Witaj na mojej stronce!

 

Alien

OSTATNIA PODRÓŻ BILBA BAGGINSA
SPISANA WEDŁUG JEGO NOTATEK PRZEZ FRODA BAGGINSA

   Po opuszczeniu Hobbitonu czwórka wędrowców maszerowała jeden za drugim w milczeniu, kierując się na północ i wschód, gdzie osady hobbitów byly rzadsze, a las gęściejszy. Pierwszy szedł Bolan, który jako najmłodszy z krasnoludów miał najlepszy wzrok. Odzywał się też jako jedyny, rzucając od czasu do czasu półgłosem „"uwaga, korzeń" albo "„tu jest dół z prawej". Bilbo szedł ostatni. Nie starał się iść cicho, ale i tak robił o wiele mniej hałasu, niż cieżko obute krasnoludy. Uśmiechał się do siebie. Rozpoczynająca się wyprawa odsunęła od niego myśli o pierścieniu. Z każdym krokiem oddalającym go od Pagórka czuł się zdrowszy, silniejszy i szczęśliwszy.
   Świtało już, kiedy doszli do pól otaczających ostatnią na ich drodze hobbicką wioskę.
   -Jeszcze kawałek i odpoczniemy -zdecydował najstarszy z krasnoludów Tolan. -Jesteś pewny, Bilbo, jak chcesz dalej iść?
   -Tak, znam tę okolicę bardzo dobrze. Za tą wsią wejdziemy w gęsty i ciemny las. Będzie szło się trochę gorzej, bo teren jest podmokły. Ale wkrótce dojdziemy do Brandywiny i pójdziemy z jej biegiem do mostu. Nie ma jak przeprawić się przez rzekę, chyba że znajdziemy jakąś łódź. Zanim skończą się nam zapasy, powinniśmy dojść do Bree. A potem dalej wzdłuż gościńca aż do Rivendell, gdzie sobie solidnie odpoczniemy.
   -Pamiętam piwo z gospody w Bree -uśmiechnął się Tolan. -Aż do Dali nigdzie nie znajdziemy lepszego.
   -Przeprawa przez góry była trudna -powiedział Nolan. -Omal nie straciliśmy całego wozu z zamówionymi przez ciebie prezentami. W ostatniej chwili udało nam się uniknąć stoczenia w przepaść z tymi wszystkimi bombkami i świecidelkami. No i cały czas mogły wyskoczyć na nas gobliny. Teraz jest nas tylko czwórka, przedtem było dwunastu.
   -Od bitwy Pięciu Armii gobliny rzadko pokazują się w Górach Mglistych -powiedział Bilbo. -Słyszałem o tym od Gandalfa.
   -Przekonamy się na przełęczy.
   Ruszyli dalej. Ominęli wioskę i jej mieszkańców i zniknęli w gęstym lesie.

