- Merry, on jest bardziej obłąkany niż ty. - szepnął Pippin.
- Obłąkany? Czyż bardziej obłąkany jest śmiertelnik zwący drugiego orkiem, czy też taki, który salwował się ucieczką z Norki Bez Klamek?
- Skąd wiesz?! - krzyknęli jednocześnie hobbici.
- Widzę, że mroczną przeszłość posiadacie wielce. Lecz rzeknijcie, ktoście wy, jeśli nie orkowe pomioty?
- Hobbici.
- Hobbici? Obca ta nazwa uszom moim. Zwrócę się więc z zapytaniem do czarodzieja - rzucił Pogibaniec, wskakując do dziupli. Ent-1 złapał hobbitów w gałęzie i ruszył w głąb lasu.
- Jakiego czarodzieja? - spytał Merry.
- Sarumana. - odparł Pippin. - Niesie nas do Sarumana.
Po kilku minutach marszu robot rzucił hobbitów na ziemię. Gdy wreszcie opanowali strach i podnieśli głowy, ujrzeli czarnoskórego człowieka w skórzanym płaszczu.
- Dzień dobry. - powiedział Merry.

*

Aragorn, Legolas i Gimli szli przez las Fangorn, zaglądając w każdą dziuplę i przeczesując każdy metr kwadratowy trawy. Na jednej z polanek zauważyli ślady ogromnych stóp.
- Ten las jest stary. Bardzo stary. - powiedział Legolas.
- Ty też. - stwierdził Gimli.
- Tam coś jest. - dodał elf.
- Co widzisz? - spytał Aragorn.
- Biały Czarodziej nadchodzi.
- Zabijemy Sarumana. - rzekł Strażnik. - Na trzy. Raz, dwa, trzy!
Legolas wypuścił serię strzał, Aragorn zamachnął się mieczem, Gimli z bat’lethem nie zdążył. Ktoś świecący olśniewającym, białym blaskiem stanął koło nich.
- Tropicie ślady dwóch młodych hobbitów. - rzekł.
- Gdzie oni są?! - zapytał Aragorn.
- Przechodzili tędy... ledwie co. Zaznajomili się z kimś... kogo się nie spodziewali.... Czy to utula wasze jestestwa?
- Kim jesteś? Ukaż się!
I ukazał się. Łysy Gandalf o czarnej skórze, w skórzanym płaszczu i ciemnych okularach.
- Every night in my dreams... I see you... I feel you... - szepnął Legolas.
- To niemożliwe. Spadłeś... - zaczął Aragorn.

Gandalf wysiadł z windy na ostatnim piętrze - Wieży Durina. Siadł na śniegu, czekając na przeciwnika. Po kilku minutach na szczycie zjawił się Darth Balrog. Zdążyli wymienić tylko kilka ciosów, gdyż nieoczekiwanie pojawił się nad nimi wielki drewnianolot. Z pojazdu wyrzucono bombę. Gandalf skoczył z górskiego szczytu w przepaść. Darth Balrog nie zdążył. Chwilę później na Caradhrasie wybuchła bomba atomowa.
Czarodziej obudził się w lesie Fangorn, u podnóża Gór Mglistych. Spostrzegł, że nie ma już włosów, ubrany jest w czarny płaszcz, a gdy przejrzał się w oczku wodnym, okazało się, że ma czarną skórę.
- Morfeusz. - powiedział sam do siebie.

- Gandalfie... - rzekł Gimli ze łzami w oczach.
- Gandalf? Gandalf Szary... Nazywam się Morfeusz Czarny.

- Wojna wkroczyła do Rohanu. Jak najszybciej musimy udać się do Edoras. - rzekł Morfeusz Czarny wychodząc na skraj lasu. Zagwizdał. Na ten znak pojawił się wielki, piękny koń.
- To jeden z Mearasów. - rzekł Legolas.
- Nazywa się Cienistogrzywoczarnoogoniasty.

