Witaj na mojej stronce!

 

Listy do Bilba

Odszukały dla Was (i tłumaczą) Anya i Aliana




List 1 (odcyfrowany przez Anyę)

Drogi Bilbo!!!

Co u Ciebie słychać? U nas super. Świetnie się bawimy. Miałem Ci opisać, co działo się w Morii, kiedy do niej weszliśmy. No więc spotkaliśmy Balroga. Okazało się, że to przyjaciel Gandalfa. Był strasznie napalony na spotkanie z nami. (Co za gościnność, prawie jak w Shire).
Niestety musieliśmy uciekać, bo bardzo się spieszyliśmy. Poza tym Balrog skarżył się, że w Morii mają strasznie ostry ketchup, i że pali go w środku. (Biedaczek, nawet było to widać).
Bardzo się tym zmartwiliśmy, ale żaden z nas nie miał przy sobie gumy "Winterfresh". Gandalf jako dobry przyjaciel doradził mu, żeby starym zwyczajem smoków wypił sobie jakąś rzeczkę. Balrog podziękował za tę radę i oznajmił, że musi już spadać na gorącą imprezę. Zabrał ze soba Gandalfa, a my zostaliśmy... buuuuuuu........., kiedy wyszliśmy z kopalni aż się popłakaliśmy, chlip! (Tylko nikomu o tym nie mów!) Dlaczego nas nikt nie zabiera na imprezki?

No, ale dość tego. Spotkaliśmy też stadko orków, którzy chcieli nas ustrzelić z łuków (Ach, ta dzisiejsza młodzież). Całe szczęście, że Legolas nadal widzi podwójnie (uboczne skutki libacji) i zabija po dwóch orków na raz. Zawarliśmy również znajomość z przemiłym trollem górskim, który zaczął nas pytać o jakiegoś Shrek'a. Potem wynikło małe nieporozumienie. Troll słabo widział, więc rzucił się na mnie z wrzaskiem "Nie cierpię smerfów!" Cokolwiek by to nie znaczyło, Legolas źle zrozumiał. Tłumaczył się potem, że usłyszał "Nie cierpię elfów!". W każdym razie wybuchła bójka, w której wszyscy doznaliśmy obrażeń. Ja, na przykład pośliznąłem się na skórce od banana i wyrżnąłem głową w ścianę. Wszystkim napędziłem stracha, myśleli, że nie żyję. Ach i jeszcze zawalilśmy całkiem spory most.

Aragorn jest ostatnio jakiś dziwny. Trzęsą mu się ręce, nie może utrzymać miecza i coś bredzi o jakimś dilerze. Mówi, że jest "na głodzie". Nie rozumiem o co mu chodzi, nie mamy zbyt dużych zapasów, ale dla wszystkich starcza. Będę chyba już kończył, w kolejnym liście opiszę Ci, co działo się na naradzie u Elronda.
Pa, pa. Całuski.

Twój Frodo Baggins.


List 2 (odcyfrowany przez Anyę)

Kochany Bilbo!


W tym liście miałem Ci opisać, co działo się w Rivendell. Na naradzie u Elronda zaszło drobne nieporozumienie. Najpierw podszedł do mnie Aragorn i powiedział podniesionym tonem:
- Masz mój miecz!
- I mój łuk!! - dodał poirytowany Legolas.
- I mój topór!!!! - wrzasnął na dobre rozgniewany Gimli.
- I mój Pierścień - stwierdził jakiś głos.

Wszyscy chcieli się na mnie rzucić i odebrać mi siłą te przedmioty. Na szczęście uratował mnie Elrond:
- Spokojnie, panowie! Potrafię go wyleczyć z tej kleptomanii.
Kazał mi powtórzyć strasznie długie zaklęcie: "Ceterum conseo Carthaginam delendam esse", a następnie wypić litr piwa i zjeść grzybka oraz wypalić fajkę. Wtedy Aragorn ze słowami "Ranisz mi serce" oddalił się, by w spokoju oddać się przeżuwaniu gumy. (Biedaczek, nie może znieść, gdy inni palą). Na szczęście trochę go uspokaja żucie gumy, a szczególnie robienie balonów, jednak to z kolei strasznie denerwuje Gandalfa.
W każdym razie Elrond uleczył mnie z kleptomanii. Oddałem broń przyjaciołom i przeprosiłem ich. Pierścienia jeszcze nie zwróciłem, ustaliliśmy, że lepiej zanieść go do Mordoru i oddać Sauronowi do rąk własnych.
Tak to było kiedyś, a teraz właśnie udajemy się z wizytą do Mordoru. Czas szybko nam leci i codziennie zdarzają się nam ciekawe przygody. Na przykład mamy problemy z elfem. Odkąd się upił, cierpi na bezsenność i co wieczór liczy strzały. Usypia po ok. 3 tys. Z kolei Boromir ma nadal problemy z nadwagą i codziennie zamiast deseru uprawia jogging.