   Dni mijały, podobne do siebie jak liście spadające z jednego drzewa. Jesień była pogodna i ciepła, maszerowali rześko rozmawiając ze sobą niewiele. Przeszli przez most na Brandywinie i od tego dnia Bilbo byl całkowicie pewien, że naprawdę opuścił Shire.
   Wielki Wschodni Gościniec byl pusty i cichy. Dwa razy tylko spotkali na swej drodze małe grupki Dużych Ludzi, wysokich, ubranych w szare płaszcze z kapturami przysłaniającymi twarze. Minęli ich w milczeniu, ale Bilbo odniósł wrażenie, że tamci bacznie mu się przyglądają.
   Gdy dotarli do Bree, Bilbo oświadczył, że nie będzie wchodził do miasta.
   -Mieszka tam za dużo Hobbitów -powiedział. -Na pewno będą wypytywać, co robię w waszym towarzystwie. A plotki szybko sie rozchodzą i pewnie wkrótce dotarłyby do Hobbitonu. Biedny Frodo musiałby tłumaczyć się z mojej podróży. Wolę, żeby wszyscy sasiedzi myśleli, że po prostu zniknąłem. Obejdę miasto od południa i spotkamy się o milę od wschodniej bramy. Zaczekam na was w lesie, a wy tymczasem zakupicie prowiant na dalsza drogę
   Spotkali sięnastępnego dnia w umówionym miejscu. Bilbo bardzo się zdziwił widząc, że krasnoludy prowadzą ze sobą kucyka.
   -Kupiliśmy go za dwanaście groszy -wyjaśnil Tolan. -Doszliśmy do wniosku, że będzie szybciej nam się podróżowało niosąc mniej na własnych plecach. A dobrze byłoby dojść jak najdalej, zanim zrobi się zimno i w Górach spadnie śnieg.
   Ruszyli nie zwlekając. Gościniec na wschód od Bree byl o wiele gorzej utrzymany, ale dzieki kucykowi podróżowali rzeczywiście szybciej i już po pięciu dniach dotarli do Ostatniego Mostu, a po następnych ośmiu do brodu na rzece Bruinen.
   -Mam nadzieję, że nie zgubimy się idąc do Rivendell -westchnął Bilbo, kiedy osuszyli się już po przeprawie. -Byłem w domu Elronda dwa razy, ale zawsze prowadził mnie Gandalf.
   -Musimy sobie poradzić -oświadczył Nolan. -Elfy korzystają z tych ścieżek, na pewno znajdziemy jakieś ślady.
   Zgasili ognisko, spakowali bagaże i ruszyli na północ ledwie dostrzegalną w trawie ścieżką. Zanim przeszli sto kroków, usłyszeli przed sobą głosy i śpiew. Otoczyła ich gromadka Elfów.
   -Witaj Bilbo Bagginsie, witajcie krasnoludy z Samotnej Góry. Elrond wie już o waszym nadejściu i wysłał nas, abyście nie zmylili drogi w wąwozach nad Bruinen. Jesteście mile widzianymi gośćmi.
   -Witaj... -Bilbo zawahał się. Miał wrażenie, że już kiedyś spotkał tego Elfa, ale nie był pewien, gdzie i kiedy. Obawiał się, że taka odpowiedź nie jest zbyt grzeczna. Tamten zauważył jego zakłopotanie.
   -Jestem Elladan -powiedział. -Spotkaliśmy się już w Imladris, kiedy wracałeś po pokonaniu smoka. Nie rozmawialiśmy wtedy ze sobą wiele, ale dobrze cię zapamiętałem. Nie co dzień spotyka sie Hobbitów.
   Miło gawędząc ruszyli przez las do Rivendell.

