Król Gondoru i Arnoru, władca elfów i ludzi, Elessar - kamień elfów, alias Estel, alias Aragorn, syn Arathorna, piąta woda po kisielu... to jest... potomek dawnych królów: Isildura i Elendila, pozował właśnie do nie pierwszego i nie ostatniego w swym długim życiu portretu. Portret ten był kolejnym z cyklu "Demony Wojny", który to cykl upamiętniał chwalebne czyny króla w wojnie o pierścień, a że było tych czynów co niemiara, nadworny malarz - krasnolud Goyli miał pełne ręce roboty. Teraz właśnie pracował nad sceną, w której najmiłościwszy Aragorn spada w przepaść wraz z ohydnym wargiem. Władca zażyczył sobie powstania takiego właśnie obrazu, by zdementować oburzające plotki, według których zdarzenie owo nie miało wcale miejsca i było bajeczką wyssaną z palca przez królewskiego biografa - Peta Jacksona.
- Bezczelne!!! - zżymał się i teraz, gdy z linkami przymocowanymi do nóg i prawej ręki (lewa dyndała dramatycznie) zwisał u sufitu jak ogromny pająk w pozie symulującej spadanie w dół. Nie była to z pewnością najwygodniejsza pozycja, jaką miał okazję w życiu przybierać, ale czego się nie robi dla prawdy historycznej???
- Bezczelne!!! Niech no moje sosiki (SOŚK - Specjalny Oddział Ścigania Kanalii) złapią tych... tych sabotażystów, którzy chcą pomniejszyć moje zasługi w oczach ludu! Zawisną jeden po drugim jak... jak aktualnie ja. Ja nie walczyłem z wargami!? śmiechu warte! Prędzej uwierzę w to, że senator Kerry nie walczył w Wietnamie!
- Niech wasza miłość się nie rusza - wyraził życzenie Goyli - bo wasza miłość wyjdzie nieproporcjonalnie.
Wobec tej groźby Aragorn natychmiast znieruchomiał, jakby trafiony paraliżującym jadem Szeloby. Po chwili odezwał się podejrzliwie:
- Goyli??
- Tak, wasza miłość?
- Czy ty mnie aby nie pogrubiasz???
Biedny malarz położył rękę na piersi i już otwierał usta, by kląć się na wszystko, co mu najdroższe, tudzież na własne skromne udziały w MORIA SA, że ani mu w głowie nie postała myśl o tak wstrętnej zbrodni, lecz nie zdążył bo w międzyczasie otwarło się z hukiem co innego, a mianowicie - drzwi do komnaty, w nich zaś ukazała się zgrabna, wdzięczna i pełna majestatu postać pięknej córy Elronda, Arweny zwanej też Gwiazdą Wieczorną.
- ESTEL!!!! - ryknęła na dobry początek ta słodka, zwiewna istota wymachując jakimś brukowcem - zobacz co jest napisane w tej gazecie!!!!
Aragorn westchnął z rezygnacją szykując się na następną awanturę. Był ciekaw, co też wprawiło jego małżonkę w tak parszywy nastrój. Kolejne plotki o operacjach plastycznych? Fałszywe doniesienia o ciąży mnogiej? A może znowu Eowyna wyprzedziła ją w rankingu najlepiej ubranych kobiet roku? Cokolwiek to było, postanowił póki co zachować spokój i nie dać wyprowadzić się z równowagi, jeśli w ogóle można mówić o równowadze w przypadku kogoś, kto zwisa z sufitu na trzech linach i udaje, że spada.
- Słonko.... - powiedział - wiesz, że nie lubię, gdy nazywasz mnie Estelem - to imię nadały mi elfy tylko po to, by zmylić przeciwnika co do mego pochodzenia - tu wyprostował się mimowolnie, choć jego położenie nie sprzyjało temu (zawsze przybierał dumną postawę, gdy mówił o swym imponującym drzewie genealogicznym) - ...i nie widzę powodu by używać go teraz, kiedy to ja jestem górą.
- Ile razy prosiłam, żebyś nie mówił do mnie per "słonko"? - warknęła monarchini - albowiem jestem Gwiazdą Wieczorną... GWIAZDĄ! Rozumiesz?! Nie żadnym przyziemnym słońcem!
- Ależ słońce jest gwiazdą - zauważył Aragorn.