A oto fragment jednej z naszych zwykłych rozmów podczas podróży (zapisuję wszystko, może kiedyś napiszę ksiażkę, tak jak Ty).

Szliśmy sobie kiedyś przez las, gdzie leżało kilka ściętych drzew.
- Może coś wyrzeźbimy? - zaproponował Gimli, który ma duszę artysty. - Aragornie, pożycz mi swój nóż sprężynowy. - poprosił.
- Niestety. - Obieżyświat zrobił smutną minę. - Arwena zabrała mi go, kiedy ścinałem kwiatki w jej ogródku. A szkoda, bo miał świetny otwieracz do konserw i piwa.

Kolejny fragment naszych rozmów:

- Sam już nie wiem, co wolę: orki, komary, czy Nazgule?! - denerwowal sie Pippin. - Gandalfie, zrób coś, w końcu jesteś czarodziejem. To nie fair, jak można nasyłać na nas tyle wrogów?
- Myślisz, że tak łatwo wyczarować Off'a? Nawet w sklepach go już zabraklo. A zresztą te komary są odporne na wszystko. To nowa rasa specjalnie wyhodowana przez Sarumana.
W każdym razie walczymy jak się da. Z naszej strony jeszcze nikt nie poległ, za to komary kładziemy tysiącami. Legolas strzela do nich z łuku, Gimli rąbie toporem, a Aragorn próbuje negocjować.

Tak... życie jest piękne. Na tym filozoficznym rozważaniu zakończę mój krótki list. Ye! Utuvienyes! (cokolwiek by to znaczyło).

Pa pa! Twój Frodo Baggins


List 3 (odcyfrowany przez Anyę)

Drogi Bilbo!

Nareszcie cieżko zapracowane wakacje. Wypoczywamy bardzo aktywnie, zresztą posłuchaj sam:

- Czy ktoś może mi posmarować plecy? - spytał Boromir usiłując otworzyć butelkę z mleczkiem do opalania. Pytanie to pozostało bez odpowiedzi.
- Tu będzie fosa - powiedział Aragorn.
- A mury obronne? - sprzeciwił się Gandalf. - Najpierw musimy zbudować mury!
- No dobrze, masz rac... cholera, zabiję!!! - wrzasnął Obieżyświat zrywając się na równe nogi i szukając miecza przy kąpielówkach w różowe motylki.
- Wybacz stary! Wyleciała na aut - tłumaczył się Gimli zabierając wielką piłkę plażową.
- Miałeś nie mówić do mnie "stary"! - denerwował się Obieżyświat. - Zniszczyłeś nam taki piekny zamek!
- O tak! Był cudowny! Wyglądał jak nocnik! - Legolas nie krył ironii.
- Od kiedy stałeś się taki dowcipny? - słodko zapytał Aragorn.
- Odkąd zabrałeś mi łopatkę i wiaderko! - odparł elf oskarżycielskim tonem.
- Czy ktoś w końcu mógłby mnie posmarować?! - zirytował się Boromir.
- Wiesz, ja chętnie bym to zrobił, ale nie pozwalają mi warunki fizyczne - powiedział ktoś metalicznym głosem.
Boromir spojrzał w stronę leżaka, na którym leżały okulary przeciwsłoneczne o jednym szkiełku.
- Dzięki, Sauronie! Wiedziałem, że tylko na ciebie mogę liczyć.
- Nie ma sprawy. Hej, Nazgul numer 7, do mnie! Pomóż panu Boromirowi.
Tymczasem moi przyjaciele wrócili z przejażdżki na skuterach wodnych.
- Było super! - rzucił Pippin.
- Wow! To lepsze niz skok na bangi z Argonath - cieszył się Merry.
- Tak, tylko Sam źle się czuje - powiedziałem.
- Niech łyknie coś mocniejszego. Natychmiast mu przejdzie - życzliwie poradził Sauron.
- Nie rozmawiam z tobą Sauronie - rzekłem dumnie. - Zapomniałeś?
- Kochany Frodo, mamy wakacje! Bądź człowiekiem!
- Wolę zostać hobbitem!
- Rasista! - warknął Legolas.
- Cześć chłopcy! Znów się kłócicie? - na plażę weszła nieziemska piękność w skąpym kostiumie kąpielowym. - Żuczku, daj mi swoją komórkę. Muszę zadzwonić do tatusia.
- To przy okazji, Arweno, pozdrów ode mnie Elronda. Powiedz, że wyślę mu kartkę, jak tylko znajdę pocztę na tym zadupiu - oznajmił Gandalf.
- Ale żabusiu, karta mi się kończy... - wyjąkał Aragorn. - ...I tego, baterie wysiadają... - dokończył szeptem widząc groźną minę Arweny.
- Miśku!!! - wrzasnęła.
- Już, już kochanie... żartowałem... dzwoń ile chcesz i pozdrów tatusia.
- No! - Arwena oddalila się nieco aby przeprowadzić rozmowę.
- No to masz spokój na jakieś pół godziny, pantoflarzu! - odezwał się słodko Legolas.
- A w zęby nie chcesz?! - Obieżyświat zrobił się purpurowy ze złości.
- I wy zamierzacie zniszczyć Pierścień? To śmieszne. Najpierw pozabijacie się nawzajem. Zajmujecie tylko mój cenny czas - westchnął Sauron.
To by bylo na tyle. Do zobaczenia w Rivendell.