   Bilbo spędził w Ostatnim Przyjaznym Domu tylko kilka dni, ale wydawało mu się, że zawsze tu mieszkał i że chce tu spędzić resztę swojego życia. Opadły z niego wszystkie troski, przybyło mu sił, poczuł się młodszy i sprawniejszy. Ale krasnoludy nalegaly na dalszą podróż, trzeba było zatem pakować manatki.
   Kiedy byli już prawie gotowi, niespodziewanie do pokoju hobbita zajrzał Elrond.
   -Witaj, Mistrzu Elrondzie -powitał go Bilbo. Jutro o świcie chcemy wyruszyć w dalszą drogę.
   -Tak przypuszczałem, dlatego chcę cię, drogi Bibo, poprosić o chwilę rozmowy.
   Przeszli do innego pokoju, małego i przytulnego, gdzie płonał ogień na kominku i stały wygodne fotele.
   -Pamiętam dobrze, mój przyjacielu, ten dzień, kiedy przybyliście tu z Gandalfem wracając z wyprawy pod Samotną Górę -zaczął gospodarz. -Po raz pierwszy od tysiąca lat pojawił się tu wtedy jakiś ponury cień, a jego powodem było bez wątpienia to, że miałeś ze sobą pierścień, który, jak mówiłeś, wygrałeś od Golluma w zagadki.
   Bilbo poruszył się niespokojnie. Elrond popatrzył na niego przez chwilę i mówił dalej.
   -Obydwaj dobrze wiemy, że nie jest to zwyczajny magiczny pierścień. Niewatpliwie jest użyteczny dla tego, kto go posiada, pozwala bowiem znikać, ale kryje się w nim coś jeszcze, jakaś mroczna tajemnica. Gandalf ma podobne do moich obawy, dlatego postanowiliśmy, ze zbada tajemnicę pierścienia. Na wiele pytań jeszcze musi znaleźć odpowiedzi, mimo że szuka ich już od kilkunastu lat. Ty sam pewnie też to rozumiesz, zmieniłeś się bardzo przez te lata, kiedy cię nie widziałem. Jakbyś stracił właściwe dla siebie kolory, wyblakłeś pod jego wpływem.
   -Tak -zgodził się Bilbo. -Czuję się jakiś rozciągnięty w sobie, zresztą żyję też dłużej, niż zwykle hobbity.
   -Dobrze się stało, że w końcu się go pozbyłeś. Uwolniłeś się spod jego działania, co niewątpliwie dobrze ci zrobiło.
   -Dlatego właśnie wybrałem się w tę podróż.
   -Gandalf uprzedził mnie o niej. Prosił też, żebym znalazl ci odpowiedniego towarzysza i przewodnika. Dalsza droga może okazać się mniej wygodna i bezpieczna. Dlatego chciałbym, żebyś teraz poznał kogoś.
   Elrond podniósł się i otworzył drzwi do sąsiedniego pokoju. Stał za nimi wysoki mężczyzna o dumnej postawie, okryty szarym płaszczem. Bilbo natychmiast przypomniał sobie identycznie ubranych ludzi przyglądających mu się na gościńcu.
   -Oto Aragorn, syn Arathorna, potomek Isildura i dziedzic korony Gondoru. Myślę, że jego losy i jego droga związana jest w jakiś sposób z tobą i tym, co znalazleś, dlatego uznałem, że właśnie on powinien podróżować z tobą. Stoją też przed nim zadania, dla których musi dowiedzieć się jak najwięcej o hobbitach i ich zwyczajach. Nikt nie nadaje się na jego nauczyciela bardziej niż ty, drogi Bilbo.
   -Bilbo Baggins, gotów do usług dla ciebie i twojej rodziny -wyjąkał zaskoczony hobbit zsuwając się z fotela.
   -Nawzajem, przyjmij i ty moje usługi. Jestem zaszczycony, że będę mógł towarzyszyć ci w twojej podróży. Wiele słyszałem o twoich zdolnościach, nie tylko od Gandalfa i Elronda.
   -Przesadzasz, Aragornie. Jestem tylko zwykłym hobbitem, różnię się od innych tylko tym, że mam skłonność do przygód. Kiedyś byłem zresztą inny... ale odpowiedz mi na pytanie. W drodze tutaj napotkalem wedrowców ubranych tak jak ty teraz. Bardzo mi się przyglądali. Czy byli to może twoi znajomi?    Aragorn roześmiał się.
   -Jesteś uważnym obserwatorem, Bilbo. To byli moi krewniacy. Wiedzieliśmy wszyscy o twojej podróży, mieliśmy cię strzec przed niebezpieczeństwem.
   -Gandalf was o to prosił?
   -Jesteś także domyślny. Masz rację. Myślę, że pierścień, który znalazleś i to, czego ja jestem dziedzicem, są ze sobą połączone -Aragorn sięgnął pod płaszcz i położył dłoń na rękojeści długiego miecza, po czym wydobył go i Bibo zobaczył, że ostrze złamane jest tuż poniżej rękojeści. Aragorn zaś uroczystym głosem oświadczył: -Oto Narsil, miecz, który pokonał wiele lat temu strasznego Czarnego Władcę. Ostrze zostało wtedy złamane, a Isildur, mój przodek, odciął Pierścień Władzy z dłoni przeciwnika. Pierścień później zaginął wraz z Isildurem, ale stare przepowiednie mówią, że zostanie odnaleziony. Wtedy ten miecz zostanie na nowo przekuty i odzyska swoją moc, a dziedzic Isildura znów zasiądzie na tronie.
   -Nie mamy nadal pewności, Aragornie, czy to właśnie ten pierścień, który znalazł Bilbo -powiedział Elrond.
   -Wiem o tym i dlatego cierpliwie czekam. Ale myślę, że nadejdzie ten dzień.
   Bilbo długo nie mógł zasnąć przejęty tym, co usłyszał.