*

Panie, twój praprawnuk nie żyje, kurde. - rzekła Eowina do siedzącego na tronie króla Theodena. - Wujku-dziadku? Kurde, wujku-dziadku!
Gnida, siedzący u stóp króla siedzącego na tronie odpowiedział:
- Cóż to za strata dla królestwa. Twój brat cię opuścił, a teraz Theoden stracił dziedzica.
- Twoje słowa są kurde trucizną. - odparła Eowina, wybiegając przed pałac. Skrzypek, siedzący na dachu, zaintonował hymn Rohanu. Księżniczka dojrzała czterech jeźdźców na trzech koniach, zmierzających do grodu. Byli to oczywiście Morfeusz, Aragorn, Legolas i Gimli na Cienistogrzywoczarnoogoniastym, Filemonie i Bonifacym.
Czterej przyjaciele jechali przez ulice Edoras, oglądając drewniane domy bez dachów i brudne dzieci. Gdy dojechali do wrót pałacu i zsiedli z koni, na spotkanie wyszedł im niski rudzielec.
- Kurdestójcie kurdenieznani kurdecudzoziemcy! - zawołał w języku Rohirrimów. - Kurdekim kurdejesteście?
- Rozumiem wasz język, ale mówcie we Wspólnej Mowie. - odpowiedział Morfeusz.
- Król Theoden rozkazał kurde nie wpuszczać nikogo, kto nie zna kurde naszej mowy. Jestem Hamem, odźwiernym Theodena. - rzekł. - Proszę zostawić kurde wszystkie metalowe przedmioty.
Aragorn oddał strażnikom swój miecz, Gimli postawił bat’leth przy ścianie. Chwilę potrwało, nim Legolas zdjął zPo namyśle wyciągnął sobie jeszcze sztuczny ząb z trucizną.
- Kurde okulary. - rzucił Ham.
- Jestem stary. Bez nich słabo widzę. - odparł Morfeusz.
Strażnicy rozstąpili się i czterech wędrowców weszło do pałacu.
- Panie, Gandalf idzie. - szepnął Gnida do króla.
- Chamstwo szerzy się w twoim pałacu. - oznajmił Morfeusz.
Król powoli podniósł głowę i rzekł:
- Czemu miałbym cię kurde witać, Gandalfie...
- Nadałem mu pseudonim "Zły News". - ciągnął Gnida.
- Milcz! - odparł Morfeusz, poprawiając na nosie ciemne okulary.
- Magiczne szkła! Mówiłem, żebyście mu je zabrali! - krzyknął doradca. Strażnicy rzucili się na gości. Aragorn, Legolas i Gimli pokonali Rohirrimów w krótkiej walce na pięści.
- Theodenie, synu Thengla, wnuku Fengla. - powiedział Morfeusz, zbliżając się do tronu. - Uwalniam cię od czaru Sarumana!
Theoden roześmiał się głosem Białego Czarodzieja.
- Legolas, król siem brechta z Gandalfa. - szepnął Gimli, trzymający za głowę Gnidę.
- Nie masz tu władzy, mój młody padawanie.
- Wyrzucam cię, Sarumanie, jak papierek po cukierku. - dodał czarodziej.
Theoden zwinął się na tronie i zaczął wyć. Eowina stanęła na progu i patrzyła na swojego wujka-dziadka. Wreszcie król uspokoił się. Gdy księżniczka podbiegła do tronu, Theoden rzekł:
- Już cię, kurde gdzieś widziałem. Jesteś Eowina. - a po chwili dodał: - Jak ja kurde wyglądam!
Przywołany fryzjer ogolił królowi głowę, zostawiając jednak brodę, którą ufarbował na ogniście czerwony kolor.
Później Ham wręczył władcy jego starożytny oręż - Kurdegrim. Był to wspaniały, długi miecz, z wypisanym na ostrzu runicznym napisem “Miecz kurde króla Marchii”. Wrota pałacu otworzyły się z trzaskiem i stanął w nich skrzypek. Zaintonował hymn Rohanu.
Całkowicie już wyleczony król Theoden chwycił Gnidę i wyrzucił go przez okno. Wszyscy obecni w pałacu uklękli. Rozległ się okrzyk “Niech kurde żyje król Theoden!”.
- Gdzie jest mój kurde praprawnuk? - spytał władca.

Morfeusz i Theoden stali obok płyty nagrobkowej z napisem "Tu spoczywa kurde książę Theodred". Król trzymał w ręku białą różę.
- Chwasty jedne, kurde. - rzekł. - Kurde, zawsze zarastają wszystkie groby. Każę je kurde usunąć.
Po tych słowach król wyrecytował wiersz pogrzebowy Ludzi z Północy, lecz w języku Rohirrimów.

Widzę, kurde, tatkę swego
Widzę, kurde, mamcie moją
Widzę, kurde, wujka swego
Widzę, kurde, ciocię swoją
Widzę, kurde, brata swego
Widzę, kurde, żonę jego...

- Był dobrym wojownikiem. Bez problemu odnajdzie szlak do Walhalli. - rzekł Morfeusz, po czym dodał w języku Rohanu:
- A, a, a, kurdekotki, kurdedwa.
Morfeusz zrobił krok w kierunku Edoras, zamierzał już bowiem wracać do pałacu, spostrzegł jednak w trawie jakieś małe zwierzę. Była to surykatka. Czarodziej nachylił się i zapytał w języku gryzoni co się stało.
- Wolanie zaatakowali. - pisnął zwierzak i zemdlał.






Strona Główna      
Z Ostatniej Chwili      
Kącik Poezji      
Teatrzyk      
Opowiadania      
Galera      
Sklepik      
Forum Romanum      
Goście Adiemusa      
Linki      
Rozbrykany Balrog      
Lista mailingowa      



:-)



Książka Skarg i Wniosków      



Ta witrynka nie wysyla
cookies. Jeżeli lubisz je
kolekcjonować, kliknij
prawym klawiszem na
poniższe ciasteczka
i zapisz je sobie
gdzieś na dysku.

bardzo lekkostrawne, tylko 8kB

Podoba Ci się
na mojej stronce?
Klikaj śmiało!
20rings - 20 najlepszych stron tolkienowskich