Twój na zawsze - Frodo.


List 4 (odcyfrowany przez Alianę)

Kochany Bilbo!

Nadal jesteśmy na wakacjach i bawimy się doskonale. Wczoraj mieliśmy drobną imprezkę:

- Ziemia jest... ziemia jest... - wyjąkał marzycielskim tonem Aragorn, po tym jak zaciągnął się skrętem z Gańdzi.
- Czym jest? - zaciekawił się Gimli, który jako tradycjonalista wolał zamiast maryśki łyk czystego spirytusu.
- Kurde! - zdenerwował się jeszcze w miarę trzeźwy Boromir. - Poszedłbym na dyskotekę do Morii, a tu du....
(Rzeczywiście nie dalej jak poprzedniego dnia na drzwiach Morii znalezliśmy kartkę "Przepraszamy, remanent."
- Spokojnie - Legolas podał Boromirowi skręta. - Kopsnij szluga i wszystko zrobi się różowe...
- A co ja, gej jakiś?! - obruszył się Boromir, ale zaciągnął się trawką.
- Ziemia jest... - zajęczał Aragorn.
- Cicho! - jęknął Pippin.
- Czym jest? - zaciekawił się Gimli podając mi flaszkę.
- Sauron, przyjacielu! - wykrzyknąłem. - Dam ci wszystko, kocham cię! Chcesz Pierścień, to masz...
- Nie mogę go przyjąć - wybełkotał wstawiony równie mocno jak ja Władca Pierścieni. - Chodź, wrzucimy to paskudztwo do Góry Przeznaczenia!
- No co ty! - obruszyłem się. - Nie zniszczę twojej własności.
- Ziemia jest...- wykrzyczał Aragorn i zaciągnął się jointem.
- "Show me the way to the next whisky bar!!!" - zaśpiewały znaną piosenkę "The Doors" Nazgule, fałszujące niemiłosiernie i mające już nieco w czubie.
- "We all live on the yellow submarine!!!" - zawyli czule obejmujący się Gandalf i Saruman, starając się ich przekrzyczeć.
- O, Balrog?!- zdziwił się uprzejmie Legolas.
Rzeczywiście przez las szedł chwiejnie ognisty potwór, mieszkaniec Morii.
- "Come on baby light my fire..." - zanucił pijackim głosem Balrog.
- Cholera kolejny miłośnik "The Doors" - burknął Pippin.
- Ziemia jest... - wyjęczał znów Aragorn.
- Spadaj! - burknął Gimli, który najwyraźniej nie lubił Balroga. - A sio! Bo cię zdmuchnę...
- Gimli, nie!! - wrzasnąłem, ale było już za późno. Krasnolud wziął głęboki oddech, wzdął policzki jak bania, w oczach krwią zabłysnął, zsunął wpół powieki, wciagnął wgłąb pół brzucha i do płuc wysłał z niego cały zapas ducha, i dmuchnął. Strumień powietrza nasycony czystym alkoholem w zetknięciu z płonącym ciałem Balroga wywołał niewielką eksplozję, w wyniku której zajął się znaczny obszar lasu.
- O kurde! - sapnął Gimli.
- Ale odlot! - uśmiechnął się Merry. - Wiecie, po tej trawie mam fajne wizje. Widzę płonący las i Gimlego plującego ogniem...
- To nie wizja - westchnąłem. - Elrond nas zabije, chodu!!!
- Ziemia jest bananem - wykrztusił wreszcie Aragorn.

Muszę już kończyc.

Twój Frodo B.


List 5 (odcyfrowany przez Anyę)

Kochany Bilbo!!!