   Wyruszyli o świcie, jak planowali. Aragorn prowadził ich najkrótsza drogą na przełecz, pewnie wybierając właściwe ścieżki. Wędrowali w milczeniu, czasem tylko zamieniając kilka słów. Dopiero wieczorami, kiedy krasnoludy już spały, Aragorn prowadził z Bilbem długie, ciche rozmowy przy ognisku. Hobbit usłyszał wiele o historii Gondoru i Arnoru, wiele legend z południa i północy, wschodu i zachodu, wiele pieśni i opowieści elfów. Niektóre z nich zapisywał od razu w zabranej ze sobą Czerwonej Księdze. Sam z kolei opowiadał Aragornowi o historii i zwyczajach hobbitów. Czuł też, że z każdym dniem coraz bardziej zżywa się z Aragornem.
   Bezpiecznie przebyli Góry Mgliste i po kilku dniach dotarli nad Wielką Rzekę. Przeprawili się na drugą stronę łodzią wynajętą u mieszkających nad brzegiem rybaków (byly pewne problemy z kucykiem, który bał się wody) i wtedy Bilbo przypomniał sobie, że niedługo wkroczą do Mrocznej Puszczy.
   -Nie chciałbym znów spotykać się z tymi obrzydłymi pająkami -oświadczył. -Czy jest jakaś inna droga?
   -Oczywiście -odpowiedział Tolan. -Przez Mroczną Puszczę prowadzi Stara Leśna Droga, znana wszystkim. My również nią jechaliśmy w drodze z Dali.
   -Nie zawsze bywa bezpieczna -odezwał się Aragorn. -Jest też oczywiście dłuższa niż skrót ścieżką od domu Beorna, ale trudniej się na niej zgubić. Możemy pójść tamtędy.
   Po dniu marszu weszli między drzewa. Pomiędzy nimi puszcza rzeczywiście była mroczna i ponura, ale na samej drodze panował przyjemny półmrok. Wędrowalo im się dobrze i szybko, a ponieważ nie mieli wozu, nie przeszkadzały im liczne doły i kałuże. Na noclegi schodzili kilkanaście kroków w głąb lasu i zaszywali się między gęste paprocie. Nie palili już ognisk, bo płomienie zwabiały olbrzymie ćmy, takie same, jakie Bilbo pamiętał z poprzedniej wędrówki pod Górę.
   Najbardziej niezadowolony z takiego stanu rzeczy był kucyk. Najwyraźniej bał się lasu. W nocy starał się być jak najbliżej Bolana, którego najbardziej lubił. Czasami nawet właził na jego posłanie z liści.