Arwena widocznie postanowiła zlekceważyć tę, niegłupią swoją drogą, uwagę i przejść do sedna sprawy.
- Dziennik "White Tree" - pomachała mu przed nosem zmiętą gazetą - pisze, że odkąd przejęliśmy tu władzę, Gondor cierpi na chroniczny zanik życia kulturalnego..... nie uważasz, że to okropne?
- Okropne - przyznał Elessar wykręcając szyję, by zobaczyć czy Goyli nie dodał mu przypadkiem kilku centymetrów w pasie, lub co gorsza - nie odjął tychże w barach.
- Dobrze, że jesteśmy zgodni. A teraz powiedz proszę, co zamierzasz zrobić w tej sprawie - nie ustępowała Arwena.
- Uhm... pomyślę nad tym - wykręcał się Aragorn zdziwiony, że jego małżonce tak leży na wątrobie życie kulturalne Gondoru.
- To niepotrzebne, gdyż twa roztropna małżonka już zrobiła to za ciebie. Za nie więcej niż miesiąc zorganizujemy w Białym Mieście Festiwal Piosenki Śródziemia! I co ty na to Lesiu? - w jej głosie zabrzmiała słodycz, gdy użyła jego ulubionego zdrobnienia od tytułu "Elessar".
- Myślę, że to świetny pomysł, droga żono - Aragorn, choć czuł, że ten "świetny pomysł" pochłonie mnóstwo pieniędzy ze skarbca, uznał to za cenę godną uniknięcia kilkudniowej kłótni.
Arwena promieniała szczęściem.
- Najdroższy - szepnęła z czułością, z jaką zapewne przed laty Gollum zwracał się do Pierścienia - ...wiedziałam, że na ciebie mogę liczyć... to ja już pędzę... mam tyle do zrobienia...wybór repertuaru, sukni, przygotowanie układu choreogra....
- Chwileczkę, o czym ty mówisz? - zapytał z niepokojem potomek Isildura.
- O moim pierwszym poważnym występie estradowym - oznajmiła z radością, czym potwierdziła jego najgorsze obawy.
Aragorn nigdy nie miał serca uświadomić swej żonie, że olifant nadepnął jej na ucho, a ona sama zdawała się tego nie zauważać. Wierzyła święcie w unikalność swego głosu. Władca Gondoru, który lubił czasem snuć psychologiczne rozważania (a miał na to mnóstwo czasu - na przykład podczas pozowania do portretów) miał na to swój teorię - po prostu Arwena w dzieciństwie ( które nie przymierzając trwało z tysiąc lat), tyle nasłuchała się, że jest drugim wcieleniem swojej legendarnej prababki Luthien Tinuviel , że nabrała przekonania, iż odziedziczyła po niej nie tylko urodę, ale i nadzwyczajny talent do śpiewu. Teraz zaś zastanawiał się, czy nie wybić jej z głowy tego przekonania, nim zrobi to tłum na owym nieszczęsnym festiwalu ("Na Valarów! Oby tylko niczym nie rzucali!"). Jednak miast brutalnej prawdy, z jego ust wypłynęło przymilne kłamstwo:
- Jestem pewien kochanie, że odniesiesz wielki sukces.
- Och... przesadzasz mój drogi - zaprzeczyła Gwiazda Wieczorna, ale z tonu jej głosu można było wywnioskować, że akurat w tej sprawie, zgadza się z mężem w stu procentach.
- Kochanie....
- Tak...
- Widzisz, pozuję tak już od dwóch godzin i pewnie zejdą mi na to dwie kolejne, a kiedy w końcu stanę na ziemi, wszystko mnie będzie bolało. Czy mogę liczyć na masaż?
- Dla ciebie wszystko, Lesiu - odparła słodko Arwena -... któż inny, jak nie ja przywrócił cię do życia po tamtym okropnym upadku ze skały? Bo chyba nie koń Brego? - i z tym retorycznym pytaniem na ustach opuściła komnatę.
Przez chwilę słychać było tylko szuranie pędzla po płótnie, ale cisza ta nie trwała długo, po chwili przerwał ją Aragorn, który nie wytrzymał i po raz enty zapytał:
- Goyli... czy ty mnie aby....
-Nie pogrubiam waszej miłości! - zapewnił po raz enty Goyli i pomyślał z melancholią, że w takich chwilach dobrze by było być głuchym...