Wakacje się skończyły i pora wracać do ciężkiej pracy. Nawet sobie nie wyobrażasz, jak bardzo nie chce nam się dalej taszczyć Pierścienia. Ach, co robić, taki scenariusz. Ale nic to, przytoczę Ci teraz kolejny fragment mojego pamiętnika:

Weszliśmy do jednej z opuszczonych komnat Morii. Gandalf poświecił podręczną latarką umieszczoną na końcu kija, którym się podpierał. Tymczasem Legolas rozejrzał się po pomieszczeniu.
- AAA!!! Gobeliny!!! - rozdarł się na całą kopalnię. - Nienawidzę gobelinów!!! Zdejmijcie je!!! - krzyczał. - Co za kicz!!!
- Niech ktoś walnie go w twarz. To histeria - powiedział spokojnie Gimli.
- Nie!!! To mi nie pomoże!!! - darł się Legolas. - No dalej, zróbcie coś!!!
Aragorn i Boromir spojrzeli na siebie, po czym złapali elfa za ramiona i wyprowadzili z komnaty. Reszta drużyny podążyła za nimi. Kiedy posadzili elfa na ziemi, Aragorn usiadł obok, wziął go za rękę i patrząc głęboko w oczy zaczął mówić kojącym głosem:
- Kochany Legolasie. Uspokój się. Tu nie ma żadnych gobelinów, zapewniam cię.
- Ach! Ach! - elf załkał spazmatycznie.
- No nie płacz przyjacielu. Już dobrze. Chodź, weź swój łuk. Ustrzelisz sobie paru orków, to ci dobrze zrobi.
- Jeśli chcesz, mogę cię zahipnotyzować - zaofiarował się Gandalf. - Znajdziemy przyczynę twoich podświadomych lęków.
- Co tam hipnoza. To przestarzałe i nieskuteczne metody. Mogę mu przywalić moim toporem. Zaraz zapomni o wszystkich strachach - beztrosko stwierdził Gimli.
- Tak, zapomni nawet, że jest elfem, a ty wmówisz mu, że jest Gollumem - wtrąciłem.
- Dobra. Masz. Zapal sobie skręta - Aragorn był już wyraźnie znudzony dyskusją o terapii psychologicznej.
- Zwariowałeś?! - oburzył się Boromir. - Teraz, w takim miejscu?! Jeszcze nas zobaczy jako te gobeliny i podziurawi strzałami!
- Poza tym, Aragornie, pamiętaj, miałeś rzucić palenie! - przypomniał czarodziej.
- O co ci chodzi Gandalfie? Przecież rzucam! Palę już tylko pięć sztuk dziennie. Zresztą staram się. Nikt nie jest doskonały, a ja tym bardziej.
- Rozumiem, ale Elrond jest innego zdania. Pamietaj po co wysłał cię w tę podróż. Miałeś wyleczyć się z nałogu. Wiesz, że nie pozwoli Arwenie wyjść za ciebie, jeśli się nie zmienisz.
- O co tyle krzyku...ach, Gwiazdeczka... gdybyśmy mieli dzieci... nauczyłbym moich synów zaciągać się... i... i puszczac kólka... i...

............i minęło kilka godzin........

- Nie!!! - krzyknął na serio przerażony Aragorn. - Nie!!!
- Co się stało?! - nie mniej wystraszony Gandalf podbiegł do Obieżyświata. Ten siedział z szeroko otwartymi oczami, gapiąc się w jeden punkt.
- Aragornie, synu Arathorna, co z tobą?! - czarodziej potrząsnął przyszłym królem Śródziemia.
- Widzę... osiemnaście różowych Nazguli. To potworne... - wyszeptał Aragorn.
- No tak! Mówiłem mu, żeby nie palił Gańdzi po wódce! - zdenerwował się Boromir. - Ale on nigdy mnie nie słucha...
- Tam jest gobelin - powiedział bełkotliwie lecz stanowczo Legolas. - O tam! - pokazał palcem.
Nie zwróciliśmy na niego większej uwagi, chwilowo zajęci Aragornem.
- Gobelin! Wielki jak cholera! - podniecał się elf.
- Nie myślałem, że Gandzia aż tak działa na elfy - Gandalf był lekko zaskoczony.
- Nie zapominaj, że palił ją po raz pierwszy - zauważyłem.
- On się rusza! Idzie do mnie! - wrzasnął Legolas.
- Zaraz mu przyłożę w ten głupi elfi łeb! - warknął Gimli. - Gdzie ty do cholery widzisz gobelin?! Tu nie ma żadnego gobelina! - z tymi słowami krasnolud odwrócił się w kierunku elfa.
- To tylko troll górski - wzruszył ramionami Boromir.
- Troll!!! - wrzasnął po chwili.
- Gdzie?! Dawać go tu!!! Zatłukę gada!!! - Aragorn w jednej chwili oprzytomniał wydobywając Anduril.

Co było dalej, już wiesz. Wybuchła bójka, itp. Będę kończył, bo jest 23:18, a ja muszę zmienić Pippina na warcie. To pa!

Twój na zawsze
Frodo Baggins


List 6 (odcyfrowany przez Alianę)

Drogi Bilbo!