   Któregoś dnia -według Aragorna niewiele już mieli Puszczy do przejścia -postanowili zatrzymać się na nocleg wcześniej niż zwykle, bo właśnie zaczął padać ulewny, zimny deszcz. Weszli między drzewa i nagle idący przodem Tolan potknął się o coś wystającego z ziemi.
   -Utknąłem -oznajmił głośno. Wszyscy zebrali sie wokół niego. Rzeczywiście, gruby but krasnoluda zakleszczył się w jakimś okrągłym przedmiocie ukrytym pod warstwą mchu.
   -Czy wpadłeś w pułapkę na krasnale? -zapytał Bolan starając się, by brzmiało to poważnie.
   -Nie, to jakiś dziwny przedmiot... -mruczał Tolan wydobywając nogę. -Ach, już wiem! To orkowy hełm, starego typu, już od dawna takich nie używają. Musi leżeć tu od bardzo dawna. Jest mocno zardzewiały.
   -Jesteśmy na pobojowisku -stwierdził Aragorn rozglądając się dookoła. -Dawno, dawno temu orkowie stoczyli tu bitwę.
   -Z kim walczyli? -zainteresował się Bilbo.
   -Jeszcze nie wiem. Na razie widzę tylko resztki zbroi i broni orków i goblinów. Rozejrzyjmy się trochę, może znajdziemy coś ciekawego.
   Rozeszli się dookoła z nosami przy ziemi. Bilbo po kilkunastu krokach natknał się na coś, co go zaintrygowalo. Spod mchu wystawał okrągły, lekko wygięty trzonek. Nie wyglądał na zniszczony i hobbit odniósł wrażenie, że pokrywają go jakieś znaki. Położyl na nim ręke i pociągnął. Był przygotowany na wiekszy opór, toteż ze zdziwieniem usiadł na stertę mokrych liści, bo trzonek jakby sam za jego dotknięciem wyskoczył spod warstwy mchu i ziemi. Do trzonka na grubym łańcuchu przymocowana była żelazna kula, najeżona solidnymi szpikulcami. Cały przedmiot wygladał jak nowy, jakby został zgubiony dzień wcześniej.
   Zaciekawiony hobbit zaniósł swoje znalezisko Aragornowi.
   -To jest korbacz. Rzadko używana broń, bo wymaga dużej siły i zręczności, ale bardzo niebezpieczna w doświadczonych rękach. Niewątpliwie jest magiczna, inaczej zardzewiałaby jak wszystko inne, co tu znaleźliśmy.
   -Krasnoludzka robota -oświadczył Tolan przyglądając się korbaczowi. -To runy krasnoludów z Żelaznych Wzgórz, albo z Morii. Jest bardzo stary, bo nie umiem już ich odczytać. I na pewno jest magiczny. Trzonek wykonany jest z kości trolla. Znam legendę o takim korbaczu.
   -Masz talent, Bilbo, do znajdowania dziwnych przedmiotów -powiedział Aragorn patrząc uważnie na hobbita. - Co zamierzasz z nim zrobić?
   -Nie wiem... Chyba wezmę ze sobą i pokażę w Dali. Na pewno jest to cenna rzecz i może ktoś będzie mógł coś mi o niej powiedzieć.
   Oczyścił korbacz z ziemi i włożył do swojego tobołka. Trzonek wystawał, więc owinął go zapasową peleryną.

   W dwa dni później wyszli z puszczy.
   -Nareszcie koniec drzew -powiedział uradowany Nolan. -Las to nie jest miejsce dla uczciwego krasnoluda. Pora wykręcić się na północ i ruszyć w kierunku Samotnej Góry.
   -Tak, ale nadal będziemy szli wzdłuż linii drzew, tak długo jak się da. Bezpieczniej jest mieć pod ręką jakieś miejsce do ukrycia.