*************************************
MIESIĄC PÓŹNIEJ, FRODO DO BILBA:
Drogi Bilbo!
Słyszałeś pewnie, że ostatnio odbył się tu u nas w Gondorze Pierwszy Festiwal Piosenki Śródziemia. Jak cię znam, nie możesz odżałować że cię tam nie było, co? Nie martw się, opiszę ci dokładnie i po kolei, co się wtedy wydarzyło.
Dzięki reklamie, jaką zrobiła królowa Arwena ( uważam, że zatrudnienie orłów do roznoszenia ulotek było lekką przesadą, ale może jestem zacofany) na festiwal przyszło mnóstwo istot: całe rzesze orków i elfów, niezliczone zastępy easterlingów, Rohirrimów, hobbitów...przyszły także enty. Nie próbuję nawet opisywać całego tego rejwachu, jaki oni wszyscy robili, ale możesz to sobie chyba wyobrazić. Kiedy się już to wszystko usadowiło na błoniach pod miastem, na wielkiej platformie pojawił się konferansjer .Nie wiem co za tuman, co za ostatni matoł mianował konferansjerem Drzewca - bo on to był, w swojej własnej, zamszonej osobie.
Przecież wszyscy wiedzą, że on wymawia maksymalnie jedno słowo na minutę! Mówię ci - jak zaczął zapowiadać pierwszych uczestników (czyli Gimlego i jego kapelę "Malcziki"), to nie mógł skończyć. Na szczęście Balrog, który siedział w pierwszym rzędzie (i miał gdzieś oburzenie małych hobbiciątek, które krzyczały, że najwyżsi powinni siedzieć z tyłu), dmuchnął na niego gorącym powietrzem a nieszczęsny Drzewacz w parę sekund uporał się z mową, która zapowiadała się na kilka ładnych godzin i poleciał gasić koronę w Anduinie.
Gimli i "Malcziki" nie zaskoczyli nikogo śpiewając starą, krasnoludzką pieśń "Hej ho, hej ho, do domu by się szło..." Sensację wzbudziło tylko nowe uczesanie brody Gimlego, podobno nazywa się to dready - mówię ci: normalnie czad! Jeszcze tylko trochę podrośnie mi szczecinka na stopach, a wypróbuję to na sobie!
Potem wystąpił Legolas, ubrany w różowe trykoty, upudrowany i - przysięgam na Shire - wyszminkowany!! Okazało się, że w dzieciństwie przez kilka stuleci uczęszczał do "nadrzewnej szkoły śpiewu i tańca baletowego Violetty V". Przy tym, co wyczyniał, jego słynna. spektakularna wspinaczka na olifancie, to lembas z masłem! W przerwach między jedną baletową figurą a drugą, wyśpiewywał jakieś arie operowe głosem tak cienkim, że potwierdził tylko powszechnie znany fakt, że elfy nie przechodzą mutacji. Głupie młode hobbitki piszczały i mdlały, a easterlingowie (wiesz, co się o nich mówi...) robili mniej więcej to samo.
Na koniec swego występu nasza blond włosa primabalerina rzuciła pęk róż (bez kolców) w stronę widowni, gdzie natychmiast się zakotłowało, bo easterlingowie chcieli wydrzeć kwiecie hobbitkom, lecz te stawiały opór. Słowem - zadyma lecz nikt nie zwracał na to uwagi, bo na platformie stanęli już dwaj synowie Denethora.
Jak łatwo możesz się domyślić, Boromir chwycił na taśmie przypięty, swój róg bawoli itd. itp. a w przerwach między jego popisami (musiał kiedyś oddychać) Faramir rapował. Bracia dostali brawa za odważne zestawienie jazzu z hip-hopem a krytycy z miejsca okrzyknęli ich ciekawym połączeniem Sistars i braci Golców.