Bębny, bębny, bębny... słowem koszmar! Ale od początku... Po długiej wędrówce dotarliśmy do Morii - podziemnego państwa krasnoludów. Gdy weszliśmy do środka (po drobnych problemach) usłyszeliśmy złowrogie bębny..... Legolas zasugerował, że może ktoś napadł na siedzibę krasnoludów, ale prawda była straszniejsza. Nad wejściem do głównej sali ujrzeliśmy napis, jarzący się złowrogim światłem:
"Balrog pub - rock" a pod spodem napisane mniejszymi literami: "Dzisiaj grają Metal Goblins."
Weszliśmy do sali skąd dobiegły dźwięki bębnów i gdzie zastaliśmy całkiem dobrze bawiące się gobliny i....... krasnoludy.
- Kuzynie, co się tu dzieje? - krzyknął Gimli, próbując przekrzyczeć grający na scenie goblini zespół.
- O, Gimli! Jak miło, że wpadłeś! - odkrzyknął Balin.
- Co się tu do cholery dzieje! - wrzasnął Gimli.
- Nic, otworzyliśmy nocny lokal.
- A co tu robią gobliny?
- Widzisz, okazało się, że są bardzo muzykalne.
- To ma być muzyka? - zdziwił się uprzejmie Legolas.
- Dość nowoczesne, przyznaję, ale można się przy niej wyszaleć i wyładować agresję.
- A te kości koło bramy?
- A, te? To dekoracja. Musimy stworzyć odpowiedni nastrój do słuchania muzyki black metalowej.
- Wody! Mdleję! - jeknął Gimli.
- Co tam wody - rozpromienił się Balin - Mamy coś mocniejszego!
- O, nie! - jeknął Legolas wspominając urodziny Aragorna. - Znowu!
- Muszę zapalić - westchnął Aragorn.
- Acha, chłopaki, nie mówcie nikomu co tu widzieliście, nie każdy by zrozumiał, że i my potrzebujemy czasem rozrywki - poprosił Balin podając nam kufle z jakimś płynem. No cóż drogi Bilbo, jak widać nasza podróż pełna jest niespodzianek. Najbardziej rozczarowany jest Gandalf , który liczył na walkę z Balrogiem. Niestety ten ostatni urznął się i nie dało się go dobudzić, ale za to upiekliśmy sobie nad nim kiełbaski. Krasnoludy wykorzystują go zamiast grilla. Chyba będę już konczył.

Twój Frodo B.

P.S. Mają tu pyszną pizzę "Frutti di mare".


List 7 (odcyfrowała Anya)

Drogi Bilbo!

Na wstępie pozdrawiam Cię gorąco. Wędrujemy zaledwie od kilku dni, a mimo to wiele zdążyło się już wydarzyć.
Najpierw spotkaliśmy dziwnego człowieka z długimi białymi włosami i kocimi oczami. Twierdził, że szuka jakiejś Ciri, ale ja sądzę, iż był to szpieg z Mordoru. Ponieważ nie byliśmy do niego zbyt przyjaźnie nastawieni, rzucił straszliwie brzmiące zaklęcie: "Caen me aep abaeth ad arse!" i znikł. Gandalf powiedział, że wobec tak potężnej magii nawet jego czary są bezsilne. Aż strach pomysleć, co mogłoby się stać. Nie na tym koniec. Na drugi dzień Legolas postanowił upolować na obiad jakiegoś ptaka. Wyobraź sobie, ustrzelił z łuku kolejnego dziwnego stwora. Ów osobnik wyglądał prawie jak człowiek, tylko do nóg miał przymocowane dwie długie deski, a na głowie nosił dziwny hełm. Powiedział nam, że zabłądził i spieszy się na olimpiadę. (Nie wiem co to znaczy, nawet Gandalf nie wiedział). Kiedy próbowaliśmy wydobyć od niego więcej informacji, zsunął się w dół po stromym górskim zboczu i poleciał dalej. Sądzę, że był to kolejny wysłannik Saurona. Merry i Pippin uważają, że to jakaś nowa rasa. Gandalf nie chciał się wypowiadać na ten temat. Dziwne, nie uważasz?
Co do reszty Drużyny, wszyscy są okropnie zestresowani. Czarodziej i elf są wściekli na Aragorna, który z premedytacją niszczy przyrodę. Zdążył już oberwać płatki wszystkim kwiatom w promieniu dziesięciu mil, zadając przy tym tradycyjne pytanie: "Kocha? Nie kocha?" Poza tym na każdym napotkanym drzewie wycina mieczem serduszka przebite strzałą oraz napisy w stylu: "Kocham Arwenę". Kiedyś w nocy chciał nawet pocałować przez sen śpiącego obok Boromira. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Aragorn tłumaczy się, że miłość jest silniejsza od niego. (Mam nadzieję, że nigdy się nie zakocham). Jeśli chodzi o Pierścień, to wszyscy mają chyba jakąś obsesję na jego punkcie. Ciągle pytają, czy go nie zgubiłem. Przecież wiem, że nie możemy pozwolić aby wróg go zabrał. A propos wroga... Legolas właśnie dostrzegł orków na horyzoncie. No cóż, znów musimy przygotować się do walki.
Dobrze, dobrze, już konczę! (Wszyscy mnie popędzają!) Całuję Cię i ściskam mocno! Masz pozdrowienia od całej Drużyny.
list gonczyGandalfie, to już naprawdę ostatni dopisek (no widzisz, jacy oni nerwowi).
Czy to prawda, że Sauron rozesłał za nami takie listy gończe? Podobno rozwiesił je wszędzie.... tym razem naprawdę muszę kończ....