   Bilbo obudził się, gdy poczuł na karku silny powiew powietrza. Wstawal świt. Krasnoludy jeszcze smacznie spały. Wiatr, który obudził hobbita, nagle ustał i Bilbo usłyszał głośny łoskot. Poderwał się z ziemi, otrząsnął i zobaczyl coś, co bardzo go zaintrygowało, choć przeżył już wiele. Na polance wstawał z ziemi nieduży orzeł, a Aragorn podchodził do niego chcąc pomóc mu się pozbierać. Bilbo podbiegł cicho, zaciekawiony. Orzeł poprawiwszy pióra zaczął:
   -Witaj. Długo cię szukałem. Nazywam się Widmir i jestem najmłodszym z bratanków Gwaihira. Przysyła mnie Gandalf z wiadomością dla Aragorna, syna Arathorna. Brzmi ona tak: „Aragornie, synu Arathorna, jesteś mi pilnie potrzebny. Nie mogę ci w tej chwili wyjawić przyczyny, ale proszę cię, abyś jak najszybciej podażył w stronę domu Beorna. Jest to sprawa naprawdę nie cierpiąca zwłoki. Liczę na ciebie, Gandalf". I to wszystko -wysapał orzeł jednym tchem. -Ja muszę lecieć, znowu ponabijałem sobie guzy przy lądowaniu. Muszę wreszcie się porzadnie nauczyć lądować na płaskim. Do zobaczenia. Ach, byłbym zapomniał: pozdrowienia od Gwaihira. No, żegnajcie!
   I odleciał, nie dając nikomu dojść do słowa.
   -Dziwne są te orły -stwierdził Bilbo, gdy otrząsnął się z osłupienia.
   -Nie wszystkie są takie. Ten młody jakby trochę się nas bał i najwidoczniej była to jego pierwsza samodzielna misja -Aragorn milczał przez chwilę, po czym dodał cichszym głosem: -Do zobaczenia, drogi Bilbo. Cieszę się, że mogłem cię poznać. Na pewno jeszcze sie spotkamy. Pozdrów ode mnie krasnoludy i baw się dobrze. Niech gwiazdy świecą nad twoją drogą.
   -Więc to znaczy, że już odchodzisz?
   -Niestety, tak. Gandalf mnie potrzebuje.
   Z tymi słowy Aragorn oddalił się i po chwili zniknął hobbitowi z oczu.
   Bilbo obudził krasnale, śmiejąc się z ich kamiennego snu. Opowiedział im o całym zdarzeniu, niczego nie pomijając. Krasnoludy nie byly zbyt zadowolone z odejścia Aragorna. Tolan stwierdził nawet, że zawiódł się na przewodniku.
   Chcąc nie chcąc musieli podróżować dalej sami. Szczęściem nie zdarzyła im się już żadna przygoda w tym pustym kraju i po kilku dniach dotarli bezpiecznie do Samotnej Góry.
   W Dali czekało już iście królewskie powitanie.
   Pierwsze dojrzały ich kruki i krążyły nad nimi przez cały ostatni dzień marszu. Sam król Dain wyszedł im na spotkanie z wielkim orszakiem. Był bardzo ucieszony z przybycia Bilba. W końcu to dzięki hobbitowi (no, może nie wyłącznie) władał Samotną Górą, a jego lud był wolny od smoka i bogaty. Bilbo po przyjęciu uniżonych usług od licznych krasnoludów zaczął podziwiać zmiany, jakie zaszły w tej okolicy. Kraj, spustoszony ongi przez Smauga wyglądał, jakby nigdy się nie palił, a miasto Dal tętnilo życiem. Na miejscu zwalonych strażnic błyszczały w zachodzącym słońcu strzeliste wieże nowych, mury odbudowano i dodatkowo wzmocniono, wstawiono nowe bramy i okuto je pięknie żelazem i miedzią. Królewski orszak przeszedł przez miasto i znaleźli się u wrót Pałacu Pod Góra. Były imponujące. Na ich skrzydłach wykuto w miedzi sceny z wyprawy krasnoludów i hobbita przeciwko smokowi oraz z Bitwy Pięciu Armii.
   Zagrały rogi i wrota rozwarły się. Weszli do środka i Bilbo nie mógł wyjść z podziwu dla pracy krasnoludów zobaczywszy odnowione sale i korytarze pałacu.
