Witaj na mojej stronce!

Anya:

Dwa zwierze



Czterech wędrowców oddzieliło się od wojsk Theodena i podażyło w kierunku bram Isengardu. W oddali majaczyła jakaś mała figurka. Podróżni zbliżyli się, by z bliska przyjrzeć się postaci. Okazało się, że to niewielki chłopiec w okularach, ubrany w czarną pelerynę. Chłopiec wielką miotłą z napisem "Omnibus 2003" zamiatał dziedziniec przed bramą. Wokoło biegały dwie białe myszki. Czterej wędrowcy podjechali bliżej.
- Co tu robisz chłopczyku? I gdzie są hobbici? Miało tu na nas czekać dwóch hobbitów, Merry i Pippin - tu Gandalf zaczął nerwowo przeglądać kartki scenariusza.
- Są chwilowo niedysponowani. Ale może wkrótce się zjawią - chłopiec rzucił szybkie spojrzenie na popiskujące myszy.
- Aha. A ty kim jesteś? - spytał Legolas.
- Hary. Hary Portier. Na pewno o mnie słyszeliście.
- Teraz już tak. Jestem Gandalf. Gandalf Biały, dla przyjaciół Mithrandir.
- Legolas, syn Thranduila.
- Arag...
- Darujcie sobie. Chodzi mi tylko o tego czarodzieja.
- Streszczaj się gówniarzu. Mamy mało czasu - Łazik był najwyraźniej niezadowolony. Po raz pierwszy ktoś mu przerwał i nie pozwolił nawiązać do Elendila i Isildura oraz opowiedzieć historii Narsila zwanego także Andurilem. W dodatku to był tylko dzieciak!
Tymczasem chlopczyk wyciągnął spod pelerynki małą pałeczkę, machnął nią i powiedział coś szeptem. Chwilę później potomek Elendila zawisł w powietrzu, na sporej wysokości.
- Ratunku!! Gandaaaalf!! Mam lęk wysokości!!
- I co z tego? Nie jestem twoim nadwornym psychiatrą - mruknął czarodziej, po czym machnął laską. Aragorn z hukiem uderzył w żyzną glebę.
- A teraz do rzeczy synku. Przyszedłeś tu, żeby pokazać mi swoje sztuczki? Jeszcze nie prowadzę cyrku. O co chodzi? - zniecierpliwił się Gandalf.
- Potrzebuję kasy - powiedział chłopczyk.
- I przychodzisz z tym do mnie? Chyba źle trafiłes. Zwróć się do banku w Gondorze, a zresztą oni nie udzielają pożyczek nieletnim. Chyba ktos ci naopowiadał bajeczek o czarodziejach. Gdybym umiał wyczarować kasę, opalałbym się teraz na Majorce, a nie szwendał po Śródziemiu z tą uczepioną mojej poły hałastrą.
Portier nie dał za wygraną.
- Nie zrozumiałeś mnie. Zwracam się właśnie do ciebie, bo jesteś moim praprapra...przodkiem.
- Co?! To niemożliwe! Ten incydent z Szelobą nie wchodzi w grę!!
- Zawsze można zrobić badania genetyczne... dziadku.
- Nie jestem twoim dziadkiem! Jestem czarodziejem z bractwa Istarich!
- Ja też jestem czarodziejem i dlatego nadal twierdzę, że jesteś moim dziadkiem. To i tak w tej chwili nieważne. Jesteś nim czy nie, ja potrzebuję kasy. Wypiszesz mi czek na pięc baniek zielonych albo nie zobaczysz już swoich przyjaciół hobbitów! - zagroził Hary podnosząc myszki.
- Chcesz mnie oślepić?! Nie rób tego!
- Zwariowałeś?!! Ja po prostu zabiję twoich przyjaciół - chłopczyk wycelował w zwierzątka patyczek.
- Aaa.... to dobrze. Bo skąd niby miałbym wytrzasnąć kasę?
- Gandalfie! Więc nie zależy ci na losie tych małych, biednych niziołków? - spytał Legolas.
- Dlaczego ma mi zależeć?
- Jestes czarodziejem, w dodatku Białym.
- W moim kodeksie nic nie ma o ratowaniu hobbitów. Jest tam napisane o rodzajach potworów, które można zabijać i magicznych eliksirach. I o cenach za zabite potwory, i....
- Liczę do trzech. Zaczynacie mnie nudzić - oznajmił Hary. - Raz.
- Gandalfie! Zrób coś! - Gimli także polubił malych towarzyszy z Drużyny Harcerskiej.
- Dwa.
Chwila była dramatyczna. "Muszę coś zrobić - pomyślał Legolas. - Jakoś odciągnąć jego uwagę. I to szybko. Pokażę im wszystkim, że jestem bohaterem. Już wiem!!"
- Adam leci!!! - wrzasnął wskazując reką w niebo. I choć nikt nie mógł potwierdzić tej informacji wszyscy (oprócz Łazika rzecz jasna) natychmiast spojrzeli w górę. Wiadomo, że elfy widzą lepiej niż zwykli śmiertelnicy.
- A-daś! A-daś! A-daś! - skandowali przez chwilę zebrani pod bramą Isengardu.
Pierwszy oprzytomniał Gandalf i wykorzystał moment nieuwagi Portiera. Błyskawicznie wyciągnął rękę w stroną Harego, zwrócił ku niemu zaciśniętą pięść i odgiął środkowy palec. Błysnęło, huknęło, dookoła rozszedł się dym i chłopczyk zniknął. Na miejscu myszek pojawili się dwaj hobbici.
- Hee, hee... to stare zaklęcie wciąż działa! - uradował się czarodziej.
- Co się dzieje? O, cześć chłopaki! - zawołał Pippin. - Gandalfie, i ty tutaj?
- Tak, tak, ale teraz spieszę się na rozmowę z Sarumanem. Zmarnowaliśmy tu wyjątkowo dużo czasu. Sprzątnijcie te zwłoki i idziemy.
- Jakie zwłoki?! Ja żyję!! - oburzył się Aragorn podnosząc się z ziemi.
- A tak, rzeczywiście. Sorry - zdziwił się Gandalf i wędrowcy podążyli w stronę Orthanku.





Strona Główna      
Z Ostatniej Chwili      
Kącik Poezji      
Teatrzyk      
Opowiadania      
Galera      
Sklepik      
Forum Romanum      
Goście Adiemusa      
Linki      
Rozbrykany Balrog      
Forum Elendili      
Lista mailingowa      



:-)



Książka Skarg i Wniosków      



Ta witrynka nie wysyla
cookies. Jeżeli lubisz je
kolekcjonować, kliknij
prawym klawiszem na
poniższe ciasteczka
i zapisz je sobie
gdzieś na dysku.

bardzo lekkostrawne, tylko 8kB

Podoba Ci się
na mojej stronce?
Klikaj śmiało!
20rings - 20 najlepszych stron tolkienowskich