List 8 (odcyfrowała Aliana)

Drogi Bilbo!

Są, jak wiesz wakacje i doskonale się bawimy. Sauron dorwał grę "Władca Pierścieni" i całe dni spędza przed komputerem, który ciągle mu się zawiesza. Merry i Pippin właśnie wrócili od Sarumana, gdzie zostali zaproszeni kilka tygodni temu. Niestety, nie umieli zachowywać się kulturalnie, rozpijali orki, więc Aragorn, Legolas i Gimli musieli udać się na wyprawę ratunkową by ratować Sarumana i jego wieże przed naszymi przyjaciółmi. Po licznych trudach udało im się przywlec tych dwóch z powrotem, choć hobbici stawiali zacięty opór (podobno bardzo dobrze bawili się w Isengardzie).
Tak więc czujemy się świetnie, z wyjątkiem Gandalfa:

- Cholera, siedzę na słońcu już pięć godzin i ciągle się nie opaliłem - mruknął Gandalf nacierając się olejkiem.
- Tak to jest jak się jest "Białym" - zarechotał Legolas prezentując opalone bicepsy.
- Hej, może odwiedzimy Elronda? - zaproponowałem.
- Chcesz jechać do Rivendell? - spytał skacowany Pippin.
- Nie, Elronda tam chwilowo nie ma - burknął Boromir zabijając mieczem komara. - Kiedy wyście się upijali w Isengardzie...
- Hej! - krzyknął oburzony Merry.
- ....upijaliście się w Isengardzie, nasz biedny Elrond, jak by to powiedzieć... - Boromir starał się być delikatnym.
- Dostał świra - ziewnął Gimli.
- Wcale nie - zaprotestował Legolas - on po prostu, tego, no...załamanie nerwowe i...
- Ześwirował - usmiechnął się Gimli.
- Hej! - Legolas był oburzony.
- Naprawdę? - zaciekawił się Pippin. - A co konkretnie się stało?
- No, tego... - westchnąłem. - Wpadł na polanę w okularach przeciwsłonecznych i zaczął wrzeszczeć, że jakiś Matrix nas więzi, a rzeczywistość jest kłamstwem...
- ...i że "Hobbits are the virus"- uzupełnił uprzejmie Boromir.
- W każdym razie lekarze mówią, że już mu lepiej.
- Froda też chcieli wziąć ze sobą. Podobno wielu osobom wydaje się, że są hobbitami. Wszystko przez tę premierę filmu.
- Wiecie co? Ja tak naprawdę boję się, że rzeczywistość jest kłamstwem - westchnąłem.
- Aa!!! Kolejny wariat! - Boromir pośpiesznie odsunął się ode mnie. - I ty świrujesz? Boję się wariatów!
- Posłuchajcie mnie, czy nie macie wrażenia, że z tym światem jest coś nie tak?
- Niestety nie wiem na ten temat więcej od ciebie - powiedział Gimli.
- Co ty mówisz? Co ci jest?
- Niestety nie wiem na ten temat wiecej od ciebie.
- Legolas, co mu się stało?
- Przykro mi, ale nie mogę ci pomóc.
- Co???!!!
- Przykro mi, ale nie mogę ci pomóc.
- Hej, to nie jest śmieszne... Pippin, czy widzisz to, co ja?
- Po prostu musisz znaleźć słowa-klucze - odburknął Pippin zginając wzrokiem łyżeczki.
- AAA!!!! Ja zeświruję!
- Niestety nie wiem na ten temat więcej od ciebie - powiedział Gimli, po czym odebrał telefon i zniknął.
- Matrix has you - burknął Sauron, a ja zobaczyłem gwiazdy, a potem ciemność (bez światła na końcu tunelu).

Gdy już się ocknąłem, Aragorn obeznany z tematem wyjaśnił mi, żeby nigdy nie brać marychy podczas oglądania Matrix'a. Pamiętajcie o tym, dzieci!