   Zarządzono już wielką ucztę na cześć gościa, więc hobbit nie miał czasu na wypoczynek (ledwo zdażył przebrać się w czyste szaty w specjalnie dla niego urządzonej komnacie, gdzie już złożono jego tobołki). Zaprowadzono go do głównej sali Pałacu i powitano gromkim okrzykiem. Usadzono na honorowym miejscu obok króla Daina. Gdy już usadowił się wygodnie na wysokiej stercie poduszek (-Aby wszyscy dobrze cię widzieli, drogi Bilbo, tylko nam nie spadnij), rozejrzał się uważnie dookoła. Wszystkie stoły uginały się od rozmaitości jadła na złotych i srebrnych półmiskach. Wino nalewano do kryształowych pucharków. Ale najbogaciej wyglądał oczywiście królewski stół, przy którym oprócz króla siedzieli wszyscy żyjący bohaterowie tamtej sławnej wyprawy: Balin i Dwalin, Dori, Nori i Ori, Oin i Gloin, Bifur i Bofur. Wszyscy?
   -Brakuje mi Bombura -powiedział Bilbo. -Czy coś mu się stało?
   -Nie! -krzyknęli siedzący najbliżej.-Po prostu roztył się tak, że trzeba go nosić z łóżka do stołu i z powrotem, na niczym innym zresztą nie spędza czasu, jak na jedzeniu i spaniu. Na pewno niedługo się pojawi.
   -Widzę, że dobrze wam się teraz wiedzie -powiedział Bilbo nie bardzo wiedząc, jak podtrzymać rozmowę. -Oby wiodło wam się tak zawsze.
   -Dziękujemy -odpowiedzieli chórem.
   -A tobie, Bilbo? Opowiedz nam o swoim życiu i nowych przygodach -poprosił Gloin.
   -Ach, to długa historia, ale mamy dużo czasu -zaczął Bilbo i mówił jeszcze długo. Nikt nie przerywał mu aż do momentu, gdy opowiedział o znalezieniu korbacza.
   -Zawołajcie no wreszcie Bombura! -krzyknął Oin. -Zdaje mi się, że on powinien coś o tym wiedzieć.
   Po kilku chwilach (kiedy Bilbo mógł wreszcie zwilżyć zaschnięte gardło dobrym winem) czterech silnych krasnoludów wniosło Bombura siedzącego w specjalnym fotelu. Fotel razem z grubasem ustawiono w rogu królewskiego stołu.
   -Czy mi się wydaje, czy jestem potrzebny do czegoś, oprócz jedzenia -powiedział Bombur, kiedy już przywitał się z hobbitem.
   -Tak, chodzi o pewną rzecz, która, jak sądzimy, mogłaby cię zainteresować -odparł Gloin. -Bilbo, przynieś proszę ten przedmiot, bo na pewno bardzo nas wszystkich zaciekawi.
   Gdy tylko Bilbo przyniósł korbacz, Bomburowi ze wzruszenia zaczęły cieknąć po policzkach łzy.
   -Bilbo, najwspanialszy złodzieju. Gdzieżeś ty to ukradł? Mój dziadek i mój ojciec szukali tego długie lata... Mój prapradziadek wykuł ten korbacz specjalnie do walki z trollami. Ma magiczną moc, sam prowadzi rękę do ciosu. Broń zaginęła razem z pradziadkiem i znamy ja tylko z opisu, ale niewatpliwie jest to ten korbacz. O tu, patrzcie, na rekojeści są runy naszego rodu...
   -Cieszę się, że odnalazłem go dla ciebie -rzekł skromnie Bilbo. -Zatrzymaj go, proszę, mnie nie bedzie przecież potrzebny.
   -Och, Bilbo, dziekuję ci po stokroć. Jestem twoim dozgonnym dłużnikiem. Na dowód wdzięczności ja i moja rodzina zbudujemy ci u podnóża Góry wygodną hobbicką norkę, abyś czuł się wsród nas jak w domu. Bo myślę, że nie mylę się sądząc, że szybko cię stąd nie wypuścimy -mówiąc to Bombur starał się kłaniać jak potrafił najniżej. Przy jego tuszy wyglądało to jednak nieco dziwnie.
   -Tak, drogi Bilbo, ma rację Bombur. Musisz pomieszkać u nas choćby rok! Albo i dwa lata -wołaly krasnoludy.
   -Z wielką przyjemnością zamieszkam wśród was, przyjaciele -wołał wzruszony Bilbo. -Dzięki ci, Bomburze. Z radością będę mieszkał w tym domku, bo szczerze mówiąc nie wiem, czy długo bym wytrzymał mieszkanie w jaskini. Nie bardzo to dla mnie miejsce. Ale obiecaj mi, że zrobisz drzwi odpowiednio szerokie, abyś zmieścił się, gdy zaproszę cię na podwieczorek!