Następna w kolejce była banda Rohirrimów, którzy zdarli z głów końskie czuby (nie mylić z pawimi czubami, które zdarł niejaki Zbyszko z Bogdańca), zaczęli nimi wywijać i wyć tubalnymi głosami "tylko koni, tylko koni, tylko koni, tylko koni żal!" To mniej więcej w tym momencie zaczęto rozdawać darmowe piwo toteż moja dalsza relacja może być trochę... hm...niepełna. do końca imprezy została już tylko dwójka uczestników. A skoro wspomniałem już coś o Zbyszku z Bogdańca, to warto by też napomknąć coś o tej jego...jak jej tam... Danuśce, przy okazji występu królowej. Bo oto nasza umiłowana władczyni stanęła na ławeczce wniesionej przez orki, poczęła brzdąkać na luteńce i zawodzić smętną balladę, następującej treści:
GDYBYM CI JA MIAAAAAAŁA SKRZYDŁECZKA JAK NAZGUL
POLECIAŁABYM CIIIII JA ZA TATKIEM NA ZACHÓD
A ŻE SKRZYDŁEK NIEEE MAM, NI STATKIEM NIE WŁADAM
TUTAJ MUSZĘ ZOOOOSTAĆ, RADA, CZY NIERADA.
Kiedy tylko zaczęła wyć, zrozumiałem, dlaczego przed bramą wejściową stali strażnicy konfiskujący wszelkie przedmioty, którymi można rzucać, ze szczególnym uwzględnieniem warzyw i owoców. Gdyby nie to, zapewne królowa tonęła by teraz w zgniłych jabłkach, pomidorach i innych darach natury. Nawet Galadriela zatkała swoje szpiczaste uszy rękoma, ale to zawodzenie wibrowało chyba w powietrzu bo malarz Goyli - ten, który ostatnio zupełnie ogłuchł, miał zdegustowaną minę.
Co do wymownej treści prezentowanego utworu, to ma to być jakoby odpowiedź Gwiazdy Wieczornej na rozpowszechniane w prasie plotki o tajemniczych schadzkach króla z Eowyną, które doprowadzają władczynię do białej gorączki. Słyszałem, że w gniewie wypomniała Łazikowi wszystkie swoje poświęcenia dla niego (łącznie z poświęceniem starego prześcieradła na słynny sztandar z białym drzewem ) i oświadczyła, że żałuje, że nie pojechała na Zachód z Elrondem.
Do tego to chyba incydentu piła w swej pieśni (lub raczej piała). Mnie to tam nie obchodzi, czy oni się kochają, czy nienawidzą, ale niech ona nie wylewa swych żali na forum publicznym, bo to naraża bębenki w uszach poddanych na szwank. Co do króla, uparcie dementuje on te plotki - jasne, Clinton też dementował.
Po tym, jak rozgoryczona królowa opuściła platformę, światła pogasły i zapanowała tajemnicza cisza. W półmroku dostrzegłem, jak na scenę gramolą się orki z gitarami elektrycznymi, trolle wniosły perkusję i resztę sprzętu. Wtem pociemniale niebo rozbłysło różnobarwnymi światłami tysięcy reflektorów. Nagle usłyszeliśmy dobrze znany głos, który niskim basem zaczął śpiewać:
UNO, DUE, TRI...... I ...
TE PIĘKNE CZARNE OCZY, PIĘKNE CZARNE OCZY
ICH NIE PRZEOCZYSZ, NIGDY NIEE......
Publika oszalała, orki na scenie dawały czadu a rytmiczne podrygiwania Balroga wprawiały ziemię w drżenie. Piwo lało się strumieniami a wszyscy razem śpiewali refren. Potem był bis, potem kolejny i jeszcze jeden... Sauron znowu pokazał, kto tu jest prawdziwym władcą ludzkich, orczych, elfich i hobbickich serc.....choć ja na jego miejscu nieco zmieniłbym tekst - w końcu ma tylko jedno oko, więc po co mu ta liczba mnoga w refrenie?
P.S. Przebój Saurona został niekwestionowanym i nieoficjalnym hitem Festiwalu (kwestionowanym i oficjalnym była pieśń Arweny). W Domu Wytrzeźwień (dawniej Dom Uzdrowień - przyp. red.) wszyscy teraz nucą "Czarne oczy", nawet stara Ioreta, której głównym zajęciem jest roznoszenie kufli z kefirem (świetny na kaca). Wprawdzie Łazik mógłby uzdrowić nas błyskawicznie metodą "ręce, które leczą", gdyby był w stanie to zrobić. Biedak, po tym kompromitującym występie małżonki swej, opił się jak ork i leży na sąsiednim łożu boleści z zimnym okładem na czerepie.
Twój na zawsze
Frodo
Powrót