Całuski - Twój Frodo Baggins

P.S. There is no spoon.


List 9 (odcyfrowała Anya)

Kochany Bilbo!

Co u ciebie słychac? U nas coraz ciekawiej. Pierścień może poczekać, a my musimy rozprawić się z jeszcze straszliwszym wrogiem. (Tak przy okazji - Sauron jak się spije jest całkiem fajny). Jednak naszym prawdziwym przeciwnikiem jest ktoś zupełnie inny. Zwie się Tłumacz. Pamiętasz to dzikie plemię fanów, które na nas napadło? Nazywali mnie Bagosz - wyobrażasz sobie? Teraz już wiemy, że to sprawka tego Tłumacza. To on w okrutny i przewrotny sposób przekręca nazwy naszego pieknego Śródziemia i imiona moich przyjaciół. Najbardziej wścieka się Gimli, którego Tłumacz uparcie nazywa krzatem. Aragorn otrzymał przydomek Łazika (czyż coś może brzmieć bardziej koszmarnie? Wolałbym już chyba słuchać tych Golasów, czy jak im tam. Hej Legolasie, zabierz ten łuk, to naprawdę nie była aluzja do twojego imienia!)
Co do Aragorna, to chyba musi isć do psychiatry. Naszemu przyjacielowi śni się, że napadają go gromady młotków. (No cóż, uważam, ze pan Zygmunt Freud miałby tu wiele do powiedzenia.)
Aragorn co noc budzi się z krzykiem, a my myślimy, że to Nazgule atakują. Musimy więc szybko odwiedzić jakiś supermarket i kupić mu biały kaftan. (Na pewno będzie mu w nim do twarzy). W dodatku Obieżyświat cierpi na manię prześladowczą. Wszystkim wokoło powtarza, że będzie królem.
Niepotrzebnie daliśmy mu na urodziny napój o smaku jabłkowo - miętowym. Na odwrocie kapsla był napis: "Gratuluję stary! Zostaniesz królem!" Aragorn najpierw śmiertelnie się obraził, twierdząc że wcale nie jest stary, bo ma dopiero 88 lat. Poza tym potraktował te przepowiednie całkiem serio i pisze już kodeks cywilny dla swoich poddanych.
Wiesz, Bilbo, planujemy już wakacje. Sam i ja na pewno spędzimy je w Mordorze. To przecież taki uroczy zakątek, pełen atrakcji turystycznych. Zaprosił nas Sauron. Natomiast Gandalf stwierdził, że najbardziej lubi niespodziewane wyjazdy "Last minute", z których przecież tak często korzysta. Boromir chce spędzić wakacje na obozie wędrownym, żeby stracić trochę na wadze po tych urodzinowych ekscesach. Ostatnio narzeka, że nie mieści się w zbroję.
Już będę kończył mój króciutki list. Do zobaczenia. Pa, pa!

Twój na zawsze Frodo Baggins


List 10 (odcyfrowała Anya)

Drogi Bilbo!

Tym razem nie będę pisał o naszej wyprawie. Wszystko jest po staremu. Kłócimy się, raz na jakiś czas trafi się mała bójka (tak, żeby nie wyjść z wprawy), a od czasu do czasu (mniej wiecej siedem razy w tygodniu) organizujemy Aragornowi wieczór kawalerski. Nic nowego. Ale, ale, mam ciekawostkę. Wyobraź sobie - nasz Obieżyświat pozwolił mi przeczytać swój pamiętnik i kilka listów od Arweny. Mam nadzieję, że podobnie jak ja nieźle się ubawisz.