   Już następnego dnia grupa krasnoludów przystapiła do budowy hobbickiej nory. Znaleziono odpowiednie miejsce w obrębie murów, nieopodal bramy Pałacu Pod Góra. Budowano ją szybko i sprawnie, już po tygodniu uroczyście wręczono Bilbowi złoty kluczyk do okragłych, pomalowanych na zielono drzwi. Krasnoludy starały się najlepiej, jak umiały i wedlug Bilba norka wyszła im bardzo dobrze. Mieszkał w niej pod Górą prawie trzy lata.
   Do powrotnej podróży skłoniła go wyprawa Balina. Krasnolud ten już od dawna marzył o wyzwoleniu Morii, pradawnej siedziby krasnoludów, z rąk orków i goblinów. Nie chciał wierzyć w to, że jeszcze wiele wody musi upłynąć i wiele rzeczy wydarzyć, zanim krasnoludy będą mogły znów przywrócić do świetności groty Khazad-dumu, jak przywróciły Pałac Pod Górą. Nie był cierpliwy. Tak długo namawiał krasnoludy z Dali i z Żelaznych Wzgórz, aż zebrał sporą armię, gotową pod jego dowództwem walczyć o utraconą ojczyznę.
   Bilbo pożegnał go płacząc. Miał przeczucie, że nigdy go już nie zobaczy.
   Powziął decyzję powrotu do Rivendell. Gdy już był gotowy i spakowany, poszedł po raz ostatni popatrzeć na pięknie odnowione sale i korytarze Pałacu Pod Górą. Pomyślał wtedy, że nigdy nie zapomni dumnych krasnoludów z ich długimi brodami i będzie mu ich brakowało.
   W drodze powrotnej towarzyszył mu spory orszak krasnali, które odprowadziły go aż do leśnego pałacu króla Elfów Thranduila. Bilbo postanowił skorzystać z jego zaproszenia, złożonego po bitwie Pięciu Armii. Nie zabawił jednak długo w Mrocznej Puszczy - nie miał przecież wśród Leśnych Elfów takich przyjaciół, jak wśród krasnoludów. Z rozkazu króla Thranduila podróż aż do domu Beorna umilała Bilbowi grupa elfów, pilnując jednocześnie od wszelkich niebezpieczeństw, jakie mogły czekać na niego w Mrocznej Puszczy.
   Beorn ucieszył się z odwiedzin hobbita. Nakarmił go miodem i osobiście odprowadził aż za Mglistą Przełecz. Tak oto Bilbo bezpiecznie i bez przygód dotarł do Rivendell, gdzie w progu powitał go Elrond i zawiadomił o wielkiej uczcie z okazji jego przybycia. Bilbo, choć był już bardzo zmęczony, ucieszył się z tej wiadomości i przestępując próg Ostatniego Przyjaznego Domu rzekł jego gospodarzowi:
   -Następna uczta na moją cześć. To mi się podoba. Ale już więcej nie będę podróżował. Za stary jestem. To była moja ostatnia wyprawa. Cieszę się, że u jej kresu jesteś ze mną właśnie ty.



(Opowiadanie zostało napisane na Olimpiadę Tolkienowską 2002)



Powrót

Strona Główna      
Z Ostatniej Chwili      
Kącik Poezji      
Teatrzyk      
Opowiadania      
Galera      
Sklepik      
Forum Romanum      
Goście Adiemusa      
Linki      
Rozbrykany Balrog      
Forum Elendili      
Lista mailingowa      



:-)



Książka Skarg i Wniosków      



Ta witrynka nie wysyla
cookies. Jeżeli lubisz je
kolekcjonować, kliknij
prawym klawiszem na
poniższe ciasteczka
i zapisz je sobie
gdzieś na dysku.

bardzo lekkostrawne, tylko 8kB

Podoba Ci się
na mojej stronce?
Klikaj śmiało!
20rings - 20 najlepszych stron tolkienowskich