"Pewnego pięknego dnia w Rivendell...
- A więc naprawdę nie ma już nadziei? - spytał Elrond.
- Żadnej. Przykro mi - Glorfindel był wyraźnie zasmucony.
- A gdyby tak... - zaczął niepewnie pan na Rivendell.
- Próbowałem wszystkiego. Wierz mi - przerwał Glorfindel.
- A...?
- Nie działa.
- A może...?
- Też. Będę z tobą szczery Elrondzie. Porzuć wszelką nadzieję. Pogódź się z losem.
- Ach! Jak to możliwe? Przecież to moja córka!
- Tak, ale... Arwena nigdy nie nauczy się czytać i pisać - oznajmił Glorfindel.
- Biedne dziecko... Może ma dysleksję? Albo dysgrafię? - podsunął Elrond.
- Raczej nie. Wybacz mi te słowa, ale Arwena jest tępa jak miecz, którym golił się Isildur.
- Ooch... zabijasz mnie! -jeknął załamany Elrond i charakterystycznym gestem wsparł głowę na dłoni.
- Posłuchaj słów prawdy. Przez te dwieście lat nawet krasnolud nauczyłby się śpiewać.....
*
- Arweno, w życiu każdego młodego elfa wykształcenie jest bardzo ważną sprawą... - zaczął pedagogicznie Elrond.
- Tatusiu, wyluzuj się! Chcesz, żeby zrobiły mi się zmarszczki pod oczami?! Albo, żeby wzrok mi się popsuł?!
- Kochanie, nam elfom nie psuje się wzrok...
- A poza tym ta cała Nenya jest przestarzała!
- Quenya, córeczko - poprawił zdruzgotany Elrond. - Nenya to Pierścień twojej babci.
- No przecież mówię... zresztą po co mi ta cała nauka?
- Żaden elf nie będzie się chciał z tobą ożenić. Zobaczysz, że oddam twoją rękę człowiekowi.
*
Rivendell 300 lat później.
- Jestem z ciebie dumny córeczko!
- No nie? Zobaczysz, że niedługo będę potrafiła napisać nawet twoje imię. I nie będę musiała wychodzić za człowieka!
*
Rivendell 500 lat później.
- Tylko pamiętaj - do rak własnych - mówiła Arwena przywiazując list do nóżki gołębia pocztowego. - I uważaj, nie zgub. Pisałam go z takim trudem....
*
Tydzień później, gdzieś w Śródziemiu.
- Pac! Pac!
- Ty cholerny ptaku! - wrzasnął wściekły Aragorn, wycierając z płaszcza gołębie odchody. - Zawsze to samo! Zrobię z ciebie pieczeń, a pióra wsadzę w kuper! Czy ty w ogóle wiesz kim ja jestem?!
- Przestań bluzgać! - powiedział zimno Gandalf. - Powinieneś być wdzięczny temu biednemu stworzeniu. Kazać mu latać tam i z powrotem... Powinna się tym zająć Liga Ochrony Przyrody.
- Ok. Już jestem spokojny. A teraz zostawcie mnie samego. Muszę przeczytać list od Arweny.

Powiało grozą...

"Kohany Argusió!
Prafda, rze robie postempy w pisaniu listuf? Wiesz, pszed hfilą tatóś zajżał mi pszes ramię i zemdlał....on jest taki wrarzliwy, to pewnie z radości, rze piszę ten list.
Pomyślałam sobie, rze skoro jórz jesteś na tej wyprawie... bo wiesz, do Riwendel pszyszły ólotki reklamowe z sópermarketu w Gondoże. Mugłbyś mi kópić parę żeczy, kiedy tam bendziesz. Są rurzne promocje! A ja potrzebóje niewiele. Tó masz listę:
1. Krem ze zdehłej szeloby ( pszecif zmarszczkom)
2. Pomatkę
3. Póder
4. Make up
5. Kremy na dzień, na noc, na połódnie, na wieczur
6. Tósz do żęs
7. Cienie do powiek
8. Lakier do paznokci
9. Kontórófkę do ust
10. Eyeliner
Oczywiscie fszystko firmy "Olifant". Aha, i jeszcze komplet bielizny z mithrilu.
P.S. Sobie tesz mugłbyś coś kópić! Hodzisz ubrany jak lómp! Jak ja mam się z tobom gdzieś pokazać?
P.S.II Jak bendziesz wracał, pamientaj - jeśli jeszcze raz naniesiesz mi błota do pokoju... to....
P.S. III Kóp sobie w koncó maszynke do golenia na baterje. Mam dość tfoih tłómaczeń, rze nie było prądó w okolicy.
P.S IIII Nie prubój wracadź do Riwendel bez zakópuf. Nieh ja się dowiem, rze ty i ta tfoja banda podpaliliźcie ten supermarket....
Całóje cię mocno, tfoja Arwen. Pa!
P.S IIIII Tatóś właśnie siem ocknoł i hce, rzebyś kópił mi jeszcze słownik ortopedyczny. Co? A, ortograficzny (co za rurznica). Największy, jaki mają w sklepie."





Kolejne, odnalezione przez Anyę i Alianę listy Bilba zamieścimy, kiedy tylko uda im się przetłumaczyć je z hobbickiego na nasze.


Strona Główna      
Z Ostatniej Chwili      
Kącik Poezji      
Teatrzyk      
Opowiadania      
Galera      
Sklepik      
Forum Romanum      
Goście Adiemusa      
Linki      
Rozbrykany Balrog      
      
Forum Elendili      
Lista mailingowa      






Książka Skarg i Wniosków      



Ta witrynka nie wysyla
cookies. Jeżeli lubisz je
kolekcjonować, kliknij
prawym klawiszem na
poniższe ciasteczka
i zapisz je sobie
gdzieś na dysku.

bardzo lekkostrawne, tylko 8kB

Podoba Ci się
na mojej stronce?
Klikaj śmiało!
20rings - 20 najlepszych stron tolkienowskich